Stop me.
Say you wanna stop me.
Say you wanna stop me now...
-
David, chciałbyś zostać kiedyś ojcem? Myślałeś o tym? - spytała
Ciemnooka dziewczyna, siedząca po turecku na swoim łóżku. Chłopak na
chwilę oderwał się od płyt DVD, które przeglądał, posyłając jej
zaskoczone spojrzenie.
- Chodzi ci o to, czy chciałbym założyć rodzinę? - Dziewczyna potwierdziła skinieniem głowy. W pomieszczeniu zapanowała cisza. Chłopak zastanawiał się nad odpowiedzią. Z jednej strony czuł, że powinien powiedzieć 'tak', ale z drugiej nie był już tego taki pewien. Kochał Jokastę najbardziej na świecie i chciał dać jej wszystko to, co podarowałoby jej szczęście. Był pewien jej miłości do niego, ich wspólnej przyszłości ale nie samego siebie. W tym wszystkim bał się najbardziej tego, że to on nie poradzi sobie z tą ważną rolą, że polegnie tak jak jego rodzice, których nigdy nie poznał.
- David? - Podniósł wzrok, odnajdując jej wyczekujące spojrzenie. Uśmiechnął się niepewnie, przewracając płytą, którą trzymał w dłoniach.
- Skąd to pytanie, Jokasta? Czyżbyś... - Spojrzał na nią, przerywając nagle swoją wypowiedź. Dziewczyna patrzyła na niego poważnym wzrokiem, kręcąc głową. Odetchnął z ulgą, chociaż nie dał tego po sobie poznać. Nie był gotowy na to teraz.
- Nie. Po prostu chciałabym wiedzieć jak będzie wyglądać nasza przyszłość. - Poruszyła ramionami, odgarniając kosmyki długich włosów z twarzy.
- Chciałbym dać ci wszystko to, o czym marzysz...
- A czego ty chcesz, David? - Przerwała mu. Nie wiedział, co odpowiedzieć. - Chcesz tego? Nie teraz ani nie jutro, ale kiedyś. Chcesz zostać ojcem?
- Bałbym się, że sobie nie poradzę, gdyby matką tego dziecka miałaby być inna kobieta niż ty. Przy tobie wiem, że dam sobie radę, bo ty nie pozwolisz mi się zgubić, nie pozwolisz skrzywdzić nas i nauczysz mnie kochać tak, jak nigdy mnie nie kochano. Jestem niemalże pewny, że pewnego dnia wybuduję dom, zasadzę drzewo i spłodzę syna, a ty będziesz tego wszystkiego najważniejszą częścią. - Ciemnooka poruszyła głową, ukrywając twarz we włosach. Kochała go. Kochała sposób w jaki do niej mówił i to jak mówił o nich i ich przyszłych dniach, latach... O ich życiu.
- Chodzi ci o to, czy chciałbym założyć rodzinę? - Dziewczyna potwierdziła skinieniem głowy. W pomieszczeniu zapanowała cisza. Chłopak zastanawiał się nad odpowiedzią. Z jednej strony czuł, że powinien powiedzieć 'tak', ale z drugiej nie był już tego taki pewien. Kochał Jokastę najbardziej na świecie i chciał dać jej wszystko to, co podarowałoby jej szczęście. Był pewien jej miłości do niego, ich wspólnej przyszłości ale nie samego siebie. W tym wszystkim bał się najbardziej tego, że to on nie poradzi sobie z tą ważną rolą, że polegnie tak jak jego rodzice, których nigdy nie poznał.
- David? - Podniósł wzrok, odnajdując jej wyczekujące spojrzenie. Uśmiechnął się niepewnie, przewracając płytą, którą trzymał w dłoniach.
- Skąd to pytanie, Jokasta? Czyżbyś... - Spojrzał na nią, przerywając nagle swoją wypowiedź. Dziewczyna patrzyła na niego poważnym wzrokiem, kręcąc głową. Odetchnął z ulgą, chociaż nie dał tego po sobie poznać. Nie był gotowy na to teraz.
- Nie. Po prostu chciałabym wiedzieć jak będzie wyglądać nasza przyszłość. - Poruszyła ramionami, odgarniając kosmyki długich włosów z twarzy.
- Chciałbym dać ci wszystko to, o czym marzysz...
- A czego ty chcesz, David? - Przerwała mu. Nie wiedział, co odpowiedzieć. - Chcesz tego? Nie teraz ani nie jutro, ale kiedyś. Chcesz zostać ojcem?
- Bałbym się, że sobie nie poradzę, gdyby matką tego dziecka miałaby być inna kobieta niż ty. Przy tobie wiem, że dam sobie radę, bo ty nie pozwolisz mi się zgubić, nie pozwolisz skrzywdzić nas i nauczysz mnie kochać tak, jak nigdy mnie nie kochano. Jestem niemalże pewny, że pewnego dnia wybuduję dom, zasadzę drzewo i spłodzę syna, a ty będziesz tego wszystkiego najważniejszą częścią. - Ciemnooka poruszyła głową, ukrywając twarz we włosach. Kochała go. Kochała sposób w jaki do niej mówił i to jak mówił o nich i ich przyszłych dniach, latach... O ich życiu.
Zachwiał się na
własnych nogach, w ostatniej chwili łapiąc równowagę. W jednej dłoni
trzymał butelkę Jacka Danielsa, a w drugiej telefon komórkowy. Od kilku
godzin próbował dodzwonić się do Jokasty, ale ona jak na złość nie
odbierała, co doprowadzało go do szału. Nie chciał jej powiedzieć, że
zostanie ojcem. Jeszcze nie teraz, kiedy sam nie był do końca pewien czy
chce brać czynny udział w wychowywaniu swojego potomka. Po prostu
potrzebował ją usłyszeć. Jej słodki głos i uroczy uśmiech. Na chwilę
chciał przestać się bać i uspokoić swoje myśli, lecz ona nie odbierała.
Zachowywała się tak, jakby zapadła pod ziemię. Znowu był zdany tylko na
siebie. Ponownie został zmuszony do sięgnięcia po to, co ciągnęło go w
dół.
Cały świat wirował mu
przed oczami, a wydarzenia sprzed kilku godzin wydawały się być tylko
głupim, mało śmiesznym żartem. Bo jak on - nieodpowiedzialny,
egoistyczny i wyniszczony - miał zostać ojcem? I to ojcem dziecka, które
nie nosiła kobieta jego życia. Nie umiał sobie wyobrazić siebie z
wózkiem, spacerującego po parku lub przewijającego pieluchy, gdy
nadeszłaby taka potrzeba. Nie czuł się na siłach, aby wziąć
odpowiedzialność za drugiego człowieka. Czasami nie umiał dobrze zadbać o
samego siebie, więc jak miał zapewnić bezpieczeństwo istocie, która
całkowicie będzie zdana na niego? Nie, on nie był dobrym materiałem na
ojca. Może w przyszłości, gdy dojrzałby do tego, to owszem - nadawałby
się, ale nie teraz, nie dzisiaj ani nie za miesiąc. Przeklął pod nosem,
przykładając szyjkę butelki do ust.
Dlaczego w jego życiu wszystko się waliło? Przez chwilę miał wrażenie, że odzyskał dawny spokój. Zdobył kobietę idealną, o której śnił każdej samotnej nocy. Znowu miał wszystko to, co dawało mu szczęście. I nagle zjawia się ona - część jego życia. Również znacząca, chociaż bardzo często nie okazywał jej tego. I tak po prostu informuje go, że zostanie ojcem. Ojcem. Jak trudno było mu zrozumieć sens tego słowa. Dopasować je do własnej osoby. Zaakceptować. Za każdym razem, gdy wypowiadał to jedno słowo - głośno lub tylko w myślach - zaczynał się śmiać. To nie pasowało do niego. Zdecydowanie nie. On nie był typem mężczyzny, który rzuca wszystko i postanawia wielkie zmiany, gdy dowiaduje się, że wkrótce na świecie ma pojawić się jego potomek. Tylko raz i tylko z jedną kobietą marzył o domu, drzewie i synu. I nie była nią Sophia. Nie była to też ta chwila.
Nagle zachwiał się, upadając na mokry trawnik. Zaśmiał się głośno, wpatrując w rozgwieżdżone niebo, które nie zachwycało, było mu zupełnie obojętne, podobnie jak całe jego życie. Drżącą ręką wybrał znany mu numer telefonu.
Dlaczego w jego życiu wszystko się waliło? Przez chwilę miał wrażenie, że odzyskał dawny spokój. Zdobył kobietę idealną, o której śnił każdej samotnej nocy. Znowu miał wszystko to, co dawało mu szczęście. I nagle zjawia się ona - część jego życia. Również znacząca, chociaż bardzo często nie okazywał jej tego. I tak po prostu informuje go, że zostanie ojcem. Ojcem. Jak trudno było mu zrozumieć sens tego słowa. Dopasować je do własnej osoby. Zaakceptować. Za każdym razem, gdy wypowiadał to jedno słowo - głośno lub tylko w myślach - zaczynał się śmiać. To nie pasowało do niego. Zdecydowanie nie. On nie był typem mężczyzny, który rzuca wszystko i postanawia wielkie zmiany, gdy dowiaduje się, że wkrótce na świecie ma pojawić się jego potomek. Tylko raz i tylko z jedną kobietą marzył o domu, drzewie i synu. I nie była nią Sophia. Nie była to też ta chwila.
Nagle zachwiał się, upadając na mokry trawnik. Zaśmiał się głośno, wpatrując w rozgwieżdżone niebo, które nie zachwycało, było mu zupełnie obojętne, podobnie jak całe jego życie. Drżącą ręką wybrał znany mu numer telefonu.
But I’m leaving.
Yes I'm gonna leave you.
Yes I'm gonna leave your life...
Yes I'm gonna leave you.
Yes I'm gonna leave your life...
-
David? - Uśmiechnął się delikatnie, gdy usłyszał jej głos nad sobą. Nie
otworzył oczu. Leżał, ciesząc się, że tutaj przyszła, że po raz kolejny
nie zawiodła go i nie opuściła w potrzebie, chociaż miała do tego pełne
prawo. Nigdy nie traktował jej z należytym szacunkiem. Zawsze była
tylko marionetką w jego życiu. Brał od niej to, co chciał i kiedy
potrzebował, a później opuszczał, a ona ciągle czekała. Nawet teraz, gdy
nie łączyło ich już właściwie nic, ona była.
- David, co się stało? - Mimo wszystkich ran, ona naprawdę się o niego martwiła. Była wyjątkowa. Czasami żałował, że nie był wstanie tego docenić i pokochać ją. Zasługiwała na miłość bardziej niż ktokolwiek inny. Należało się jej szczęście i miał nadzieję, że wreszcie je otrzyma. Otworzył oczy, dostrzegając jej zmartwioną twarz, gdy kucała obok niego.
- Powiesz mi, co się stało? - Ponowiła pytanie. Zauważył jak jej wzrok przesuwa się z jego twarzy na butelkę, którą trzymał w dłoni. Poczuł się źle.
- David, co się stało? - Mimo wszystkich ran, ona naprawdę się o niego martwiła. Była wyjątkowa. Czasami żałował, że nie był wstanie tego docenić i pokochać ją. Zasługiwała na miłość bardziej niż ktokolwiek inny. Należało się jej szczęście i miał nadzieję, że wreszcie je otrzyma. Otworzył oczy, dostrzegając jej zmartwioną twarz, gdy kucała obok niego.
- Powiesz mi, co się stało? - Ponowiła pytanie. Zauważył jak jej wzrok przesuwa się z jego twarzy na butelkę, którą trzymał w dłoni. Poczuł się źle.
-
Potrzebuję pomocy, Sophia - wyszeptał. Nie czuł wstydu, przyznając się
jej do swojej słabości. Ona nigdy go nie oceniała. Trwała u jego boku
zawsze, bez względu na to czy było dobrze, czy wręcz przeciwnie. Powoli
usiadła obok niego na delikatnie mokrym trawniku. Podkuliła nogi,
opierając brodę na kolanach. Zaplecione w warkocza blond włosy,
odsłaniały jej twarz. Widział jej niebieskie tęczówki, które patrzyły
gdzieś przed siebie. Poczuł ulgę, widząc ją tutaj. Usiadł, szukając w
kieszeni spodni paczkę papierosów. Zapalił jednego.
