Tydzień później.
[David Gray - "Forgetting']
Wiecie, co jest naprawdę kiczowate? Szczęśliwe zakończenia. Poważnie. Takie, jak wtedy kiedy oglądam film, i jakaś odważna, zdeterminowana dziewczyna w końcu uwodzi głównego bohatera. I tak od dwóch godzin wiedziałam, że go zdobędzie. Po prostu mam ochotę wydrapać jej oczy...
Westchnęła głośno, zaprzestając gry na pianinie. Miała dosyć. Ostatnio nic jej nie wychodziło. Wena, gdzieś zniknęła, a radość jaką czerpała z gry na ukochanym instrumencie, odfrunęła jak ptaki na zimę. Nic już nie miało sensu, a dawne cele oddaliły się jeszcze bardziej. Kiedyś marzyła o byciu jedną z najlepszych pianistek na świecie, której muzyka trafiałaby wprost w serca słuchaczy. Dzisiaj już nie była tego taka pewna. Nawet Nadia, która dwoiła się i troiła, aby poprawić jej humor i pomóc w odnalezieniu nowej inspiracji, nie była w stanie pomóc. Doceniała to, lecz czasami miała już tego po dziurki w nosie. Tego nieustannego skakania wokół jej osoby i zapewniania, że wszystko wkrótce wróci do normy. Jokasta doskonale wiedziała, że tak nie będzie. Ostatnio jej życie dalekie było od sielanki. Ciągle coś się w nim działo i niestety, nie mogła powiedzieć, że były to dobre rzeczy. Wybory, których dokonała, a których słuszności była coraz mniej pewna, przyprawiały ją o ból głowy. Nieustanne obrzucanie się winami z Davidem, zaczynało ją irytować. Nie umiała sobie przypomnieć, kiedy rozmawiali ze sobą normalnie. Prawdopodobnie na imprezie, na której byli tydzień temu, a od której wszystko się pogorszyło. Do dzisiaj pamiętała wszystkie słowa, które wydostały się z ich ust nazajutrz. Nie było to nic miłego. Oboje zranili się bardzo, i chociaż z całych sił starali się o tym zapomnieć, to nie przychodziło im to z łatwością. Do dzisiaj panowała między nimi trudna do wytłumaczenia cisza, która budowała nową przepaść między nimi. Starali się, to było idealne słowo, aby opisać ich związek z ostatnich dni. Nieustannie starali się o coś, co miało coraz mniejszy sens. Dlaczego? Na to nie umiała odpowiedzieć nawet samej sobie.
- Jokasta, telefon. - Odwróciła się w stronę swojej rodzicielki, ślepo wyciągając rękę przed siebie. Uchwyciła aparat, posyłając w kierunku mamy nikły uśmiech.
- Słucham?
- Dzwonię tylko na chwilę, aby powiedzieć ci, że dzisiaj nie wpadnę do ciebie, bo mam ważne spotkanie z nowymi inwestorami. - Głos Davida rozbrzmiał po drugiej stronie. Mówił ściszonym tonem, bardzo szybko, że ledwo go rozumiała.
- Jasne, powodzenia - odparła z nutą rozczarowania. Nie była pewna, który to raz z kolei odwołuje ich spotkanie w tym tygodniu. Pomału zaczynała się przyzwyczajać. Dla tego Davida nie była najważniejsza. I chociaż postanowił się przenieść z powrotem do rodzinnego miasta, to nadal kariera zajmowała najistotniejsze miejsce w jego życiu. Oczywiście zaprzeczał, gdy mu to mówiła, lecz Jokasta widziała to doskonale. Ten David coraz mniej przypominał chłopaka, którego pokochała kilka lat temu. Za to tęskniła za innym, który mieszkał całkiem blisko, lecz nie chciał jej widzieć. Rozłączyła się.
- Wszystko w porządku? - Potwierdziła skinięciem głowy, oddając mamie telefon.
- Zostanę tutaj jeszcze przez chwilę. Może uda mi się coś stworzyć - odparła, lecz w jej głosie nie było słychać dawnej radości, determinacji ani nadziei.
- Dobrze. Jak coś to jestem na dole - odparła kobieta, opuszczając strych.
Drobne łzy spłynęły po jej policzku, zaraz po zamknięciu drzwi. Było źle i czuła, że zamiast coraz lepiej będzie tylko gorzej. Potrzebowała Marka, jedynej osoby, która potrafiła jej w prosty sposób zapewnić bezpieczeństwo, spokój ducha i dodać odwagi do kolejnych działań. Wiedziała jednak, że nie może do niego zadzwonić, że nie może się ubrać i pójść do niego, bo on tego nie chciał. Ostatnio dał jej to wyraźnie do zrozumienia.
- Nie powinniśmy się spotykać - odparł, gdy stali już pod jej domem. Czuła zapach jego perfum oraz przyjemne ciepło jego bluzy, którą zarzucił na jej nagie ramiona.
- Ale dlaczego, Mark? Zrobiłam coś nie tak? - spytała pośpiesznie, podchodząc do niego bliżej. Nie chciała, aby odchodził. Oddałaby wszystko, aby ten moment trwał w nieskończoność. Nie wiedziała tylko, dlaczego?
- Nie, to nie twoja wina - odpowiedział, nabierając powietrza. Zrobił krok w tył. - Po prostu... Ja... Wybacz mi, ale nie mogę... Nie umiem udawać, że mi na tobie nie zależy. Nie mogę przestać myśleć o twoich ustach, o tym jak bardzo chciałbym cię w nie pocałować i o tym, co mogliśmy mieć, ale czego nie będziemy mieć, bo... Na razie za bardzo cię kocham, aby móc być twoim przyjacielem. Wybacz. - Ucałował jej czoło, odchodząc. Chciała krzyknąć, ale nie umiała. Głos uwiązł jej w gardle, podobnie jak łzy, które zalśniły w jej oczach.
- Beznadzieja - odparła sama do siebie, ponownie układając dłonie na białych klawiszach. Nie wierzyła, że teraz uda się jej coś zagrać. Za dużo emocji nosiła w swoim sercu, za dużo myśli kotłowało się w jej głowie. Nie była gotowa, aby o nich opowiedzieć.
Prawdziwe życie jest potwornie zakręcone i
skomplikowane. Nie ma żadnego zakończenia.*
***
Wszedł do gabinetu swojego ojca, zajmując miejsce na brązowej, skórzanej kanapie. Całe pomieszczenie było elegancko umeblowane, a dookoła panował idealny porządek. Na jednym z regałów stało kilka ramek z ich rodzinnymi zdjęciami. Uśmiechnął się, bębniąc palcami o powierzchnię kanapy. Nie wiedział, dlaczego ojciec go tutaj ściągnął. Przez telefon miał bardzo podniecony, rozentuzjazmowany głos, więc podejrzewał, że musiało być to coś ważnego. Może kolejny pomysł?
Starszy mężczyzna wszedł pewnym krokiem do swojego gabinetu, wzrokiem odnajdując syna. W dłoniach trzymał teczki z papierami, które odłożył na biurko.
- Cieszę się, że jesteś - wykrzyknął, podchodząc do Marka, który już zdążył wstać z sofy. Uściskał go, składając na jego policzku tradycyjnego, ojcowskiego całusa. - Mógłbyś się ogolić. Inaczej żadna cię nie będzie chciała - odparł jego staruszek, co rozbawiło Marka. Czasami zastanawiał się skąd jego ojciec czerpie tą niekończącą się energię. Przeszedł w życiu tak wiele, osiągnął jeszcze więcej, a mimo to nie dał się temu światu. Zawsze stawiał rodzinę na pierwszym miejscu. Miał czas dla nich. Nigdy nie krytykował ich pomysłów, tylko wspierał ich w działaniu. I za to był mu wdzięczny. I chociaż nigdy mu tego nie powiedział, to był niesamowicie szczęśliwy, że miał takiego ojca.
- Po co mnie wezwałeś? Coś nie tak w firmie? - spytał się Niebieskooki.
- Nie, wręcz przeciwnie. Postanowiliśmy rozszerzyć naszą działalność i otworzyć nową filię w Londynie. - Chłopak zaskoczony spojrzał na ojca. Nie spodziewał się tego.
- To świetnie, ale...
- Nie wiesz, co to ma wspólnego z tobą? - spytał. Mark potwierdził skinieniem głowy. - Wiem, że od początku chciałeś, abym traktował cię jak każdego pracownika i jak doskonale wiesz, dotrzymałem słowa. Zarabiałeś takie same pieniądze i miałeś takie same prawa, co każdy pracownik tutaj. Niemniej jednak jesteś moim synem i jestem z ciebie dumny. Widzę ile serca wkładasz w to, co robisz. Pewnego dnia to wszystko odziedziczysz i wiem, że tego nie zmarnujesz. Teraz jednak musisz przyjąć nowe stanowisko. Chcę, abyś pojechał do Londynu i zarządzał tamtejszą filią. - Mark patrzał na ojca i nie bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć. Z jednej strony wyjazd stąd byłby jak zbawienie, bo mógłby na spokojnie przemyśleć pewne sprawy, ale z drugiej strony nigdy nie chciał stąd wyjeżdżać. Ojciec zauważył jego wahanie.
- Wiem, Mark, że nigdy nie chciałeś stąd wyjechać, - kontynuował jego ojciec - ale zrozum, że to najlepsza okazja dla ciebie. Możesz nabrać nowego doświadczenia, poznać ciekawych ludzi i zakosztować innego życia. A poza tym nie mam nikogo bardziej zaufanego i oddanego, komu mógłbym to powierzyć. Potrzebuję cię, synu.
Mark jeszcze przez krótką chwilę stał, rozmyślając. Zaczął uważać, że ten wyjazd jest znakiem, który wyraźnie daje mu do zrozumienia, że czas ruszyć do przodu, zapomnieć i nauczyć się żyć bez niej. Może jego ojciec miał rację? Może to była ta szansa, na którą czekał całe swoje życie?
- Kiedy mam wyjechać? - spytał, a ojciec klasną w zadowoleniu w dłonie.
- Za trzy tygodnie. Wszystko przygotuję i dam ci znać. - Chłopak uśmiechnął się.
- Dobrze. W takim razie wracam do pracy. Zresztą, pogadamy przy kolacji - dodał, opuszczając gabinet ojca.
***
Shifting eyes and vacancy
Vanished when I saw your face...
Vanished when I saw your face...
Weszła do kuchni, nalewając do wysokiej szklanki zimnej wody. Lubiła sprzątać, ale odkąd jej brzuch znacznie urósł, bardzo szybko się męczyła. Czasami denerwowała się z tego powodu, ale bardzo szybko uświadamiała sobie, że to nic w porównaniu z cudem, które nosiła pod sercem. To nienarodzone jeszcze maleństwo było jedynym, co miała w tej chwili. Straciła wszystko. Rodziców, Davida i nawet Daniela, chociaż zarzekał się, że nigdy jej nie zostawi, że nic go nie zszokuje na tyle, aby ją zostawić. A jednak, zrobił to. I chociaż miała do tego pełne prawo, to jakoś nie umiała się na niego złościć, nie była nawet rozczarowane, jedne co czuła to smutek. Tęskniła za nim i to bardzo. Brakowało jej jego tonu głosu, spojrzenia, tego opiekuńczego uścisku. Wierzyła, że przy nim uda się jej wreszcie ułożyć swoje życie, że wreszcie będzie mogła żyć tak, jak zawsze pragnęła. Myliła się. Ale i to nie było nowością. Jej życie złożone było z samych pomyłek i bolących nadziei.
Odstawiła szklankę na kuchenny blat, gdy usłyszała dzwonek do drzwi.
Gdy zobaczyła go, zaniemówiła. Nie spodziewała się, że jeszcze go zobaczy po ostatniej rozmowie. Miała wrażenie, że wyjaśnili sobie wszystko, a jednak - ponownie okazało się, że jest w błędzie. Tym razem jednak ten błąd przyprawił ją o szybsze bicie serca i przyjemne łaskotanie w brzuchu. Stał i patrzał na nią tak, jakby nie widział jej przez lata, a przecież minął dopiero tydzień.
- Wybacz, że cię niepokoję, ale zostawiłaś to u mnie. - Uniósł rękę, w której trzymał jej sweter. Całkowicie o nim zapomniała. Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, zabierając od niego wełniane ubranie.
- Dziękuję - odpowiedziała, dłonią poprawiając kosmyk włosów, który wydostał się z wysoko związanego kucyka. - Coś jeszcze? - spytała, po dłuższej chwili milczenia. Zauważyła, że Daniel nie bardzo wie czego chce. Widziała jak otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale sekundę później je zamknął. Rozglądał się dookoła, jakby w obawie, że ktoś ich obserwuje. Poruszył się, zrobił krok w tył, aby za chwilę zrobić ten sam krok, lecz w przód. Niczego nie rozumiała.
- W sumie nie - odparł, a na jej twarz pojawił się zawód. Nie chciała, żeby to zauważył, ale nie miała już sił ukrywać swoich emocji. Poruszyła głową i już chciała zamknąć drzwi, gdy Daniel znowu się odezwał. - Albo nie, mam ci coś do powiedzenia. - Spojrzała na niego, unosząc brew ku górze. - Chcę, żebyś wiedziała, że cholernie żałuję tego, co powiedziałem, albo raczej czego nie powiedziałem, a powinienem był wtedy powiedzieć - plątał się, co wydało się jej być zabawne. Mimowolnie uśmiechnęła się. - Zależy mi na tobie, Sophio Davids. I nic ani nikt. Twoja przeszłość, ludzie, z którymi się zadawałaś, to wszystko nie ma znaczenia. Oczywiście jest ważne, bo to twoja historia, ale do jasnej cholery, co to ma wspólnego z nami? Kocham cię taką jaką jesteś. Trochę zakręconą, lękliwą, butną i waleczną. Taką jaką jesteś dla całego świata i taką jaką jesteś dla mnie. Kocham cię, Sophio Davids i mam zamiar powtarzać ci to do końca życia, bez względu na to czy ci się podoba, czy nie. - Podszedł do niej, składając na jej ustach pocałunek. Oddała go bez zawahania, a łzy wypływające z jej oczu, otulały i jego twarz. Była szczęśliwa, tak bardzo szczęśliwa, że aż zabolało.
- Ja ciebie też kocham, Danielu Runes. I to małe maleństwo również. - Spojrzała na swój brzuszek, w którym szalało jeszcze jej nienarodzone dziecko.
All I can say is it was enchanting to meet you.**
***
Witam na blogspocie! Po wahaniu, czy jeszcze warto przenosić Jokastę tutaj, uznałam, że tak. Po pierwsze ułatwi to zadanie Wam, bo wiem jakie problemu ostatnio sprawiał Onet, a jednocześnie i mnie, bo dużo łatwiej pisze się i publikuje tutaj. Mam nadzieję, że wygląd bloga Wam się podoba?
Dziękuję za wszystkie cudowne słowa pod poprzednim rozdziałem.
Na koniec chciałabym Was wszystkich zaprosić na opowiadanie Kaszmir - cudownej pisarki, która ponownie zawitała w naszym światku. Zapraszam!
Wasz, Motylek! :*
* Plotkara
** Taylor Swift - "Enchanted"
No, możemy uznać, że jestem pierwsza :D
OdpowiedzUsuńHej Kochana:* nareszcie nowość. Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje, ale nie moge się doczekać kolejnego odcinka za każdym razem, kiedy dopiero co opublikujesz bieżącą nowość. To niesamowite, że tak się przywiązałam do tej historii. A jeśli chodzi o przeniesienie bloga na inny portal, to uważam, że była to dobra decyzja. Każda z nas miała jakieś problemy z Onetem, dlatego nie warto się niepotrzebnie denerwować i przede wszystkim tracić połowy dnia na opublikowanie odcinka, bądź komentarza. A wygląd bloga jak najbardziej mi się podoba, dlatego jeżeli o mnie chodzi to nie musisz nic zmieniać :)
OdpowiedzUsuńNie sądziłam, że w końcowych odcinkach będziemy mieć do czynienia z rozterkami Jokasty. Mówiąc szczerze to zakładałam, że w końcu ta dziewczyna odnajdzie szczęście na które niewątpliwie zasługuje. Początkowo myślałam, że to szczęście podaruje jej David, ale z niewyjaśnionych dla mnie przyczyn ta dwójka zaczyna się od siebie oddalać. To było do przewidzenia, że początkowa sielanka nie będzie trwała zbyt długo, że wygrają wzajemne pretensje i niedomówienia z przeszłości. Może faktycznie więcej ich dzieli a nie łączy? David po raz kolejny pokazał, że nie dorósł jeszcze do tego, by na poważnie z kimś się związać. Co z tego, że kocha Jokastę jak nieświadomie, bądź świadomie sprawia, że się od siebie oddalają? Do tego dochodzi jeszcze ta potrzeba bliskości Martinez do Marka... ech, komplikuje się to wszystko i teraz sama nie wiem jak to się wszystko zakończy.
Jestem zaskoczona, bo wcześniej w opowiadaniu nie wspominałaś nic o rodzinie Marka. Początkowo, kiedy czytałam o jego ojcu, spodziewałam się, że będe mieć do czynienia ze starym egoistą, który ma w nosie rodzinę i pracowników, a którego interesuje tylko powiększanie własnego majątku. Ale jestem mile zaskoczona, bo to niezwykle sympatyczny człowiek, który widać, że chce jak najlepiej dla syna. Myślę, że ten wyjazd do Londynu to dobra rzecz, ale tylko pod względem zdobycia nowego, cennego doświadczenia, które może zaowocować w przyszłości. Czy w nowym mieście, nowym otoczeniu uda mu się zapomnieć o Jokaście? Wątpie w to. Za bardzo ją kocha, żeby ot tak wymazać ją z pamięci. Ja sama zaczynam mieć pewne wątpliwości i wydaje mi się, że nikt nie uszczęśliwi Martinez tak jak Mark. Czy jest jeszcze szansa, żeby byli razem? Skoro chłopak podjął już decyzję o wyjeździe? Wierzę, że jakoś to doprowadzisz do szczęśliwego końca :)
No nareszcie! Już myślałam, że nigdy nie doczekam tego momentu. Myślałam, że rozdzielisz tych dwoje na zawsze, ale bardzo dobrze, że tak się nie stało. Daniel to niezwykle mądry i dojrzały facet, więc gdzieś tam w głębi czułam, że nie pozwoli by Sophia zniknęła z jego życia. Jest szczęściarą, bo spotkała w życiu kogoś dla niej wręcz idealnego i wierzę, że dziewczyna zrobi wszystko, by trwało jak najdłużej. Mam tylko nadzieję, że tego szczęścia nikt ani nic nie zakłóci :)
Pozdrawiam i czekam na kolejną nowość. Buziaki :*
Bezapelacyjnie jesteś pierwsza!:*
UsuńCieszę się widząc tyle znaków zapytania w Twoim komentarzu, bo o to mi chodziło od początku. Chciałam, aby ta historia nie była przewidywalna i taka oczywista, więc jestem zadowolona, że to mi się udało. Oczywiście pozwolę historii samej odpowiedzieć na Twoje pytania, jedyne, co mogę Ci obiecać, że jeszcze co nieco się wydarzy!
Dziękuję za boski komentarz:*
To się ciesze ;) wiesz, że sama się wkurzyłam, kiedy zobaczyłam ten mega długi spam? Takim to się chyba naprawdę nudzi. Dobrze, że od razu kasujesz tego typu komentarze, bo szkoda nerwów. No tak, tyle znaków zapytania z mojej strony padło, bo momentami już nie wiem kompletnie nic ;) ale ja też się ciesze, że tak jest, bo nie chciałabym czytać rzeczy, które od samego początku są przewidywalne i czytając sam prolog wiem jakie będzie zakończenie ;)
UsuńPozdrawiam :*
Dzień dobry! Ja tak z rana. W końcu. Jest mi strasznie głupio i przykro, ze znów Cię zawiodłam... Jejku! Ależ Ty musisz mieć cierpliwości względem mojej osoby... Anioł z ciebie! :*
OdpowiedzUsuńTak sobie myślałam, że powrót Jokasty do Davida nie będzie sielanką. Ba ! Byłam pewna, że głównym winowajcą będzie właśnie on. Co trzeba temu facetowi zrobić, by sobie uświadomił jaką wspaniałą kobietę ma u swego boku ? Przecież sam fakt, że ona zgodziła się na ponowne związanie z nim, daje mu domyślenia jakim cudownym człowiekiem jest Jokasta! A on co ? On znowu robi wszystko, by dzieliło ich wiele, a w najgorszym scenariuszu znowu rozeszli się.
Zastanawiam się teraz, co tak na prawdę przebiega przez myśli Jokasty. Kocha Davida, niewątpliwie... choć czy tak jest na pewno ? Przecież coraz częściej myśli o Marku. Który z kolei dostał ofertę życia. Tylko czy dobrze wybierze ? Czy ten wyjazd to faktycznie najlepsze rozwiązanie ? A może... Czy ty Tipo, przypadkiem nie kombinujesz czegoś powiedzmy, niespodziewanego ?
Hallelujah ! W końcu ! Wiedziałam, że Daniel to bardzo mądry mężczyzna! Wiedziałam, że on nie mógłby zostawić Sophie. Nie on! On ją kocha całym sercem. To najważniejsze. Wierzę, że to właśnie te dwie połówki się odnalazły i teraz będą ze sobą szczęśliwi. Życzę im tego :)
A tobie życzę wspaniałej weny :* Czekam na następny :*
Dobry wieczór! Ja tak wieczorem. Jest mi bardzo przykro, że myślisz, że mnie zawiodłaś. Dziewczyno, nie wiem czy wiesz, ale jeśli nie, to się właśnie dowiesz, że gdyby nie Twoje wsparcie, to nie wiem czy nadal byłabym tutaj. Naprawdę. Znosisz moje narzekania, nieustanne poprawki, szukanie ideału, który nie istnieje i przede wszystkim jesteś pierwszą osobą, która ma przyjemność to czytać, bo jesteś moim osobistym krytykiem. Więc nie marudź i nie przepraszaj, bo nie masz za co. To ja Ci dziękuję;*
UsuńJestem i tutaj, z poślizgiem za który przepraszam na samym wstępie! Zacznę od tego, że wcale Ci się nie dziwię, że przeniosłaś opowiadanie z Onetu na Blogspot. Ja już dawno straciłam cierpliwość do tamtego portalu, o czym zresztą z pewnością wiesz. Ostatnio weszłam na Soar Above The Sky (pamiętasz jeszcze? Bo mi aż się oczki zaświeciły, jak sobie wróciłam na mój debiut, żeby sobie go przypomnieć :P) i oczywiście Onet płatał mi figle. Cieszę się, że na Blogspocie nie mam już podobnych problemów i mogę skupić się na pisaniu. A teraz również na czytaniu kolejnego opowiadania, które ma w moim serduchu specjalne miejsce. Bo taka jest prawda, że Own Paradise jest specjalnym opowiadaniem, z którym się w pewnym sensie zżyłam. Było kilka podejść do tej historii, aż w końcu odnalazłaś tą najlepszą porę, by pisać historię Jokasty i teraz wreszcie widać, że jesteś z tego opowiadania naprawdę zadowolona - i słusznie. Tworzysz tu kawał świetnej roboty, którą ja czytam z wielką przyjemnością. Tak wielką, że w tym momencie kończę przesadnie długi wstęp i zabieram się za czytanie odcinka :)
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że nie znałam dotąd pierwszej piosenki, ale spodziewam się, że będzie pięknie pasować do treści odcinka. Przykro czytać o zaniku sielanki między Davidem a Jokastą. Naprawdę od początku opowiadania czułam, że oni będą jeszcze razem i prawdę mówiąc, taki widziałam ten koniec historii - bo ja bym go pewnie tak napisała i tym samym schrzaniła całe opowiadanie. Ty zrobiłaś coś, czego ja bym nie zrobiła, bo jestem za mało kreatywna jak widać - to znaczy, zamiast zostawiać sielankę i w ten sposób kończyć opowiadanie, postanowiłaś jeszcze namieszać. Teraz wcale nie wiadomo, czy Jokasta ostatecznie będzie z Davidem, z Markiem czy z żadnym z nich. To jest niesamowite, bo jesteśmy już bliżej końca historii, niż bliżej jej początku, a jednak wciąż jest multum niewiadomych. To czyni tą historię tak wyjątkową. Mam wrażenie, że nie do końca trafnie ujęłam swoje myśli, ale mam nadzieję, że ogólnie połapałaś się tak mniej więcej, o co mi chodziło. Nie rozumiem, dlaczego David tak się zachowuje. Z jednej strony zapewnia, że zależy mu na Jokaście, a z drugiej tak ją lekceważy i znów stawia pracę i karierę na pierwszym miejscu. Gdyby naprawdę mu zależało na dziewczynie, potrafiłby zrezygnować, albo chociaż zmniejszyć ilość swojej pracy. Nie wierzę, że nie mógłby nic zrobić. Wpadł mi do głowy szatański pomysł - gdyby David pracował za dwoje, by zarobić i zapewnić pewny start swojemu nienarodzonemu jeszcze dziecku. Ale nie wiem, czy ta wizja nie jest przecenianiem Davida. Wydaje mi się, że to wciąż niedojrzały chłopiec i w tym wszystkim naprawdę szkoda mi Jokasty.
A więc Mark wyjeżdża do Londynu. Innymi słowy, ucieka od Jokasty i od problemów. Nie dziwię mu się po części, w końcu miejsce, w którym jest teraz, na okrągło przypomina mu o dziewczynie i o tym, że przegrał z Davidem. Musiał to być dla niego ogromny cios, ponieważ on tak bardzo ją kochał. W gruncie rzeczy dawał jej wszystko to, czego mogła chcieć, ale nie był jej miłością sprzed lat. Jokasta teraz musi żałować, że dała się ponieść chwili i rozstała się z Markiem. Z drugiej strony, może jej kryzys z Davidem jest tylko przejściowy, a kiedy minie, znów będą szczęśliwi i nie będą mieli żadnych wątpliwości? Niestety, wersja nr 1 wydaje mi się bardziej prawdopodobna. No a skoro Mark wyjeżdża, to Jokasta jeszcze bardziej za nim zatęskni. Kiedy ludzie tęsknią, potrafią walczyć jak lwy i spodziewam się czegoś podobnego.
* musiałam przenieść się do drugiego komentarza, bo treść za długa, nie pamiętam, kiedy mi się coś takiego zdarzyło po raz ostatni :P
UsuńTaylor Swift... Obecnie jestem zauroczona dwiema piosenkami z jej najnowszego albumu (jedną nagrała z Edem Sheeranem, drugą z Gary'm Lightbody'm ze Snow Patrol - obydwie kocham całym serduszkiem, gdyż kocham i Eda, i Snow Patrol i Gary'ego Lightbody'ego tak z osobna <3), dlatego ucieszyła mnie jej piosenka tutaj. Ostatni fragment naprawdę śliczny. Miło wiedzieć, że i Sophia odnalazła wreszcie szczęście, bo naprawdę zasłużyła na to jak mało kto. Teraz tylko jestem ciekawa, jak David i Daniel podzielą się rolą tatusia...
Kochana, naprawdę KOCHAM tą historię, komentarz wyszedł mi chyba nędzny, ale to nic nowego. Ale to chyba nie moja wina, że brak mi słów, kiedy czytam Twoje opowiadania. Są magiczne.
Buziaki :*
Nędzny? Ty chyba sobie żartujesz. Ależ mam dzisiaj płaczliwy dzień. Dziękuję Ci za ten fantastyczny komentarz. Brak mi słów, żeby skomentować to, co napisałaś. Dziękuję Ci, poważnie!:*
UsuńMyślę, że nowy odcinek udzieli Ci odpowiedzi na niektóre pytania. Bardzo dziękuję!:*