sobota, 20 października 2012

10."Bo miłość, którą znała okazała się nie być miłością"



Czy można wybaczyć wszystko? Czy można tak po prostu uwierzyć, że tym razem się uda? Co daje nam pewność, że jutro nie okaże się marną kopią dnia wczorajszego? Poszukujemy zapewnień, analizujemy odpowiedzi, a tak naprawdę ... Czy możemy przestać kochać, tak po prostu?

Sophia Davids kochała. Matkę, która nigdy jej nie przytuliła. Ojca, którego siniaki, choć dzisiaj już niewidoczne na jej wątłym ciele, nadal paliły jej skórę. Babcię, która pachniała alkoholem. Kochała głośny dom, pachnący tytoniowym aromatem. Nienormalne uważała za normalność, bo w jej życiu wszystko było inne. Gdy miała jedenaście lat gotowała obiady dla swoich bliskich, którzy godzinami oglądali telewizor. Nie wiedziała, że w tym samym czasie, gdy ona stała pośród garów, jej koleżanki ze szkoły spacerowały po parku w towarzystwie swoich rodziców. Ona nigdy nie wychodziła z domu z kimś. Zawsze w samotności robiła zakupy, pokonywała drogę do szkoły, czy odwiedzała lekarza. Nie widziała w tym nic złego, bo dla niej było to codziennością, czymś normalnym. Nie rozumiała, dlaczego jej koleżanki spoglądają na nią ze współczuciem wymalowanym na twarzy. Przecież nie bolało, jedynie czasami, gdy tata rozwścieczony uderzył ją, ale i to cierpienie przechodziło. Siniaki traktowała, jak chwilę chwały, bo wtedy przestawała być tylko powietrzem, zaczynała istnieć. I choć płakała, to w sercu odczuwała radość. Była beznadziejnym przypadkiem. Wszystko się zmieniło, gdy trafiła do szpitala. Przejście dla pieszych i rozpędzony samochód. Moment, który mógł odebrać jej wszystko, przewartościował jej życie. Gdy leżała na szpitalnym łóżku obserwowała, jak rodzicie odwiedzają inne dzieci. Przynosili im słodkości, owoce, książki. Prowadzili z nimi rozmowy, grali w karty, czy po prostu tulili, aby dodać im odwagi. Koło jej łóżka zawsze było pusto. Dwa tygodnie spędzone w bandażach i gipsie bez niczyjego wsparcia. Pustka w oczach i rozdzierające się na pół serce. Bo miłość, którą znała okazała się nie być miłością. Po powrocie do domu nie usłyszała ani jednego pytania o samopoczucie. Życie toczyło się w domu dalej, a ona nadal pozostawała niezauważalnym insektem, który ugotuje i posprząta. Czasami pomoże trafić upitej babci do łóżka, czy poleci kupić piwo dla ojca do pobliskiego sklepu. Każdej nocy obiecywała sobie, że kiedyś pokocha kogoś, kto odwzajemni to uczucie. Wybuduje z nim dom i stworzy prawdziwą rodzinę. Pracowała po szkole i czasami przed nią. Odkładała pieniądze, aby w odpowiednim momencie sfinansować sobie studia prawnicze. Była z siebie dumna, gdy trzymała w dłoniach dyplom ukończenia. Nie miała z kim dzielić tej radości, ale nie było to dla niej istotne. Całe życie była sama, lecz od tamtego momentu wszystko miało się zmienić...
Sophia Davids nie przypominała dziewczyny ze swoich sennych marzeń. Nie odnajdywała na swojej twarzy szczerego uśmiechu, a w oczach nie było blasku radości. Jej warga była za to rozcięta, bo znowu ukarano ją za miłość. W wymarzonym domu nie trwały zawzięte dyskusje na temat koloru ścian, nie było rodzinnych fotografii na półkach ani znaków szalonego życia. Dookoła panowała jedynie cisza, którą zakłócały co jakiś czas dźwięki dochodzące z kuchni. Dzisiejszego poranka nie była sama, ale nie mogła też powiedzieć, że jest z kimś. Gdy otworzyła oczy i zobaczyła jego twarz u swego boku, poczuła w sercu szczerą radość, która pomału gasła. Przyglądała się mu, jak bez słów opuszcza łóżko. Nie spojrzał na nią, nie pocałował ani nie dotknął jej, chociaż opuszką palca. Zostawił ją samą z resztkami nocy, które jak rosa osiadały na jej rzęsach. Teraz stała przed dużym lustrem, ubrana w piękną sukienkę. Jej włosy falą spływały po jej odkrytych ramionach i plecach. Na twarzy nie było ani grama makijażu. Przechyliła delikatnie głowę, a na jej twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. Z wielkich zmian, jakie planowała nie wyszło nic. Nadal była traktowana przedmiotowo, choć teraz miała nadzieję, że będzie lepiej, bo obiecał a ona wierzyła w obietnice.

- Może pójdziemy dzisiaj do kina?
- Wybacz, Sophia. Dzisiaj mam ważne spotkanie w firmie, ale może jutro?
- Jasne.

Sophia Davids kochała, lecz dlaczego nikt nie chciał pokochać jej?

***


I'm standing here until you make me move
I'm hanging by a moment here with you...

Z delikatnym uśmiechem na twarzy obracała w dłoni jabłko. Zapach lasu i kwiatów, które dziko porastały łąkę, szalał w jej nozdrzach. Nabierała powietrza z zachłannością, radując się trwającą chwilą. Śpiew ptaków i dźwięk płynącego niedaleko strumyka rozbrzmiewał w jej uszach, rozbudzając wyobraźnię. Czuła się tak, jakby znalazła się w raju. Kiedyś spędzała w tym miejscu mnóstwo czasu. Odnajdywała tutaj inspirację i siłę potrzebną, każdego dnia. Uwielbiała uciekać od cywilizacji, codziennego pośpiechu i rywalizacji. Tutaj czas biegł, jakby inaczej. Wskazówki zegara przesuwały się po tarczy wolniej, pozwalając rozkoszować się naturą. Ceniła ten boski dar, nawet teraz, gdy nie mogła zachwycać się zielonością trawy, czerwienią maków, czy złocistym odcieniem zboża. Wystarczył jej ten kojący zapach i dźwięki, które uwalniały jej duszę od zmartwień.
Wyprostowała nogi na kocu, przechylając głowę do tyłu. Jej długie, ciemne włosy połaskotały ją po plecach, wywołując szerszy uśmiech na jej twarzy. Ciągle nie mogła otrząsnąć się z zaskoczenia, którego doznała, gdy pojawił się w jej pokoju z samego rana. Bez zbędnych słów wyciągnął ją z łóżka, dał do rąk ubrania i pogonił do łazienki. Gdy pytała dokąd ją zabiera, unikał odpowiedzi. Nie lubiła niespodzianek. Zawsze musiała mieć wszystko pod kontrolą, aczkolwiek skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie lubiła być zaskakiwana przez niego. Mark miał coś w sobie, co sprawiało, że ufała mu bezgranicznie. Wiedziała, że nie pozwoli wyrządzić jej krzywdy, a poza tym był uroczy, gdy starał się nie wygadać przed nią. Ukochała sobie ich rozmowy - czasami absurdalne, a momentami wręcz za poważne. Byli skrajnościami, które razem zaczynały tworzyć wyrazistą całość. Całość, której trochę się obawiała. Kiedyś obiecała sobie, że już nigdy nie pokocha, choć zdawała sobie sprawę, jak żałosna jest ta obietnica. Wtedy jednak była zbyt zraniona, aby znowu uwierzyć w uczucie, które oprócz nieopisanego szczęścia, przyprawiło ją o zawód niemożliwy do zapomnienia. Dzisiaj nadal nie była pewna, czy jest gotowa, aby otworzyć swoje serce. Z jednej strony pragnęła tego, a z drugiej... Nadal pamiętała.
Pokręciła głową, odganiając myśli, które zaczęły krążyć wokół osoby, o której nie miała ochoty myśleć w tej chwili. Nabrała powietrza, opierając głowę na ramieniu Marka, który siedział obok niej.

- Masz zamiar spełnić, każde moje marzenie?
- Każde.
- Ale ja mam dużo marzeń...
- A ja mam dużo czasu, który chcę spędzić z tobą.
- Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale te słowa mogą zmienić twoje życie.
- Taką mam nadzieję.
I'm falling even more in love with you.*

***


I look to you and I see nothing
I look to you to see the truth...

Dźwięk zamykanych drzwi zaskoczył ją. Nie spodziewała się jego powrotu, tak wcześnie. Sięgnęła dłonią po pilot, wyłączając telewizor. Wszedł do salonu tym swoim pewnym krokiem, uśmiechając się do niej szeroko. Spojrzała na niego zdziwiona, nie rozumiejąc jego zachowania. Poprawiła brązowy koc, który otulał jej ciało. Niepewnie odwzajemniła uśmiech, unosząc jedną brew ku górze.

- Myślałam, że będziesz później.
- Bo miałem, ale ... - Zamilkł na chwilę, zajmując miejsce u jej boku. - Postanowiłem odwołać ostatnie spotkanie i zabrać moją dziewczynę na romantyczną komedię z Kate Hudson. - Przewrócił teatralnie oczami, obserwując jej reakcje.
- Chyba nie rozumiem. - Wyszeptała zakłopotana. Jego bliskość, ta czułość w jego spojrzeniu i to nagłe zainteresowanie jej pragnieniami było dla niej, czymś nowym. David zaśmiał się, otulając dłonią jej policzek.
- Zrobię wszystko, aby zatrzymać cię u swego boku, Sophia. - Odparł, składając czuły pocałunek na jej ustach. - A teraz leć się ubierać, bo seans zaczyna się za godzinę.

And then smiles cover your heart.**

***

*Lifehouse - ''Hanging By A Moment''
** Mazzy Star - ''Fade Into You''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz