sobota, 20 października 2012

8.''Wiedziała, jak to jest tęsknić, jak to jest tulić się na przywitanie i mówić "do zobaczenia""




I thought that things like this get better with time
But I still need you, why is that?

Mocniej objęła poduszkę, opierając głowę na chłodnej ścianie. Noc już dawno odeszła w niepamięć, pozwalając dniu zawitać na dobre. Przyjemne dla nosa zapachy wdzierały się do jej pokoju, lecz ona od kilkunastu minut nie poruszyła się nawet o centymetr. Gdyby ktoś stanął teraz w drzwiach i przyjrzał się jej, pomyślałby, że jest posągiem. W pewnym sensie można było powiedzieć, że tak jest. Jej myśli był utkwione w jednym miejscu i nic nie zapowiadało zmiany, która miałaby nastąpić w najbliższym czasie. Była oderwana od rzeczywistości, tkwiąc pośród wątpliwości i zaskoczenia, które nie pozwoliło jej zasnąć, ani na kilka krótkich minut poprzedniej nocy. Sen utkwił na jej rzęsach, prosząc, aby go przyjęła, lecz ona odtrącała od siebie wszystko, co brzmiało zupełnie inaczej, niż dźwięk, który szumiał w jej uszach, wszystko, co wyglądało inaczej, niż postać, która tkwiła w jej myślach. Szukała odpowiedzi, jakiegoś sensownego rozwiązania, które pozwoliłoby jej ruszyć z miejsca, ponownie zapomnieć, wyrzucić przeszłość za drzwi. Nie chciała, aby najbliższy czas znowu nosił jego imię. Nie pragnęła już nigdy więcej oddać mu sekundy własnego życia, bo na to nie zasługiwał. Chciała wstać z łóżka i uśmiechnąć się, jak dnia wczorajszego, w którym nie odnajdywała śladu po jego obecności. Jednak to wszystko, co wydawało się jej takie proste, to co podobno było zamknięte i przestało mieć dla niej znaczenie, po prostu odfrunęło z zaledwie jednym, niewyraźnie wypowiedzianym słowem. Kilka liter tworzących imię, tak zwyczajne, bardzo popularne, lecz dla niej wprost zakazane, rozbrzmiewało w jej myślach zbyt często. Z przerażeniem odkryła, że wszystko to co wmawiała sobie, i w co tak bardzo wierzyła, nie istnieje. Jedno przepełnione milczeniem połączenie, rozbudziło hałas. Zranił, zostawił i odszedł, dlaczego w tej chwili czuła się tak, jakby nigdy to się nie wydarzyło?
Niezauważalnie mocniej zacisnęła palce na telefonie komórkowym, który trzymała w dłoni od kilku godzin. Przypomniała sobie te dni i noce, gdy z niecierpliwością oczekiwała, aż aparat wyda z siebie melodię. Była wtedy, jak dziecko, które wpatrzone w niebo, oczekuje pierwszej gwiazdki. Moment, gdy upragniony dźwięk docierał do jej uszu był, jak chwila, gdy rozdzierając ostatni skrawek kolorowego papieru, odnajdujesz upragniony, gwiazdkowy prezent. Ta chwila, gdy wiesz, że po drugiej stronie słuchawki czeka ktoś, kto podobnie, jak ty tęskni, czuje i odlicza płynący czas, aż zaakceptujesz połączenie jest niebywały i tak magiczny. Ona go przeżyła. Znała te wszystkie uczucia i smak absurdalnej, zakręconej rozmowy, która dla niej była po prostu spełnieniem marzeń. Wiedziała, jak to jest tęsknić, jak to jest tulić się na przywitanie i mówić "do zobaczenia". Nie myślała jednak, że kiedyś tęsknota przerodzi się w długie lata, aż wreszcie zaśnie, jak niedźwiedź zapadający w zimowy sen. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej powiedzieć "żegnaj". A już w ogóle nie oczekiwała, że znowu tak bardzo, tak dogłębnie zapragnie usłyszeć dźwięk komórkowej melodii.
Poruszyła szybko powiekami, czując zbierając się pod nimi łzy. Była wściekła, rozżalona i zagubiona, bo pośród tych wszystkich negatywnych emocji, odnajdowała ciepło, które kiedyś pokochała.

- Kochanie, choć na śniadanie.
- Nie mam ochoty. - Odparła, domyślając się, że rodzicielka właśnie staje w drzwiach, przyglądając się jej z zaciekawieniem i matczyną troską. Odszukała w sobie siłę, aby na jej twarzy pojawił się pogodny uśmiech. - Prześpię się jeszcze troszkę, a później zjem. - Dodała, kładąc się wygodnie na łóżku. Ziewnęła, czując, jak powieki stają się ciężkie.
- Wszystko dobrze?
- Tak. - Wyszeptała ostatkami sił, po chwili słysząc, jak rodzicielka po cichu wychodzi z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

- To tylko kilka dni. - Odparł chłopak, delikatnie przeczesując ciemne włosy dziewczyny, które rozsypane były na jego kolanach. - Będę dzwonił.
- Obiecujesz? - Z niewinnością dziecka spojrzała w jego oczy, doszukując się odpowiedzi. Nie musiał mówić nic na głos, aby utwierdzić ją w jej przekonaniu. Wiedziała kiedy kłamie, a kiedy mówi prawdę. Kiedy coś go martwi, a kiedy cieszy. Kiedy go coś boli, a kiedy po prostu ją kocha. Myśl, że pewnego dnia mogłoby go zabraknąć w jej życiu, przytłaczała ją i rozbudzała strach, który starała się ukryć w sobie. Bo przecież obiecał, a on nigdy nie łamał danego słowa.
- Obiecuję.
I miss you.*

***

[Snow Patrol - "What If The Storm Ends?'']

Tylko jedno w życiu jest pewne poza śmiercią i podatkami. Nieważne, jak bardzo się starasz, i tak będziesz popełniać błędy. Ktoś będzie przez ciebie nieszczęśliwy, ty też będziesz cierpieć. Jeśli chcesz, by przestało boleć, możesz powiedzieć tylko jedno.(...) prawdę.

Krople gorącej wody spływały po jego ciele, gdy wyszedł spod zaparowanego prysznica. Nabrał powietrza, łapiąc leżący na wiklinowym koszu ręcznik. Powoli podszedł do lustra, przyglądając się swojemu odbiciu. Podkrążone oczy, spierzchnięte usta i niewielkie zadrapanie na policzku, którego musiał nabawić się ostatniej nocy. W tej chwili nie przypominał bogatego i przystojnego siebie, który władał sercami wszystkich kobiet, które tylko miały odwagę stanąć na jego drodze. Przypominał wrak człowieka, który na dodatek nabawił się amnezji. Przymknął powieki, starając sobie przypomnieć, chociaż trochę z wczorajszego wieczoru, a właściwie to z później nocy. Jednak, każda taka próba kończyła się na obrazach, których nigdy nie chciał widzieć, a przede wszystkim, których nie chciał być stwórcą. Zacisnął dłoń w pięść, czując rozsadzającą go od środka złość. Była taka krucha, drobna i niewinna. Ciągle przed oczami miał jej zdenerwowaną twarz i te smutne ogniki tlące się w jej błękitnym spojrzeniu. Łzy, które nie powinny wypłynąć wczorajszej nocy, rozdzierały jego serce. Nigdy wcześniej nie podniósł ręki na kobietę, więc dlaczego nie powstrzymał się wtedy? Przecież powiedziała prawdę - był nikim. Fakt, że był właścicielem największej w kraju firmy architektonicznej, wcale nie czynił go lepszym człowiekiem. Znajomi liczyli tylko na dobra materialne, które mógł im podarować. Tak naprawdę nikt nie starał się go poznać, jedynie ona zaczęła spoglądać na niego w bardziej wartościowy, ludzki sposób.
A on tak po prostu ją zranił.

Zatrzymał się, gdy dostrzegł jej postać. Schylona, kroiła coś na kuchennym blacie. Jej długie blond włosy spływały falą po jej ramionach, zasłaniając jej twarz. Przełknął ślinę, w myślach szukając odpowiednich słów. Dawno nie czuł się tak głupio, tak źle. Nie chciał, aby doznała takiego cierpienie, jakie sam zaoferował jej ostatniej nocy. Poczuł, jak chłodny pot oblewa jego ciało, gdy wyprostowała się niespodziewanie, spoglądając w jego kierunku. Z jej oczu wypływała obojętność i pustka. Zupełnie nie przypominała tej dziewczyny, którą była dotąd. Niepewnie zatrzymał swoje spojrzenie na jej rozwalonej wardze, a wściekłość na samego siebie zawrzała w jego wnętrzu. Powoli ruszył w jej kierunku, zatrzymując się w komfortowej odległości. Sophia odwróciła się do niego plecami i zaczęła wyciągać z miski pomidory. Czuł napięcie, które wirowało między nimi, a które zupełnie nie pomagało mu pozbierać myśli.

- Przepraszam. Bardzo cię przepraszam. Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Nie chciałem cię skrzywdzić, lecz gdy zobaczyłem cię z tym mężczyzną, poczułem, taką nieopisaną złość. Bawiłaś się z nim, tak jakbym w ogóle nie istniał, jakbym nie był two... - Zamilkł, skupiając się. - A później, gdy powiedziałaś te wszystkie słowa... Zabolało. Nikt nie chce usłyszeć, że jest nikim. Przepraszam cię, Sophia. Czy mogę ci to jakoś wynagrodzić? - Delikatnie złapał za jej ramiona, obracając ją w jego stronę. Spojrzał na łzy spływające po jej policzkach. Nie wiedział co takiego tym razem zrobił, przecież przeprosił.
- Teraz przynajmniej wiesz, jak czuję się ja, gdy każdym swoim spojrzeniem, udowadniasz mi, że jestem nikim... - Wyszeptała, odsuwając się od Ciemnookiego. Wyminęła go, zatrzymując się w półkroku. - I nie. Nie możesz mi tego wynagrodzić. - Odparła twardo, niknąć w drzwiach sypialni.

*

- Cześć stary, co tam? Kac daje o sobie znać?
Potarł kciukiem skroń, wygodniej rozsiadając się na samochodowym siedzeniu. Rozmowa z Sophią wytrąciła go z równowagi, na dodatek ciągle nie umiał sobie przypomnieć, gdzie spędził resztę wieczoru. Nie wiedział co robił i czy był sam, a może z kimś? Przełknął ślinę, czując suchość w gardle.
- Trochę, ale nie to męczy mnie najbardziej.
- A co takiego?
- Nie wiesz przypadkiem, gdzie spędziłem resztę wieczoru, Greg?
- Nie mam pojęcia, ale wpadnij do mnie, to pogadamy. Mam nowe cudeńko po którym nie będziesz się już nad niczym zastanawiał.
David nie opowiedział już nic więcej, tylko się rozłączył. Spojrzał przed siebie, mocniej zaciskając telefon w dłoni. Miał totalny mętlik w głowie, wyrzuty sumienia trawiły jego serce i ten potworny stan po mocno opijanej imprezie. Ten dzień zdecydowanie nie należał do najlepszych, a przecież to dopiero jego początek.
Odpalił silnik samochodu.
I możemy mieć tylko nadzieję, że kiedyś uda nam się zapomnieć.**

***


* Beyonce - "I Miss You"
** Meredith ''Chirurdzy"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz