Rok później.
"A
gdy postanowisz wrócić, to upiekę Twój ulubiony jabłecznik i z
niecierpliwością dziecka będę wypatrywać przez okno Twojego cienia... ''
4lata. 48miesięcy.
1461dni. Niezliczona ilość godzin i sekund. Miliard wspomnień, które
nabierały nowych barw, gdy jego ciemne spojrzenie zatrzymywało się na
budynkach, uliczkach i innych miejscach, które były dobrze mu znane. Nie
mógł jednak nie zauważyć zmian, których dokonał czas. Część miasta
przypominała ruinę. Jego ulubione boisko do piłki nożnej przestało
istnieć, podobnie jak plac zabaw, na którym stracił zęba. Smutek i
rozgoryczenie rozbudziło się w nim. Nie umiał zrozumieć, jak można było
doprowadzić do zniknięcia wielu wyjątkowych miejsc. Miejsc, które być
może były ważne tylko dla niego. Życie zmienia ludzi. On był tego
idealnym przykładem. Z pomocnego i grzecznego chłopca, który marzył o
wielkich czynach, przerodził się w człowieka sukcesu, który nie liczył
się ze zdaniem innych. Prezentował zupełnie inny obraz samego siebie,
zupełnie niepodobny do tego z dzieciństwa. Miał również żal do siebie,
że pozwolił zniknąć temu miastu ze swojego serca. Być może, gdyby
interesował się jego losami, byłby wstanie ocalić, chociażby lodowisko,
którego również nie było. Westchnął, opierając głowę na zagłówku. Druga
część miasta prezentowała się zdecydowanie korzystniej. Duży park w
centrum zachwycał swoją zielonością i barwnością kwiatów, a niewielkie,
przyuliczne sklepy cieszyły się dużym zainteresowaniem mieszkańców.
Uśmiechnął się, gdy jego wzrok zdążył wyłapać w tłumie kilka znajomych
twarzy. Zastanawiał się, czy go poznają, gdy ich drogi się skrzyżują.
Rozbudziła się w nim zaskakująca chęć porozmawiania z dawnymi
przyjaciółmi z podwórka, tak bardzo chciał dowiedzieć się, co robią
dzisiaj, jak wygląda ich życie, czy mają już własne rodziny. Zaskoczył
go ten nagły entuzjazm, który narodził się w nim. Na początku wcale nie
chciał tutaj przyjeżdżać, ale zmusiły go do tego zobowiązania wynikające
z kontraktu, który podpisali wraz z Gregiem, kilka miesięcy temu.
Najbliższe tygodnie miały być dla niego walką z urzędnikami,
pracownikami i projektami, które musiał stworzyć, jednocześnie ciągnęła
się za nim przeszłość, która nie miała ułatwić mu pobytu. Nie był
pewien, czy będzie wstanie sobie z nią poradzić. Z jednej strony
wiedział, że nie może uciekać przed nią, jak dziecko przed karą, a z
drugiej wolał niczego nie odgrzebywać. Rany, które niegdyś zadał były
zbyt bolesne, aby tak po prostu wymazać je z pamięci.
Obrócił
twarz w stronę Grega, który zajmował miejsce obok niego. Taksówka
zatrzymała się przed nowoczesnym, pięciogwiazdkowym hotelem, który w
najbliższym czasie miał stać się jego domem.
- Idziesz? - Spytał Chambers, otwierając drzwi taksówki po swojej stronie. David zamyślił się na chwilę, kręcąc przecząco głową.
- Muszę pojechać jeszcze w jedno miejsce. Wrócę niedługo.
- Idziesz? - Spytał Chambers, otwierając drzwi taksówki po swojej stronie. David zamyślił się na chwilę, kręcąc przecząco głową.
- Muszę pojechać jeszcze w jedno miejsce. Wrócę niedługo.
''
Proszę Cię, nie zapomnij nigdy o domu, w którym zawsze odnajdziesz
miłość i zrozumienie. Obiecaj, że wrócisz nawet jeśli minie milion lat.
Obiecaj... ''
Czerwona
dachówka lśniła w południowych promieniach słońca, kontrastując z
jasnymi ścianami domu. Białe firanki wisiały w oknach, które były
delikatnie uchylone. Kwiaty poustawiane na parapetach dumnie
prezentowały swoje piękne barwy, a idealnie przycięte krzaki
prezentowały zdolności gospodarza. Uśmiechnął się, gdy fala zapachów,
które prawdopodobnie nadal roznosiły się w domu, uderzyła do jego
nozdrzy. Nieopisana chęć zapukania do brązowych drzwi, tliła się w jego
sercu. Przymknął powieki, starając się w głowie odszukać obraz ich
twarzy. Zawsze uśmiechnięci, choć życie dało im w kość. Posiadacze
potężnej wiedzy o otaczającym ich świecie, którą potrafili przekazywać w
ciekawy i zabawny sposób. Żarty, które dziadek opowiadał podczas
popołudniowej przerwy, ciągle gościły w jego pamięci. Smak ukochanego
jabłecznika, takiego, który umiała tylko przygotować babcia, ciągle
pobudzał jego kubki smakowe. Ta czułość w ich oczach i te drobne gesty,
które znaczyły więcej, aniżeli słowa były dla niego darem. Tęsknota
zagościła w jego sercu. Tęsknota do której nie chciał się przyznać,
którą tłamsił w sobie przez ostatnie lata. Przełknął ślinę, odwracając
twarz w kierunku kierowcy.
- Wysiada Pan?
- Nie. - Odparł twardo, ponownie przenosząc wzrok na dom.
- To dokąd jedziemy?
Minęło kilka minut nim odpowiedział.
- Jednak wysiądę. - Wsadził do ręki mężczyzny odpowiednią sumę, opuszczając samochód.
- Nie. - Odparł twardo, ponownie przenosząc wzrok na dom.
- To dokąd jedziemy?
Minęło kilka minut nim odpowiedział.
- Jednak wysiądę. - Wsadził do ręki mężczyzny odpowiednią sumę, opuszczając samochód.
" Prawdziwy dom jest tam, gdzie są ludzie dla których znaczysz więcej, niż całe ich życie. Twój dom jest w naszych sercach... "
-
Najświętsza Panienko, wiedziałam, wiedziałam... - Zmęczony, aczkolwiek
przesiąknięty potężnym szczęściem głos, dotarł do jego uszu. Uśmiechnął
się niepewnie, gdy z oczu starszej kobiety wypłynęły pierwsze łzy. -
David! Tak bardzo czekaliśmy, aż wrócisz. Jego ciało otuliły kobiece
ramiona, a on ufnie wtulił się w drobne ciało, na którym czas zapisywał
upływające dni. Zapach jabłek omiótł jego zmysły. Mimowolnie i pierwszy
raz od tak dawna uśmiechnął się szczerze.
- Elisabeth, dlaczego krzy.. David?
Chłopak delikatni uwolnił się z uścisku babci. Jego wzrok zatrzymał się na starszym, siwym mężczyźnie. Mimo wieku, jaki posiadał, prezentował się świetnie, co zachwyciło Ciemnookiego. Od dziecka dziadek był jego autorytetem. Wstyd było mu się przyznać przed samym sobą, że tak naprawdę nie sięgał mu nawet do pięt, choć osiągnął więcej od niego. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Witaj, dziadku. - Odparł niepewnie, czekając na jakąkolwiek reakcję starszego mężczyzny. Ten jednak stał w miejscu, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Antoni, mówiłam ci, że wróci! Nasz mały, David. - Kobieca, zmarszczona dłoń spoczęła na policzku Ciemnookiego, wywołując tym samym dreszcze na całym jego ciele.
- Przez cztery lata nie zadzwoniłeś ani razu, nie wysłałeś nawet kartki, czy listu. Nie dawałeś żadnego znaku życia, skazując tym samym własną babkę na cierpienie i nieustanne zamartwianie się...
- Antoni, proszę !
- Elisabeth, dlaczego krzy.. David?
Chłopak delikatni uwolnił się z uścisku babci. Jego wzrok zatrzymał się na starszym, siwym mężczyźnie. Mimo wieku, jaki posiadał, prezentował się świetnie, co zachwyciło Ciemnookiego. Od dziecka dziadek był jego autorytetem. Wstyd było mu się przyznać przed samym sobą, że tak naprawdę nie sięgał mu nawet do pięt, choć osiągnął więcej od niego. Uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Witaj, dziadku. - Odparł niepewnie, czekając na jakąkolwiek reakcję starszego mężczyzny. Ten jednak stał w miejscu, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Antoni, mówiłam ci, że wróci! Nasz mały, David. - Kobieca, zmarszczona dłoń spoczęła na policzku Ciemnookiego, wywołując tym samym dreszcze na całym jego ciele.
- Przez cztery lata nie zadzwoniłeś ani razu, nie wysłałeś nawet kartki, czy listu. Nie dawałeś żadnego znaku życia, skazując tym samym własną babkę na cierpienie i nieustanne zamartwianie się...
- Antoni, proszę !
-
Nie, Elisabeth. Nie tak go wychowaliśmy. Poświęciliśmy mu lata swojego
życia. Robiliśmy wszystko, aby zapewnić mu, jak najlepszą przyszłość, a
on jak się nam odwdzięczył? Wyjechał na kilka dni, a jak wrócił, to
spakował walizki i bez jakichkolwiek wyjaśnień wyprowadził się. Tak po
prostu nas zostawił. Lata milczenia są dowodem na to, że się nas
wyrzekł. Ale nie ma co się dziwić, przecież nie pasujemy do jego
luksusowego życia. Starzy nieudacznicy. Kto by się do nich przyznał? -
Ironiczny ton, dźgnął go prosto w serce. Zabolało. - Nie wiem, czego
oczekiwałeś przychodząc tutaj, ale jeśli tego, że przyjmiemy cię z
otwartymi ramionami, to myliłeś się. Dla nas nie istniejesz! Wynoś się i
nie wracaj już nigdy!
- Antoni, przestań! - Ciało starszej kobiety niebezpiecznie trzęsło się, a z oczu wypływały łzy. - David, poczekaj! David! - Jej zapłakany głos przywoływał chłopaka, który powoli opuszczał ich podwórko. Wyrwała się z uścisku męża, odnajdując w sobie siłę, aby podbiec do Ciemnookiego. Złapała go za ramie, zatrzymując w miejscu. Obrócił się w jej stronę, a gdy dostrzegł jej zapłakany wzrok, coś ścisnęło go za serce.
- Nie słuchaj go. Wiesz jaki jest. Ma do ciebie żal, ale kocha cię i tak naprawdę cieszy się...
- Nie, babciu. Nie tłumacz go, bo jedyną osobą, która powinna się tłumaczyć jestem ja. - Odparł spokojnie, starając się zapanować nad emocjami. - Dziadek ma rację. Nie zasługuję na was.
- Antoni, przestań! - Ciało starszej kobiety niebezpiecznie trzęsło się, a z oczu wypływały łzy. - David, poczekaj! David! - Jej zapłakany głos przywoływał chłopaka, który powoli opuszczał ich podwórko. Wyrwała się z uścisku męża, odnajdując w sobie siłę, aby podbiec do Ciemnookiego. Złapała go za ramie, zatrzymując w miejscu. Obrócił się w jej stronę, a gdy dostrzegł jej zapłakany wzrok, coś ścisnęło go za serce.
- Nie słuchaj go. Wiesz jaki jest. Ma do ciebie żal, ale kocha cię i tak naprawdę cieszy się...
- Nie, babciu. Nie tłumacz go, bo jedyną osobą, która powinna się tłumaczyć jestem ja. - Odparł spokojnie, starając się zapanować nad emocjami. - Dziadek ma rację. Nie zasługuję na was.
- Nie gadaj głupot. Jesteś naszym wnukiem. Popełniłeś błąd, ale teraz wróciłeś i już nas nie zostawisz, prawda?
Nabrał powietrza, przymykając powieki. Nie powinien był tutaj przychodzić.
- Muszę już iść. - Przytulił drobne ciało kobiety, które nadal drżało.
''
Jesteś już dorosły, więc możesz sam dokonywać wyborów. Podchodź do nich
z rozwagą i rozsądkiem, bo jedna decyzja może zadecydować nie tylko o
Twoim losie, ale i o Twoich bliskich. Czasami otwierają one przed nami
drzwi, a czasami zamykają te, których później nie możemy otworzyć, choć
pragniemy tego z całego serca..."
Szedł
w stronę hotelu, gdy nagle zatrzymał się w miejscu. Jego serce zabiło
mocniej, gdy jego wzrok spoczął na Niej. Stała przy lodziarni. Ubrana w
zwiewną sukienkę, która odsłaniała jej opalone nogi i ramiona,
wyglądała, jak nierealna postać. Była zbyt piękna, zbyt naturalna, zbyt
urocza, aby mogła istnieć naprawdę. Mimowolnie zrobił kilka kroków w jej
kierunku, aby móc przyjrzeć się jej dokładnie. Jej długie, ciemne włosy
związane były w wysokiego kucyka, który radośnie kołysał się przy
każdym, najdrobniejszym ruchu, który wykonywała. Wpatrywał się w nią
bezkarnie, bez obawy, że go zauważy, gdyż stał w bezpiecznej odległości.
Nie zmieniła się nic. Nadal była, tak nieskazitelnie cudowna. Poczuł w
brzuchu motylki, gdy uśmiechnęła się do kobiety, która przywitała się z
nią serdecznie. Nawet uśmiech miała ten sam. Tak bardzo zapragnął do
niej podejść. Porozmawiać z nią. Spojrzeć w te jej brązowe oczy, o
których śnił co noc. Wiedział jednak, że to nie jest odpowiedni moment,
że nie jest jeszcze na to gotów. Na razie wolał się bezkarnie delektować
tymi minutami, które umożliwiały mu podziwianie jej wyglądu. Tak bardzo
za nią tęsknił. Zastanawiał się, czy nadal pachnie, tak jak dawniej,
gdy byli razem? Czy jej skóra nadal jest, tak przyjemnie miękka w
dotyku? Czy nadal lubi to co wtedy?
Poczuł,
jak zimny kubeł wody ląduje na jego głowie, gdy nagle pojawił się obok
niej mężczyzna. Człowiek, którego znał doskonale, który nie ukrywał, że
jest szaleńczo w niej zakochany nawet wtedy, gdy ona należała jeszcze do
niego. Liczył się z tym, że może mieć kogoś, lecz nie spodziewał się,
że tak bardzo go to zaboli. Nie umiał znieść ich pocałunku i tego
uśmiechu, którym obdarowała Marka. Zacisnął dłoń w pięść. Przecież ona
należała do niego. Złość z sekundy na sekundy rosła w nim, gdy wtuleni w
siebie, zaczęli się oddalać. Nie mógł pogodzić się z tym, że teraz
obejmuje ją inny mężczyzna, że inny smakuje jej ust, że inny staje się
jej przyszłością. Przyszłością, którą mieli, przecież zbudować razem.
Dźwięk
dzwoniącej komórki, zmusił go do spuszczenia wzroku z Marka i Jokasty,
którzy oddalali się coraz bardziej. Bez spoglądania na wyświetlacz,
odebrał.
- Tak?
- Dlaczego jesteś taki zły? Coś nie tak z podróżą? - Kobiecy głos rozbrzmiał w jego uszach, sprowadzając go na ziemię. Ona miała Marka, a on miał Sophię. Odchrząknął, starając się opanować nerwy.
- Małe problemy z bagażem, ale już wszystko okej. A co u Ciebie?
- Tęsknie za Tobą, a jak pomyślę, że upłynęło dopiero kilka godzin od Twojego wyjazdu.
- Ja za tobą też - odparł. - Kochanie, zadzwonię później. Teraz muszę coś załatwić.
- Kocham Cię.
- Dlaczego jesteś taki zły? Coś nie tak z podróżą? - Kobiecy głos rozbrzmiał w jego uszach, sprowadzając go na ziemię. Ona miała Marka, a on miał Sophię. Odchrząknął, starając się opanować nerwy.
- Małe problemy z bagażem, ale już wszystko okej. A co u Ciebie?
- Tęsknie za Tobą, a jak pomyślę, że upłynęło dopiero kilka godzin od Twojego wyjazdu.
- Ja za tobą też - odparł. - Kochanie, zadzwonię później. Teraz muszę coś załatwić.
- Kocham Cię.
" Uważaj, bo pewnego dnia możesz poczuć się samotny, pośród tłumu...''
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz