sobota, 20 października 2012

32. "Kiedyś powiedziałeś, że już nigdy nie będę musiała tęsknić samotnie"


Miesiąc później.


   Stała na tarasie, opierając się o chłodną poręcz balustrady. Jej ciemne włosy szalały na wietrze, a drobne ciało pokryła gęsia skórka. Miała na sobie tą samą zieloną sukienkę, co wtedy, gdy pierwszy raz odważyła się wyjść z domu po wypadku. Tym razem jednak było inaczej. Tamtego wieczoru, pośród tumów ludzi, których nie mogła zobaczyć nie była skrępowana, samotna ani wystraszona. Owszem bała się, ale ten strach szybko odfrunął, bo obok siebie miała niezawodną przyjaciółkę i Marka. Na samą myśl o tamtej nocy, uśmiechała się mimowolnie. Tak bardzo tęskniła za nim. Za jego ciepłą aurom, optymistycznym podejściem i tą specyficzną szczerością, która nie raniła, a dawała do myślenia. Nie mogła przeboleć, że tak po prostu stracili tą znajomość, że jedna decyzja przekreśliła to wszystko. Wiedziała, że jest niedaleko, w jednym z domów oddalonych zaledwie o kilka kilometrów stąd. Wiedziała, że ciągle interesuje się nią i jej zdrowiem, bo Nadia nieraz mówiła jej, że zaczepił ją na ulicy i zapytał o nią. Zawsze wtedy czuła to piekielnie przyjemne ciepło, mieszające się z niedosytem, bo wolałaby, żeby przyszedł bezpośrednio do niej. Z drugiej strony rozumiała go. Zraniła go, chociaż tego nie planowała. Myślała, że już poukładała swoje uczucia, a jednak myliła się. Najgorsze było to, że teraz czuła się podobnie. Obawiała się, że podjęła złą decyzję.
   Dzisiejszej nocy Jokasta czuła się źle. Była sama, chociaż przyszła z Davidem. To dla niego stroiła się, a on nawet tego nie docenił. Jak zawsze powiedział, że wygląda ślicznie. Tylko tyle, nic więcej. Nie oczekiwała, że zasypie ją komplementami, ale liczyła, że tym razem wykaże się większą kreatywnością i powie zaledwie kilka słów więcej. Myliła się. Nawet teraz, gdy ona nie była szczęśliwa, nie bawiła się dobrze i chciała już wracać do domu, on się z tym nie liczył. Brylował gdzieś w tłumie, gdy ona musiała poprosić obcą osobę, aby pomogła jej wyjść na zewnątrz, aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
   Dzisiaj Jokasta Martinez nie była pewna czy ten człowiek, którego poznała kilkanaście lat temu i któremu oddała swoje serce nadal istnieje? Były dni, że była wręcz przekonana, że tak jest, lecz ostatnio coraz częściej zaczynała powątpiewać w to. Chyba faktycznie uwierzyła w iluzję, w coś, co już dawno było przeterminowane. Oboje sądzili, że są w stanie odbudować łączącą ich niegdyś relacje, ale chyba coś poszło nie tak. Sama już nie wiedziała co. Może dzisiaj była po prostu na niego zła i dlatego tak myślała? A może czuła tak już od dawna, ale nie miała na tyle odwagi, aby przyznać to przed samą sobą? Bardzo możliwe. Ostatnio nie wiedziała nawet kim dokładnie jest.
   Poczuła na swoich rękach jego męskie dłonie. Sunęły delikatnie w górę i w dół. Niegdyś uwielbiała to, dzisiaj nawet jej serce nie przyspieszyło. Z każdą sekundą czuła się gorzej, uświadamiając sobie, że nie tutaj chce być dzisiaj. Ucałował delikatnie płatek jej ucha, obejmując ją mocno.

- Co tutaj robisz? - wyszeptał, a wachlarz jej włosów otulił jego twarz.
- Chcę wracać do domu - odparła, odwracając się w jego stronę. Nachylił się nad nią, skradając z jej ust drobny pocałunek. Nie poczuła nic. Kompletna pustka.
- Wrócimy, ale wcześniej zapraszam cię do tańca. - Już chciała zaprzeczyć, gdy David dodał: - I nie przyjmuje odmowy. - Westchnęła, pozwalając się mu prowadzić na parkiet.

   Głośna muzyka dudniła w jej uszach. Na swoim ciele czuła jego dłonie, a przy uchu spokojny, równomierny oddech. Zapach jego perfum szalał w jej nozdrzach, a on prowadził ją w szaleńczym tańcu. Kiedyś byłaby najszczęśliwszą dziewczyną. Napawałaby się każdą sekundą w jego ramionach, a nogi uginałyby się w kolanach przy każdym zbliżeniu jego ust ku jej własnym. Dzisiaj myślami była gdzie indziej. Daleko stąd. W jednej z najpiękniejszych chwil. W momencie, w którym poczuła się piękna, jedyna i wyjątkowa.

   Ciepło bijące od jego ciała, wywołało przyjemny dreszcz na jej ciele. Spokojna muzyka leciała w tle, a ona wsłuchiwała się w jego spokojny oddech na swojej szyi i cichy szept, którym wymazywał wszelakie troski. Znowu potrafiła zaśmiać się głośno i szczerze, gdy był blisko. Nie interesowało ją czy ktoś teraz na nich patrzy, czy ktoś komentuje jej zachowanie. Przy nim wszystko wydawało się być dozwolone i takie prostsze, aniżeli wtedy, gdy znikał. Okręcił ją wokół osi, wprawiając w ruch jej długie włosy i krótką sukienkę. Ufnie wpadła w jego ramiona, składając na jego policzku krótki pocałunek. Mocniej przyciągnął ją do swojego ciała, gdy ona spokojnie ułożyła głowę na jego ramieniu.

   Była piękna, gdy szeptał jej na ucho kompletne głupoty. Była wyjątkowa, gdy trzymał ją w swoich ramionach. Była sobą, gdy sprawiał, że teraźniejszość znikała.*

- Wracamy już? - zapytała, gdy zeszli z parkietu. Oddychała szybko, mocno zaciskając palce na jego dłoni.
- Jeszcze sekunda, dobrze? Przywitam się tylko z kimś - odparł, składając szybki pocałunek na jej policzku. Odszedł, ponownie pozostawiając ją samą. Miała dosyć. Niepewnie zatrzymała jedną z osób, które przechodziły obok niej. Poprosiła, aby zamówił dla niej taksówkę. Chciała stąd się wydostać, aby znaleźć się tam, gdzie chciała być. Nie szukała Davida, aby mu powiedzieć, że wychodzi. Uznała, że i tak by go to nie zainteresowało.

Everyone must be wondering why we try
Why do we try?**

   Gdy usłyszał pukanie do drzwi, nie spodziewał się zobaczyć jej. Stała przed nim, ubrana w luźną, żółtą sukienkę. Jej blond włosy były związane w wysokiego kucyka, a twarz pozbawiona jakiekolwiek makijażu. Jego serce zabiło mocniej w pierś. Tak bardzo za nią tęsknił, a jednocześnie czuł żal i złość. Nie odzywała się do niego przez ostatni miesiąc. Nie odbierała telefonów, unikała spotkań, uciekała, gdy napotkała go na ulicy. Widział, że coś było nie tak, że ewidentnie z czymś sobie nie radziła, i choć on chciał je pomóc, to ona odpychała tą pomoc. Bolało, bo zależało mu na niej i myślał, że ona czuła podobnie. Czas jednak udowadniał mu, że był w błędzie. Tym bardziej nie rozumiał jej dzisiejszej wizyty.

- Mogę wejść? - spytała niepewnie. Bez słowa odsunął się, robiąc jej miejsce. Zamknął za nią drzwi, patrząc jak odkłada czarny, cieniutki sweterek na komodę, jednocześnie ściągając baleriny w tym samym kolorze. Zapach jej perfum wypełnił całe pomieszczenie, przywołując przyjemne wspomnienia. Uśmiechnął się delikatnie, gdy przelotnie spojrzała w jego stronę. W ciszy przeszli do salonu.
- Napijesz się czegoś? - Sophia spojrzała na niego, siadając na sofie. Pokręciła przecząco głową. Nie po to tutaj przyszła. Chciała porozmawiać. Powiedzieć całą prawdę.
- Usiądź, proszę - wyszeptała, bawiąc się swoimi długimi palcami. Nie spojrzała na niego. Swój wzrok miała utkwiony w drewnianym stole, który stał przed nią.
- Nie spodziewałem się ciebie tutaj - odparł. Zakaszlała, lokując jedną z dłoni na swoim zaokrąglonym brzuchu. To wszystko nie było takie proste, jak mogło się mu wydawać. Ostatni miesiąc poświęciła na zamknięcie spraw z przeszłości. Może i postąpiła źle, ale potrzebowała tego. Czasu dla samej siebie. Nie chciała popełniać kolejnych błędów. Potrzebowała podjąć rozsądne decyzje, które być może zbudują jej przyszłość.
- Wiem. Masz prawo być na mnie zły, bo przez ostatni miesiąc zachowywałam się jak skończona kretynka. Traktowałam cię jak powietrze, chociaż jesteś jedyną osobą, która na to kompletnie nie zasługuje. Możesz uwierzyć, albo i nie, ale ten czas był mi potrzebny. Musiałam się zastanowić jak ci mam powiedzieć to wszystko, co chcę, abyś dzisiaj usłyszał. I wiem, że możesz zmienić zdanie na mój temat i nie chcieć mnie znać, ale trudno, zaryzykuję, bo ty zasługujesz na szczerość. - Uniósł jedną brew ku górze. Nie rozumiał o czym mówi Sophia. O jaką prawdę jej chodzi i dlaczego uważa, że nie będzie chciał jej znać? Przecież to było nieprawdą. I oboje doskonale zdawali sobie z tego sprawę, ale żadne z nich nie było gotowe powiedzieć tego na głos. Blondynka nabrała powietrza, kontynuując: - Kilka lat temu poznałam pewnego chłopaka. Przystojny, młody, bogaty.. Można śmiało powiedzieć, że ideał. Zaproponował mi pewien układ. Mieliśmy mieszkać razem. Ja miałam być dziewczyną do towarzystwa, taką z którą mógłby pokazać się na bankieta, która miałaby uatrakcyjniać jego noce, która miałaby tylko ładnie wyglądać. Ja miałam za to dostać życie w luksusach, najdroższe ubrania, perfumy, wakacje w najbardziej nieziemskich miejscach. Nie miało być mowy o uczuciach. Czysty zysk. Zgodziłam się. Z czasem jednak zdałam sobie sprawę, że nie chcę być jedną z wielu, bo zakochałam się. Tak po prostu. A on po darowywał mi tylko ból. Krzywdził mnie nieświadomie albo świadomie, nie wiem. Po prostu pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że nie chcę tych wszystkich pieniędzy, jeśli nie mogę liczyć na chociaż krótką chwilę zainteresowania. Byłam przedmiotem w jego rękach i w sumie nie mam prawa mieć do niego pretensji. Próbowałam raz odejść, ale on przekonał mnie, żebym została. Uwierzyłam w te jego cudowne słowa, bo po prostu go kochałam. Dzisiaj jednak wiem, że nie był wart tego uczucia. Pojechałam, aby mu powiedzieć, że zostanie ojcem, i chociaż nie liczyłam na nic, to nie spodziewałam się, że zrezygnuje nie z nas, lecz z tego maleństwa. Powiedział, że nie chce go znać, bo woli żyć u boku kobiety, którą niegdyś kochał i ponoć nadal kocha. - Spojrzała na niego. Po jej policzkach spływały łzy. Siedział cicho, patrząc gdzieś przed siebie. Milczał, a więc postanowiła mówić dalej. - Ale to wszystko jakoś przestało się liczyć, gdy poznałam ciebie. Uwierz mi, że nikt wcześniej nie patrzał na mnie tak jak ty, nikt mnie nie słuchał, nikt się ze mną nie liczył i nikt nie widział we mnie kobiety, którą można pokochać. Dałeś mi szczęście, bezpieczeństwo, ciepło i nauczyłeś mnie kochać. Naprawdę. Wiem, że nie tak to wszystko powinno wyglądać. Nie zasługuję na ciebie, bo ty zasługujesz na kogoś zdecydowanie lepszego niż kobieta w ciąży, która swego czasu była zwyczajną materialistką. I domyślam się, że po tym wszystkim nie będziesz chciał mnie znać... - Załkała, ocierając łzy. - Dziękuję ci za wszystko. Nawet nie wiesz jak bardzo marzę, abyś był w moim życiu. W naszym życiu.
Zamilkła, czekając na jego odpowiedź, lecz on nadal milczał. Wstał jedynie z fotela i podszedł do regału z książkami. Widziała jak bije się z myślami, jak bardzo stara się to wszystko przetrawić i nie miała mu tego za złe. Rozumiała to doskonale. Przychodząc tutaj zdecydowała się postawić wszystko na jedną kartę - albo się uda, albo nie. Odwrócił się w jej stronę, a jej serce zabiło mocniej.
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć, Sophia. To wszystko, co powiedziałaś nie sprawiło, że zmieniłem o tobie zdanie. Bowiem każdy z nas ma swoją przeszłość. Najważniejsze, to umieć z niej wyciągnąć wnioski i ty dokonałaś tego. Martwi mnie jednak inna sprawa. Wiesz, że możesz na mnie zawsze liczyć, i że ja zawsze będę tutaj dla ciebie, ale obawiam się, że ty nie jesteś gotowa obiecać mi tego samego. Jeśli byłoby tak, to nie unikałabyś mnie przez ostatni miesiąc, tylko od razu powiedziałabyś mi prawdę.
- A myślisz, że to było takie proste? - odparła, wstając z sofy. Spojrzała na niego pełnym bólu wzrokiem. - Myślisz, że to było takie łatwe opowiedzieć ci jaką egoistką byłam? Powiedzenie tego wszystkiego kosztowało mnie wiele.
- Wiem, Sophia. - Przerwał jej, wchodząc w zdanie. - Ale życie nie jest łatwe. I skąd mam mieć pewność, że gdy pojawią się problemy w naszym życiu, ty nie odejdziesz?
- Nie lękam się problemów..
- Wiem, ale... - Zamilkł, szukając odpowiednich słów. Niebieskooka nabrała powietrza, łapiąc za niewielką torebkę, którą wcześniej położyła na stole. Bez zbędnych słów wyszła z salonu, ubierając w pośpiechu buty.
- Lepiej będzie jak pójdę - odparła, gdy stanął za nią. - Wystarczyło powiedzieć, że mnie nie chcesz... Tylko tyle - wyszeptała, otwierając drzwi wejściowe, które kilka minut później głośno trzasnęły, oznajmiając, że jej już nie ma.

A single tear just dropped into the ocean of your heart.
You left me open now i'm hoping that you try to understand.***

***

- Jokasta? Co ty tutaj robisz? - spytał zaskoczony, wychodząc na zewnątrz. Zamknął za sobą drzwi, podchodząc bliżej niej. Jego serce przyspieszyło. Miał taką ogromną ochotę przytulić ją, ale nie umiał postawić kolejnych kroków. Zatrzymał się w bezpiecznej odległości, podziwiając jej oszałamiający wygląd. Była piękna w tej sukience, w dresie czy w swojej ulubionej, kolorowej koszulce, którą miała od licealnych czasów. Dla niego nie miało znaczenia, co nosiła na sobie w tej chwili. Go oczarowywała i zachwycała zawsze. Robiła z nim, co chciała i to go przerażało.
- Kiedyś powiedziałeś, że już nigdy nie będę musiała tęsknić samotnie, a dzisiaj właśnie tak się czujesz. Dlaczego, Mark? - Zaskoczyła go tym pytaniem. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Pamiętam tamtą noc. Była magiczna, podobnie jak każda chwila, którą spędzali razem, ale to była przeszłość. Musiał zamknąć tamte drzwi.
- Nigdy nie jesteś sama, Jokasta. Masz mamę, Nadię i Davida. Wystarczy, że pójdziesz do nich...
- A Ciebie, Mark? Mam Ciebie? - Przerwała mu. Te słowa zadały mu ból. Bez zbędnych słów podszedł do niej i objął ją mocno. Wtuliła się w jego ciało, czując ulgę. Tego potrzebowała. Jego bliskości i tego spokoju, który wprowadzał do jej życia.
- Dobrze wiesz, że zawsze będę obok, ale w nie tak blisko jak wcześniej, bo nie umiem. To dla mnie za ciężkie. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa, ale gdy patrzę na was dwoje, czuję, że coś pęka we mnie. Potrzebuję czasu - wyszeptał, a ona jeszcze mocniej przytuliła się do niego. Mijały minuty, a oni tak stali. W całkowitej ciszy, ukryci we własnych ciałach, a czas odliczał kolejne sekundy.
- Zatańcz ze mną, proszę. Tak jak tamtej nocy, pamiętasz? - odparła, odsuwając się od niego. Oczywiście, że pamiętał i był niemalże pewny, że nigdy tego nie zapomni. Teraz jednak nie był pewien czy powinien. Dzieliło ich tak dużo barier, a jednak coś ciągle ich ciągnęło ku sobie. - Proszę - wyszeptała, wyciągając swoją dłoń w jego kierunku. Wahając się, złapał ją.

Looking back, I miss it
Our wildest moments.**


***

* Fragment odcinka 4.
** Jessie Ware - "Wildest Moments"
*** Jessie Ware - "Strangest Feeling" 


1 komentarz: