sobota, 17 listopada 2012

36. "No way back"



Dwa tygodnie później. 

Każdego dnia budzimy się z nadzieją, że możemy dokonać niemożliwego, że odnajdziemy w sobie wystarczająco dużo siły, aby ruszyć przed siebie, nie cofając wskazówek zegara. Dlaczego więc ja tego nie potrafię? Siedzę tutaj, gdzie kiedyś zasypialiśmy razem. Patrzę na łóżko, ukrywam w dłoniach skrawek pościeli, aby przystawić sobie ją do nosa i zaciągnąć się Twoim zapachem. Przez chwilę czuję się tak jakbyś nadal tutaj był, lecz Ciebie nie ma. Odszedłeś, pozostawiając po sobie smutek i ból, który rozdziera moje serce. Do tej pory nie czułam go tak dotkliwie jak teraz. Marzę, że za chwilę tutaj wejdziesz, aby pocałunkiem ściągnąć z moich ust krótkie pytanie: 'dlaczego?'. Ale to nie następuje, a ja z każdą kolejną sekundą tracę nadzieję na Twój powrót. Bo Ty nie masz zamiaru wracać, prawda? Zastanawiam się, czy tam gdzie jesteś teraz, pamiętasz nas nadal? Ja nie zapomniałam ani jednej minuty naszego wspólnego życia. Chodzę po tym mieszkaniu, gdzie jakiś czas temu i Ty stawiałeś swoje kroki. Czuję Cię coraz bliżej, aczkolwiek zbyt daleko, aby sięgnąć Twojej dłoni. Widzę jak uśmiechasz się do mnie ze zdjęć, które poustawiane są na komodzie. Osiadł na niej kurz. Wiem jak tego bardzo nie lubisz, więc obiecuję, że za chwilę, za krótki ułamek sekundy, posprzątam. Chcę, abyś był zadowolony, szczęśliwy i dumny ze mnie, gdziekolwiek teraz jesteś...
Pamiętasz tą czerwoną miskę, którą kupiłam na owoce, a która tak bardzo nie podobała się Tobie? Niestety, strzaskałam ją. Wypadła mi z rąk. Wiem, że będziesz zły, że nazwiesz mnie niezdarą, ale ja naprawdę się staram. Tak bardzo chcę być idealna dla Ciebie, że czasami zapominam o sobie. Matko, co ja bredzę, dlaczego piszę w czasie teraźniejszym? Przecież Ty odszedłeś i już nigdy nie wrócisz. Ta prawda mnie rozdziera na pół, łamie jak suchą gałąź dotyk buta, to wszystko mnie przerasta.. Rzeczywistość bez Ciebie jest gorsza od rzeczywistości z Tobą, gdy płynęły łzy, gdy było głośno i nie zawsze kolorowo. Czy możesz zrobić, chociaż raz coś dla mnie? Wróć, proszę. Wiem nie mogę o to prosić, ale nie mogę się powstrzymać. Zachowuję się jak wariatka. Chodzę po tych wszystkich pomieszczeniach, wyciągam Twoje ubrania z szafy i zamiast pakować je do czarnych worków, kładę na ziemi. Nie potrafię tego zrobić. Nie umiem pozwolić Ci odejść. Brakuje mi siły i ochoty, aby tego dotykać. Bo ja tak naprawdę nie chcę się z Tobą żegnać. Nie umiem powiedzieć: ''żegnaj'', spakować to wszystko, co wiąże się z Tobą i wyrzucić to, albo oddać. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł nosić tą Twoją szarą bluzę, którą tak bardzo sobie ukochałam. Nie! To wszystko wydaje się być nierealne.. Mój świat nie może istnieć bez Ciebie. Dlaczego spośród wszystkich ludzi, wybrałeś akurat mnie, abym dokonała tego? Chciałeś mnie ukarać? Za co, David? Jeśli możesz to odpowiedz mi. Co takiego zrobiłam? Mija właśnie czwarta godzina odkąd tutaj weszłam. Nie zrobiłam nic. Poza napisaniem tego głupiego listu, wyrzuceniu wszystkich Twoich ubrań z szaf, przetarciu zdjęć z kurzu i .... Ach, czuję się tak, jakbym szykowała mieszkanie na Twój powrót, a nie sprzątała je po Twoim odejściu. Chyba ktoś inny powinien się tym zająć. Ja jestem za słaba, aby cię usunąć stąd. Za dużo to dla mnie znaczy. Za bardzo Cię kochałam. Oglądałam kiedyś taki film.. Nie pamiętam tytułu. Pamiętam jedynie, że główna bohaterka powiedziała, że trzeba napisać wszystko to, co nas boli na kartce papieru, a następnie ją spalić. Podobno w ten sposób można się uwolnić od osoby, która nas opuściła. Nie wierzę w to, ale muszę spróbować. Potrzebuję ukoić ten ból. Nie dla siebie, lecz dla tego malutkiego smyka, który rośnie pod moim sercem. Będziesz z niego dumny. Czuję to.
Dziękuję Ci za wszystko, David. Byłeś moim przekleństwem, moim ratunkiem i moim szczęściem. Byłeś każdą sprzecznością mojego życia. Wszystkim, co miałam na tym świecie i wszystkim tym, co chciałam mieć. Nie żegnam się z Tobą, bo się jeszcze spotkamy. Kiedyś, gdzieś tam... Może wtedy odnajdziemy naszą wspólną drogę? 


Otarła łzy z policzków, podchodząc bliżej balustrady. Chłodny wiatr omiótł jej ciało, rozwiewając blond włosy. Nie zwracała na to uwagi. Drżącą dłonią odpaliła zapalniczkę, podsuwając pod niewielki strumień ognia białą kartkę zapełnioną jej pismem. Patrzała jak się pomału tli, aż nagle mały płomyk przybrał większych rozmiarów. Wtedy puściła ją, patrząc jak odlatuje. Najpierw wzniosła się ku górze, aby za chwilę opaść na dół, lecz nim dotknęła ziemi, zrobiła kilka fikołków w powietrzu. Uśmiechnęła się delikatnie, spoglądając z nadzieją w niebo.


Odgarnęła na bok kilka kosmyków włosów, które wtargnęły na jej twarz. Skrzywiła się nieznacznie, gdy pomyślała o drodze jaką musi przebyć z tymi ciężkimi siatkami. Nabierając powietrza, ruszyła przed siebie. Uśmiechnęła się do sąsiadek, które właśnie zmierzały do miejsca, które ona opuściła. Nie lubiła robić zakupów, gdy otaczał ją tłum ludzi, dlatego na targ wybierała się zawsze wcześnie rano. Dzięki temu mogła spokojnie zastanowić się nad tym, co będzie jej potrzebne, a jednocześnie wybrać najlepsze z możliwych produktów. Kochała gotować. Uwielbiała roznoszący się po domu zapach przyrządzonych przez nią potraw. Mama lubiła nazywać ją wirtuozem kulinarnym, a ona lubiła wierzyć, że pewnego dnia uda się jej otworzył własną, kameralną restaurację. 
Zatrzymała się gwałtownie, gdy pojawił się przed nią Mark. Zmarszczył czoło, gdy dostrzegł jej postać. Nadia mimochodem spojrzała na walizkę, którą ciągnął za sobą. 

- Cześć, co tutaj robisz? - spytał, a ona od razu wyczuła poddenerwowanie w jego głosie. Uśmiechnęła się, unosząc delikatnie siatki z zakupami. 
- Wracam z targu - odparła, co Niebieskooki skwitował krótkim kiwnięciem głowy. Nie patrzał na nią. Jego wzrok błądził po okolicy. - A ty dokąd się wybierasz? 
- Wyjeżdżam do Londynu. 
- Na długo? - Chłopak spuścił głowę. Kopnął w kamyk leżący na chodniku. Nadia zaśmiała się. - Domyślam się, że nie wrócisz za tydzień ani za miesiąc. - Potwierdził skinieniem głowy, mrużąc oczy. - Pożegnałeś się chociaż z nią? 
- Co u niej słychać? - spytał z troską w głosie. Rudowłosa kompletnie tego nie rozumiała. Znała Marka i wiedziała jak bardzo mu zależy na Jokaście, więc dlaczego zamiast walczyć, uciekał? Postanowiła się nie wtrącać. Nie lubiła, gdy ktoś ingerował w jej życie, więc tym bardziej nie chciała sama stać się taką osobą. 
- Jest załamana po śmierci Davida. Od jego powrotu nie układało się między nimi, ale to nie zmienia faktu, że kiedyś łączyło ich coś wyjątkowego. Potrzebuje czasu, aby się z tym pogodzić. Zresztą my wszyscy go potrzebujemy. - Westchnęła, spuszczając głowę. - Jeszcze na dodatek... Ach, nieważne. 
- Nadia, mów, co się dzieje? - Mark podszedł do dziewczyny, łapiąc ją za ramię. Zielonooka przełknęła ślinę, podnosząc wzrok. 
- Jokasta będzie musiała zrezygnować z operacji. Okazało się, że osoba, która obiecała jej dać pieniądze na operację, wycofała się. Ironia losu. 
- Niemożliwe. 
- A jednak... 
- Mark, musimy już jechać. - Nagle obok nich pojawił się ojciec chłopaka. Nadia uśmiechnęła się do mężczyzny ciepło. 
- Trzymaj się, Mark - odparła, odkładając reklamówki z zakupami na chodnik. Podeszła do chłopaka i stając na palcach, objęła go. - Nie zapomnij o nas - wyszeptała mu na ucho, składając drobny pocałunek na jego policzku. 
- Pozdrów ode mnie Jokastę. 

*


If terror falls upon your bed and sleep no longer comes... 
Remember all the words I said.   

Jokasta Martinez, miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, a w swoim sercu nosiła ból trudny do zniesienia. Czternaście dni temu pochowała człowieka, a wraz z nim część siebie. Razem z nim pożegnała dziewczynę, którą on tak bardzo kochał - radosną, pełną nadziei, spontaniczną i taką jego. Tylko przy nim była Jokastą, którą i ona uwielbiała. Nauczył ją mówić o miłości, pokazał czym ona jest i udowodnił, że niektóre przysięgi naprawdę znaczą 'na zawsze'. Dlaczego zatem ona nie umiała mu udowodnić tego samego? Może, gdyby nie traciła czasu na żal, na ciągłe wypominanie mu jednego błędu, gdyby spróbowała go znowu pokochać, to on nie odszedłby? 
Jokasta Martinez, miała ogromne wyrzuty sumienia. Czuła się współwinna jego śmierci. Powinna spróbować, lecz jak miała oszukać swoje serce? Od kilku miesięcy dawało jej jasno do zrozumienia, że należy ono już do kogoś zupełnie innego, do kogoś za kim dzisiaj tęskniła równie mocno. Była beznadziejna. Całe jej życie było jednym wielkim pasmem porażek. Nawet nie pamiętała jak to jest nie bać się i z niecierpliwością oczekiwać nowego dnia. Ona już nie czekała. 
Jokasta Martinez, skłamałaby, gdyby powiedziała, że nadal żyje. Ona jedynie wegetowała. Nowy dzień nie przynosił nowych nadziei, a noc niczego nie podsumowywała, bo też nie było czego. Brązowooka dziewczyna stała w miejscu i zdawała sobie z tego sprawę. Nie miała już siły, aby walczyć, aby próbować, bo każda próba kończyła się na tym samym. 
Jokasta Martinez, upadała, traciła, żegnała i przy tym nieziemsko cierpiała. Dlaczego? Czyżby była aż tak złym człowiekiem? Przecież nigdy nikogo nie chciała skrzywdzić. A jednak zrobiła to. Zraniła go, pchnęła go ku końcowi, odebrała ostatnią nadzieję. Tak przynajmniej myślała, nie zdając sobie sprawy, że jest w przeogromnym błędzie.

David Blacksut, gdyby tylko mógł, powiedziałby jej o tym.

- Jokasta? - Usłyszała głos swojej przyjaciółki. Czuła jak łóżko ugina się pod ciężarem jej ciała, lecz mimo to nie odwróciła się. Mocniej przycisnęła poduszkę do swojej twarzy, aby zagłuszyć szloch, który wydostał się z jej ust. Ciepła dłoń pogładziła jej nagie ramie. - Porozmawiaj ze mną, proszę. Musisz to wyrzucić z siebie. - Nadia patrzała na plecy swojej przyjaciółki z nadzieją, że za chwilę się odwróci. Tak bardzo chciała odzyskać dawną Jokastę. Nie mogła zrozumieć, dlaczego los skazuję ją na to wszystko. Nie zasługiwała na to. Była dobrym człowiekiem i to chyba było jej największą zbrodnią. Dobrzy ludzie najbardziej cierpią. Śmiech losu. 
- O czym mam ci powiedzieć, Nadia? O tym bólu, który rozdziera całą moją duszę? O tych wspomnieniach, które będę już tylko ja nosić? O tym, że żałuję, że nie spróbowałam, że nie pokochałam go i o tym, że tak bardzo, ale to bardzo nie mogę znieść myśli, że go straciłam bezpowrotnie? - Załkała, zaciskając dłoń w pięść. - Jasna cholera, to wszystko nie ma sensu i ty dobrze o tym wiesz! David, on był... Przecież on był silny, zawsze miał w głowie tonę pomysłów... On kochał życie, Nadia, dlaczego więc nagle je tak bardzo znienawidził? To wszystko moja wina. Jestem cholerną niszczycielką. Zniszczyłam go, Nadia! 
- Nie prawda, Jokasta. On sam to zrobił. Dawno temu. - Rudowłosa położyła się za Jokastą, otulając ją swoimi ramionami. - Ty podarowałaś mu kilkanaście dodatkowych dni. Nie zabiłaś go. 
- Mówisz tak, bo jesteś moją przyjaciółką. 
- Nie. Mówię tak, bo taka jest prawda - odparła twardo Nadia. - A ty musisz w to uwierzyć. 
- Ale jak? - spytała, ocierając wierzchem dłoni łzy z policzków. Odwróciła się w stronę Nadii. - Jak mam uwierzyć, że to nie moja wina? 
- Pomyśl o tym, co mu dałaś. O tej miłości, którą mu podarowałaś. Czy ona mogłaby go zabić? Obie wiemy, że nie. On też to wiedział. 

 Be still and know that I'm with you.
Be still and know I am.*


 - Tato, mam do Ciebie prośbę - odparł Mark, mocniej zaciskając w dłoni paszport. Starszy mężczyzna spojrzał na niego, unosząc brew ku górze. - Proszę, opłać operację Jokasty. Ona potrzebuje tego. 


***
Bardzo ciężko pisało mi się tą część. Nie ma w niej niczego nadzwyczajnego, ale taki był zamysł. Wiem, że nie dorównuje poprzednim odcinkom, ale mam nadzieję, że i tak przypadnie Wam do gustu.
Dziękuję za wszystkie komentarze. Jesteście cudowne.

*The Fray - "Be still"

4 komentarze:

  1. Kochana, naprawdę nie wiem, co mam napisać. Nie śledziłam kilku ostatnich rozdziałów z braku czasu, dlatego więc dziś przeczytałam kilka pod rząd. Ocierając łzy z policzków, myślę o tym wszystkim. W życiu nie spodziewałam się, że to tak się potoczy. Wiesz, ja cały czas wierzyłam w dobre zakończenie. Wierzyłam, że David w głębi serca jest dobrym człowiekiem. Wierzyłam, że kiedyś zrozumie swoje błędy. I zrozumiał. Zrozumiał, że tak naprawdę krzywdził wszystkie bliskie sobie osoby. Tylko dlaczego zadał im ten ostateczny cios? Ten największy? Chyba dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo nieszczęśliwy był i zagubiony. Świadomość, że zadało się krzywdy tylu najważniejszym osobom jest okropna. Nie umiał sobie z tym wszystkim poradzić. Nie umiał poradzić sobie ze swoim życiem, to wszystko go przerastało, aż w końcu zupełnie przerosło.
    Żal mi Jokasty, ileż ta dziewczyna się wycierpi w życiu. Aż łzy mi się ponownie cisną do oczu, kiedy pomyślę o niej. Niekrórzy niestety dostają od życia bardziej w kość. Mam nadzieję, że kiedyś los się odwróci, uśmiechnie się do niej i wynagrodzi jej wszystkie krzywdy, bo zasługuje na to.
    Kochana, to było wspaniałe. Po raz kolejny udowodniłaś, jak wielką pisarką jesteś i jeśli kiedykolwiek będziesz wydawać książki, ludzie będą się o nie bić, a ja będę Twoją wierną fanką, już jestem. Nawet nie wiesz, jakie emocje we mnie wywołujesz, jak potrafisz wzruszać. Jesteś wielka.

    OdpowiedzUsuń

  2. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy coś takiego, jak napisanie listu i późniejsze spalenie go pomaga. Nigdy czegoś podobnego nie robiłam i mam nadzieję, że nigdy nie zostanę zmuszona do podjęcia takiego kroku. Sama Sophia przyznała, że w to nie wierzy, ale spróbowała. Pewnie na efekty takiego działania będe musiała poczekać znacznie dłużej niż przypuszczałam. To widać, że dziewczyna cierpi. Tylko ktoś naprawdę nieczuły by tego nie zauważył. A odczuwa to wszystko bardziej tylko dlatego, że jednak kochała Davida, mimo wszystko. Mimo tych krzywd, które świadomie czy nieświadomie jej wyrządzał. A jednak list pożegnalny napisał właśnie do niej. Dla mnie to też jest trochę niezrozumiałe, ale przynajmniej na papierze przedstawił swoje uczucia i swój punkt widzenia. Wyobrażam sobie, jak ciężko musiało być Sophii wejść do tego mieszkania, a co dopiero pozbywać się z niego wszystkich rzeczy Davida. Ja sama nie wiedziałabym jak się za to wszystko zabrać, od czego zacząć, co w ogóle z tym wszystkim zrobić... pewnie pod wpływem chwili doszłabym do wniosku, że jeśli chodzi o ubrania, to pewnie przydadzą się osobom, które z pewnością ich potrzebują, ale co z resztą? Sama nie wiem i nie dziwie się, że Sophia sama nie wiedziała. Ale mimo wszystko jestem ciekawa co dalej z nią będzie. Przecież niedługo zostanie mamą i jakoś musi sobie poradzić, musi być silna chociażby ze względu na dziecko. Oby była szczęśliwa z Danielem i nie musiała się o nic zamartwiać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, dawno nic nie było o Nadii. Ta dziewczyna jest niesamowita, jest najlepszą przyjaciółką pod słońcem. Zawsze to powtarzam, ale taka jest prawda, że zazdroszczę Jokaście takiej przyjaciółki. To skarb mieć obok siebie tak wspaniałą osobę. Swoją drogą nie wiedziałam, że Nadia uwielbia gotować. Ja niestety nie mam do tego powołania i przede wszystkim cierpliwości. Podejrzewam, że jakiś najprostszy posiłek pewnie umiałabym przygotować, ale jeśli już miałabym być bardziej kreatywna i pomysłowa, to obawiam się, że nic by z tego nie wyszło. Nie sądziłam, że w drodze powrotnej spotka Marka. Ciekawa byłam jej reakcji na wyjazd chłopaka. To troszkę niemiłe z jego strony, że nie pożegnał się z Jokastą, ale to już jego decyzja i skoro uznał, że tak będzie lepiej, to ok. Nie wiedziałam, że sponsor (jeśli tak oczywiście mogę nazwać tą osobę) zwyczajnie odmówi pomocy Martinez. Cóż, różne są przypadki, ale jeżeli już zdeklarował się, że pomoże to nie powinien się wycofywać na ostatnią chwilę. Ciekawa jestem czy Mark zacznie działać w tym kierunku, żeby pomóc brunetce.
    Tak, niewątpliwie Jokasta jest tą postacią, która zawsze ma pod górkę. Jej życie nigdy nie było usłane różami, zawsze los rzucał jej kłody pod nogi. Ale mimo wszystko radziła sobie. Przecież ma obok siebie mamę, wspaniałą przyjaciółkę, które nigdy jej nie opuszczą i będą wspierały zawsze, obojętnie co się wydarzy. Zdaje sobie sprawę z tego, że bardzo cierpi i jest jej trudno. Mimo wszystko kochała Davida, był przecież jej pierwszą miłością i przez pewien czas wydawało się, że jedyną na całe życie. Ale prawda jest taka, że serca nie da się oszukać i skoro jej serce należy do Marka, to nie mogła oszukiwać siebie i przy okazji Davida. To byłoby niesprawiedliwe wobec ich obojga. Gdybym to ja była na miejscu Martinez pewnie też miałabym wyrzuty sumienia i za to co się stało obwiniała siebie. Nie mogę powiedzieć, czy tak faktycznie było, bo tego zwyczajnie nie wiem. Przede wszystkim nie chciałabym w ten sposób mówić i myśleć o Jokaście. Ona taka nie jest, nawet muchy by nie skrzywdziła a co dopiero drugiego człowieka. Wydaje mi się, że ona sama musi się z tym zmierzyć. Przemyśleć pewne sprawy, może wtedy znajdzie ukojenie i spokój, a przede wszystkim szczęście na które naprawdę zasługuje. Cały czas liczę na to, że to jeszcze nastąpi :)
    Czułam, że Mark nie przejdzie obojętnie obok tego co usłyszał od Nadii. Czułam, że zacznie działać i nie będzie obojętny na cierpienie dziewczyny, którą jednak kocha, bo tego nie ukrywa. Jestem ciekawa jak to będzie z jego pobytem w Londynie, czy wytrzyma tak długo bez Jokasty? Myślę, że ten wyjazd jeszcze bardziej upewni go w tym, że kocha Jokastę i bez niej nie wyobraża sobie życia. No i najważniejsze czy jego ojciec zgodzi się opłacić operację dziewczyny? Nie jest jakimś bezdusznym typem, więc myślę, że stać go na tak dobry uczynek. Tu chodzi przede wszystkim o dobro Jokasty i o to, żeby miała w życiu lepiej, nie cały czas pod górkę.
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    PS. Przepraszam, że komentarz znów pojawił się w częściach, ale inaczej nie chce się dodać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem :* Pisałam Ci już na gadu, że aż mi głupio, że jestem tutaj dopiero teraz, więc tutaj już nie będę wracać do tego tematu. Cieszę się, że przede mną jest kolejny rozdział historii, której teraz już na pewno nigdy nie zapomnę.
    Pierwszy fragment naprawdę mi się spodobał. Być może nie wnosi zbyt wiele do samej historii, ale ma jakąś taką magię, poza tym naprawdę świetnie opisałaś towarzyszące wszystkiemu emocje. Czasami jak czytam to, co piszesz, wydaje się to tak przemyślane i poskładane, jak piosenka - a to wielka sztuka, bo ja bardzo często zapędzam się i piszę niestworzone rzeczy. To pokazuje (znowu) że jako pisarka bardzo dojrzałaś, wiele się nauczyłaś, dzięki czemu też w lepszy sposób ukazujesz uczucia - bo choć kiedyś Twoje pomysły też były wspaniałe, to teraz tworzysz tak piękne zdania, że nikt nie mógłby się przyczepić. I naprawdę przyjemnie jest obserwować z perspektywy lat, jak się pięknie rozwinęłaś :)
    Drugi fragment też mi przypadł do gustu. Nadia to naprawdę pozytywna postać całej tej historii. Przykra sprawa z tą operacją Jokasty. Życie potrafi być naprawdę podłe - jak coś się sypie, to za chwilę posypie się coś innego (innymi słowy, nieszczęścia chodzą parami). Co do Marka, nie sądzę, by był w stanie zapomnieć o Jokaście, nawet, jeśli faktycznie wyjedzie do tego Londynu. Nie sądzę też, że nie spróbuje jakoś pomóc Jokaście przy operacji.
    Druga piosenka i ogólnie druga część tego odcinka, zdecydowanie bardziej mi się spodobały. Jokasta ma wciąż to szczęście, że może liczyć na przyjaciółkę. Nadia wiele razy udowodniła, że jest prawdziwą przyjaciółką, jej bratnią duszą i wierzę, że między innymi dzięki jej pomocy, Jokasta po jakimś czasie dźwignie się znów na nogi. Naprawdę kapitalny ten fragment i dialog między przyjaciółkami. Z kolei ostatnie zdanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że Mark ma serce jak dzwon - bo taka jest prawda. Wiadomo, że to serce jest wciąż złamane i tak szybko nie będzie znowu działać bez zarzutów, ale kiedyś może oboje jakoś nauczą się żyć tym, co tu i teraz, bez wracania do przeszłości na każdym kroku. Mam nadzieję, że tak będzie i jestem ciekawa, jaki będzie efekt operacji Jokasty, jeśli do niej dojdzie. Czy dziewczyna ostatecznie odzyska wzrok? Podejrzewam, że jeszcze każesz nam przez jakiś czas czekać na odpoiedź na to pytanie, ale ja będę cierpliwie czekać na to, co wymyślisz.
    Pozdrawiam i stwierdzam, że odcinek Ci się udał :) :*

    OdpowiedzUsuń