sobota, 20 października 2012

15.''I promise, you're perfect for me''




If I can make you happy, then this is where I belong.

Delikatnie kciukiem gładził dłoń Jokasty, wsłuchując się w jej spokojny oddech. Nie istniała dla niego piękniejsza melodia niż dźwięk jej głosu, perlisty śmiech czy ten prawie niesłyszalny szmer, który uświadamiał go, że ona naprawdę istnieje. Uśmiechnął się, wtulając nos w jej długie, ciemne włosy. Przyjemny zapach konwalii pieścił jego zmysły. Opuszkami palców przesuwał po jej ręce, która spoczywała na białym prześcieradle. Był szczęśliwy mając ją tak blisko swojego serca, które łomotało w jego piersi jak szalone. Swoją obecnością ubarwiała, każdy kolejny dzień jego życia. Czasami chciał powiedzieć jej, jak dużo dla niego znaczy, lecz żadne słowa nie były wstanie tego oddać. Wolał milczeć, starając się uczynić ją szczęśliwszą.
Poruszyła się delikatnie, wbijając łokieć w żebra chłopaka. Mark jęknął, krzywiąc się z bólu. Jokasta otworzyła oczy, podnosząc się. Usiadła na łóżku, obracając głowę w stronę, gdzie powinien znajdować się Niebieskooki. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, całkowicie zapominając o bólu, gdy zatopił się w jej ciemnym spojrzeniu. Powoli oparł się na ramionach, skradając subtelny pocałunek z jej ust.

- Dzień dobry - wyszeptał. - Jak się spało?
- Cudownie - mruknęła, ponownie kładąc się na łóżku. - Chyba uzależniłam się od twojej obecności, wiesz?
- Jeśli chcesz, to mogę spędzać z tobą, każdą noc? Wystarczy, że powiesz słowo.
- Wybudujesz nam piękny dom z dużym ogrodem. Będziemy mieli kominek w sypialni i piękny widok na ocean - odparła rozmarzona, uśmiechając się szeroko.
- To więcej, niż jedno słowo - zaśmiał się, składając pocałunek na jej czole. - Ale dobrze jest znać twoje marzenia.
- Ja mam jeszcze więcej życzeń do spełnienia - odparła, dłonią gładząc umięśniony tors chłopaka.
- Tak?
- Przysuń się bliżej, a niektóre ci zdradzę.

I'll share everything I have and we'll find a way to live.

Jego palce przyjemnie gładziły jej nagie ciało, lecz ona nie umiała skupić się na jego dotyku. Niepożądany obraz z przeszłości nie pozwalał jej, konsumować trwającej chwili. Przymknęła powieki, gdy poczuła jego usta na swojej szyi. Chciała z całych sił skupić się na przyjemności, jaką pragnął jej podarować, lecz przeklęta pamięć odnawiała pocałunki mężczyzny, który już dawno przestał dla niej istnieć. Westchnęła. Jej palce zacisnęły się mocniej na jego plecach. Przymknęła powieki, błagając, aby zniknął obraz przeszłości. Nie chciała już tamtych pocałunków, które wtedy doprowadzały ją do szaleństwa. Nie pragnęła jego powrotu, aczkolwiek nie umiała pozwolić mu odejść. Nie tak wyobrażała sobie tą chwilę, która z każdą sekundą rozpadała się na najmniejsze kawałeczki. Uniosła powieki, odsłaniając łzy, które zalśniły w jej oczach. Mark zamarł, przyglądając się jej twarzy. Przełknął ślinę. Strach zawładnął jego ciałem. Nie chciał zrobić jej krzywdy, a tym bardziej nie miał zamiaru przyspieszać biegu rzeki, jeśli ona tego nie pragnęła. Jednak to ona zainicjowała tą sytuację, która na szczęście nie dotarła do punktu kulminacyjnego. Wtedy bolałoby go bardziej, gdyby zobaczył, jak płacze. Zsunął się z jej ciała, siadając obok.

- Przepraszam. Nie chciałem zrobić ...
- To nie twoja wina - wyszeptała, dłonią szukając jego ciała. Uchwycił jej rozbiegane spojrzenie, w którym nadal błyszczały łzy. Powoli złączył ich dłonie. - Potrzebuję czasu, żeby uporać się z .... - zamilkła, zagryzając wargę.
- Poczekam, aż będziesz gotowa pozwolić mu odejść - odparł spokojnie, choć czuł ból, który rozdzierał jego serce.
- On już nie istnieje. Kocham ciebie i tylko ciebie. Na zawsze.
- Ja ciebie też - złożył pocałunek na ustach Jokasty, ukrywając jej ciało w swoich ramionach.

I promise, you're perfect for me.*

***

Czasami przyjemnie jest zostać zaskoczonym i poproszonym o jeden, szczery uśmiech.
Czasami miło jest zauważyć uwagę i zainteresowanie w oczach drugiego człowieka.
Czasami po prostu fajnie jest zostać zauważony...

Uśmiechnięta wystawiła twarz w stronę słońca, rozkoszując się piękną pogodą. Odgłosy bawiących się w parku dzieci i ich rodziców, docierały do jej uszu. Czas biegł w swoim tempie, odliczając błogie minuty spokoju. Uwielbiała wiosnę i to miejsce. Jako dziecko przychodziła tutaj, aby odrobić zadanie domowe, bądź uciec od przepełnionego hałasem domu. Tylko tutaj odnajdywała chwilę dla samej siebie, gdzie mogła w ciszy pomyśleć i zastanowić się nad swoją przyszłością. Na tej ławce pierwszy raz pocałowała się z chłopakiem i opłakiwała śmierć swojego ojca. Z tym miejscem wiązała wiele wspomnień - tych lepszych i gorszych. Mimo wszystko kochała tutaj wracać. Nawet teraz, gdy już od dawna nie była nastolatką, a jej życie nie przypominało tamtego, które niegdyś wiodła. Dzisiaj na stopach nie miała starych, zniszczonych tenisówek, lecz piękne, drogie szpilki od znanego projektanta. Nie nosiła już spranych dżinsów i dziurawych swetrów. Ubierała eleganckie sukienki z najlepszych materiałów. Nie przypominała dziewczyny, która bała się wracać do domu. Dzisiaj była pewną siebie kobietą, która mieszkała w drogim apartamencie. Jednak pomimo wielu różnic, odnajdywała jedną wspólną cechę z tamtą nastolatką. Upływający czas nie odpędził od niej zmory samotności, którą odczuwała po dzień dzisiejszy. Została sama na tym świecie. Bez rodziców, znajomych czy przyjaciół. Miała Davida, choć wiara, że należy do niej, zaczynała ją męczyć. Tak naprawdę nigdy nie był jej. Nawet ostatni czas, który spędzili w zgodzie i cieple, nie otoczył ją pewnością, że jest dla kogoś ważna. Znikał, gdy ona go potrzebowała. Pojawiał się, gdy on potrzebował jej. A samotność pozostawała...
Sophia wyprostowała się, ściągając okulary przeciwsłoneczne, które tkwiły na jej nosie. Rozejrzała się dookoła, zachwycając się zielenią. Ptaki szybowały po nieboskłonie, a kolorowe motyle zasiadały na pąkach kwiatów. Natura rozkwitała, przedstawiając swoje piękno. Uśmiechnęła się, odpływając w krainę marzeń.

- Piękny dzień, prawda?
Jasnowłosa oderwała się od swoich myśli, odwracając głowę w stronę, z której dotarł do niej męski głos. Jej niebieskie tęczówki zatopiły się w ciepłym spojrzeniu tajemniczego mężczyzny. Poczuła dreszcz, który przemaszerował po jej plecach. Jeszcze nikt nie patrzał na nią w taki sposób. Odwzajemniła uśmiech, poruszając twierdząco głową. Jej spojrzenie ponownie powędrowało na bawiące się dzieci.
- Które to pani maleństwo?
Zaskoczona ponownie spojrzała na mężczyznę, który tym razem przyglądał się gromadce urwisów biegających po parku. Westchnęła.
- Nie ma dziecka - odparła.
- Przepraszam. Myślałem, że przyszła pani tutaj ze swoim synem lub córką. - Sophia uśmiechnęła się uroczo, ponownie zatapiając się w męskim spojrzeniu. - Daniel.
- Sophia - odpowiedziała, ściskając męską dłoń.
- Co taka śliczna dziewczyna robi sama w parku?
- Przyszła powdychać świeżego powietrza i zastanowić się nad kilkoma sprawami.
- Życie daje w kości?
Jasnowłosa pokiwała głową, pozwalając zapanować ciszy. Nie znała tego mężczyzny, lecz coś mówiło jej, że dobry z niego człowiek. Może był naiwna albo tak bardzo potrzebowała, aby ktoś ją wysłuchał, że zapomniała o zdrowym rozsądku. Nabrała powietrza, poprawiając włosy, które związane były w wysokiego kucyka.
- A ty co tutaj robisz?
- Szukam natchnienia.
- Jesteś poetą? - Spytała zaciekawiona. Ciemnowłosy pokiwał przecząco głową, ponownie łącząc ich spojrzenia w jedność.
- Malarzem - zamilknął na chwilę, nie spuszczając z Sophie wzroku. - I chyba je znalazłem. Masz coś wyjątkowego w swoim spojrzeniu, wiesz?
Dziewczyna zawstydzona, spuściła głowę. Czuła, jak rumieńce pojawiają się na jej twarzy. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Była zażenowana, a jednocześnie szczęśliwa. Miło było usłyszeć, że ktoś dostrzegł w niej coś ciekawego, nawet jeśli było to kłamstwo.
- Powiedziałem coś nie tak?
- Nie - odparła, podnosząc się z ławki. - Miło było cię poznać. Trzymaj się.
Zaczęła iść przed siebie szybkim krokiem, aby jak najszybciej zniknąć mężczyźnie z pola widzenia. Nim jednak skręciła w boczną alejkę, usłyszała:
- Mam nadzieję, ze jeszcze kiedyś cię zobaczę.

... choć przez chwilę.

***

Czasami życie szykuje nieoczekiwane...

Wyszedł ze sklepu, odkręcając butelkę zimnej coca-coli. Spragniony zatopił usta w chłodnej cieczy. Po chwili oderwał się od butelki, przecierając wierzchem dłoni usta. Jego wzrok błądził po pędzących główną ulicą samochodach.  Dzisiejszy dzień był zdecydowanie za ciepły, jak na pracę. Nie umiał się na niczym skupić. Był rozdrażniony i jedyne o czym marzył, to o zamknięciu się w klimatyzowanym, hotelowym pokoju. Kopnął leżący na chodniku kamyk, wypuszczając powietrze. Zdenerwowany obrócił się, wpadając na kogoś. Przeklął pod nosem, robiąc krok w tył.

- Patrz, jak chodzisz, palancie!
- Ja? To ty wpadłaś na mnie!
- Żartujesz sob... David?

Ciemnowłosy podniósł wzrok, jednocześnie przestając otrzepywać spodnie. Jego oczy powiększyły się do niebezpiecznych rozmiarów, podobnie jak dziewczyny. Nie spodziewał się jej spotkać, choć skłamałby, gdyby powiedział, że nie liczył się z tą ewentualnością. To miasteczko było zdecydowanie za małe. Uśmiechnął się sztucznie.

- Witaj, Nadia.

... niespodzianki. 

***

*Ron Pope - "Perfect For Me''

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz