sobota, 20 października 2012

31. "If it ain't you baby"


Leniwie przeciągnął się na kanapie, otwierając oczy. Słodki zapach wanilii podrażnił jego nozdrza. Niewiele pamiętał z wczorajszej nocy. Kilka mniej lub bardziej znaczących scen przewinęło się w jego głowie. Mimo to, czuł niedosyt i zagubienie. Pomieszczenie w którym obecnie się znajdował w ani najmniejszym calu, nie przypominało jego hotelowego pokoju. Ściany pomalowane były na ognisty czerwony, który kontrastował z jasnym odcieniem zasłon, których ktoś nie zasłonił. Nienawidził, gdy poranne promienie słońca otulały jego twarz. Westchnął, odrzucając na bok koc, którym był przykryty. Delikatnie stopami dotknął chłodniej podłogi, podnosząc się. Po cichu stawiał kroki, nie chcąc nikogo obudzić. Niepewnie popchnął niedomknięte drzwi, a jego brązowe tęczówki zatrzymały się na blondwłosej postaci, która wtulona w poduszkę, smacznie spała. Uśmiechnął się pod nosem. Wyglądała uroczo, gdy pozbawiona wszelkich zmartwień, które ciążyły na jej barkach za dnia, krążyła po krainie Morfeusza. Na jej policzkach gościły rumieńce, a dłonie mocno zaciskały skrawek niebieskiej pościeli. Odkąd pamiętał zawsze spała w tej samej pozycji. Mimowolnie, a może kierowany ciekawością, przeniósł wzrok na jej brzuch, który ukryty był pod jedwabnym materiałem nocnej koszuli. Tylko naiwny lub ślepy nie zauważyłby, że jest w ciąży. On przez ułamek sekundy chciał stać się jednym z nich, aby nie musieć martwić się i zastanawiać nad przyszłością. Miał dwie opcje: zaakceptować fakt, że zostanie ojcem i pomóc w wychowywaniu swojego potomka, tym samym tracąc Jokastę, która z całą pewnością rzuci go, gdy dowie się prawdy lub opcję drugą: porzucić własne dziecko, zachowując całą resztą. Dzisiaj nie był gotowy na odpowiedzenie samemu sobie, czego chce.
Po cichu zamknął drzwi, ubierając leżące w kącie buty. Ostatni raz rozejrzał się po pomieszczeniu, wychodząc. Czuł, że powinien zostać, aby podziękować i przeprosić jednocześnie. Wolał jednak odejść, bo tak było prościej - przynajmniej w tej chwili, gdy jego umysł nie do końca się rozbudził, a głowa bolała niemiłosiernie przez wczorajsze nadużycie alkoholu. Ręką machnął w stronę nadjeżdżającej taksówki, która zatrzymała się i zabrała go pod wskazany przez niego adres.


Some people live for the fortune
Some people live just for the fame
Some people live for the power, yeah
Some people live just to play the game
Some people think that the physical things
Define what's within
And I've been there before...

Uwielbiał, gdy śpiewała. Jej głos w połączeniu z dźwiękami pianina, tworzył niebanalną, wyjątkową i unikatową historię. Słyszał w tym jej serce, jej duszę i emocje, które wywoływały dreszcze na jego ciele. Szczególnie, gdy wykonywała ten utwór. Ostatni raz słyszał go kilka lat temu. Zagrała go dla niego. Tak po prostu. Nie musiał się prosić. Sama błagała go, żeby wysłuchał tego. Już po pierwszych słowach wiedział, dlaczego tak bardzo jej na tym zależało. Chciała mu przekazać wszystko to, co czuje w jedyny znany sobie sposób. Siedział i słuchał. A kiedy muzyka ustała, nie umiał zabrać głosu. Patrzał na nią i milczał, a ona uśmiechała się słodko. Widział łzy w jej oczach. Sam prawie je miał. Zabawne, że po tylu latach nadal pamiętał ten moment tak dokładnie jakby wydarzył się wczoraj. Uśmiechnął się pod nosem, obserwując jej sylwetkę. Tak bardzo żałował tego czasu, który zmarnowali. Wiedział, że może winić za to tylko samego siebie, bo gdyby nie zapomniał, chociaż na chwilę słów tego utworu, to wiedziałby, że ona nie potrzebowała bogactwa ani życia w luksusach. Jej zależało na nim. Kochała go takiego jakim był, a on na siłę chciał się ulepszyć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zamiast tego, stoczył się na dno i zranił mnóstwo osób. Nawet pieniądze, które leżały na jego koncie, nie były wstanie uciszyć jego wyrzutów sumienia oraz chęci sięgnięcia po narkotyki czy alkohol. Nie mówił o tym głośno i raczej nie myślał często na ten temat, ale wczorajsza rozmowa - a dokładniej skrawki, które pamiętał - dała mu do zrozumienia, że ktoś też zauważył jego problem. Problem z którym powinien walczyć, ale czy chciał tego?

- Powinnaś śpiewać częściej. Masz cudowny głos - odparł, gdy muzyka umilkła. Zobaczył jak nerwowo odwraca się na krzesełku. Zmarszczyła nos, unosząc brew.
- David? Co ty tutaj robisz? - spytała. Miał wrażenie, że jest zła, rozczarowana, zaskoczona? Sam nie wiedział jak opisać dokładnie jej nastrój, ale na pewno nie była szczęśliwa.
- Dzwoniłem wczoraj, ale nie odbierałaś. - Starał się, aby w jego głosie nie było słychać pretensji, ale jakoś mu nie wyszło. Był rozczarowany, że nie odebrała, gdy on jej potrzebował. Zawsze była, więc dlaczego teraz jej zabrakło? Poprawiła włosy, zakładając kilka kosmyków za ucho.
- Nadia u mnie spała. Nie miałam czasu...
- Potrzebowałem cię. - Wszedł jej w zdanie, wchodząc głębiej do pomieszczenia. Stał zaledwie kilka kroków od niej, a miał wrażenie, że dzieli ich przepaść. - Chciałem z tobą porozmawiać. Musiałem! A ty olałaś mnie dla przyjaciółki.
- O co ci chodzi? - burknęła, nieporadnie wstając z krzesełka. Zachwiała się na własnych nogach, szybko łapiąc równowagę, gdy oparła się ciałem o czarne pianino. - O to, że spędziłam trochę czasu z przyjaciółką? Z osobą, która nigdy mnie nie zostawiła, która zawsze była, gdy ja potrzebowałam czyjejś obecności? O to masz do mnie pretensje, tak? Nie uważasz, że to trochę niestosowne? Jeśli myślałeś, że będę na każde twoje zawołanie, to się pomyliłeś, David. Kocham cię, ale pewne rzeczy uległy zmianie. Wcześniej liczyłeś się tylko ty. Zawsze stawiałam ciebie na pierwszym miejscu. Byłam na każde twoje zawołanie, poświęcałam ci sto procent mojego wolnego czasu i dbałam o to, abyś czuł się dobrze. I co mi z tego przyszło? Zostawiłeś mnie i wyjechałeś. Znam już powody, które są dla mnie absurdalne, bo ja nigdy nie prosiłam ciebie o więcej, aniżeli mogłeś mi dać. Chciałam tylko miłości i pewności, że zawsze będziesz obok mnie. Na dobre i na złe. - Zamilkła, przełykając ślinę. Spuściła głowę, palcem przesuwając po lśniącej powierzchni instrumentu. - Kiedyś oddałam ci wszystko. Dzisiaj już tak nie postąpię. Chcę być z tobą, ale musisz zrozumieć, że poza tobą są inne osoby, które są dla mnie równie ważne. I jeśli Nadia będzie potrzebować mojej obecności, to jej ją podaruję. Nawet jeśli wtedy i ty jej będziesz chciał... Musisz zaakceptować fakt, że nie jesteś jedyną osobą na której mi zależy. Rozumiesz?
Stał, wpatrując się w nią. Jej słowa zabolały go. Niosły ze sobą prawdę, ale i w pewnym sensie odtrącenie. Wiedział, że przed nimi długa i wyboista droga, ale nie spodziewał się, że będzie aż tak ciężko. Tak bardzo chciał przesunąć wskazówki zegara do tamtego dnia, który zmienił wszystko. Gdyby tylko mógł cofnąć czas, to nigdy nie spakowałby walizki i nie wyjechałby. Jednak nie był w stanie dokonać tego cudu.
- Rozumiem - odparł, przesuwając kciukiem po skroni. Odchrząknął.
- To teraz powiedz mi, co takiego wydarzyło się wczoraj, że mnie potrzebowałeś?
- Wiesz, to już nieważne.. Poradziłem sobie - skłamał, uśmiechając się nikle. - Masz ochotę na spacer?
Jokasta poruszyła twierdząco głową, wyciągając w jego kierunku dłoń. Złapał ją, ukrywając w swojej. W przelocie złożył na jej ustach subtelny pocałunek, gdy opuszczali razem strych.

But I don't want nothing at all
If it ain't you baby.*

***


I ask myself...
“Oh what’s the point?”
“What’s the point of it all?”
“What’s the point?”

Upiła łyka gorącej herbaty, podchodząc do okna. Zmarszczyła czoło, gdy promienie słońca poraziły jej oczy. Odkąd wstała z łóżka i zobaczyła puste miejsce na kanapie w salonie, nie umiała pozbyć się tego dziwnego uczucia. Była rozczarowana jego zachowaniem, chociaż w sumie nie powinna się dziwić. Zawsze taki był. Dzwonił, gdy kogoś potrzebował lub czegoś, co akurat nie było w zasięgu jego ręki, a gdy to dostawał, znikał bez słowa. Dzisiaj nie postąpił inaczej, zachował się dosłownie tak samo jak kiedyś, jednak tym razem zabolało bardziej. Może dlatego, że odkąd spotkała się z nim w tym miejscu, miała wrażenie, że się zmienił? Łudziła się, że wydoroślał, że zrozumiał pewne rzeczy i teraz będzie w stanie wziąć odpowiedzialność za swoje czyny. Myliła się. Nie chodziło jej o to, że nie umiał się zdecydować czy chce zostać ojcem dla swojego dziecka, czy też nie - chociaż i to raniło. Bardziej miała na myśli jego podejście do codziennych spraw, od których tak naprawdę nie zależało czyjeś zdrowie czy bezpieczeństwo. Na tym polu polegał zawsze. Liczył się tylko on i jego potrzeby, jego czas i jego ochota. Nigdy nie pytał o potrzeby innych, ale do tego zdążyła się przyzwyczaić. Dzisiaj miała nadzieję, że gdy się obudzi, zastanie go w swoim apartamencie, że porozmawiają jak dorośli ludzie, a on podziękuje jej za pomoc. Nie dostała tego i to bolało. Znowu potraktował ją jak zabawkę, coś czym można poprawić sobie humor, bo ona zawsze była, gdy on jej potrzebował. Przez chwilę pomyślała o jego wielkiej miłości. Gdzie ona była, gdy Sophia podnosiła go upitego z trawnika? Pewnie smacznie spała w domu, okryta pościelą, gdy ona marzła na zewnątrz. Poczuła ukłucie złości. Martwiła się i troszczyła o mężczyznę, który należał do innej kobiety. Do kobiety, z którą ona zawsze przegrywała. Po jej policzku potoczyła się samotna łza. Miała dosyć, naprawdę miała serdecznie dosyć tego wszystkiego. Ciągłego starania się, łudzenia się, że tym razem będzie lepiej, aby na końcu zostać odtrąconą - jak zawsze.
Odłożyła kubek na parapet, gdy usłyszała dzwoniąca komórkę. Szybkim krokiem podeszła do komody, chwytając w dłonie telefon. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, akceptując połączenie.

- Nareszcie odebrałaś! - Męski głos rozbrzmiał po drugiej stronie, sprawiając, że jej serce zabiło mocniej. - Tak się bałem, że coś ci się stało. - Zaśmiała się delikatnie, gdy usłyszała jego zmartwiony ton. Nie sądziła, że kiedykolwiek pozna kogoś, kto będzie się o nią martwił. A jednak wydarzył się cud.
- Wybacz, ale nie miałam głowy, aby zadzwonić do ciebie, co wcale nie oznacza, że zapomniałam o tobie - dodała pospiesznie, siadając na sofie. - Po prostu... - Zamilkła, zagryzając wargę. Nie chciała się rozpłakać. Chciała pokazać mu, że jest silna i jakoś sobie radzi, chociaż w rzeczywistości marzyła o jego ciepłych ramionach, w których mogłaby ukryć wszystkie swoje troski.
- Nie jest łatwo, co? - spytał, a ona skinęła głową, tak jakby miał szansę to zauważyć.
- Ciężko jest, gdy zdajesz sobie sprawę, że wszystko to, co robiłeś dla drugiej osoby, każde twoje poświęcenie i starania, nie znaczyły nic. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zdałam sobie z tego sprawy wcześniej, chociaż... Ja chyba w głębi serca ciągle wierzyłam, że on jest mi wdzięczny za czas, który mu poświęciłam, że i dla niego ma on jakieś znaczenie. Ale nie. Dzisiaj pozbawił mnie wszelakich złudzeń. Ja dla niego nigdy nie byłam kimś ważnym. I nawet nie boli mnie to tak bardzo, jak fakt, że martwiłam się o niego... - Zaśmiała się, kręcąc głową. - Nadal się martwię się o niego i pewnie pojechałabym, gdyby zadzwonił, że mnie potrzebuje, że teraz musi mu ktoś pomóc... A on nie powiedziałby nawet 'dziękuję' i to jest chyba najgorsze w tym wszystkim, wiesz?
- A może ty po prostu nadal go kochasz?
- Nie - odpowiedziała szybko. Tego była pewna.  Wyleczyła się z miłości do niego. - Kiedyś kochałam, to prawda. Dzisiaj mam jedynie sentyment do tego związku, którego nawet nim nazwać nie można, bo tylko mi na nim zależało, tylko ja dawałam z siebie wszystko, nic nie otrzymując w zamian. Nie będę narzekać, bo sama się na to godziłam. Gdybym była wystarczająco mądra, to odeszłabym już dawno temu. Nie byłabym dzisiaj w ciąży i nie musiałabym czekać na jego odpowiedź. Czasami myślę, że lepiej byłoby, gdybym w ogóle go nie poznała.
- Wcale nie musisz czekać na jego odpowiedź - odparł pewnym tonem, dodając: - masz mnie, a ja nigdy cię nie zostawię, Sophia. - Poczuła ciepło w sercu i kolejną falę łez, która zalała jej policzki.
- Daniel...
- Posłuchaj mnie, pakuj walizki, bukuj bilet lotniczy na jakiś dzisiejszy lot i wracaj do mnie. Wracajcie do mnie - poprawił się, wywołując uśmiech na jej twarz.
- Jutro, Daniel. Dam mu jeszcze szansę. Być może on na nią nie zasługuje, ale to maleństwo tak.
- Jak uważasz. Nie zapomnij jednak, że tutaj nie jesteś sama.
- Wiem, wiem... - odparła, rozłączając się.

Give me heart
Just give me hope
Give me love
Just give me warm
Give me all I never knew
Give me something
To hold on to.**


If I ain't got you with me baby...

- Chciałabym zobaczyć twoją twarz. Sprawdzić czy nadal uśmiechasz się w ten sam sposób, co dawniej. Czy twoje oczy są nadal tak samo czekoladowe i czy pieprzyk dalej tkwi na policzku. Tak bardzo chciałabym móc ocenić, każdy dzień twojego życia, który na twej twarzy oznaczył czas, tak bardzo, bardzo o tym marzę. - Spojrzał na nią. Jej głowa spokojnie spoczywała na jego kolanach, otulona promieniami słońca. Była taka piękna i niewinna. Uśmiechnął się, przesuwając palcem po jej policzku. Nie rozumiał, dlaczego takie nieszczęście spotkało właśnie ją. Nie zasługiwała na to cierpienie, które niosła ze sobą utrata wzroku.
- Zobaczysz jeszcze nie raz. Uwierz mi, proszę - wyszeptał, rozczesując palcami jej włosy. Skrzywiła się nieznacznie.
- A jeśli nie?
- Odzyskasz, zobaczysz. - Usiadła gwałtownie, a fala ciemnych włosów otuliła jej twarz.
- Nie możesz być tego pewien na sto procent. Już tyle razy próbowałam i nic. David, ty nawet nie wyobrażasz sobie jak ciężkie jest życie osoby niewidomej. Radzę sobie jak mogę, ale w pewnych sytuacjach jestem uzależniona od drugiej osoby. Jesteś pewien, że chcesz takiego życia? Życia z kaleką?
- Nie jesteś kaleką, Jokasta - odparł, a Brunetka odwróciła się w jego stronę.
- Nie? A jak inaczej nazwiesz to, że jestem osobą niewidomą? - Milczał. Nie wiedział, co odpowiedzieć. - No, właśnie.
- Posłuchaj, wiem, że dopóki mamy siebie, nic nie jest w stanie nam zagrozić - odpowiedział, próbując ją przyciągnąć bliżej siebie.
- Już raz tak mówiłeś, i co? A poza tym czasami to nie wystarcza...
- Tym razem będzie inaczej, przyrzekam - odparł, składając na jej ustach pocałunek.

... So nothing in this whole wide world don't mean a thing* 

***

* Alicia Keys - "If Ain't Got You"
** Susie Suh - "Give Me Heart"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz