Godzina 23:30
- Nazywam się David Blacksut i mam problem - krzyknął, ledwo utrzymując się na własnych nogach. W jednej dłoni trzymał butelkę swojego ukochanego alkoholu, a w drugiej odpalonego papierosa. Jego mętne spojrzenie zatrzymywało się na dachach jednorodzinnych domków, które wydawały się być takie małe, gdy patrzał na nie z dachu największego w mieście wieżowca. Zaciągnął się papierosem, milknąc na chwilę.
- Co ty odwalasz? - spytał Greg, który siedział na chłodnym betonie, oparty o jakąś ściankę.
- Całe życie dostawałem coś, aby za chwilę to utracić - mówił dalej, całkowicie ignorując pytanie przyjaciela. - Miałem rodziców, cóż egoistycznych, zamożnych i ambitnych ludzi dla których byłem tylko i wyłącznie problemem, bękartem, którego należało się pozbyć. Oddali mnie dziadkom, a raczej podrzucili. Czy mam do nich żal? Nie, a wiesz dlaczego? - spytał, nie oczekując odpowiedzi, sam jej udzielił: - bo dzięki temu trafiłem w ręce ludzi, którzy obdarzyli mnie miłością, ciepłem i dobrocią o jaką dzisiaj nawet nie śmiałbym prosić. Nauczyli mnie żyć pełną piersią, pokazali świat we wszystkich barwach i nazywać uczucia po imieniu. Dali mi tak wiele, a ja co zrobiłem? Zachowałem się jak skończony dupek, co akurat jest prawdą. Cały czas się tak zachowywałem. Wbrew pozorom stałem się człowiekiem tak podobnym do tych ludzi, których nienawidziłem całym sercem i którymi gardziłem. Nagle byłem taki jak oni i nie umiałem nic z tym zrobić, żałosne nie uważasz? - Upił łyka Jacka Danielsa, rozkoszując się przyjemnym pieczeniem w przełyku. Cały świat wirował mu przed oczami, ale jakie to miało znaczenie? Był jednym wielki wrakiem człowieka. Nie mógł dłużej udawać, że było inaczej. - Całe życie to jedna wielka pieprzona karuzela obłudy. Mówimy o bezwarunkowej miłości, gdy w rzeczywistości te słowa brzmią jak utopijna i wyidealizowana prawda, która nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak miłość, którą nie rządzą pieniądze, w której nie ma zmian, dla której możesz być tym kim jesteś. Gówno prawda! Zawsze musisz być lepszy, odpowiedniejszy, a kasa... Ona potrafi dać ci wszystko, a zarazem nic. Uwierz mi, wiem, co mówię. - Zmarszczył czoło, wskazując palcem na niebo, które rozprzestrzeniało się nad jego głową. - Zarobiłem tyle kasy, że mógłbym kupić to całe miasto. W garażu mam szybkie samochody, a na świecie kilka will, w których nawet nie byłem, bo nie miałem czasu. Pieniądze dały mi wolność, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wtedy mogłem za nie kupić wszystko i wszystkich. Gdy w dłoniach trzymałem kilka zielonych banknotów, byłem niemalże jak Bóg. Nie wiedziałem, co to samotność, bo mogłem kupić ludzi, którzy wypełniali mój czas. Nie pamiętałem o problemach, bo kupowałem używki, które wymazywały moją pamięć. Stałem się gnojkiem, próżnym facetem, kochającym zabawę. Wydawało mi się, że mam wszystko, aż tu nagle, bum - krzyknął, podchodząc bliżej krawędzi dachu. - Wiesz, dobrze sobie to zaplanowałeś. Dałeś mi wszystko, a teraz zrzuciłeś moje różowe okulary, ukazując to całe bagno. Postawiłeś na mojej drodze Sophie, kobietę, która nie zasługiwała na żadną z krzywd, które jej wyrządziłem. Ba, nawet dałeś nam dziecko, którego ja nie chcę. Ale co tam, przecież ty nigdy nie pytasz o zgodę, prawda? - Zaśmiał się, machając butelką, którą trzymał w dłoni. - Może będę miał córkę, albo syna. Ale po co mi to? Ja, David Blacksut, nie potrafię zadbać o siebie, a co dopiero o inną osobę. Spieprzyłeś sprawę, Staruszku! Znowu skrzywdziłeś, tym razem nie mnie, lecz niewinną osobę. Ta Blondynka... Och, seksowna kobieta. - Pokręcił głową, wspominając ich wszystkie wspólne chwile. - Daj jej szczęście, co? Podaruj jej to, czego mnie nigdy nie chciałeś dać. Tak w ramach rekompensaty za czas, który zmarnowała u mego boku. Należy się jej. A teraz przejdźmy dalej... Może porozmawiamy o Jokaście, co? Niesamowita dziewczyna. Jedyna, którą byłem w stanie pokochać, którą kocham nadal, i której nigdy w życiu nie przestanę kochać. Ją też skrzywdziłeś. Zaczynam już naprawdę myśleć, że robisz to specjalnie. Ranisz wszystkich ludzi, którzy są mi bliscy. Chcesz mnie ukarać w ten sposób? Jeśli tak, to możesz być z siebie dumny, udało ci się. Wypijmy za to! - Przechylił butelkę, upijając kolejny łyk i jeszcze jeden. Wierzchem dłoni wytarł usta. - Ale powiem Ci, że już mi się to znudziło. Chyba czas powiedzieć stop, dać temu koniec. Nie uważasz? Mam nadzieję, że świetnie się bawiłeś kosztem mojego życia, bo ja nie mogę tego powiedzieć. Pozornie dałeś mi wszystko, jednocześnie czyniąc mnie najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem. David Blacksut nigdy nie zaznał szczęścia. Jednak jest coś za co muszę ci podziękować, za każdym razem, gdy dawałeś mi kopniaka w dupę, ja odnajdywałem siły, aby mimo bólu iść przed siebie. Sprawiłeś, że stałem się bezwzględnym człowiekiem, pełnym destrukcyjnej siły, która pchała mnie ku dalszej zgubie. Jesteś z siebie dumny? - spytał, upijając kolejnego łyka alkoholu. W głowie kręciło mu się coraz bardziej, a nogi ledwo utrzymywały ciężar jego ciała.
- Co ty odwalasz, David? - spytał Greg. Ciemnooki obrócił się w jego kierunku, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o jego obecności. Uśmiechnął się w taki sposób, że ciało Grega przeszył dreszcz. Zachowywał się jak nie on, a może właśnie w tej chwili, w tym krótkim momencie, gdy David dał upust wszystkim swoim emocją, był tak naprawdę samym sobą?
Kilka godzin wcześniej...
Godzina 17:00
Rzucił przed siebie niedopałek papierosa, zapinając po szyję bluzę, którą ubraną miał na sobie. Odepchnął się od samochodu, o który dotąd był oparty, robiąc kilka kroków w stronę mężczyzny idącego wprost na niego. Jego ciemne tęczówki zmierzyły Marka od góry do dołu. Niebieskooki zmarszczył czoło. Nie spodziewał się zobaczyć Davida pod swoim domem. Nie oczekiwał, że kiedykolwiek jeszcze przyjdzie im rozmawiać ze sobą. Nie miał na to ochoty. Wolał go unikać.
- Co tutaj robisz? - spytał Mark, nie ukrywając niechęci.
- Posłuchaj mnie raz i dobrze, nie życzę sobie, abyś zbliżał się do Jokasty, jasne? - odparł, podchodząc bliżej chłopaka. Ten zaśmiał się, ukrywając dłonie w kieszeniach kurtki.
- Nie wiem za kogo się masz, ale dla mnie jesteś nikim. Nie mam pojęcia dlaczego wybrała ciebie, ale to nie ma znaczenia. Nie będziesz mi mówił, co mam robić, a co nie. To moje życie i moja sprawa. Jeśli będę miał ochotę spotkać się z Jokastą, to po prostu do niej pójdę i będę miał w dupie twoje zdanie, jasne? - David zaśmiał się, kręcąc głową. Był wściekły. Nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Odkąd wrócili do siebie z Jokastą czuł, że musi załatwić jeszcze jedną sprawę - porozmawiać z Markiem. I dzisiaj chciał to wreszcie załatwić, lecz w tej chwili czuł, że to nic nie da. Bo ten facet, który stał przed nim, nie liczył się z jego zdaniem. I po części nie dziwiło go to.
- Ostrzegam cię, jeśli spieprzysz coś między mną a nią, to cię zabiję - wysyczał Ciemnooki, palcem dotykając klatki piersiowej Marka. Ten tylko się zaśmiał, wymijając chłopaka. Zatrzymał się przed furtką prowadzącą do swojego domu.
- A tak w ogóle to nie ja przyszedłem do niej, lecz ona do mnie - odparł z wyższością w głosie. W Davidzie coś zawrzało. Odwrócił się gwałtownie, podbiegając do Marka. Nie myślał. Uderzył chłopaka w twarz raz, a później drugi. Był wściekły, poirytowany, czuł, że traci grunt pod nogami. I chociaż wiedział, że Mark tak naprawdę nie miał z tym nic wspólnego, to musiał rozładować jakoś to napięcie. Zrzucić winę ze swoich barków.
Godzina 18:20
- Oszalałeś? - krzyknęła Jokasta, podchodząc do okna. Czuła jak wszystko się w niej gotuje. Miała ochotę sama przywalić Davidowi. Z ledwością się powstrzymywała. - Mogłeś mu zrobić krzywdę. Matko jedyna, postradałeś zmysły? Dlaczego to zrobiłeś?
- Aż tak ci na nim zależy? - spytał rozczarowany, a jednocześnie zły.
- O czym ty mówisz, David?
- A o tym, że mam już tego serdecznie dosyć, Jokasta - odparł, wstając z łóżka. - Mam już dosyć nieustannej walki o coś, co nigdy tak naprawdę do mnie nie należało. Myślisz, że jestem ślepy? Przecież widzę jak reagujesz na dźwięk jego głosu, jak często dzwonisz do niego i jak się zachowujesz, gdy Mark jest w pobliżu. Nie jestem głupi, Jokasta - wysyczał, podchodząc do niej. Złapał ją za ramiona, przybliżając swoją twarz do jej. - Dlaczego pozwoliłaś mi wierzyć, że może być jak dawniej? Dlaczego dałaś mi tą nadzieję, którą teraz zabijasz każdym słowem? Odbierasz mi życie.
- Nie mów tak, David - odparła, a z jej oczu wypłynęły łzy. Czuła ból, który rozdzierał jej serce. - Dobrze wiesz, że byłeś dla mnie wszystkim. Zawsze tak było...
- I zawsze miało być - wszedł jej w zdanie.
- Wtedy nie wiedzieliśmy dokładnie, co oznaczają słowa: 'na zawsze'. A może byliśmy po prostu naiwni. Mieliśmy po naście lat. Wierzyliśmy we wszystko.
- Ja nadal wierzę. Przez całe swoje życie wierzyłem tylko w nas. Dookoła każdy mnie opuszczał, a ty byłaś jedyną osobą, która trwała niestrudzenie u mego boku. Mówiłaś tak piękne słowa, że nigdy mnie nie zostawisz, obojętnie, co by się nie wydarzyło. A ja zaufałem ci. Ufałem ci, Jokasta jak nikomu innemu.
- Wiem, David... - Zamilkła na chwilę, opuszkami palców przesuwając po jego policzku. - Ja też ufałam tobie, sobie, nam... Naprawdę myślałam, że to może się udać, bo jesteś jedynym mężczyzną, którego umiałam tak pokochać, że aż zabolało. Byłeś moim powietrzem. Moim spojrzeniem na przyszłość. Sensem wszystkiego. I naprawdę nie umiem pojąć, dlaczego dzisiaj nie czuję tego wszystkiego. - Pociągnęła nosem, opierając swoje czoło o jego. - Przepraszam cię, tak bardzo cię przepraszam. Nigdy nie chciałam cię skrzywdzić.
- I nigdy tego nie zrobiłaś - odparł, ukrywając jej twarz w swoich dłoniach. - Byłaś jedynym powodem dla którego trwałem tutaj. Byłaś moją ucieczką, moim ratunkiem, czyniłaś mnie lepszym człowiekiem. Dziękuję ci - wyszeptał, składając na jej ustach pocałunek, który był niemym pożegnaniem. Oderwał się od jej ust, odsuwając ją od siebie. Ostatni raz omiótł spojrzeniem całą jej twarz, kciukiem odgarniając ciemny kosmyk włosów, który wtargnął na jej twarz. - Kocham cię i nigdy nie przestanę.
Godzina 19:00
- O matko, dziecko drogie, co ci się stało. - Uśmiechnął się na widok babci. Szybkim krokiem pokonał dzielącą ich odległość, przytulając mocno jej drobne, kruche ciało. Po jego policzku spłynęły łzy. Dawno nie płakał. Nawet nie pamiętał, kiedy robił to ostatni raz. Był niemalże pewny, że babcia była wtedy obok. Ona zawsze była. - Co się dzieje, David? - spytała zmartwionym głosem, gdy usłyszała jego szloch.
- Straciłem wszystko. Sam jestem sobie winny, wiem to. Chciałem być lepszy dla was, dla Jokasty, dla samego siebie też. Tak bardzo chciałem udowodnić im, że byli w błędzie, że nie jestem nic niewartym dzieciakiem, którego trzeba się pozbyć. Chciałem, aby patrzeli jak osiągam szczyt, aby żałowali tego, co zrobili. I co dostałem w zamian? Kolejnego kopniak - wyszeptał, mocniej przytulając się do starszej kobiety. Nie zauważył jak w pomieszczeniu pojawił się dziadek.
- David, nie mów tak. Wszyscy jesteśmy z ciebie dumni...
- Dlaczego więc nikt mnie nie chcę? Jestem aż tak złym człowiekiem? - spytał, odsuwając się od babci. Jego załzawione spojrzenie zatrzymało się na starszym mężczyźnie. Przełknął ślinę.
- Przepraszam, już wychodzę - spuścił głowę, odwracając się. Zatrzymał się w półkroku.
- Zostaniesz może na kolacji? - Zamarł. Nie spodziewał się usłyszeć takiej propozycji. Odwrócił się, spoglądając w oczy dziadka. Pokiwał twierdząco głową, czując ulgę.
Godzina 21:00
Usiadł na łóżku w swoim hotelowym pokoju. W dłoni trzymał telefon. Potrzebował czasu, musiał uporządkować myśli, nim wybrał odpowiedni numer. Sygnał brzęczał mu w uszach, a serce podchodziło do gardła.
- David? - Usłyszał jej niepewny, zaskoczony głos. Miała ciepłą barwę. Lubił ją słuchać, chociaż ona zawsze myślała, że było inaczej. Uśmiechnął się mimowolnie.
- Wybacz, że dzwonię tak późno, ale chciałem się zapytać... Dobrze się czujecie? - Sophia zastygła w bezruchu. Nie widziała Daniela, który machał jej przed oczami nowym śpioszkiem. Nie spodziewała się go usłyszeć. Nie myślała, że jeszcze kiedykolwiek zadzwoni. Poczuła uścisk w żołądku. Coś było nie tak. Czuła to.
- Co się dzieje, David? - Usłyszała jak zaśmiał się do telefonu.
- Nic, chciałem się tylko dowiedzieć. - Zamilkł, kciukiem przejeżdżając po skroni. - Jesteś szczęśliwa, Sophia?
Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Stała, wpatrując się w jakiś niezidentyfikowany punkt. Poczuła delikatny ruch w brzuchu, uśmiechnęła się przez łzy.
- Twój syn właśnie mnie kopnął. Będzie wielkim człowiekiem jak jego ojciec. Czuję to.
- Oby był lepszym człowiekiem - odparł, a w jego oczach zalśniły łzy. Zacisnął dłoń w pięść.
- Ty nigdy nie byłeś złym człowiekiem, David. Jesteś tylko trochę zagubiony - odparła, a on poczuł uścisk w sercu. Wyrządził jej tyle krzywd, a ona nie nienawidziła go. Była wyjątkowa. Nigdy w to nie wątpił.
Godzina 22:40
Podszedł do biurka, ostatni raz spoglądając na leżące na nim koperty. Nabrał powietrza, kładąc komórkę obok. Rozejrzał się dookoła, starając się opanować nerwy. Czuł, że musi to zrobić. Potrzebował alkoholu, narkotyków i tytoniu. Musiał teraz stąd uciec, nim te wszystkie negatywne emocje wyniszczą go do końca.
Ściągnął bluzę z krzesła, zakładając ją na siebie. Szybkim krokiem opuścił pomieszczenie, udając się w stronę pokoju, w którym mieszkał jego jedyny przyjaciel. Zapukał do drewnianych drzwi, czekając, aż się otworzą.
- Co jest? - spytał Greg, pojawiając się przed nim ubrany w dres.
- Potrzebuję się napić i wziąć coś mocniejszego - odparł szybko.
-Wchodź. - Greg przesunął się w drzwiach, lecz David pokręcił głową.
- Nie tutaj, chodź.
Kilka godzin później...
Godzina 23:31
- To była moja spowiedź.
*
Poczuła silny ból w brzuchu. Zgięła się na pół, osuwając po ścianie. Coś było nie tak i była niemalże pewna, że nie z dzieckiem, lecz z kimś zupełnie innym.
*
Dźwięk rozbijającej się szklanki, rozniósł się echem po pomieszczeniu. Zadrżała, czując dziwny uścisk w sercu.
***
Wyjątkowo bez zbędnych słów. Odcinek mówi wszystko to, co chciałam powiedzieć.
Teraz dla odmiany jestem punktualnie - poszczęściło mi się. Bez zbędnych słów przechodzę do czytania rozdziału. Coś czuję, że mnie on oczaruje. Przygotowuję chusteczki, żeby mieć czym ocierać łzy wzruszenia - tak na wszelki wypadek.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się piosenka, właściwie melodia. Nie znałam jej wcześniej, ale jej brzmienie jest takie uspokajające, naprawdę piękne. Po chwili stwierdzam, że jest to melodia, której mogłabym słuchać godzinami. Będę do niej wracać, z całą pewnością.
Po pierwszym fragmencie muszę przyznać, że mnie zamurowało. Opisałaś tą scenę tak dokładnie, że czuję, jakbym oglądała film, a nie czytała opowiadanie. Widzę to tak, jakby było obrazem. Widzę tą szarość i ten przeraźliwy smutek, widzę Davida, który znów pije, ale nie po to, by uciec od problemów. On po raz pierwszy te problemy wyciąga na wierzch, poczynając od samego początku, czyli od jego rodziców i ich braku zainteresowania, a kończąc póki co na Jokaście. Ten dialog, a może raczej monolog, jest jednym z najlepszych, o ile nie najlepszych, jakie kiedykolwiek dane mi było w naszym pisarskim światku przeczytać. Czytam dalej, bojąc się o Davida jak wariatka. Muszę jeszcze tylko powiedzieć, że ostatnie zdanie tego fragmentu, to mistrzostwo. ,,Zachowywał się jak nie on, a może właśnie w tej chwili, w tym krótkim momencie, gdy David dał upust wszystkim swoim emocją, był tak naprawdę samym sobą?''.
Drugi fragment, David i jego króciutka rozmowa z Markiem. Może lepiej by było, gdyby ta rozmowa w ogóle się nie odbyła? Dla Marka na pewno lepiej, bo przynajmniej nie zarobiłby tych kilku siniaków. Mówiłam Ci zapewne, że mam wielką, chyba niezdrową, słabość do niegrzecznych chłopców. Wiele rzeczy się na to składa. Bójki, picie, palenie. Póki co w tym odcinku David daje z siebie wszystko, bym go pokochała, bo jest po prostu mistrzem jeśli chodzi o niegrzecznych chłopców, a jednak bardziej się martwię, co będzie dalej. Naprawdę się obawiam, że chłopak może zrobić coś głupiego, bo nie dość, że popił, to jeszcze kieruje się potwornymi emocjami, których nikomu nie należy życzyć.
Jego rozmowa z Jokastą, to pożegnanie... Rozkleiłam się kompletnie. Ty zdolna bestio, jak Ty piszesz tak cudowne dialogi? Jestem pod wrażeniem. Kurczę no, nie wiem, co powiedzieć. Zastanawiam się, w którym dokładnie momencie to wszystko się tak pokomplikowało. Dlaczego, choć oni tak bardzo chcieli być razem, gdy wreszcie im się udało wrócić do siebie, ona poczuła, że to nie to? To jest takie trudne. Kochają się oboje, a jednak z jakichś przyczyn szczęścia nie daje im to, że mogą być ze sobą.
Sophia powiedziała na temat Davida dokładnie to, co ja o nim myślałam od samego początku. On nigdy nie był złym człowiekiem. Wszystkie te błędy, które popełniał, były efektem jego zagubienia. I kurczę, nie mów mi, że on nie zdąży się już 'odnaleźć', bo popełni samobójstwo. Albo świruję, albo póki co wszystko właśnie na to wskazuje.
Kochana, jak możesz kończyć rozdział w takim momencie, pozostawiając tyle wątpliwości? Kompletnie mnie zatkało. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Zaskoczyłaś mnie tak bardzo, jak to w ogóle jest możliwe. Po prostu oniemiałam. Rozdział cudowny. Na pewno go nie zapomnę, bo się nie da i wiesz, nawet go sobie zapiszę. Zauważyłam, że to odcinek 34 i chyba mogę powiedzieć, że mój ulubiony, mimo, iż tak smutny. I wiesz, co jeszcze zauważyłam? Że mój ulubiony odcinek Vain Hope również miał ten sam numer. To chyba jego magia.
Jesteś wielką pisarką i pokazałaś nam tu proporcjonalnie wielkie dzieło. Nie mówię tylko o tym rozdziale, ale o całości, o każdym pojedynczym odcinku i o każdym, który się tu jeszcze pojawi, aż do epilogu. Przepraszam za marną jakość komentarza, ale to nie moja wina. Mogłaś nie igrać aż tak z moimi emocjami, wtedy może byłabym bardziej wygadana. Masz za swoje.
Całuję, Talencie wielki! :*
Ups, pomyliłam się, mój ulubiony rozdział VH to 36 :>
UsuńMój komentarz nie chce się dodać :/
OdpowiedzUsuńTen monolog Davida... aż mnie ciarki przeszły, kiedy czytałam te słowa. Kiedyś musiał nadejść ten czas, w którym wypadałoby zrobić rachunek sumienia. Zawsze to podkreślałam i akurat tutaj zdania nie zmieniłam, że współczuję Davidowi takiego dzieciństwa. Świadomość, że rodzice go zwyczajnie nie chcieli jest najgorszą z możliwych. Ale tak to już jest, kiedy dobiera się dwójka nieodpowiedzialnych ludzi, którzy zaczynają myśleć dopiero po fakcie. Swoim dziadkom powinien dziękować do końca życia chociażby za to, że wzięli go do siebie, nie odrzucili tak jak rodzice. To smutne, kiedy się czyta o tym, jak bardzo zepsuły kogoś pieniądze. Z Davidem jest dokładnie tak samo do czego zresztą sam otwarcie się przyznał. Jest zepsuty do szpiku kości, jeśli tak mogę to ująć. Stał się takim próżniakiem i egoistą, że aż mnie nie dziwi to, że tak naprawde w życiu nie miał nikogo, bo zwyczajnie sobie na to nie zasłużył. Czy tacy ludzie się zmieniają? Marne szanse. A jeśli już jakaś zmiana w nich zachodzi, to i tak do końca życia będą mieć przypiętą łatkę egoisty, który ma w nosie wszystkich dookoła. Jeszcze ma pretensje? No to już lekka przesada jak dla mnie. Sam jest za to wszystko odpowiedzialny, nikt nie kazał mu krzywdzić niewinnych ludzi. Co mu dały te wille i przede wszystkim te pieniądze? No właśnie nic i wielka szkoda, że dotarło to do niego akurat teraz, wtedy, kiedy sam doszedł do wniosku, że nie ma już nic. Cóż, lepiej późno niż wcale. Można nazwać to lekcją życia, ale nie jestem pewna, czy popełnione błędy i wyrządzone krzywdy można jeszcze jakoś naprawić. Przepraszam za to, że tak oceniłam Davida. Być może powinnam go skomentować inaczej, bo widziałam, że opinia Deluxe znacznie różni się od mojej. Nie wiem, ja nie potrafię myśleć o nim inaczej. Możliwe, że błędnie go oceniłam, ale do końca chyba jeszcze troszkę zostało, więc może jeszcze zdążę zmienić zdanie :)
OdpowiedzUsuńNo tak. Faceci tylko w taki sposób potrafią rozwiązywać swoje problemy. Przyjść, pobić i sprawa załatwiona. Uważam, że w ogóle niepotrzebnie do tego spotkania doszło. Uniknęlibyśmy nieporozumień między Davidem a Markiem, bo to nie od dziś wiadomo, że zwyczajnie za sobą nie przepadają. Zazdrość Davida może i jest zjawiskiem normalnym, bo przecież wrócili do siebie z Jokastą jakkolwiek to brzmi i wygląda. Ale takie sceny zazdrości są śmieszne, a jak już nie ma się zielonego pojęcia o tym, jak było naprawdę to już w ogóle. Po pewnym czasie, jak już się uspokoi to sam stwierdzi, że tylko się ośmieszył, bo gdyby wziął pod uwagę ostatnie zdanie Marka, to nie zareagowałby pewnie tak gwałtownie. Albo i zareagował, ale wtedy swoją złość skierował w stronę Jokasty, a to chyba nie skończyłoby się najlepiej. Dla mnie David jest troszeczkę nienormalny, skoro swoje niepowodzenia, porażki życiowe wyładowuje siłą i to jeszcze na kimś, kto z pewnością nie jest temu wszystkiemu winien.
OdpowiedzUsuńCzyli kryzys nastąpił szybciej niż się tego spodziewałam. Wieczna sielanka nie mogła sobie trwać tak po prostu. Ciekawi mnie, dlaczego David nic nie powiedział, skoro od dłuższego czasu wiedział co się działo? Trzeba przyznać, że spostrzegawczy to on jest. Rozumiem, że to definitywne rozstanie, tak? Myślałam, że im się uda, że jeszcze bedą ze sobą szczęśliwi... ale z drugiej strony zbyt wiele między nimi niedomówień i przez to mam wrażenie, że utworzyła się między nimi jeszcze większa przepaść. Wzajemne pretensje raczej nie wpływają korzystnie na związek. Babcia Davida jest niezastąpiona. Gdyby nie ona, to sama nie wiem jakby sobie z tym wszystkim poradził.
Zawsze to wiedziałam, że Sophia to wyjątkowa postać. Sama w życiu przeszła wiele, ale jest w niej coś co nie pozwala jej nie polubić. Sama nie wiem, czy przyznać jej rację. Ona twierdzi, że David jest zwyczajnie zagubiony, a nie zły. Ale czy można być aż tak bardzo zagubionym? Teraz widzę, że on sobie kompletnie z niczym nie radzi, ale przecież tak było od początku. Ale wracając do Sophii to uważam, być może egoistycznie, że nie powinna oglądać się za siebie i budować swój związek z Danielem. On jest dla niej stworzony tak samo jak ona dla niego. Są dla siebie stworzeni i mam nadzieję, że między nimi nic się nie zepsuje :)
Koniec odcinka strasznie mnie zaniepokoił. Przestraszyłam się nie na żarty, ale mam nadzieję, że nic złego się nie stanie.
Buziaki :*
Cześć Kochana :*
OdpowiedzUsuńWyobraź sobie, mimo że minęło już kilka dni odkąd oddałaś mi do przeczytania ten rozdział, ja nadal nie mogę dojść do siebie. Poważnie. Nie mogę sobie darować, że prawie za każdym razem mieszałam z błotem tego człowieka, choć podświadomie wiedziałam, że jego zachowanie i sam charakter to nie tylko i wyłącznie jego wina... Dopiero gdy coś się stanie, człowiek dochodzi do pewnych wniosków. Szkoda, że tak późno...
Ale zacznijmy od początku.
Ta jego spowiedź, wylanie z siebie żalów, smutków, trosk była wzruszająca. Temu chłopakowi od początku brakowało najważniejszego. Miłości rodziców. Chociaż sobie tak myślę, że to jednak nie tłumaczy jego niektórych decyzji. I tak miał w życiu więcej szczęścia niż niektórzy, bo zaopiekowali się nim jego dziadkowie, a później spotkał Jokastę przecież. A więc tym samym nie pozwolono mu czuć się samotnie, bez miłości bliskich, chociaż mogę się tylko domyślić, że to nie to samo co miłość rodziców. Przykro tylko, że tacy zimni w uczuciach byli jego rodzice. Osoby, które jednak powinny być najbliżej swoich dzieci.
Tak sobie myślę i jestem ciekawa, czy jego przyjaciel choć przez chwilę, małą chwilę przejął się słowami Davida? Zapewne nie, bo to właśnie taki typ przyjaciela.
Co do rozmowy Davida z Markiem. Jedno jest pewne, nie była miłą pogawędką, wręcz przeciwnie. Tych panów zawsze dzieliło wiele, choć łączyła Jokasta. Oboje zakochani, ba zatraceni w tej samej kobiecie a to już mówi samo za siebie. O przyjaźni w ich przypadku nie ma mowy. Nie podoba mi się, że Mark musiał wtrącić swoje pięć groszy. I tu akurat Davidowi przyznam poparcie, Markowi się należało. Ale Tipo, żeby nie było! Ja nie promuje przemocy, broń boże... ;p
Przyznam się szczerze, że była niemal pewna, że David z Jokastą jednak będą na dobre i złe. Ta miłość która ich łączy... myślałam, że to ta prawdziwa, wielka, niepowtarzalna. Choć zwolenniczką Davida nie jestem i nie byłam to właśnie szczęście Jokasty upatrywałam w nim. Kolejna rozmowa która wywarła na mnie wielkie wrażenie. Mówię tutaj też o twoim wielkim talencie. Na prawdę świetnie to napisałaś. Można było wyczuć napiętą atmosferę pomiędzy tym dwojgiem, wielkie emocje które im towarzyszyły. Na prawdę świetnie! :* Pożegnania bywają ciężkie, tak było też i tym razem.
Jeszcze dziadkowie i Sophie. Tak na sam koniec. Rozmowy wielce emocjonujące, pełne szczerości i wyrozumiałości. Cieszę się, że dziadek wysłał mały sygnał w stronę wnuka... Może trochę późno, ale jednak.
Jak się okazało David to wcale nie taki zły człowiek... Dopiero teraz to do mnie dotarło ;/ To życie i pewne inne przyczyny spowodowały, że stał się taki obojętny na innych ludzi i ich potrzeby. Zgadzam się ze słowami Sophie. David po prostu w pewnym momencie nie wiedział co wybierać, co dobre a co niekoniecznie. Po prostu zagubił się w wielkim życiu. Zagubił się sam w sobie. A to jakby nie patrzeć oznaka słabości... Nie, ja normalnie nie wierzę! I póki co nie uwierzę, aż nie będzie to czarno na białym! Tym mnie totalnie zaskoczyłaś...