- Boję się, Sophia - odparł po chwili ciszy. Nie spojrzała na niego, patrzyła przed siebie, dając mu szansę na wygadanie się. - Gdy poznałem ciebie, wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby zatrzymać cię w moim życiu. Nie było to trudne, bo przecież miałem to, czego akurat potrzebowałaś. Myślę, że w pewnym sensie oboje byliśmy sobie wtedy potrzebni. Ja chciałem mieć kogoś, kto odgoni samotność, a ty spokojnego, luksusowego życia, którego nigdy wcześniej nie miałaś okazji zaznać. Dzisiaj wiem, że byliśmy bardzo naiwni wierząc, że to nam wystarczy. Ty potrzebowałaś miłości i zainteresowania, a ja powrotu przeszłości. A tego już nie byliśmy w stanie dać sobie nawzajem. - Zaciągnął się, wypuszczając z ust szary dym.
- Jak ma na imię? - spytała, nie spoglądając na niego. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
- Jokasta. Gdybyś mogła ją tylko poznać. Polubiłybyście się. W pewnym sensie jesteście do siebie podobne. Może dlatego nie chciałem wypuścić cię ze swojego życia? Może dlatego, że czasami, gdy przytulałaś się do mnie w nocy, przypominałaś mi ją? Nie wiem, ale myślę, że ma to sens. - Zamyślił się na chwilę, palcem przesuwając po chłodnej, szklanej powierzchni butelki. - Wyjechałem dla niej. Chciałem osiągnąć sukces, aby zapewnić jej godne życie. Pragnąłem jej szczęścia. Zaślepiony tym wszystkim, nie dostrzegłem, że krzywdzę ją. A ona co? Czekała tutaj na mnie. Zbierała wycinki z gazet i była dumna ze mnie. Ale ona zawsze taka była... Czuła, troskliwa, radosna, kochająca i dobra. Czasami aż za dobra. - Zaśmiał się pod nosem, wyrzucając niedopałek przed siebie. - Odzyskałem ją, Sophia. Wybaczyła mi i znowu próbujemy odbudować to, co zniszczyłem. Wierzę w nas i naszą miłość. Wiem, że możemy znowu być szczęśliwi, mimo tego czasu, który straciliśmy. Ale teraz... Wszystko znowu się komplikuje. Boje się, że ją stracę.
- Boję się, Sophia - odparł po chwili ciszy. Nie spojrzała na niego, patrzyła przed siebie, dając mu szansę na wygadanie się. - Gdy poznałem ciebie, wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby zatrzymać cię w moim życiu. Nie było to trudne, bo przecież miałem to, czego akurat potrzebowałaś. Myślę, że w pewnym sensie oboje byliśmy sobie wtedy potrzebni. Ja chciałem mieć kogoś, kto odgoni samotność, a ty spokojnego, luksusowego życia, którego nigdy wcześniej nie miałaś okazji zaznać. Dzisiaj wiem, że byliśmy bardzo naiwni wierząc, że to nam wystarczy. Ty potrzebowałaś miłości i zainteresowania, a ja powrotu przeszłości. A tego już nie byliśmy w stanie dać sobie nawzajem. - Zaciągnął się, wypuszczając z ust szary dym.
- Jak ma na imię? - spytała, nie spoglądając na niego. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
- Jokasta. Gdybyś mogła ją tylko poznać. Polubiłybyście się. W pewnym sensie jesteście do siebie podobne. Może dlatego nie chciałem wypuścić cię ze swojego życia? Może dlatego, że czasami, gdy przytulałaś się do mnie w nocy, przypominałaś mi ją? Nie wiem, ale myślę, że ma to sens. - Zamyślił się na chwilę, palcem przesuwając po chłodnej, szklanej powierzchni butelki. - Wyjechałem dla niej. Chciałem osiągnąć sukces, aby zapewnić jej godne życie. Pragnąłem jej szczęścia. Zaślepiony tym wszystkim, nie dostrzegłem, że krzywdzę ją. A ona co? Czekała tutaj na mnie. Zbierała wycinki z gazet i była dumna ze mnie. Ale ona zawsze taka była... Czuła, troskliwa, radosna, kochająca i dobra. Czasami aż za dobra. - Zaśmiał się pod nosem, wyrzucając niedopałek przed siebie. - Odzyskałem ją, Sophia. Wybaczyła mi i znowu próbujemy odbudować to, co zniszczyłem. Wierzę w nas i naszą miłość. Wiem, że możemy znowu być szczęśliwi, mimo tego czasu, który straciliśmy. Ale teraz... Wszystko znowu się komplikuje. Boje się, że ją stracę.
-
I co ja mam ci powiedzieć, David? - Pierwszy raz odkąd zaczął mówić,
spojrzała na niego. W jej oczach lśniły łzy. Znowu ją zranił.
- Powiedz, że będzie dobrze, Sophia - poprosił, uśmiechając się nikle. Pokręciła głową.
- Jeśli chcesz, żeby było dobrze, to musisz brać odpowiedzialność za własne czyny, David. Picie i branie narkotyków w niczym ci nie pomoże. Myślałeś, że nie wiem? - Zaśmiała się, gdy zobaczyła jego reakcje na jej słowa. - Może i byłam naiwna, ale nie głupia. Musisz z tym skończyć i to jak najszybciej. To nie prowadzi do niczego dobrego, a już na pewno w niczym ci nie pomaga. Zrób to dla siebie, a jeśli nie potrafisz to dla niej lub... - Zamilkła na chwilę, dodając: - dla swojego dziecka.
- Nie wiem czy potrafię być ojcem...
- Tego nikt nie wie - odparła, wstając. Przyglądał się jej, gdy poprawiała sweterek, który delikatnie zsunął się z jej ramion. Odwróciła się w jego stronę, wyciągając w jego kierunku rękę. - Chodź do domu. Zimno się zrobiło. - Niepewnie złapał ją za dłoń, wstając. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na delikatnie zaokrąglonym brzuchu, po czym ponownie spojrzał w jej oczy. Nie dostrzegł w nich złości, rozczarowania ani krzty nienawiści. Widział tylko i wyłącznie ciepło, które roztaczała wokół siebie.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Że mimo tych wszystkich przykrości jakie ci wyrządziłem i ciosów, które zadałem... Tylko ty zawsze ratowałaś mnie przed upadkiem i nadal to robisz, a ja naprawdę nie wiem dlaczego.
Blondynka poruszyła tylko bezwładnie ramionami, ruszając przed siebie. Po chwili i on znalazł się u jej boku.
- Powiedz, że będzie dobrze, Sophia - poprosił, uśmiechając się nikle. Pokręciła głową.
- Jeśli chcesz, żeby było dobrze, to musisz brać odpowiedzialność za własne czyny, David. Picie i branie narkotyków w niczym ci nie pomoże. Myślałeś, że nie wiem? - Zaśmiała się, gdy zobaczyła jego reakcje na jej słowa. - Może i byłam naiwna, ale nie głupia. Musisz z tym skończyć i to jak najszybciej. To nie prowadzi do niczego dobrego, a już na pewno w niczym ci nie pomaga. Zrób to dla siebie, a jeśli nie potrafisz to dla niej lub... - Zamilkła na chwilę, dodając: - dla swojego dziecka.
- Nie wiem czy potrafię być ojcem...
- Tego nikt nie wie - odparła, wstając. Przyglądał się jej, gdy poprawiała sweterek, który delikatnie zsunął się z jej ramion. Odwróciła się w jego stronę, wyciągając w jego kierunku rękę. - Chodź do domu. Zimno się zrobiło. - Niepewnie złapał ją za dłoń, wstając. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na delikatnie zaokrąglonym brzuchu, po czym ponownie spojrzał w jej oczy. Nie dostrzegł w nich złości, rozczarowania ani krzty nienawiści. Widział tylko i wyłącznie ciepło, które roztaczała wokół siebie.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Że mimo tych wszystkich przykrości jakie ci wyrządziłem i ciosów, które zadałem... Tylko ty zawsze ratowałaś mnie przed upadkiem i nadal to robisz, a ja naprawdę nie wiem dlaczego.
Blondynka poruszyła tylko bezwładnie ramionami, ruszając przed siebie. Po chwili i on znalazł się u jej boku.
Do you wanna play for love?*
***
-
Cieszę się, że zgodziłaś się zostać dzisiaj u mnie na noc - odparła
Jokasta, delikatnie się krzywiąc, gdy Nadia nie chcący mocniej
pociągnęła za jej włosy, które teraz skrupulatnie rozczesywała. -
Potrzebuję odpocząć od tego wszystkiego. David wydzwania, co pięć minut,
a Mark nie odbiera - westchnęła.
- A myślałaś, że będzie inaczej? - spytała Nadia, poprawiając się na łóżku. - Mark cię kocha i to bardzo. Robił wszystko, abyś i ty go pokochała, a kiedy wydawało mu się, że może to się stać, ty go odepchnęłaś. Jesteś moją przyjaciółką i wiesz, że zawsze będę stała po twojej stronie, ale nie mogę zrozumieć twojej decyzji, wybacz.
- Bo nigdy nie kochałaś prawdziwie, Nadia... Gdy tak się stanie, to łatwiej będzie ci mnie zrozumieć. Wtedy pojmiesz dlaczego wybrałam Davida.
- Jokasta, ale o jakiej miłości my mówimy? O tej co łączyła was kilka lat temu? Przecież nie widziałaś się z nim przez tak długi czas. Oboje mogliście się zmienić. Wasze życia już nie są takie same, podobnie jak priorytety. Skąd więc ta pewność, że teraz też będziecie w stanie się zaakceptować? - spytała, lecz Ciemnooka nie odpowiadała, więc dodała: - Moim zdaniem żyjecie iluzją. Bo to, co było kilka lat temu piękne i wyjątkowe, teraz może okazać się tylko niemożliwym do przywrócenia wspomnieniem.
- A myślałaś, że będzie inaczej? - spytała Nadia, poprawiając się na łóżku. - Mark cię kocha i to bardzo. Robił wszystko, abyś i ty go pokochała, a kiedy wydawało mu się, że może to się stać, ty go odepchnęłaś. Jesteś moją przyjaciółką i wiesz, że zawsze będę stała po twojej stronie, ale nie mogę zrozumieć twojej decyzji, wybacz.
- Bo nigdy nie kochałaś prawdziwie, Nadia... Gdy tak się stanie, to łatwiej będzie ci mnie zrozumieć. Wtedy pojmiesz dlaczego wybrałam Davida.
- Jokasta, ale o jakiej miłości my mówimy? O tej co łączyła was kilka lat temu? Przecież nie widziałaś się z nim przez tak długi czas. Oboje mogliście się zmienić. Wasze życia już nie są takie same, podobnie jak priorytety. Skąd więc ta pewność, że teraz też będziecie w stanie się zaakceptować? - spytała, lecz Ciemnooka nie odpowiadała, więc dodała: - Moim zdaniem żyjecie iluzją. Bo to, co było kilka lat temu piękne i wyjątkowe, teraz może okazać się tylko niemożliwym do przywrócenia wspomnieniem.
Ciemnowłosa
milczała. Jej rodzicielka powiedziała dosłownie to samo, gdy
dowiedziała się, że zrezygnowała z Marka i postanowiła dać ponownie
szansę Davidowi. Im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej bała
się, że one mogą mieć rację. Nic nie trwa wiecznie. Wszystko się kończy,
więc dlaczego z ich miłością miałoby nie być podobnie? Bała się tego,
co przyniesie jutro, lecz jednocześnie czuła ekscytację. Czuła, że musi
spróbować, nawet jeśli miałaby przegrać. Gdzieś w głębi serca kochała
Davida i wierzyła, że uda się im.
I chociaż wszyscy dookoła mówią mi, że powinna zatrzymać się i zastanowić, bo to, co robię nie ma sensu, to ja wierzę w przeszłość odnalezioną w teraźniejszości.
***
* Lucia - "Silence"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz