sobota, 20 października 2012

13.''I will try to fix you"




When you get what you want but not what you need...

Z bólem głowy i suchością w gardle, stał przy oknie. Podziwiał budzące się ze snu miasto, które zapierało dech w piersi. Zapomniał już, jak pięknie może tutaj być. Spokojnie i bez pośpiechu przeżywać, każdy nowy dzień. Podziwiać piękno, które znika, gdy wskazówki zegara pędzą zbyt szybko. Ostatnie cztery lata jego życia były nieustannym biegiem. Wyścigiem za swoimi marzeniami i celem, który obrał. Udało mu się dobiec do mety, która pozornie wydawała się być tą upragnioną. Dopiero wczorajszy dzień uświadomił mu, że jego życie jest dalekie od ideału. Był milionerem z luksusowym domem i piękną kobietą u boku. Problem tkwił w tym, że ta kobieta nie przypominała tej, dla której chciał się stać kimś. Pachniała inaczej, mówiła inaczej, chodziła inaczej, wyglądała inaczej - wszystko robiła inaczej. Nawet w jednym procencie nie przypominała tej, która ciągle zaprzątała mu myśli. Gdy dowiedział się o powrocie w rodzinne strony, zapłonęła w nim nadzieja, do której nawet przed samym sobą nie chciał się przyznać. Myślał, że będzie na niego czekać, lecz ona ruszyła do przodu. Widząc jej uśmiechniętą twarz, którą bezkarnie dotykał Mark, poczuł złość. Wydawała się być taka szczęśliwa z nim, tak jakby całkowicie zapomniała o przeszłości z Davidem. To bolało go najbardziej. W głowie rozbłysła mu nawet myśl, że mogła go zdradzać. Przecież odkąd pamiętał Mark kręcił się wokół niej. Komplementował ją i służył pomocą - całkowicie ignorował fakt, że miała wtedy chłopaka, że była jego. A może ona nigdy nie była jego? Może zawsze należała do Niebieskookiego, a przed nim udawała tylko szczęśliwie zakochaną? Mocniej zacisnął pięść, udając się do niewielkiego, kuchennego aneksu. Wyciągnął z lodówki butelkę zimnego piwa, udając się do saloniku. Poszukał na stoliku odrobinę białego proszku, który rozsypał na nim wczoraj. Nie miał dzisiaj ochoty na pracę, a tym bardziej na opuszczanie hotelu. Chciał się zrelaksować i przestać myśleć, choć na krótką chwilę. Wciągnął wszystko szybko, opierając głowę na zagłówku fotela. Przymknął delikatnie powieki, czekając, aż magiczna mikstura zacznie działać. Ciszę panującą dookoła przerwało pukanie do drzwi. Niechętnie wstał i udał się w stronę korytarza, żeby zobaczyć kto śmie mu przeszkadzać.

Godzinę później ...

- Kobiety już takie są, stary - odparł Greg, mocząc usta w brązowej cieczy. W niewielkim, hotelowym pokoju unosił się aromat tytoniu i alkoholu. - Omamiają robiąc te swoje słodkie minki, a tak naprawdę puszczają się na prawo i lewo...
- Ale ona była inna ...
- Każda jest inna, ale wszystkie równie perfidne ... Oj, David, David.. Kiedy ty wreszcie pojmiesz, że miłość to wymysł głupców?
- Mówiła, że kocha, a ona nigdy nie kłamała ...
- Widzę, że tutaj potrzebna jest mocniejsza broń. Poczekaj, skoczę do pokoju po wybawienie.

When you lose something you cannot replace...

Delikatnie gładził ją po włosach, rozkoszując się jej obecnością. Wyczekiwany i tak bardzo upragniony czas wreszcie nadszedł, czyniąc go najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Trzymał cały swój świat bezpiecznie w ramionach, przyglądając się jej zamyślonej twarzy. Złożył na jej czole subtelny pocałunek, kciukiem przejeżdżając po jej policzku. Uśmiechnęła się delikatnie, mocniej wtulając się w jego bok. Była tak urocza, gdy chciała ukryć się w nim. Przypominała dziewczynkę, której czasami po prostu brakowało sił, aby zmierzyć się z otaczającym ją światem, a on był jej wybawicielem, który w tych momentach pomagał jej schować się przed całym złem. Dzisiaj wyczuwał jednak niepokój, który towarzyszył jej od samego rana. Zagubiona i zamyślona siedziała, bądź leżała obok niego, unikając rozmowy. Wiedział, że musi to z siebie wreszcie wyrzucić, żeby móc zostawić to za sobą i odetchnąć z ulgą. Przełknął ślinę, kilkakrotnie otwierając i zamykając usta.

- O czym myślisz? - Zapytał niepewnie. Jokasta mocniej zacisnęła dłoń na jego ciemnej koszuli, minimalnie odsuwając się od jego ciała. Spojrzał na jej twarz z czułością, która była dla niej tajemnicą.
- Rozmawiałam wczoraj z mamą... - Wyszeptała, milknąc. Nie ponaglał jej, tylko cierpliwie czekał, aż znowu sama zacznie mówić. - Podobno znalazła dobrą klinikę, która jest w stanie przeprowadzić operację. Dają mi duże szanse.
- To chyba dobrze? - Dziewczyna pokręciła głową, ponownie ukrywając twarz. Czuł, jak mocno się do niego tuli, tak jakby bała się, że zaraz może ktoś ją skrzywdzić. Westchnął, odwzajemniając uścisk. - Przecież, to dobra wiadomość. Tak bardzo pragniesz odzyskać wzrok..
Jokasta ponownie odsunęła się od chłopaka. Usiadła na łóżku, a fala ciemnych włosów przysłoniła jej przestraszoną twarz.
- Mam dosyć obietnic, które nie są możliwe do zrealizowania. Boję się, że znowu uwierzę w nie i pozwolę rozbudzić się ponownie nadziei, która zgaśnie, gdy ściągną bandaże, a ja zamiast twarzy mamy, zobaczę ciemność. Nawet nie wiesz, jak to boli... - Odparła łamiącym się głosem. Niebieskooki podniósł się do pozycji siedzącej, otulając ją swoimi ramionami. Miała rację. Nie wiedział, jak to jest, gdy los odbiera ci po raz kolejny szansę na wymarzone życie. Czuł jednak, że powinna spróbować, bo być może tym razem się powiedzie. - Dobra wiadomość, to moment, gdy przestanę wyobrażać sobie twój uśmiech, bo będę mogła go zobaczyć.
- Malutka, zobaczysz i to nie raz. Tylko musisz spróbować.
- A jeśli..
- Będę przy tobie. Nie ważne, czy będziesz widzieć, czy nie. Dla mnie jesteś najcudowniejszą istotą, jaka stąpa po tej ziemi. Nie namawiałbym cię do tej operacji, gdybym nie wiedział, jak bardzo pragniesz znowu nas wszystkich zobaczyć. Dlatego daj sobie pomóc i zgódź się.
- Będziesz przy mnie cały czas? Nie zostawisz mnie nawet na sekundę?
- Nawet na ułamek sekundy. Kupię śpiwór i rozbiję go na podłodze, aby nawet w nocy być przy tobie.
Dziewczyna zaśmiała się radośnie. Unosząc głowę do góry. Mark delikatnie otarł łzy z jej policzków, składając drobny pocałunek na jej ustach.
- Kocham Cię - Odparł, ponownie otulając jej usta swoimi.

When you love someone but it goes to waste...

Zdenerwowana usiadła na łóżku. Jej myśli biły się ze sobą, tworząc coraz ciemniejsze obrazy. Niebieskie tęczówki spoczęły na komórce, którą trzymała w dłoniach. Nie była w stanie powiedzieć, ile razy już zdążyła wybrać jego numer telefonu. Za każdym razem włączała się automatyczna sekretarka, z którą nie chciała rozmawiać. Tak bardzo chciała wierzyć, że nie odbiera, bo jest zajęty, lecz za dobrze go znała. W ciągu ostatniego roku zmienił się. Nie imprezował, tak często, a jak już wychodził, to zawsze wracał na noc. Poświęcał jej więcej uwagi. Zaczęli rozmawiać, tym samym zbliżając się do siebie. Zdarzyło im się parę razy pokłócić, tak samo, jak jemu skoczyć w bok. Widziała, jednak, jak bardzo się stara, więc zaciskała zęby i nie robiła mu wyrzutów. Doskonale zdawała sobie sprawę, że to wszystko potrwa, nim stanie się jedyną kobietą w życiu Davida. Jednak dzisiaj obawiała się bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Dzieliły ich tysiące kilometrów wobec, których ona była bezradna. Mogła wsiąść do samolotu i polecieć do niego, lecz dopiero co wyjechał, a ona nie chciała być zaborczą, kontrolującą wszystko dziewczyną. Ten wyjazd miał ich do siebie zbliżyć, dlaczego zatem zaczęła się martwić?
Pokręciła głową, starając się pozbyć nieprzyjemnych myśli. Uśmiechnęła się, nabierając powietrza.
- Spokojnie Sophia, na pewno jest zajęty... Oddzwoni.

Jedenaście godzin później ...

Księżyc wisiał nad miast w towarzystwie błyszczących punkcików. Wskazówki zegara spokojnie przesuwały się po tarczy, wskazując coraz późniejszą godzinę. Otulona kocem oglądała, jakiś teleturniej, gdy usłyszała dźwięk swojej komórki. Szybko podniosła ją ze szklanego stołu, a na jej twarzy zagościł uśmiech, gdy zobaczyła na wyświetlaczu jego imię.

- Co chciałaś?
- Znowu piłeś?
- Nie twoja sprawa. Jeśli dzwoni... Dzwoniłaś tylko po to, to cześć...

Dźwięk przerwanego połączenia dudnił w jej uszach. Przymknęła powieki, starając się powstrzymać łzy. Nadal wierzyła w jego zmianę. Po prostu czasami był bezsilny wobec swoich słabości. Zaśmiała się gorzko. Do czego to doszło, żeby musiała sama szukać usprawiedliwienia wobec jego zachowania. Była beznadziejnym przypadkiem.

I will try to fix you.*

***

*Tyler Ward & Boyce Avenue - Fix you (cover)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz