sobota, 20 października 2012

11."Zapomniał już, jak to jest konsumować obecność drugiej osoby"




Jest takie miejsce w zaułku serca. Pewnie nie najważniejsze, bo w centrum zwykle lokują miłość i sadowią niczym na tronie w złotej koronie...

Na twarzy Jokasty gościł szeroki uśmiech, gdy ze skupieniem słuchała Nadii. Rudowłosa dziewczyna od kilku minut nieustannie coś mówiła, przeskakując z tematu na temat z prędkością błyskawicy. Z jej ust słowa wypadały z zawrotną prędkością, co sprawiało, że Ciemnooka czasami nie rozumiała sensu wypowiadanych zdań. Faktem było to, że Jokasta zdążyła się już przyzwyczaić do gadulstwa swojej przyjaciółki i wcale jej to nie przeszkadzało. Uważała, że jest to jedną z jej zalet, choć niektórzy sądzili zupełnie inaczej. Zresztą Nadia była bardzo specyficzną osobą. Jej przebojowość, pewność siebie i odważne poglądy potrafiły zrazić ludzi do jej osoby. Jeśli jednak, choć jeden procent z tych ludzi poświęciłby czas na poznanie jej lepiej, zrozumiałby, jaką wyjątkową osobą była ta Niebieskooka, zwariowana dziewczyna, która teraz prawdopodobnie siedziała przed Jokastą w swoim ulubionym dresie.
- Dooobra, to byłoby na tyle jeśli chodzi o mnie - odparła Nadia, nabierając zachłannie powietrza. - Teraz czas na Ciebie! Co słychać u mojej przyjaciółki? - Zapytała, a w jej głosie można było wyczuć ciekawość. Jokasta zaśmiała się. Doskonale wiedziała co najbardziej interesuje Rudowłosą.
- Właściwie, to nic ciekawego się nie dzieje w moim życiu - odparła znudzonym głosem, specjalnie odwlekając temat. - Komponuję nowy utwór, więc możesz czuć się zaproszona na oficjalną prezentację na strychu.
- Z całą pewnością przyjdę - sięgnęła po stojący na stole dzbanek z wodą, nalewając sobie trochę. - Jesteś pewna, że nic ciekawego się u Ciebie nie dzieje?
- Tak. A co miałoby się dziać?
- Nooo...
- Taaaak?
- Cholerka no, opowiadaj co z Markiem!
- Oj, Nadia... Nie mogłaś, tak od razu się o niego zapytać!

A to jest miejsce, trochę schowane do którego się wchodzi bocznymi drzwiami a do zamków szyfry znają tylko nieliczni...

- Mark jest wspaniały. Bardzo mi pomaga, wiesz? Przy nim czuję się pewniej i bezpieczniej. Wie co ma zrobić, bądź co powiedzieć, żeby mnie uspokoić, gdy zaczynam panikować. Czuję się w jego towarzystwie bardzo dobrze. Czasami śmieję się, że chyba posiada jakieś nadprzyrodzone moce, bo dzień wydaje się być dłuższy, a noc piękniejsza, gdy wyczuwam jego obecność obok siebie. Słowami opisuje mi świat, a ja tak bardzo lubię go słuchać. Tego jego męskiego, zachrypniętego głosu, który odtwarzam sobie w pamięci, jak opętana. Brakuje mi go, gdy milczy przez kilka godzin. Chyba popadłam w uzależnienie. Nie uważasz?
- Myślę, że się zakochujesz, Jokasta.
- Chciałabym, bo Mark to cudowny mężczyzna. Jest czuły, delikatny, a jednocześnie męski i silny. Jednak boję się, bo jaka czeka go przyszłość u mojego boku? Jestem niewidoma i prawdopodobnie nigdy nie ulegnie to zmianie. Staram się, jak tylko mogę być niezależna, ale są takie sytuacje, kiedy potrzebuję pomocy i czyjejś obecności. Nie chcę być dla niego ciężarem. A jeśli pozna inną kobietę, która będzie w pełni zdrowa i mnie zostawi? To nie jest takie proste, Nadia.
- Czy tylko mi się wydaje, czy chodzi tutaj o coś zupełnie innego, niż twoje kalectwo?
- Nie wiem, o czym mówisz.
- A ja myślę, że wiesz. Mark, to nie David. Nie zapuka do twoich drzwi i nie powie ci, że odchodzi bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Uwierz mi, że dla niego twoja utrata wzroku nie jest problemem, bo wciąż patrzy na ciebie w ten sam sposób, co wcześniej. On jest silny, Jokasta. Jest wstanie pokonać wszystko, aby tylko cię uszczęśliwić. David tego nie zrobiłby nigdy, jakkolwiek nie wyglądałaby wasza przeszłość. Wiem, że byłaś z nim szczęśliwa, bo kochałaś go bardzo, tylko powiedz mi do czego doprowadziła cię ta miłość? Do bólu i samotności. Zawsze uważałam, że to nie był odpowiedni facet dla ciebie i nie myliłam się. Za to Mark... On jest gotów podarować ci to wszystko na co zasługujesz. Zaufaj mi i zaufaj mu, a sobie daj szansę.
- Chyba masz rację...
- Oczywiście, że mam, Jokasta. Jesteś moją przyjaciółką, a ja nigdy nie pozwoliłabym skrzywdzić swoich bliski, dlatego nie bój się, bo ja będę obok, jeśli będzie trzeba przypomnieć Markowi, gdzie jego miejsce.
- Jesteś niemożliwa.
- Wiem i dlatego tak baaardzo mnie lubisz.. !

To taka cicha, spokojna przystań, gdzie mogą wpadać bez okazji – miejsce dla mojej przyjaźni.*

***

Come with me
We’ll take this train...
Tonight.

Nabrał powietrza, które niosło ze sobą jej zapach. Aromat delikatnej skóry, która pokryta była tysiącem jego pocałunków. Kolejna noc odeszła w niepamięć, przynosząc nowy dzień, który rozpoczynał w towarzystwie jej uśmiechu. Zapomniał już, jak to jest konsumować obecność drugiej osoby. Przyglądać się jej subtelnym ruchom, gdy ze skupieniem wymalowanym na twarzy starała się otworzyć niewielki prezent, który kupił jej wczorajszej nocy, gdy wtuleni w siebie wracali z kina. Gdyby ktoś zapytał się go, jak mu się podobał oglądany ostatniej nocy film, nie umiałby odpowiedzieć. Nie interesowała go gra aktorska Hudson, czy losy jej bohaterki. Nie miało dla niego znaczenia to, czy film zakończył się happy endem, czy też odwrotnie. Wczoraj skupiał się tylko na jej obecności, gdy jej dłoń mocniej zaciskała się na jego własnej. Była pochłonięta losami filmowych postaci, gdy on w ciemności bezczelnie przypatrywał się jej twarz. Dzisiaj podziwiał ją otuloną promieniami słońca, które przedostawały się do dużego pomieszczenia przez odsłonięte okna. Musiał przyznać, że był to przyjemny widok. Była naturalnie piękna i uroczo dziewczęca. Przypominała mu trochę kobietę, którą niegdyś kochał. Obie miały w sobie stanowczo za dużo uroku, który potrafił doprowadzić mężczyznę do zatracenia. Uśmiechnął się szeroko, gdy niebieskie tęczówki spojrzały na niego z zaciekawieniem. Długie, kobiece palce przestały rozwiązywać czerwoną wstążkę, a cała uwaga, jaką Sophia poświęcała pakunkowi, skupiła się na nim. Widział w jej oczach lęk przed utratą tego, co rodziło się między nimi. Nie można było tego nazwać miłością, bo było to jeszcze zbyt płytkie. On nazywał to odmianą. Chciał odnaleźć w sobie dawne cechy, za które go kiedyś kochano. Gdzieś głęboko w nim spalał się dobry mężczyzna, lecz wierzył, że ciągle jest szansa, aby uratować, choć małą część przed całkowitym zniknięciem. A ona stanowiła powód, który pomagał mu walczyć, bo było dla kogo. Nie był samotny mając ją.

- Dlaczego przestałaś rozpakowywać? - Zachęcająco spojrzał na trzymany w dłoniach dziewczyny prezent, który nadal nie doczekał się otwarcia. Sophia zmrużyła oczy, spuszczając wzrok.
- Dokąd to wszystko zmierza, David? - Wyszeptała niepewnie, bawiąc się skrawkiem wstążki. Delikatnie przesunął się bliżej niej, łapiąc ją za podbródek. Uniósł jej twarz, zatapiając się w błękitnej otchłani jej spojrzenia. - Dzisiaj jesteś wspaniały, taki wręcz nierealny. Patrzysz na mnie, jak na kobietę, którą mógłbyś pokochać. Po darowujesz mi pocałunki, która palą moje usta, a swoją obecnością składasz niemą obietnicę, że już nie znikniesz. A ja się boję, bo zaczynam wierzyć w nas. Łudzę się, że pewnego dnia, nie dzisiaj i nie za miesiąc, ale kiedyś pokochasz mnie, tak jakbym tego pragnęła. Widzę nas szczęśliwych i kłócących się o liczbę dzieci. I choć są to piękne wizje, to znam ciebie i wiem, że jutro może przypominać...
- Nie myśl tyle, Sophia - przerwał dziewczynie żartobliwie, poważniejąc w tym samym momencie. - Czy nie możemy dać się porwać chwili? Cieszmy się teraźniejszością, a nie zastanawiajmy się nad jutrem, którego możemy wcale nie do żyć. Nie mogę ci niczego obiecać, poza tym, że spróbuję.. Być lepszym mężczyzną dla ciebie, jak i lepszym od tego, który kiedyś nie odwrócił się odchodząc...
Sophia nie odpowiedziała nic. Złożyła drobny pocałunek na ustach Davida, wracając do odpakowywania upominku.

- David, proszę!
Jej zapłakany głos docierał do jego uszu, gdy pewnie kroczył przed siebie. Jego serce pękało na pół, ale wiedział, że nie ma odwrotu. Podjął decyzję, która wymagała od niego odwagi, jednocześnie skazując go na stratę, której był pewien, że nigdy nie przeboleje.
- David, zaczekaj! Porozmawiajmy..
Drżącą dłonią odnalazł w kieszeni spodni, samochodowe kluczyki. Słysząc za sobą jej pełen bólu głos, otwierał drzwi. Tak bardzo chciał się odwrócić i spojrzeć na jej twarz ten ostatni raz, lecz nie umiał tego zrobić. Czuł, że jeśli tak postąpi, to nigdy stąd nie odjedzie. Szybko wszedł do samochodu, odpalając silnik, który zagłuszył kobiece słowa.
- Nie zostawiaj mnie.

- David? Hallo? - Kobiecy głos dotarł do jego uszu, wyciągając go ze wspomnień o przeszłości. Spojrzał na siedzącą obok Sophie, starając się wymusić uśmiech na twarzy. - Wszystko okej?
- Tak - odparł szybko, przybliżając się jeszcze bardziej do Blondynki. - Co chciałaś?
- Chciałam ci podziękować za to. - Jej ręka powędrowała do góry, tak aby zaprezentować Davidowi błyskotkę, która lśniła na jej nadgarstku. - Jest piękna.
- Cieszę się, że ci się podoba. - Złożył delikatny pocałunek na policzku dziewczyny. - A teraz wybacz na chwilę.

Headlights coming.**


***
Jego uśmiech. Jego głos. Jego dotyk.
Jej uśmiech. Jej głos. Jej dotyk.

Dzień z Nim. Noc z Nim. Sen o Nim.
Dzień z Nią. Noc z Nią. Sen o Niej.

Wczoraj z Nim. Dzisiaj wspomnienie o Nim.
Wczoraj z Nią. Dzisiaj wspomnienie o Niej.

Schowała twarz w dłoniach, starając się zapomnieć. O Nim. Dzień jutrzejszy nie miał prawa nosić Jego imienia. Przeszłość miała stać się przeszłością, a przyszłość nie miała pachnieć Jego perfumami.

Ukrył twarz w dłoniach, starając się zapomnieć. O Niej. Dzień jutrzejszy nie mógł nosić Jej imienia. Przeszłość miała stać się przeszłością, a przyszłość nie miała brzmieć Jej głosem.

Jak pozwolić sercu na miłość, gdy ono wciąż domaga się Twojej obecności? 

***

*Jadwiga Zgliszewska
** Bruce Aisher & Richard Salmon - ''Headlights'' 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz