Moment. Krótka, nieuchwytna sekunda. Bezzapachowa, bezkształtna, pozbawiona pustki.
Moment jest jak sekunda zamknięta w szklanym słoiku. Nie możliwa do odtworzenia, aczkolwiek nie znikająca, zapadająca w pamięci.
Moment może odmienić wszystko. Może przynieść euforię lub smutek. Przewrócić wszystko do góry nogami lub pozostawić na miejscu.
Moment buduje życie. Jest życiem.
Rok później...
Stukot obcasów umilkł, gdy Brązowowłosa dziewczyna zatrzymała się w miejscu. Z uśmiechem na ustach i z rozmarzonym spojrzeniem, rozejrzała się dookoła. Nigdy wcześniej nie widziała piękniejszego miejsca. Tak wiele było tutaj kolorów, zapierających dech w piersiach dzieł sztuki i architektury oraz migoczących w nocnej poświacie - lampek. Kochała te dźwięki, które dudniły w jej uszach i zapachy, które szalały w nozdrzach. Gdyby tylko mogła - zostałaby tutaj na zawsze. To miasto było żywą inspiracją, pobudzało do życia i zachęcało do działań. I gdyby ktoś, kilka miesięcy temu powiedziałby jej, że zakocha się w mieście tak innym od jej rodzinnego - wyśmiałaby go. Zresztą do niedawna nie wierzyła w wiele rzeczy. Na szczęście ktoś wierzył za nią i dzięki temu mogła dzisiaj stać tu i z oczami szeroko otwartymi podziwiać piękno tego miasta.
10 miesięcy wcześniej...
- Córeczko, nie uwierzysz - krzyknęła Brązowowłosa kobieta, wpadając do pokoju córki. Jokasta obróciła się w jej kierunku, marszcząc czoło.
- Mamo, spokojnie - odparła z troską, wyciągając dłoń w kierunku rodzicielki. Kobieta uchwyciła ją, zaciskając na niej swoją własną.
- Za dwa miesiące będziesz miała operację.
- Ale... - Ciemnooka niczego nie rozumiała. Przecież kilka tygodni temu dowiedziały się, że osoba, która miała opłacić część zabiegu, wycofała się. Nie podała powodów, bo też nie musiała. Po prostu zadzwoniła i przeprosiła. Tylko tyle. A teraz nagle wszystko się zmieniło?
- Wiem, co chcesz powiedzieć. Tamta osoba się wycofała, ale dzisiaj zadzwonił do mnie tata Marka i powiedział, że opłaci to wszystko i nie mamy prawa mu odmówić.
- Ale jak to? - spytała zdezorientowana. Mark wyjechał dwa miesiące temu. Nie pożegnał się z nią. Kompletnie urwał kontakt i wcale mu się nie dziwiła. Zasłużyła na to.
- Powiedział, że Mark go o to poprosił. Myślę, że on naprawdę cię kocha.
Widok z wierzy Eiffla był zachwycający. Wszystko dookoła wydawało się być takie niewielkie, wręcz nieproporcjonalne. Ludzie przypominali mrówki, które tak łatwo można byłoby rozdeptać, nie zauważyć. Cała ta sytuacja przypominała jej scenę życia. Nieustanną walkę małego, czasami bezsilnego człowieka z problemami, które przytłaczają swoją ciężkością. Ona sama się z taką zmierzyła. Nie zawsze było łatwo. Tak często zapominała wierzyć w cuda. Hektolitrami wylewała łzy, po których dzisiaj nie było ani śladu. Na jej twarzy gościł bogi spokój, który panował i w jej duszy. Pogodziła się ze wszystkim. Zaakceptowała to, co się wydarzyło. W pewnym sensie, gdyby nie ta cała sytuacja - nie byłaby tą dziewczyną, którą jest dzisiaj. Silną, szczęśliwszą, cieszącą się każdą chwilą, najmniejszą zmianą na jej twarzy czy tymi, które dokonywały się koło niej. Dzisiaj wiedziała jak patrzeć, żeby widzieć.
W jej sercu tliła się tylko cicha nadzieja, że on patrzał teraz na nią i widział jak daleko zaszła. Chciała, żeby był z niej dumny tak, jak on chciał, żeby ona była z niego. I chociaż nie było dnia, w którym nie zatęskniłaby za nim, to w duszy czuła, że teraz David jest naprawdę szczęśliwy, tak jak wtedy, gdy byli razem i tak jak zawsze powinien być.
9 miesięcy wcześniej...
"Powiedziałeś mi, że gdy zamkniesz swoje oczy na zawsze - ja uwolnię się od twojego uczucia. Nawet nie wiesz w jakim błędzie byłeś, gdy to mówiłeś i wtedy, gdy to pisałeś na tej cholernej kartce. Bo prawda jest taka David, że gdy pokochasz kogoś raz tak prawdziwie, że aż zaboli cię, to nigdy nie przestaniesz tego czuć. Ja nie przestałam. Moje uczucie po prostu przeszło modyfikację. Nie kochałam cię już jak mojego mężczyznę, lecz jak przyjaciela, a nawet jak brata, którego nigdy nie miałam. A to chyba najpiękniejsza i najtrwalsza miłość, nieprawdaż?"
Ostatni raz odwróciła się za siebie, przyglądając się wieży Eiffla. Była niesamowita. Tak potężna, tak bajeczna... Niebywała. Tak, to słowo doskonale opisywało tą budowlę. Uśmiechnęła się, mocniej otulając szyję kolorowym szalikiem. Jeszcze kilka miesięcy temu mogła pomarzyć o tym, że kiedyś przyjdzie jej dane zobaczyć coś tak wspaniałego. Pamiętała te długie, samotne noce, gdy wyobrażała sobie twarze swoich najbliższych, wygląd swojego domu czy ulubionego parku, w którym zajadała się lodami i wygłupiała z Nadią. Marzyła, aby zobaczyć to jeszcze raz i jakimś cudem udało się. I nie tylko jeden raz.
8 miesięcy wcześniej...
- Spokojnie. Teraz ściągnę pani resztę opatrunku, ale pod żadnym pozorem proszę nie otwierać oczu, aż pani nie pozwolę. Dobrze? - spytał lekarz, przyglądając się Jokaście. Dziewczyna poruszyła twierdząco głową. Czuła delikatny dotyk palców mężczyzny na swojej twarzy. Z każdym kolejnym ruchem odrywały się od jej twarzy kawałki bandażu. W jej sercu narodził się nie pokój, a po głowie krążyła jedna myśl: 'A jeśli znowu się nie udało?'. Nie była pewna czy sobie z tym poradzi. Chciała znowu widzieć. Odbudować swoje życie, które w ostatnim czasie, zostało tak brutalnie naruszone. Nawet nie zauważyła, gdy jej twarz została oswobodzona. W pomieszczeniu panowała zupełna cisza. Zadrżała, gdy usłyszała trzy krótkie słowa: - Proszę otworzyć oczy.
Gdyby miała powiedzieć, co poczuła w tamtej chwili - zamilkłaby. Żadne słowa nie byłyby w stanie tego oddać. Nie była szczęśliwa, smutna, zaskoczona, załamana, rozczarowana, zachwycona ani wniebowzięta. Po prostu była. Pomału przyswajała rzeczywistość za którą tak bardzo tęskniła, o której śniła, każdej nocy, i o którą błagała Boga.
- Ja... Ja widzę - odparła drżącym głosem, a z jej oczu wypłynęły łzy. Nie pamiętała nic więcej, poza uściskiem swojej rodzicielki i Nadii. To wszystko przypominało sen - jej sen.
Nabrała powietrza, mrużąc oczy. Jej brązowe tęczówki zatrzymały się na trzecim piętrze wielkiego wieżowca. Widziała palące się w pomieszczeniu światło. A więc był tam. Miała go praktycznie na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wejść do środka, nacisnąć odpowiedni guzik w windzie, a później zapukać do tych drzwi za którymi był on. Dlaczego więc bała się to zrobić? Przyleciała tutaj tydzień temu. Każdej nocy przychodziła tutaj i widziała to samo. Za każdym razem powtarzała jedno i to samo: 'Następnym razem'. Z tymże tym razem, nie mogła tego powiedzieć. Jutro miała wrócić do swojego rodzinnego domu. Musiała więc dzisiaj zmierzyć się z tym, co przerażało ją najbardziej.
Wherever you are standing, I will be by your side.
Through the good, through the bas, I'll never be hard to find.*
*
I love you like there's no tomorrow, couse nothing ever felt like this...
Zaśmiała się głośno, mocniej zaciskając swoje dłonie na jego rozgrzanym karku. Z niewyobrażalnym szczęściem chłonęła radość z jego ciemnych tęczówek. Czy tak właśnie czuły się bohaterki romansideł, które niegdyś czytała? Nie wiedziała. Za to była pewna jednego - nigdy wcześniej nie czuła tego, co czuła, każdego dnia, gdy budził ją subtelnym pocałunkiem lub wtedy, gdy doprowadzał ją do złości. Obdarował ją tą pewność, że nieważne ile razy ich drogi zostaną rozdzielone i jak wiele rzeczy ich poróżni - zawsze odnajdą drogę do siebie. Była mu za to wdzięczna, chociaż nigdy nie powiedziała tego na głos. Nie musiała. Była przekonana, że on doskonale o tym wiedział.
Postawił ją na ziemi, a ona poprawiła krótką, żółtą sukienkę. Odepchnęła go delikatnie, wyślizgując się z jego uścisku. Kręcąc głową, ruszyła przed siebie. Nie mogła zrozumieć, co się z nią działo. Minęło tyle miesięcy odkąd są razem. Powinna czuć się znudzona, mieć go dosyć, wręcz marzyć o chwili bez niego, lecz prawda była zupełnie inna. Ona pragnęła go bardziej. Chciała tego wszystkiego ze zdwojoną siłą. Odwróciła się w jego stronę, posyłając mu szeroki uśmiech.
- A ten dom ma miejsce na garderobę? - spytała słodkim głosem. Daniel zaśmiał się, siadając na sofie. Zmierzył ją od góry do dołu, poruszając brwiami.
- Po co ci garderoba? Jak dla mnie mogłabyś chodzić bez ubrań - odparł, a Sophia przewróciła oczami. Uwielbiał to, a ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
- Wariat z ciebie, wiesz?
- Zdaje mi się, że już to gdzieś słyszałem.
Roześmiana weszła do sypialni. Jej spojrzenie momentalnie spokorniało. Dawną radość zastąpiła troska i niemożliwa do opisania miłość. Po cichu podeszła do łóżeczka. Malutki, ciemnowłosy chłopczyk smacznie spał. Na jego buźce widniały delikatne rumieńce. Ostrożnie, aby go nie zbudzić, zabrała niebieski kocyk. Nie mogła uwierzyć, że właśnie w tej chwili patrzy na swoje dziecko. Na istotę z jej krwi i kości. Gdy zobaczyła go pierwszy raz, zachłysnęła się szczęściem. W jej serce wtargnęła nieopisana euforia, którą miała ochotę wykrzyczeć. Dobrze, że miała obok Daniela, który stłumił ją czułym pocałunkiem.
- Przestaniesz kiedyś? - Odwróciła się, zatrzymując swój wzrok na uśmiechniętym chłopaku, który stał oparty o framugę. Pokręciła głową, obserwując jak zbliża się ku niej. Objął ją czule, kładąc swoją głowę na jej ramieniu. - Jest idealny - wyszeptał, wpatrując się w maluszka. Sophia zaśmiała się cicho.
- Oczywiście, że jest, przecież ma najpiękniejszą mamę na świecie. - Daniel prychnął, mocniej przytulając się do jej ciała. - I najcudowniejszego ojca - dodała.
- Wiesz, że kiedyś będziemy musieli mu powiedzieć prawdę - odparł, po chwili ciszy Ciemnooki.
- Wiem, ale to nic nie zmieni. Nawet wtedy, gdy David pozna prawdę o swoim ojcu, to ty będziesz tym, który kochał i dbał o niego przez całe jego życie.
- Czasami zastanawiam się, kim byłbym dzisiaj, gdybym nie spotkał cię tamtego dnia na tamtej ławce.
- Ja wolę o tym nie myśleć. - Odwróciła się w jego stronę, kładąc swoją dłoń na jego policzku. - Kocham cię, Danielu Runes.
- A ja panią, Pani Runes.
Dziewczyna zaśmiała się, poważniejąc momentalnie. Zachęcająco przesunęła opuszkiem palca po jego delikatnie zarośniętym policzku.
- Może popracujemy nad rodzeństwem dla małego Davida? - zapytała, lecz na odpowiedź nie musiała czekać długo.
Opuszczając dziecięcy pokój jej wzrok zatrzymał się na ramce ze zdjęciem Davida Blacksut'a. W pewnym sensie to dzięki niemu znalazła się tutaj. W myślach podziękowała mu po raz tysięczny.
This is us. This is love and this is where I sleep.*
*
Zapukała do drzwi. Czuła jak całe jej ciało drży. Nabierała i wypuszczała powietrze. Rozglądała się dookoła. Zakładała włosy za ucho i ponownie je rozrzucała. Miała wrażenie, że minęło milion lat, aż usłyszała jego męskich, lekko zachrypnięty głos, który pozwolił wejść. Przymknęła oczy, w myślach uspakajając swoje rozszalałe ciało. Niepewnie złapała za klamkę, otwierając drzwi.
Nie wiedziała dlaczego. Zupełnie straciła kontrolę. Czuła się jak wariatka. Była zawstydzona, lecz nie umiała o tym myśleć w tej chwili. Z jej oczu wydostały się łzy, gdy tylko weszła do pomieszczenia i zobaczyła go. Przez chwilę stał w miejscu. Pochylony nad swoim biurkiem, przeglądał jakieś papiery. Nawet na nią nie spojrzał. Musiała minąć minuta, a może dwie, gdy jego niebieskie tęczówki zatrzymały się na jej postaci. Patrzał, podobnie jak ona. Milczeli. Jednak ta cisza zupełnie im nie przeszkadzała. Nauczyli się jej. Zresztą w tej chwili była odpowiedniejsza niż jakiekolwiek słowa. Chłonęli się nawzajem. Ona poznawała go na nowo. Podziwiała zmiany jakie zaszły w jego wyglądzie od momentu, gdy widziała go ostatni raz. A on? Spoglądał na nią z niedowierzaniem, które z każdą kolejną sekundą przeradzało się w coś na kształt czułości i radości. Nawet nie spostrzegła, gdy znalazł się obok niej, ukrywając jej kruche ciało w swoich ramionach.
- Jokasta, co ty tutaj robisz? Skąd wiedziałaś? - wyszeptał wprost w jej włosy. Nie odsunął się nawet na milimetr. Brązowooka zaciągnęła się zapachem jego perfum.
- Twój tata powiedział mi, że po załatwieniu spraw w Londynie, przyleciałeś tutaj - odparła zgodnie z prawdą, starając się zapanować nad swoimi emocjami.
- Ale, co ty tutaj robisz? Myślałem, że nie będziesz chciała mnie...
- Znać? - dokończyła za niego, odsuwając się delikatnie. - Jak mogłabym nie chcieć znać mężczyzny, który zrobił dla mnie więcej, aniżeli jakikolwiek wcześniej? Nie ukrywam, że byłam trochę rozczarowana, gdy Nadia powiedziała mi, że wyjechałeś bez pożegnania. Muszę przyznać, że w pierwszej chwili miałam nawet ochotę cię udusić. - Zaśmiała się przez łzy, nabierając powietrza. - Ale później zrozumiałam, że to moja wina, a ty miałeś do tego prawo. Skreśliłam nas, chociaż ty walczyłeś o mnie przez cały ten czas. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że byłeś pierwszym chłopakiem jakiego poznałam w swoim życiu. Gdzieś tam w pamięci mam obraz ciebie w tych śmiesznych, ogrodniczkach na czerwonych szelkach. Pamiętasz?
- Jakbym mógł zapomnieć. W końcu te szelki dostałem na urodziny od najładniejszej dziewczyny w przedszkolu.
- Ale z ciebie kłamczuch! - zaśmiała się, kręcąc głową.
- Wcale nie - odparł, poważniejąc. - Co cię tutaj sprowadza, Jokasta? - Dziewczyna milczała przez chwilę. Chciała ująć to najlepiej jak tylko umiała. Spojrzała na niego. Patrzał na nią. Onieśmielona jego wzrokiem, spuściła głowę. On jednak uniósł ją za podbródek, ponownie łącząc ich spojrzenia. Tak bardzo tęskniła za błękitem tych oczu.
- Tak sobie pomyślałam, że może znalazłbyś jeszcze miejsce w swoim życiu dla takiej trochę niezdecydowanej, momentami rozkapryszone i delikatnie zagubionej dziewczyny, która kocha cię całym swoim sercem?
- Wiesz jest mały problem... - zaczął, milknąc na chwilę. Ciało Jokasty przeszył dreszcz. Wiedziała, że tak to się skończy, przecież taki facet nie mógł być sam. Odsunęła się, ocierając łzy z policzków.
- Rozumiem. Nie kończ - odparła, rozglądając się dookoła. - Pójdę już. Dziękuję... Za wszystko - dodał, odchodząc.
- Może jednak dasz mi dokończyć? - spytał. Jokasta odwróciła się w jego stronę. Mark podszedł do niej. Położył swoją dłoń na jej wilgotnym policzku, uśmiechając się ciepło. - Ta dziewczyna nigdy nie straciła miejsca w moim życiu.
Climb mountains Together.*
***
Nie żegnam się jeszcze. Nie dziękuję, bo to nie odpowiednia pora. To ostatni odcinek, lecz przed nami jeszcze epilog. Także po raz przedostatni tutaj - do napisania! :)
* Teksty oznaczone gwiazdką pochodzą z piosenek Emeli Sande.
Cześć Kochana :*
OdpowiedzUsuńOjej, to nowość, że jestem tutaj przed pozostałymi czytelniczkami. Aż tak jakoś się ucieszyłam i to bardzo :)Co prawda chciałam skomentować już na drugi dzień, ale się nie udało. Jednak jak to mówią, co się odwlecze to nie uciecze... Dokładnie tak samo jest z tą historią. Nadszedł koniec. Co prawda został jeszcze epilog, ale to tylko jeden rozdział, ten ostatni. Ta kropka nad "i". Ciężko jest mi uzmysłowić sobie, że ta historia dobiegła końca. Na początku wszystko wydawało mi się inne, po prostu ja tę historię widziałam inaczej, oczywiście swoimi oczami. Wiesz, niekiedy czytając opowiadania innych blogerek/ pisarek i to nawet dobrych i dobrej jakości opowiadań, można było na samym początku rozszyfrować o czym owe opowiadanie będzie. U ciebie, choć ja swoje "dopisywałam" wiedziałam, że i tak pewna nie mogę być niczego. Zaskakiwałaś w najbardziej "pewnych" momentach. A to cechuje świetną autorkę! Miałaś pomysł na losy kilku bohaterów, od początku do końca kroczyłaś tą ścieżką, którą sobie wybrałaś. Wyszło wspaniale! Tak samo, jak ty jesteś wspaniała !!! :*
To opowiadanie pokazuje jaką Ty jesteś dojrzałą osobą! Chylę czoła !
Cieszę się, że Jokasta znalazła spokój i jest w końcu szczęśliwa. Nie tylko odzyskała wzrok, ale też uwierzyła, że Mark to mężczyzna, który będzie towarzyszył jej przez resztę życia. Przynajmniej mam taką nadzieję :) Pewnie, że między nimi nie będzie zawsze kolorowo, ale takie jest życie i na tym ono polega. Trochę złości nikomu przecież nie zaszkodzi, a godzenie jest całkiem przyjemne, podobno :)
Jokasta to dziewczyna, która pomimo wielu krętych dróg, miała wiele szczęścia. Chodzi mi tu o jej rodzinę i przyjaciółkę, wspaniałą przyjaciółkę. Trzeba to podkreślić. Niejedna wolałaby uciec i pozostawić przyjaciółkę samą. Zawsze byli przy niej w trudnych momentach i pewnie tak zostanie na jeszcze długo.
Cieszy mnie też i to bardzo szczęście Sophie. Ona również zasłużyła na to, by w życiu mogła się często uśmiechać. Kiedyś to była zupełnie inna dziewczyna, ale ludzie się zmieniają, dostają nowe szanse i niektórzy ten podarunek od losu wykorzystują, tak jak właśnie Sophie. Niech Daniel będzie ostoją w jej życiu, a mały David niech sprawia, by na ich ustach zawsze pojawiał się uśmiech :)
Jak dobrze wiesz, zastanawiałam się jak Sophie da malcowi na imię. Myślę, że postąpiła najsłuszniej jak tylko mogła. Zresztą wierzę, że mały David, gdy dorośnie będzie jej za to wdzięczny.
No to Kochana, czekam na ten epilog... choć chciałabym, by ta historia trwała bez końca. Wiem, wszystkiego chcieć nie można. Jedno wiem na pewno, będę tutaj wracać...
Dopiero dzisiaj czytając Twój komentarz, uświadomiłam sobie, że to naprawdę koniec. Poczułam w sercu dziwny uczucie, a łzy zalśniły mi w oczach. Bo prawda jest taka, że mi też ciężko rozstawać się z tym opowiadaniem. To ja ich wykreowałam, stworzyłam tą historię, która jest i zawsze będzie dla mnie wyjątkowa. Próbowałam tyle razy i wreszcie udało mi się spisać losy Jokasty. Jestem niesamowicie dumna z tego opowiadania. Dziękuję Ci, bo bez Ciebie dużo rzeczy nie wyglądałoby tak jak wygląda. Dziękuję Ci za wszystko. Za te cudowne komentarze i wsparcie. Na lepsze podziękowania jeszcze nadejdzie czas.
UsuńA co do samej historii, to ona od początku taka miała być - szczęśliwa na końcu. :*
Wyjątkowo najpierw przeczytałam sobie Twoje słowa na końcu. Wiedziałam, że zbliżamy się już do końca tej historii, ale nie przypuszczałam, że czeka nas jeszcze tylko epilog. Jestem ciekawa, jak rozegrasz finał tego opowiadania, bo swoją drogą minęło już trochę czasu, odkąd robiłaś to po raz ostatni - zresztą, ja też ;) Wierzę, że ostatnie zdania tej historii, będą najlepszym jej podsumowaniem. I już bez zbędnego przeciągania, przechodzę do czytania ostatniego rozdziału.
OdpowiedzUsuńTytuł mnie urzekł :) Uwielbiam odnajdywać coś uroczego w małych rzeczach i te dwa słowa w tytule naprawdę sprawiły, że się uśmiechnęłam - mam mnóstwo pozytywnych skojarzeń związanych ze słowami Own Paradise. Ale nie będę się rozpisywać o tym za dużo, nie tutaj, trzeba sobie zostawić trochę sentymentów na komentarz pod epilogiem. Sięgnęłaś po piosenki, których nie znałam przedtem, znam natomiast Emeli. Może nie jakoś super dobrze, ale te parę piosenek, z którymi się zetknęłam, naprawdę przypadło mi do gustu. Ma przepiękny głos. Jestem wzruszona, czytając za każdym razem zdanie: ,,Jokasta rozejrzała się dookoła''. Przeszła taką drogę, by móc widzieć - czyli coś, co my wszyscy mamy, a czego może nie doceniamy tak bardzo, na ile powinniśmy. Jej szczęście jest naprawdę budujące dla mnie. Czytaliśmy o jej upadkach, a tu proszę, nareszcie jeden, konkretny wzlot :)
Sophia, Daniel i mały David. Kurczę, mam słabość do nadawania bohaterom swoim opowiadań sentymentalnych imion 'po kimś'. Zresztą, ostatnio przeprowadziłam rozmowę z Kubą odnośnie, iż przeczytałam, że w jakimś tam rankingu imię Jakub zostało uznane za najpiękniejsze imię polskie. Kuba mi na to, że powinnam tak nazwać swoje dziecko, ale imię musi mi się dobrze kojarzyć z jakąś osobą, która była dla mnie ważna. Stąd moje skojarzenie, bo David (duży David :P) był kimś wyjątkowym dla Sophii. Naprawdę, z ręką na sercu, ten fragment to jeden z najpiękniejszych i najradośniejszych, jakie się tu pojawiły. Pięknie! Jestem ciekawa, jak im pójdzie majstrowanie rodzeństwa dla malucha :P
Ostatni fragment też cudowny, wraz z trzecią, śliczną piosenką. Dzisiaj w doborze muzyki przeszłaś samą siebie, Motyl. Cieszę się, że Mark i Jokasta dają sobie kolejną szansę na szczęście i na miłość. Oboje zrobili dla siebie wiele i dziś, po wszystkich zawieruchach, może będą mogli wyjść wreszcie na prostą. Mam nadzieję, że tak, bo teraz już właściwie nic nie stoi im na przeszkodzie. Myślę, że dla nich obojga pojawienie się Davida w ich życiu, jest lekcją. Wzmocniło ich miłość, choć musieli się rozstać, żeby móc to zrozumieć i docenić. Kurczę, jaka ta historia jest mądra... Podziwiam.
Kochana, czekam cierpliwie na epilog. Nic więcej nie powiem odnośnie tego rozdziału, bo jeszcze mi obrośniesz w piórka. Poczekaj przynajmniej do tego epilogu, wtedy się komplementy posypią, nie ma innej opcji.
Buziaki :* :* :* Jesteś niemożliwa, a to opowiadanie KOCHAM i jestem z Ciebie dumna, że udało Ci się doprowadzić je do (prawie) końca. Do trzech razy sztuka :)
Nie informowałam o tym, że zbliżamy się do końca, bo chciałam zaskoczyć. Zależało mi na tym, żeby to treść odcinka była zawsze najważniejsza, a nie moje słowa pod nią. Dlatego rozegrałam to w ten, a nie inny sposób. ;)
UsuńPrzyznam szczerze, że pomysł na epilog mam od momentu, gdy opublikowałam tutaj pierwszy odcinek. Mimo to nie umiem się za niego zabrać. Chcę, żeby był idealny, a żeby tego dokonać potrzebuję czasu, którego ostatnio brakuje, więc szybko się raczej nie pojawi.
Piosenki, które tutaj opublikowałam są same w sobie inspiracją. Są cudowne. Gdy usłyszałam je po raz pierwszy, wiedziałam, że muszę ich użyć. To jest idealne miejsce dla nich.
Doskonale wiesz jaki mam stosunek do imienia Jakub! :) Kocham je!
Nareszcie się udało! Dziękuję za komentarz i za wszystko! Jesteś wspaniała;*
Hej Kochana:* jak zawsze rozpoczęłam czytanie od Twoich słów pod rozdziałem. Stwierdziłam, że zbyt wiele w tym komentarzu nie napiszę, bo to, co chciałabym Ci przekazać odnośnie całości tego opowiadania przeczytasz dopiero pod epilogiem. Jest natomiast jedna, dosyć ważna sprawa. Nie wiem, dlaczego moje komentarze nie chcą się publikować w całości... to już drugi raz, kiedy musiałam go podzielić na części. Możliwe, że są albo zbyt długie, albo wręcz przeciwnie zbyt krótkie. Mam nadzieję, że da się coś z tym zrobić do czasu publikacji epilogu. Chciałabym, żeby wtedy mój komentarz pojawił się w całości, ale mam przeczucie, że tak się nie stanie. Nie wiem, pożyjemy zobaczymy :)
OdpowiedzUsuńJakoś tak nie zdziwiło mnie to, co przeczytałam w pierwszym fragmencie. Tata Marka to porządny i dobry człowiek. Widać, że woda sodowa nie uderzyła mu do głowy i nie stał się egoistą pod wpływem zarobionych pieniędzy. Dlatego byłam pewna, że pomoże Jokaście. To dzięki niemu (ale nie tylko) dziewczyna odzyskała wzrok. Aż mi się łezka w oku zakręciła, kiedy czytałam to wspomnienie rozmowy dziewczyny z mamą. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego co wtedy działo się w głowie Jokasty. Nie jestem w stanie potrwierdzić, czy brunetka ma rację, ponieważ nigdy nie miałam okazji być we Francji, nie wspominając już o samym Paryżu. Cudownie to wszystko opisałaś. Czuję, że ten rozdział jest jednym z tych szczęśliwszych w życiu wszystkich bohaterów. Nie sądziłam, że uczucie, jakim Jokasta obdarzyła kiedyś Davida aż tak się zmieni. Ta dziewczyna naprawdę go kochała, był przecież jej pierwszą, prawdziwą miłością. To wyznanie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że to właśnie Mark jest mężczyzną jej życia. To niesamowite ile oboje musieli przejść, by teraz móc nacieszyć się swoją miłością. Ten moment, kiedy Martinez zdejmowano bandaże straszny, a zarazem piękny. Chyba denerwowałam się bardziej niż sama Jokasta. I tak jak wcześniej miałam łzy w oczach, tak teraz płacze jak dziecko. To cudowne, że operacja się udała. Wreszcie jakaś pozytywna wiadomość w życiu tej dziewczyny :)
Sophia też się w końcu doczekała. Kiedy czytałam o tym jak bardzo jest szczęśliwa z Danielem, to poczułam delikatną zazdrość. Ja też chciałabym być tak niezmiernie, każdego dnia szczęśliwa. Ale zasłużyła sobie na to. Tyle w życiu przeszła, wycierpiała jeszcze więcej, ale w tym rodziale nie było chyba szczęśliwszej osoby. Mały David? Oby wyrósł na silnego i twardo stąpającego po Ziemi mężczyzne.
A więc się pogodzili. Chociaż sama nie wiem, czy to dobre słowo. To już trzecia najcudowniejsza wiadomość tego rozdziału. Oby już nic, ani nikt nie stanął na drodze do ich szczęścia. Więcej nie piszę. Cierpliwie czekam do epilogu, tam to dopiero się rozpisze :D
Pozdrawiam :* :* :*
A ja cierpliwie poczekam na Twoje podsumowanie tego opowiadania pod epilogiem! :)
OdpowiedzUsuńOsobiście też nigdy nie byłam we Francji, a tym bardziej w Paryżu, ale wiem z opowiadań koleżanki, która przeżyłam tam najpiękniejszy moment swojego życia, że to magiczne i bezapelacyjne cudowne miejsce. Może kiedyś się tam wybiorę!:)
O to mi chodziło. Chciałam, aby te opowiadanie mimo tych wszystkich tragedii, skończyło się optymistycznie. I czuję, że tego dokonałam. Podsumowaniem tego wszystkiego będzie epilog.
Dziękuję za obecność tutaj! :*