sobota, 20 października 2012

9."Swoim głosem malował najpiękniejsze obrazy jej wyobraźni"



Radość przełamana przez strach i mdłości.
Wolność uwięziona w kajdanach.
Wirujący świat umieszczony w ramie obrazu.

Siedział na podłodze otoczony butelkami, niedopałkami papierosów i strzykawkami, których zawartość szalała w jego żyłach. Głośna muzyka rozbijała się o ściany pustego pokoju, zagłuszając kobiece krzyki, wydostające się z sypialni. Drżącą dłonią odpalił kolejnego papierosa, opierając się o ścianę. Nieobecnym wzrokiem krążył po pokoju bez celu. W jego głowie za bardzo szumiało, a świat wirował zdecydowanie za szybko. Czas płyną, gdzieś obok nie dosięgając go nawet koniuszkiem palca. Cała rzeczywistość ustąpiła miejsca pustym myślą, które pozwoliły mu odetchnąć od codzienności. Gdyby tylko był wystarczająco trzeźwy, wyśmiałby swoje absurdalne zachowanie. Trucizną, która odbierała mu życie, uciekał od problemów, których rozwiązanie było zdecydowanie bezpieczniejsze. Pewnie, gdyby nie był tak leniwy i nie oczekiwał, aż wszystko samo się poukłada, nie sięgnąłby do narkotyków. Teraz jednak nie umiał bez nich żyć. Pierwszy raz pozwolił sobie zażyć tą wyniszczającą substancję kilka lat temu. Miał być to tylko jeden, nic nieznaczący raz. Dzisiaj już nie zastanawiał się, czy dobrze robi, czy na pewno tego potrzebuje. Odpowiedź zawsze była jasna i klarowna, gdy przenosił się do tego świata od którego stroni, tak wielu ludzi. Łatwiej było uśmierzać ból, niż go definitywnie zwalczać.
Przełknął ślinę, gasząc papierosa o drewniany parkiet. Przymknął powieki, a na jego twarzy zagościł błogi uśmiech. Znowu była tak blisko, jakby siedziała obok niego. W wyobraźni czuł ciepło jej ciała i bliskość, której potrzebował. Wydarzenia z przed kilku lat zniknęły, a to co normalnie nazywał przeszłością w tej chwili ożyło na nowo. Ponownie mógł nazywać ją swoją, tuląc w ramionach. Zupełnie nowe obrazy, które tworzyła w jego głowie wyobraźnia, rozbudzały w nim szczęście, którego właścicielem nie był.
Zacisnął dłoń w pięść, gwałtownie otwierając oczy. Irytował go fakt, że tak trudno jest mu zapomnieć o dziewczynie, z którą nie miał kontaktu od długiego czasu. W myślach powtarzał sobie, że jest jedną z tych wielu, choć czuł zupełnie inaczej. Przeniósł wzrok za okno, gdzie ciągle świeciło słońce. Ciągle był o tłumiony narkotykami, lecz niektóre zmysły powoli odzyskiwały dawną sprawność. Uniósł głowę, gdy do pokoju wszedł jego przyjaciel, odziany jedynie w bokserki. Przyglądał się mu, jak szuka czegoś w jednej z szuflad mebli. Po chwili wyciągnął z niej białą rurkę, którą odpalił.

- Chcesz? - Spytał, gdy zaciągnął się porządnie. David pokiwał przecząco głową, podnosząc się z podłogi.
- Nie sądzisz, że przesadzamy z tym? - Spojrzał znacząco na przedmiot trzymany przez Grega.
- Wyluzuj! Ile razy mam ci powtarzać, że jesteśmy niezniszczalni?
- Tak, tak.. Zapomniałem. Jesteśmy za rozsądni, aby dać złapać się w sidła śmierci.
 - Dokładnie. To jak chcesz?
- Dawaj.

Karuzela życia kręci się.

***


And if they're lucky and they'll,
they'll get to see and if they're
really really lucky they'll
get to feel...

Uśmiechnął się szeroko, gdy jego wzrok zatrzymał się na Brunetce. Tańcowała po całym pokoju, starając się ściągnąć zielony sweter. Jej długie włosy związane były w wysokiego kucyka, a zgrabne nogi ukrywał dżinsowy materiał. Była piękna, zabawna i urocza, gdy coś jej nie wychodziło, a złość ogarniała jej ciało. Marszczyła wtedy nosek, wydymając policzki. Momentami przypominała mu małą dziewczynkę, którą miał ochotę się zaopiekować. Pragnął złapać ją za dłoń i już nigdy nie musieć jej puszczać. Wiedział jednak, że nim uda mu się spełnić swoje marzenie, będzie musiał pokonać długą i wyboistą drogą. Mimo wszystko był cierpliwy i wreszcie wystarczająco silny, aby stoczyć, każdą walkę o jej serce.
Powoli podszedł do niej, łapiąc za skrawek swetra. Zatrzymała się gwałtownie, a na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Pewnym ruchem ściągnął z niej sweter, a przyjemny aromat pomarańczy zawirował mu w nozdrzach. Nabrał powietrza, rozkoszując się jej bliskością. Jego wzrok zatrzymał się na jej rumianej twarzy, którą przysłoniło kilka niesfornych kosmyków, które wydostały się z uwiązania. Delikatnie odgarnął je do tyłu, zahaczając kciukiem o jej ciepłą szyję. Jokasta drgnęła, odsuwając się na bezpieczną odległość. Spuściła głowę, nerwowo wykrzywiając palce u dłoni. Była taka śliczna, gdy się wstydziła. Rumieńce wtargnęły na jej twarz, czego nie mogła ukryć w żaden sposób.
- Wybacz. Nie chciałem cię zawstydzić. - Odparł pewnie, wiedząc, że ta uwaga lekko rozzłości dziewczynę. Ciemnooka prychnęła pod nosem.
- Marzyciel z ciebie, Mark. - Odpowiedziała butnie, wyprostowując się. Chłodny dreszcz przeszył jego ciało, gdy jej oczy zatrzymały się na jego postaci. Na krótką chwilę wróciła nadzieja, że znowu go widzi, lecz ulotniła się ona  równie szybko.
- To chyba nic złego, prawda?
- Co tutaj robisz? - Całkowicie zignorowała jego pytanie, gdyż odpowiedź dla obojga była oczywista. Chłopak poruszył bezwładnie ramionami, ponownie zbliżając się do dziewczyny. Jego ciepły oddech omiótł jej twarz, gdy nachylił się nad nią. Dostrzegł, jak nerwowo przełyka ślinę. Bez wątpienia była najbardziej uroczą istotą, jaką znał.
- Mam zamiar spełnić twoje marzenie. - Wyszeptał wprost do jej ucha, czując, jak jego własne serce zaczyna mocniej uderzać o jego klatkę piersiową.
- Wybacz, ale.. - Przyłożył palec do jej ust, uniemożliwiając jej dokończenie.
- Oszczędź nam czasu i po prostu się zgódź. Mam dzisiaj wyjątkowo bojowy nastrój, także nie odpuszczę.
Dziewczyna pokręciła głową, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Love is hard.

- Wesołe miasteczko? - Zapytała, gdy do jej uszu zaczęły docierać radosne, dziecięce krzyki i wesoła muzyka. Niepewnie odnalazła ramie chłopaka, mocno zaciskając na nim swoją dłoń.
Mark spojrzał na przestraszoną twarz dziewczyny. Zmarszczył czoło w niezrozumieniu. Myślał, że się ucieszy, przecież tak dawno nigdzie nie wychodziła, a z tego co pamiętał, to wcześniej wręcz ubóstwiała karuzele.
- Coś się stało? - Spytał troskliwie, kładąc swoją dłoń na dłoni dziewczyny.
- To nie jest najlepszy pomysł. Tutaj jest tak dużo ludzi, każdy będzie się na mnie patrzał i będę komentować moje zachowanie i...
Zamilkła, gdy poczuła, jak jej twarz zostaje ukryta w dłoniach mężczyzny. Przymknęła powieki, nabierając powietrza, które pachniało męskimi perfumami.
- Posłuchaj mnie dobrze, Panno Martinez. Nie obchodzi mnie, czy jest tutaj milion ludzi, czy też biliard. Nie interesuje mnie o czym będą mówić i w jaki sposób. To nie ma znaczenia, bo dla mnie liczysz się tylko ty. Twój głos, twoje szczęście i twoje samopoczucie. Jeśli naprawdę nie chcesz tutaj być, to nie ma problemu. Możemy zaraz wrócić do mojego samochodu i pojechać w jakieś niezaludnione miejsce. Możemy się w nim ukrywać przez resztę dnia, jak i życia. Dla mnie nie byłoby to nawet złe, bo miałbym ciebie na wyłączność. Jednak znam ciebie i wiem, że ty dusiłabyś się w zamknięciu. I wiem też, że w głębi serca bardzo się cieszysz, że właśnie tutaj cię zabrałem, ale strach cię blokuje. Nie mam pojęcia, czy to cię pocieszy i czy ci w jakikolwiek sposób pomoże, ale ja będę tam razem z tobą, na wyciągnięcie twojej ręki. Nie zostawię cię samej nawet na minutę. I pragnę również dodać, że to moja okropna, kraciasta koszula, którą kupiła mi moja mama i którą musiałem dzisiaj ubrać, bo to na mnie wymusiła, będzie głównym tematem plotek. Wyglądam w niej, jak rolnik! - Dodał zrezygnowanym głosem, co rozśmieszyło dziewczynę. Zamrugała oczami, starając się pozbyć łez, które pojawiły się pod jej powiekami. Przez krótką chwilę milczała, zastanawiając się nad odpowiedzią. Ponownie nabrała powietrza, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech.
- To ruszajmy, mój Rolniku.
- No wiesz co! - Dodał oburzony, łapiąc Jokastę za dłoń.
Love is hard.

Nie pamiętała, kiedy ostatni raz, tak często się śmiała. Ciągle czuła we włosach wiatr pędzącej karuzeli. W jej ustach rozpływał się smak waty cukrowej, której pochłonęła spore ilości. Jednak najbardziej dzisiejszego dnia podobał się jej on. Troszczył się o jej samopoczucie i starał się spełnić, każdą jej zachciankę. Troskliwie ukrywał ją w swoich ramionach, opisując jej zachowania ludzi, których mijali, bądź wygląd poszczególnych karuzeli. Swoim głosem malował najpiękniejsze obrazy jej wyobraźni. Całkowicie zapomniała o nocnym telefonie, który jeszcze dzisiejszego ranka mącił jej myśli. W tej chwili liczyła się tylko i wyłącznie jego obecność, gdy powoli jechali samochodem do jej domu. Gdyby tylko mogła zatrzymać czas, to przedłużyłaby ten dzień o niezliczoną ilość minut. Wcale nie chciała wracać do domu, choć zmęczenie pomału ogarniało jej ciało. Wiedziała jednak, że on swoją obecnością będzie wstanie rozbudzić w niej nową energię. Był wyjątkowy i ta myśl przerażała ją najbardziej, bo przecież kiedyś pewnego mężczyznę też  za takiego uważała. Bolące myśli ponownie zawładnęły jej umysłem, lecz zniknęły, gdy do jej uszu dotarł jego głos.
- Jesteśmy na miejscu.
Pokiwała twierdząco głową, dłonią odszukując zapięcia pasa. Mark wyprzedził ją. Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, zaciskając dłonie na materiale koszulki.
- Odprowadzę cię.
Usłyszała, jak opuszcza samochód, aby sekundę później otworzyć drzwi z jej strony. Pomógł jej wysiąść. Nie puszczając jej dłoni, udali się w kierunku wejścia do jej rodzinnego domu. Uśmiechnęła się delikatnie, wyswobadzając swoją dłoń z jego uścisku, gdy dotarli do celu. Cisza wirowała nad ich głowami. Nie wiedziała co ma powiedzieć, tak wiele emocji targało jej sercem.

- Mam nadzieję, że udało mi się spełnić twoje marzenie?
- Niejedno.
- To dobrze, bo ty podarowałaś mi dzisiaj więcej, aniżeli mogłem sobie wymarzyć.

Delikatny pocałunek zapłonął na policzku mężczyzny.
If it was easy,
it wouldn't mean nothing tough.*


Say "I love you" and you're not listening
How long can we keep this up, up, up?

Wrzuciła kolejną bluzkę do walizki. Z jej oczu wypływały łzy. Czuła strach i niepewność, czy robi dobrze. Była zmęczona ciągłym udawaniem i oczekiwaniem na cud. Ostatnie dni utwierdziły ją tylko w przekonaniu, że on nigdy jej nie pokocha, tak jakby tego chciała. Dla Davida już zawsze pozostanie zabawką, którą może wypełnić ciszę panującą w mieszkaniu. Nie chciała już dużej być powietrzem, które on uważał za truciznę. Otarła wierzchem dłoni spływające po policzkach łzy, sięgając do szafy po kolejne ubrania. Z drugiej strony chciała zacząć ten cały układ z Davidem od nowa. Dać mu jeszcze jedną szansę, wymazując z pamięci wszystkie rany, jakie jej zadał. Nie umiała zrozumieć swojej własnej naiwności i źródła tej niepojętej wiary w jego osobę. Część jej po prostu wierzyła, że pod maską bydlaka ukrywa się dobry facet, który jest w stanie pokochać. Zaśmiała się gorzko z własnej głupoty. Kolejne ubrania dokładnie ułożyła w ciemnej walizce, podnosząc wzrok. Jej serce zabiło mocniej, gdy zobaczyła jego postać stojącą w drzwiach. Przyglądał się jej w milczeniu. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Przełknęła ślinę, starając się zignorować jego nieoczekiwane pojawienie się. Ponownie podeszła do szafy, chcąc pozbierać swoje ostatnie już rzeczy, gdy jej to uniemożliwił. Poczuła, jak przytula się do jej pleców, kładąc swoją głowę na jej ramieniu. Jego oddech przyjemnie smyrał skórę jej szyi, rozbudzając w niej większe wątpliwości.

- Nie zostawiaj mnie, proszę.
Jego cichy, pełen cierpienia głos zabrzmiał w jej uszach. Jeszcze nigdy nie widziała go takiego. Nabrała powietrza, odnajdując w sobie siłę. Wyswobodziła się z jego uścisku, podchodząc do walizki. Rzeczy same wypadły z jej drżących rąk.
- Mam dosyć, David. Jesteśmy ze sobą już tak długo, a czuję się tak, jakbyśmy każdego dnia zaczynali od nowa. Mieszkamy razem, teoretycznie żyjemy ze sobą, a tak naprawdę nie znamy się w ogóle. Traktujesz mnie, jak zupełnie obcą osobę, jak przedmiot, który możesz przestawiać z kąta w kąt. A ja czuję, wiesz? Teraz prosisz mnie, żebym została, ale ja wiem, że to nic nie zmieni, bo ty nie chcesz się zmienić. Jutro znowu obudzę się w pustym łóżku, w tym samym, w którym wieczorem zasnę znowu sama. Być może za tydzień pójdziemy na kolejny bankiet, z którego wrócę sama, bo ty wybierzesz się na przygodną noc. Nie chcę takiego życia, choć kiedyś wydawało mi się, że nie mogłam wymarzyć sobie lepszego. Teraz jednak wiem, że piękne mieszkanie i markowe sukienki to nie wszystko. Chcę być zauważana. Pragnę, aby ktoś mówił mi, jaka cudowna jestem, żeby słuchał, jak ja mówię. Chciałabym pewnego dnia być kochaną, a nie tylko kochać. I wiem, że jeśli teraz ci ulegnę, to nigdy tego nie zaznam, bo ty mi tego nie dasz, David. Dlatego nie proś mnie, żebym została, tylko pozwól mi odejść.
Obróciła się do niego plecami, żeby nie musieć patrzeć na jego twarz. Łzy wypływały z jej oczu, a ona z całych sił starała się zdusić cichy szloch. Drgnęła, gdy ponownie poczuła ciepło jego ciała za sobą. Delikatnie złapał ją za ramie, obracając w swoją stronę. Gwałtownie spuściła głowę, unikając jego spojrzenia. Jego kciuk zagościł na jej podbródku, powoli podnosząc jej głowę. Zatonęła w czekoladowej otchłani, z której nie umiała się wydostać. Poczuła, jak niepewnie przesuwa palcem po jej rozwalonej wardze, a na jego twarzy zagościł grymas bólu. Widziała, że żałuje tego co się stało.
- Obiecuję, że się zmienię. Postaram się być lepszym człowiekiem, ale błagam cię nie zostawiaj mnie. Bez ciebie to wszystko straci sens. Potrzebuję Cię, Sophia. Bardzo.
Jego ciepłe usta spoczęły na jej. Przez chwilę nie wiedziała co ma zrobić. Biła się z własnymi myślami, pozwalając słabości po raz kolejny zatriumfować. Oddała pocałunek.

Dźwięk upadającej na ziemie walizki, rozniósł się po mieszkaniu.
And I keep waiting
For you to take me.** 

***

*James Morrison - ''Love is Hard''
** Christina Perri - ''Distance''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz