wtorek, 6 listopada 2012

35. "Na zawsze"


 [Warren Ellis - "Unfold"]

3 dni później... 

"Uczyłem się żyć. Każdego dnia chciałem być lepszy. Wymarzyłem sobie życie, którego dosięgnąłem koniuszkiem palca. Wdrapałem się na ten szczyt, poświęcając wiele. I może to był mój błąd? Bo widok, który zastałem tam, wcale nie był tak zachwycający. Chciałem być kimś, znaczyć coś w historii tego świata, pozostawić swój ślad. W pewnym sensie zdobyłem to. Stworzyłem budowle, które będą stały przez lata, a może i wieki. Moje nazwisko obiło się o uszy wielkich tego świata, ale jakie to ma dzisiaj znaczenie?" 

Przymknęła powieki, a z jej oczu wydostały się łzy. Bolało. Tak bardzo bolało ją to, co się wydarzyło. Ciągle nie mogła uwierzyć, że ta kartka papieru, którą trzymała właśnie we swoich dłoniach jest jego ostatnią wiadomością skierowaną do niej. Nie wiedziała, dlaczego postanowił napisać to jej. Nic nie miało sensu. Jego śmierć. Matko, jak bardzo nienawidziła tego stwierdzenia. Za każdym razem, gdy ktoś w jej towarzystwie wypowiadał słowa: 'David nie żyje' lub 'Davida nie ma już z nami', czuła rozdzierający ją ból i niedowierzanie. Bo on zawsze był. Czasem bliżej, a czasem daleko. Dzisiaj odszedł najdalej jak mógł. Wybrał bezpowrotną drogę, a ona nie potrafiła się z tym pogodzić. 
Zaśmiała się, a kolejna fala łez spłynęła po jej policzku. Dopiero teraz zrozumiała jak bardzo była od niego uzależniona. Nie chodziło tutaj o stronę materialną, lecz o mentalną. Może nie dogadywali się tak jak powinni, być może nie był mężczyzną idealnym, ale łączyło ich więcej niż mogliby przypuszczać. Oboje walczyli z samotnością. Tą piekielną pustką, która rozdzierała ich serca. 
Ich spotkanie nie było przypadkiem. Los doskonale wiedział, co czyni. Oboje mieli pomóc sobie nawzajem, gdzie zatem popełnili błąd? Może nie byli na tyle dojrzali, aby otwarcie mówić o swoich emocjach? Może to było początkiem wszystkiego? Unikanie tematu, udawanie, że jest w porządku, kiedy w rzeczywistości wcale tak nie było. Być może, gdyby chociaż raz odważyli się otwarcie porozmawiać o swoim bólu, on dzisiaj by żył? 
- Dobrze się czujesz? - Podniosła swój zapłakany wzrok, zatrzymując go na Danielu. Poruszyła twierdząco głową. - Za niedługo będziemy musieli iść - dodał. 
- Wiem. Chcę zostać sama, proszę - wyszeptała. Chłopak uśmiechnął się nikle. 
- Gdybyś czegoś potrzebowała, to wiesz gdzie jestem. - Nie odpowiedziała nic. Poczekała, aż chłopak opuści hotelową sypialnię. Ponownie zatrzymała wzrok na kartce pokrytej jego chaotycznym, tak charakterystycznym pismem. 

 " Dzisiaj siedzę samotnie w hotelowym pokoju, a błędy, które popełniłem w przeszłości, wydają się być bardziej wyraziste, bardziej odczuwalne, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. Dlaczego życie najpierw musi nas doświadczyć tak dotkliwie, abyśmy zaczęli doceniać to, co mieliśmy? 
Jest takie mądre przysłowie, że życie jest jak obieranie cebuli - pełne łez. Ja może nie płakałem często, ale doświadczyłem tego nieprzyjemnego, wyniszczającego dotyku. Zabawne, że mając właściwie wszystko to, czego pragnąłem, czuję się jak nikt. Bo jestem nikim, Sophia. Taka jest prawda. Jestem cholernym zerem, bo wszystko to, co świadczyło o jakiejkolwiek mojej wartości, odtrąciłem. 
Miałem dziadków, miałem ciebie, miałem Jokastę i prawdziwych znajomych. A co mam teraz? Pustkę. Tą cholerną, niszczycielską pustkę, przed którą uciekałem całe swoje życie. Wreszcie mnie dopadła, a ja nie wiem jak mam sobie z nią poradzić. Pierwszy raz nie mam pojęcia, co dalej? Boję się." 

Nie umiała. Nie potrafiła poradzić sobie z tym cierpieniem. Tego wszystkiego było za wiele. Tak bardzo żałowała, że nie było jej wtedy obok, że nie mogła zabrać mu z dłoni tego długopisu i po prostu przytulić. Podarować mu wsparcie, o które tak dotkliwie prosił. Dlaczego nie zauważyła tego wcześniej? Wiedziała, że był zagubiony, że miał problem, ale nie sądziła, że aż tak wielki. Wykonał ostateczny krok z braku bezsilności. 
David od samego początku potrzebował wsparcia, obecności drugiej osoby, tego wszystkiego, co chroniło go przed upadkiem oraz tego, czego zabrakło, gdy postanowił zakończyć swoje życie. Był małym, zagubionym chłopcem, który wstydził się przyznać, że potrzebuje kogoś, kto wyciągnie ku niemu dłoń. Żałowała, że nie spróbował, chociaż raz o to poprosić. 
Pociągnęła nosem, wierzchem dłoni ocierając łzy z policzków. 

"Mógłbym zadzwonić do Ciebie, bo wiem, że pomogłabyś mi bez zawahania. Zawsze to robiłaś. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale gdyby nie ty, to pewnie już dawno skończyłbym w rynsztoku. Dopiero teraz widzę ile dla mnie zrobiłaś, jak wiele mi dałaś i jak bardzo na mnie wpłynęłaś. Myślę o tobie. O twoich rumieńcach na policzkach, gdy przyłapywałem cię na wpatrywaniu się we mnie. O tym szczerym uśmiechu i słowach, które nie kryły w sobie kłamstwa i obłudy. O tym, że zawsze byłaś. Obojętnie, co nie zrobiłem, jak bardzo cię nie zraniłem - ty byłaś. Nie wiem dlaczego, bo jestem pewny, że nie zasłużyłem sobie na to. I pewnie nigdy już się nie dowiem. Wiem jednak, że nasz syn będzie dumny z tego, że ma tak cholernie silną matkę. Tak jak ja zawsze byłem, chociaż nigdy ci o tym nie powiedziałem." 

Dlaczego jej to robił? Dlaczego napisał te wszystkie słowa teraz, gdy nie mają już żadnego znaczenia? Bolało, tak bardzo bolało. 

"Zawsze liczyła się dla mnie tylko Jokasta. Robiłem to wszystko, aby ona mogła być dumna ze mnie, aby nie musiała się mnie nigdy wstydzić. Chciałem jej zapewnić godne życie. Wiem, że nie to się dla niej liczyło, ale ja tego potrzebowałem. Chciałem być dla niej lepszym mężczyzną pod każdym względem. Dzisiaj wiem, że mi się to nie udało. 
Zastanawiam się, gdzie wyparowało to wielkie uczucie, którym się darzyliśmy? Kocham ją. To się nigdy nie zmieni, lecz widzę, że ona już nie czuje tego do mnie. Boli to. Nawet bardzo. Przez całe swoje życie żyłem utopijną wizją. Marzył mi się niewielki dom z ogródkiem, ona i ja, a obok gromadka naszych radosnych, biegających dzieci. Nadal tego pragnę, lecz wiem, że ona nie. Nie chcę jej zmuszać. Pragnę jej szczęścia, dlatego muszę się usunąć. Może to egoistyczne, co zrobię. Być może miliony ludzi tego nie zrozumieją, ale jestem pewien, że ty tak. 
Ja po prostu nie umiem żyć bez jej miłości.

- Sophia, musimy już iść. - Nabrała powietrza, nie odrywając wzroku od kartki. Ostatnie zdanie, kilka liter, które tworzyły coś, co poruszyło jej serce tak dotkliwie, tak dogłębnie, że czuła jak jej serce zamiera. Oczywiście, że rozumiała. Była niemalże pewna, że kiedyś powiedziała to samo mu. Po jednej z kłótni, gdy po raz kolejny zdała sobie sprawę, że powinna odejść, że to nie jej miejsce, lecz nie umiała. Za bardzo go kochała. 
Rozpłakała się, a jej ciało przeszył dreszcz. Daniel podszedł do niej, obejmując ją mocno. Dłonią przejechał po jej jasnych, rozpuszczonych włosach. Widział ten ból, który zionął z jej oczu. Odkąd otrzymała telefon z wiadomością, że David popełnił samobójstwo, stała się wrakiem człowieka. Jadła tyle ile musiała, aby nie zaszkodzić dziecku. Wychodził z sypialni tylko wtedy, gdy potrzebowała skorzystać z łazienki. Nie rozmawiała z nim, a gdy próbował ją o coś zapytać, to prosiła, aby zostawił ją samą. Wiedział, że potrzebuje czasu, dlatego nie nalegał. Martwił się o nią. 
- Nie umiem... To tak bardzo boli... - wyjąkała, zaciskając swoją drobną piąstkę na jego białej, idealnie wyprasowanej koszuli. - Dlaczego to zrobił? Ja... Potrzebuję go. Potrzebuję tej świadomości, że on jest gdzieś tam, ale do cholery nie umiem jej w sobie rozbudzić.. Bo przecież on nie mógł odejść na zawsze. On zawsze wracał. 
- Wiem, Sophia, spokojnie - wyszeptał, jeszcze mocniej przytulając ją do swojego ciała. - Mogę sobie tylko wyobrazić to, co przeżywasz teraz. Wiem, że jest ci ciężko, że to boli, i że ci go brakuje. Ale pamiętaj, że on nie odszedł daleko. Jestem niemalże pewien, że siedzi tutaj obok i trzyma cię za dłoń. Nie możesz go tylko zobaczyć. 
Blondynka pokręciła głową, łapczywie nabierając powietrza. 
- A jeśli nie ma go? 
Daniel odsunął ją delikatnie od siebie, ukrywając jej twarz w swoich dłoniach.
- Jest. - Uśmiechnął się delikatnie, scałowując łzy z jej policzków. 

"Gdy czytasz ten list, mnie już nie ma. Ale proszę cię, nie smuć się. Bo ja czuję, że dopiero tam, gdzie wkrótce trafię będę szczęśliwy. Chcę ci podziękować za wszystko. Mam nadzieję, że znalazłaś prawdziwą miłość i radość z życia. I chociaż wiem, że nie powinienem cię o nic prosić, to mam takie drobne życzenie, proszę powtarzaj naszemu synowi, że go kocham. 
Wiesz czego najbardziej w życiu żałuję? Tego, że nie umiałem cię pokochać."

***

Są w życiu takie momenty, gdy chcielibyśmy cofnąć czas. Naprawić popełnione błędy, powiedzieć słowa, które uwięzły nam w gardle wtedy, gdy powinny zostać usłyszane. Jednak życie to nie koncert życzeń. Nie mamy monopolu na dodatkowe minuty, które mogłyby odmienić naszą przeszłość. Każdego dnia, w każdej sekundzie spisujemy nowe losy, kształtujemy coś, co może skończyć się wcześniej lub rozpocząć od nowa. On dzisiaj kończył własne życie, dobiegł do mety za wcześnie według wielu, w odpowiednim momencie dla niego. Zasnął na zawsze w akompaniamencie ciszy i dźwiękach nadziei, które wystukiwały serca zgromadzonych ludzi. Bo oni wierzyli, że to dla niego nowy początek. 

Sophia podeszła bliżej wykopanej dziury, gdzie na dnie leżała trumna, a w niej spoczywał on. Rzuciła czerwoną różę, która zaginęła w tłumie innych, podobnych kwiatów. Łzy spływały po jej policzkach, a serce uderzało nierówno w pierś. Poczuła silne kopnięcie w brzuch. Skrzywiła się delikatnie. Nie potrafiła uwierzyć, że właśnie tutaj, teraz kończy się coś, co powinno trwać jeszcze przez lata. Pociągnęła nosem, unosząc wzrok ku niebu. Może była naiwna, lecz naprawdę wierzyła, że może dostrzec tam jego uśmiechniętą twarz. Niestety, zobaczyła tylko białe, puchate obłoki. Przymknęła oczy, a z jej ust wydostały się ciche słowa:
- Na zawsze. 

Jokasta mocniej zacisnęła dłoń na ramieniu matki. Nie widziała nic. Słyszała tylko głos księdza, ciche szepty niedowierzania zgromadzonych ludzi i dźwięk spuszczanej trumny. To wszystko nie miało dla niej sensu. Jej serce pękło na najmniejsze kawałki. Zabawne, że w momencie, gdy tracimy coś bezpowrotnie, dociera do nas jak wielkie miało to znaczenie. Ona dzisiaj czuła to bardziej, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. Nigdy w życiu nie kochała nikogo bardziej od niego i była pewna, że nigdy to się nie zmieni.
Wypuściła z dłoni różę. Dopiero teraz zrozumiała znaczenie listu, który jej zostawił, a który przeczytała jej rodzicielka. Było to tylko jedno krótkie zdanie: 

"Gdy to czytasz, możesz być pewna, że jesteś wolna od mojego uczucia..." 

Bo on przecież obiecał: 

- A co jeśli pewnego dnia przestaniesz mnie kochać? - zaśmiała się, poprawiając na łóżku. David odgarnął z jej czoła kilka kosmyków włosów, wpatrując się w jej radosne, lśniące oczy. 
- To będzie znaczyło, że mnie nie ma już na tym świecie.

Łzy wypłynęły z jej oczu. 
***
Wybaczcie, że nie odpowiedziałam na komentarze. Jestem Wam za nie wdzięczna, ale nie byłam w stanie tego zrobić. Poprzedni odcinek jak i ten, bardzo dużo dla mnie znaczą. Są wyjątkowe. 
Dziękuję za wszystko, resztę pozostawiam odcinkowi.
 

6 komentarzy:

  1. Nie wiem, jakim cudem, ale Twój sms jakoś mnie nie obudził wczoraj. Obudził dzisiaj, więc jestem, bo naprawdę nie mogę się doczekać, aż przeczytam ten odcinek. Po ostatnim rozdziale pozostawiłaś mi taki apetyt na więcej, że już przejdę po prostu do czytania i komentowania.
    Nie jest to może najlepszy czas dla mnie, na słuchanie smutnej muzyki, ale znów sięgnęłaś po melodię, którą uwielbiam i która, jak już chyba pisałam poprzednio, będzie mi się kojarzyć tylko z tym opowiadaniem.
    Ahh, Motyl. Pierwszy raz od dość dawna stało się tak, że przeczytałam cały rozdział jednym tchem. I zanim zacznę rozwodzić się na temat tego, jak cudownie jest to wszystko napisane, skupię się na samej historii. To jest jeden z piękniejszych odcinków, jakie tu się pojawiły. Smutny, ale niosący jakąś taką nadzieję i coś pozytywnego, mimo wszystko. Ostatnie zdanie mnie po prostu rozłożyło na łopatki. Zdaję sobie sprawę z tego, że ten komentarz może nie być taki, na jaki liczyłaś i na jaki z pewnością zasługuje to opowiadanie, ale nie potrafię, kurczę, napisać nic sensownego. Wszystko, co chciałabym powiedzieć na temat tego rozdziału, siedzi mi w głowie i jakoś nie potrafi się wydostać stamtąd. Okazuje się, że ta historia była o wiele bardziej przemyślana, niż mi się przedtem mogło wydawać. Jestem w kropce, Motyl, ale chciałam Ci pogratulować. Mam cały czas przed oczami wiadomość od Ciebie. Kiedy autor płacze, pisząc coś swojego, znaczy, że włożył w to coś maksimum swojego serca i efekt ostateczny musi być po prostu zachwycający - i tak też jest w rzeczywistości. Możesz być z siebie dumna, szczerze. Jestem ciekawa, co się wydarzy dalej. Smutno mi, że Davida już nie ma, ale naprawdę ten rozdział pomógł mi dostrzec, że choć jego śmierć pozostawi wokół mnóstwo bólu, to jednak przyniesie coś za sobą. Życie toczy się dalej, przede wszystkim dla Sophii, która wkrótce urodzi syna. Na pewno wychowa go na silnego mężczyznę, takiego, jakim mimo wszystko był jego tata. Znów powracam do ostatniego fragmentu tego odcinka.
    ,,- A co jeśli pewnego dnia przestaniesz mnie kochać? - zaśmiała się, poprawiając na łóżku. David odgarnął z jej czoła kilka kosmyków włosów, wpatrując się w jej radosne, lśniące oczy.
    - To będzie znaczyło, że mnie nie ma już na tym świecie.''
    Myślę, że najlepszym prezentem dla autora i potwierdzeniem tego, że jego odcinek był najlepszy, jaki tylko mógłby być, są łzy czytelnika.
    A więc masz ode mnie ten prezent, bo beczę jak dziecko. Nie mogę wyjść z podziwu, jak Ty się niesamowicie rozwinęłaś jako pisarka. I powtórzę: jesteś wielka. WIEEEEELKA!
    Całuję... :*
    P.S. Pokochałam to opowiadanie ,,na zawsze'', odwołując się do tytułu tego odcinka.
    Deluxe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie wiem, co mam Ci napisać. Zatkało mnie jak czytałam to, co tutaj napisałaś, a łzy samoistnie pojawiły się w moich oczach. Wiesz jak wiele dla mnie znaczy Twoje zdanie, więc tym bardziej cieszy mnie fakt, że jest ono pozytywne.
      Wielka jesteś Ty i to się nigdy nie zmieni! W końcu jesteś moim prezentem! :*
      Bardzo dziękuję!

      Usuń
  2. Kochana... Jesteś osobą, którą darze wielkim szacunkiem. Jesteś wielką osobowością, przy czym bardzo skromną! Masz przeogromny talent, który na szczęście dla nas, pozwalasz odkrywać z każdym kolejnym odcinkiem tej, czy innych historii. Każde Twoje opowiadanie dociera do mnie z dwojoną siłą. Nigdy nie wybierałam lepszych czy gorszych rozdziałów, bo muszę przyznać, że tych drugich w ogóle nie spotkałam! Ale ten obecny rozdział... to co ze mną zrobiłaś... Po prostu mistrzostwo! Łzy towarzyszą mi przy każdym kolejnym czytaniu. To właśnie pokazuje siłę Twojego pisarstwa! Jesteś na prawdę świetna! Ciągle nie mogę się otrząsnąć po przeczytaniu i to niejednokrotnym przeczytaniu tego odcinka. Emocje są tak wielkie. Po prostu nie do opisania. Przyznam się, że bardzo rzadko pojawiały się u mnie łzy czytając opowiadania. Ale to świadczy tylko o tym, że nie ma wiele pisarek, tworzących prosto z serca! Ty jednak jesteś przykładem, że jak bardzo się czegoś pragnie to można to zrobić.
    Rozdział bardzo smutny. Odejście człowieka, który ostatnimi czasy nie był bliski ideału, a jednak wielu ludziom, jego odejście sprawiło żal, smutek, pustkę. Dopiero teraz dostrzegam to, że jednak nie był złym facetem. Na prawdę musi się coś wydarzyć, żeby człowiek zrozumiał postępowanie drugiego człowieka. To przykre i jest mi wstyd za siebie. Bo kurcze, jeśli w świecie nierealnym tak pomyślałam, to przecież tak samo może się przydarzyć w prawdziwym świecie ...
    David, choć już nie żyje ciągle przy nich jest. Te listy... Godnie pożegnał się. To było na prawdę wzruszające.
    Niedługo przyjdzie na świat jego syn, który mam nadzieję, że odziedziczy trochę cech swojego ojca. Mówię tu jednak o tych poprawnych. Zresztą wydaję mi się, że i Sophia i Daniel stworzą mu wspaniały dom i wychowają na porządnego człowieka. Będą rodzicami na dobre i złe, takimi jakich David potrzebował... Mam też nadzieję, że Sophie będzie małemu przypominać o jego ojcu. A on o swoim tacie będzie chciał pamiętać.
    Jokasta bardzo cierpi, ale z czasem sobie poradzi. To twarda kobieta, która stąpa twardo po ziemi. Nie może mieć do siebie żadnych pretensji. David sam wybrał taką drogę i ona musi to uszanować. Początki zawsze są ciężkie, jednak z czasem przychodzi ukojenie i świadomość nowego jutra. Życie toczy się dalej, ona ciągle żyje. Ma przy sobie swoich bliskich, którzy wspierali ją, wspierają i zapewne będą to robić, tak długo jak to tylko możliwe.
    Wspaniale Kochana, wspaniale ! Czekam z ogromną "cierpliwością" na dalsze losy. Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wariatka! :* Dziękuję Ci niesamowicie. Dobrze wiesz, że bez Ciebie ta historia nie byłaby tak wyjątkowa. Jesteś dobrym duszkiem tego opowiadania i za to jestem Ci najbardziej wdzięczna!
      A komentarz jest przecudowny. Nigdy go nie zapomnę.
      Dziękuje;*

      Usuń
  3. Hej Kochana:* najmocniej Cię przepraszam, że zjawiam się dopiero teraz, ale ten tydzień był tak zakręcony, że dopiero dzisiaj znalazłam wolną chwilę. Nie chce się jakoś szczególnie rozpisywać we wstępie, dlatego od razu przechodzę do rzeczy.
    Jestem w szoku. Chociaż myślę, że to zbyt delikatne stwierdzenie. Wywołałaś u mnie takie emocje, że nie potrafię wydusić z siebie nawet najprostszego słowa. O tym, że bęczę jak dziecko to już nie wspomne. David popełnił samobójstwo... w głowie mi się to nie mieści! Czyli było aż tak źle. Był aż tak zagubiony, że nie potrafił znaleźć innego wyjścia z sytuacji. A dlaczego nie poprosił nikogo o pomoc? Albo był zbyt dumny, żeby to zrobić, albo za wszelką cene chciał udowodnić sobie i wszystkim wokół, że sam sobie ze wszystkim poradzi. Z jednej strony nie dziwie się, że chciał być z tym wszystkim sam, nikt przecież nie chce, aby wszyscy dookoła się nad nim litowali. Kiedyś usłyszałam, że samobójstwo popełniają ludzie słabi psychicznie, którzy nie potrafią stawić czoła problemom. To całkiem możliwe, bo przecież nikt nie jest na tyle silny, by poradzić sobie ze wszystkimi trudnościami. Nie jestem ani trochę zdziwiona tym, że jedną z osób z którymi się pożegnał była Sophia. Ta kobieta zrobiła dla niego więcej, niż ktokolwiek inny na tym świecie. Zawsze myślałam, że David tego zwyczajnie nie widzi, nie dostrzega tej bezinteresownej troski, ale widzę, że się pomyliłam. Doceniał to od samego początku, ale po prostu bał się do tego przyznać jak to facet. Mimo, że tego nie pokazywał, to ta kobieta jednak coś dla niego znaczyła. Będzie matką jego dziecka, a to jedno z ważniejszych. Ale zastanawia mnie też to, dlaczego w ten sam sposób nie pożegnał się z Jokastą? Sam przyznał w liście, że zawsze liczyła się tylko ona, że kochał ją do samego końca. Oczywiście smuci mnie to, że im nie wyszło, życzyłam im jak najlepiej. W pewnym sensie Martinez go odrzuciła, ale na pogrzebie zrozumiała, że nigdy nie kochała i nigdy nie pokocha nikogo tak bardzo jak Davida. To normalne, że dopiero wtedy, kiedy tracimy kogoś lub coś bezpowrotnie, zaczynamy rozumieć jak wielkie to miało dla nas znaczenie. Niestety Davida już z nami nie ma, chociaż nie ukrywam, że nie tak sobie wyobrażałam koniec tej historii. Mimo wszystko jest mi strasznie przykro, bo dopiero teraz dostrzegam, że źle oceniłam Davida. Zamiast zagubionego człowieka, widziałam egoistę zapatrzonego w siebie. Co będzie dalej? Z Jokastą, Sophią?
    Czekam na ciąg dalszy :)
    Pozdrawiam i całuję :* :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz mnie za co przepraszać. Doceniam to, że zawsze znajdujesz czas, aby wejść tutaj i przeczytać oraz skomentować to, co wyszło spod mojego 'pióra'. Jestem Ci za to wdzięczna i to przeogromnie. Twoja opinia ma dla mnie szczególne znaczenie, naprawdę. Nie wyobrażam sobie moich historii bez Twojej obecności. Dziękuje Ci za to;*
      A odnośnie osób, które popełniają samobójstwo, to masz zupełną rację, chociaż ja uważam, że trzeba mieć też ogromną odwagę, aby skrzywdzić samego siebie. Przykre, że w dzisiejszych czasach coraz więcej młodych ludzi (!) podejmuje tą drastyczną decyzję.
      Dziękuję;*

      Usuń