sobota, 20 października 2012

14."And then you disappear''




Jako dzieci wierzymy, że najtrudniejszą decyzją, jaką przyjdzie nam podjąć w życiu, będzie wybór lizaka o smaku truskawki lub coca-coli. Dorastamy i okazuje się, że nasze wcześniejsze wyobrażenia nie mają nic wspólnego z teraźniejszością. Nagle wybór ulubionej słodyczy, staje się decyzją, która może zadecydować o naszym życiowym sukcesie, bądź porażce. Ryzyko przybiera smak truskawki, a bezpieczna, aczkolwiek nudna stabilizacja pachnie coca-colą.

Całe miasto otulone blaskiem promieni słonecznych, toczyło walkę z kolejnym, gorącym dniem. Samochody zatrzymywały się na sygnalizacjach świetlnych, przepuszczając tłumy przechodniów, którzy śpieszyli się do swoich obowiązków. Dookoła panował codzienny chaos, który umilknie dopiero późną nocą, gdy księżyc ponownie zawita na granatowym niebie. Tysiące spraw i problemów przestanie mieć znaczenie na kilka błogich godzin, gdy każdy mieszkaniec pogrążony będzie we smacznym śnie. Nim jednak do tego dojdzie, trzeba będzie zmierzyć się z trwającym dniem. Dla ciemnowłosej dziewczyny nie zapowiadał się on najlepiej. Zdenerwowana i zagubiona oderwała dłonie od białych klawiszy, pozwalając muzyce zamilknąć. Gdy wspinała się na strych o poranku, aby zasiąść przy pianinie, miała nadzieję, że odnajdzie tutaj upragniony spokój i odpowiedzi na pytania, które dręczyły ją nieustannie. Jak zmora wracały wątpliwości dotyczące kolejnej operacji. Liczba plusów równała się minusom. Miała szansę odzyskać wzrok. Nie jedna niewidoma osoba nie wahałaby się, przecież to ich największe marzenie, aby zobaczyć świat w pięknych i wyraźnych barwach. Jokasta równie mocno tego pragnęła. Stęskniła się za ukochanymi widokami i pełną sprawnością, którą odebrała jej ślepota. Chciała znowu być niezależna, pewnie stawiać kroki i rozkoszować się zmianami, jakie zaznaczał na ludziach i budynkach czas. Jednak znała również tą drugą stronę medalu. Wiedziała, jak bardzo boli, gdy po raz kolejny słyszy się: ''Nie tym razem''. W takim momencie nadzieja wypala się równie szybko, co kartka papieru podpalona zapalniczką. Znika w kilka nieuchwytnych sekund wiara, że jest jeszcze szansa. Cała walka z akceptacją rzeczywistości odpływała, jak butelka wrzucona do wody. Gdyby przywrócenie równowagi i ponowne odnalezienie siebie, odbywało się równie szybko, to nie zastanawiałaby się. Wskoczyłaby do tego jeziora, nie prosząc o koło ratunkowe. Aczkolwiek znała siebie i wiedziała, że bez pomocy najbliższych, nie przejdzie przez ten okres, gdy okaże się, że kolejny raz los postanowi zagrać jej na nosie. Miała obok mamę, Nadię i od kilku miesięcy Marka, który stał się jej życiowym partnerem. Była szczęśliwa przy nich i ufała im bezgranicznie, aczkolwiek drżała na myśl, że znowu mogłaby zranić ich swoim beznadziejnym zachowaniem, którego w momencie porażki nie będzie w stanie kontrolować.
Przetarła dłońmi twarz, starając się, choć na chwilę skupić na czymś innym. Ponownie opuszkami palców dotknęła chłodnych klawiszy, a czarne pianino wydało z siebie pierwsze dźwięki. Jej serce radowało się, mogąc rozkoszować się melodią, która stała się jej osobistą spowiedzią. Podczas tych minut, które wielokrotnie przeradzały się w długie godziny, czuła więź z przeszłością i przyszłością, którą planowała, gdy jeszcze widziała. Chciała grać na największych scenach. Docierać do ludzi, którzy podobnie, jak ona kochali tą subtelną i magiczną muzykę. Widzieć rozmarzenie na ich twarzach. Marzyła o zabieraniu ludzi w najpiękniejsze miejsca, których na próżno można szukać obok siebie. Najcudowniejsze i najwartościowsze podróże toczą się we wnętrzach nas samych.
Nie zapomniała o celu, który pragnęła obrać, lecz dzisiaj nie wyglądało, tak jak powinno, gdy o tym myślała. Brak wzroku nie ograniczał jej muzykalności i talentu, aczkolwiek czegoś brakowało. Nie umiała tego nazwać.
- Cześć, siostro ! - Przerwała grę, czując, jak miejsce obok niej zajmuje Rudowłosa.
- Hej - mruknęła, Jokasta.
- Co się dzieje?
- Słyszałaś, że mam się poddać kolejnej operacji?
- Tak i uważam, że to świetna wiadomość. Domyślam się, że się martwisz, w końcu wszystko może się stać. Wiem, jak bardzo przeżywałaś tamte nieudane próby, jednakże sądzę, że nie powinno to, odbierać ci szansy na normalne życie. Jokasta o takiej operacji marzą tysiące niewidomych, którzy pewnie nigdy się jej nie doczekają. Tobie się udało, więc nie pozwól, aby wątpliwości i odgórnie założone niepowodzenie, zamydliły ci oczy.
- Masz rację, tylko ...
- Nadzieja umiera ostatnia, pamiętasz? - Ciemnowłosa poruszyła twierdząco głową. - Zatem nie pozwól jej umrzeć, tak młodo. Będziemy przy tobie, także nie bój się.
Ciemnooka pokiwała twierdząco głową, wracając do grania.

Wolność, to możliwość podejmowania własnych decyzji. Czy dzień dzisiejszy będzie wyglądał tak, a nie inaczej, zależy tylko od nas. Mimo wszystko nie można zapominać, że każda decyzja ciągnie za sobą konsekwencje.

***

I try to reach you,
I can almost feel you,
You’re nearly here....

Postawiła reklamówki pełne zakupów na podłodze, niepewnym krokiem podchodząc do sofy. Usiadła na niej, starając się zapanować nad swoim ciałem. Świat niebezpiecznie wirował jej przed oczami, a ona nie umiała go zatrzymać. Drżącą dłonią przejechała po czole, opierając głowę o zagłówek. Jej blond włosy falą spłynęły po jej ramionach. Przymknęła powieki, czując się coraz gorzej. W jej żołądku trwała rewolucja, która pojawiła się tak nagle, znikąd. Ostatkami sił starała sobie przypomnieć, czy zjadła coś, co mogłoby doprowadzić do zatrucia, ale nic takiego nie przychodziło jej na myśl. Jedynie zdenerwowanie, które gościło w niej od feralnego, wieczornego telefonu Davida, mogło być przyczyną złego samopoczucia.
Zerwała się gwałtownie z sofy, biegnąc w stronę łazienki. Cała zawartość jej żołądka powoli opuszczała jej ciało, czyniąc ją jeszcze słabszą. Drobne kropelki potu pojawiły się na jej czole, gdy oparła się plecami o chłodne kafelki. Fale gorąca i zimna na przemian ogarniały ją kruche ciało. Westchnęła, ponownie nachylając się nad toaletą.

Dwie godziny później.

Powoli uniosła powieki, starając się namierzyć dzwoniący telefon. Wygrzebała się spod kołdry, podchodząc do niewielkiej komody, na której leżała jej komórka. Zacisnęła mocniej palce na aparacie, gdy przeczytała imię Davida. Nie wiedziała, czy chce z nim rozmawiać w tej chwili. Była zła, rozżalona i wycieńczona wcześniejszymi rewolucjami, jakie zafundował jej żołądek. Mimo wszystko przełamała się i nacisnęła zieloną słuchawkę. Stęskniła się za jego głosem i obecnością.
- Przepraszam za wczoraj. Wypiłem trochę za dużo i nie byłem świadom swoich słów. - Delikatny uśmiech zagościł na jej twarzy, gdy usłyszała jego skruszony głosy. - Wybaczysz mi?
- Nie uważasz, że ostatnio za dużo pijesz? David, to może źle się skończyć!
- Sophia, nie jestem dzieckiem i wiem, co robię. Nie musisz się martwić. Zresztą nie dzwonię po to, żebyś robiła mi kazania. Co u ciebie słychać?
- Wszystko okej - skłamała. - Tęsknie za tobą. Planujesz wpaść na weekend?
- Teraz z całą pewnością nie. Mamy tutaj dużo pracy, ale jak tylko zrobi się odrobinę luźniej, to zjawię się u ciebie.
- Mam nadzieję. Opowiedz coś więcej o tym projekcie?
Piętnaście minut później rozłączyła się, opierając o brązowy mebel. Złość opuściła jej ciało, podobnie, jak mdłości i zawroty głowy. Wszystko powoli wracało do normalności, a ona czuła się szczęśliwsza, bo choć przez kilka minut mogła nacieszyć się jego nienamacalną obecnością. W jej uszach nadal rozbrzmiewał jego śmiech i ten charakterystycznie zachrypnięty głos. Bezapelacyjnie była w nim zakochana. Żałowała tylko, że nie było to odwzajemnione uczucie.

And then you disappear.*

***

*Beyonce - "Disappear"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz