Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce,
Odkąd zostawił ją i wyjechał, zastanawiała się, dlaczego tak postąpił.
Byli idealną parą. Nie przerysowaną i nie taką, o których pisze się
książki czy kręci filmy. Tworzyli duet, który składał się z
niedoskonałych charakterów i wyglądów, które dalekie były do tych, które
prezentują czasopisma. Posiadali odmienne zdania w wielu dziedzinach,
kochali różne rzeczy i jeszcze inne nienawidzili. Mimo to, byli
szczęśliwi. Przynajmniej, tak sądziła. Uwielbiał do niej wpadać, gdy
tylko wracał ze spotkania z kolegami czy treningu piłki nożnej.
Odwiedzać na krótką sekundę, aby skraść pocałunek z jej ust, bo jak
twierdził, nie umiał bez niego zasnąć. Potrzebowali siebie nawzajem w
codziennym życiu. Jeden telefon, krótka wymiana spojrzeń czy uścisk jego
dłoni na jej własnej - potrafił zmienić wszystko, uczynić dzień
lepszym. Była uzależniona. Oboje byli i było im z tym dobrze.
Gdy stanął w jej drzwiach tamtego dnia, wiedziała, że będzie źle. Jego
oczy były przesiąknięte bólem i smutkiem. Widziała je kilka krótkich
sekund, bo uciekał wzrokiem przed jej własnym spojrzeniem. Poczuła wtedy
chłód, którego nigdy później nie doznała. Nie wiedziała, jak się
zachować, dlatego milczała, dając mu czas. Czas, który później okazał
się być najbardziej raniącą chwilą. Łzy, które zaczęły spływać po jej
policzkach i jego sylwetka, która oddalała się coraz dalej, i dalej.
Słowa, które szeleściły w jej głowie, jak suche liście pod naciskiem
ludzkich stóp, powodowały ból. Nie wierzyła, że to wszystko dzieje się
naprawdę. Przecież obiecał, że będą trwać wiecznie, że nic ich nie
rozdzieli, że nigdy nie odejdzie. A mimo to patrzyła, jak swoim odejściem, odbiera jej cały sens życia.
Jej oczy były spuchnięte i zaczerwienione od łez, których setki litrów
wylała ostatniej nocy. Nie zasnęła nawet na sekundę, pozwalając
zmęczeniu osiąść na rzęsach. Jej myśli ciągle krążyły wokół sytuacji,
która miła miejsce zaledwie kilka godzin temu. Kilkaset sekund temu stał
w jej pokoju, tulił ją w swoich ramionach, znowu był.
W przeszłości bardzo często wyobrażała sobie ich ponowne spotkanie.
Rozmyślała nad słowami, które padną, nad gestami, które sobie okażą, nad
zmianami, które w nich zajdą. Nie spodziewała się jednak, że jego
powrót będzie pachniał alkoholem i bólem, który ponownie zranił ledwo
pozszywane serce. Mocniej zacisnęła skrawek pościeli w pięści, a z jej
ust wydostał się donośny szloch. Czuła ból w każdym zakamarku swojego
ciała i nie wiedziała, co ma z nim zrobić. Nie była w stanie znieść tej
burzy, którą rozpętał pojawiając się w jej życiu ponownie.
Usłyszała, jak drzwi do jej pokoju zostają otwarte. Nie miała siły
udawać, że wszystko jest w porządku, że w ogóle nie obchodzi jej powrót
Davida, dlatego pozwoliła łzą swobodnie wypływać z jej oczu. Poczuła,
jak łóżko delikatnie zapada się obok jej ciała. Czyjaś dłoń pogładziła
jej czarne, poplątane włosy. Przełknęła ślinę. Chciała coś powiedzieć,
ale głos utkwił jej gdzieś w środku.
-
Jokasta - cichy głos Nadii dotarł do jej uszu. - Porozmawiaj ze mną,
proszę. Twoja mama mi wszystko powiedziała. Wiem, że tutaj był i to
całkowicie pijany. Naprawdę nie wiem, co sobie myślał...
- Marzyłam o jego powrocie, każdego dnia od jego wyjazdu. Wierzyłam, że pewnego dnia on nadejdzie ale nie myślałam, że będzie tak wyglądać. Myślałam, że porozmawiamy jak dawniej, że znowu zachwycę się jego uśmiechem i utonę w czekoladowej otchłani jego spojrzenia. Tymczasem scenariusz naszego spotkania przybrał zupełnie inny wraz - przymknęła oczy, a z jej ust wydostał się szloch. - To tak bardzo boli, Nadia. Tak bardzo, że nie wiem, co zrobić, żeby przestało.
- Marzyłam o jego powrocie, każdego dnia od jego wyjazdu. Wierzyłam, że pewnego dnia on nadejdzie ale nie myślałam, że będzie tak wyglądać. Myślałam, że porozmawiamy jak dawniej, że znowu zachwycę się jego uśmiechem i utonę w czekoladowej otchłani jego spojrzenia. Tymczasem scenariusz naszego spotkania przybrał zupełnie inny wraz - przymknęła oczy, a z jej ust wydostał się szloch. - To tak bardzo boli, Nadia. Tak bardzo, że nie wiem, co zrobić, żeby przestało.
Rudowłosa dziewczyna otuliła ciało Jokasty, które niebezpiecznie
zadrżało. A czas płynął, łącząc się z łzami, które spływały po
zarumienionych policzkach.
...umieramy z miłości.*
Look, if you had one shot or one opportunity
To seize everything you ever wanted in one moment..
To seize everything you ever wanted in one moment..
Would you capture it?
Miał tysiące możliwości, aby zacząć to od nowa. Miał milion powodów,
aby nie iść tam tamtej nocy. Miał jeden znaczący cel, który zmusił go do
podjęcia tej decyzji. Decyzji, której żałował, której gorycz smakowała
mniej, gdy w krwi krążyły zakazane substancje, gdy przez dziurki w nosie
wydostawał się tytoniowy dym, gdy w dłoni ściskał szyjkę ukochanego
trunku. Posiadał setkę innych rozwiązań. Mógł iść kupić jej ulubione
kwiaty i pojechać do niej, aby przeprosić za swoje zachowanie. Mógł po
prostu zaabonować bilet lotniczy i wrócić tam, gdzie było teraz jego
miejsce lub po prostu zostać tutaj i udawać, że nic się nie stało.
Jednak on znowu wybrał tą najgorszą, a jednocześnie najprostszą
możliwość. Wyciągnąć kieliszki, sięgnąć po strzykawkę i po prostu
zapomnieć. Nie umiał już szukać innych rozwiązań, które pozwoliłyby mu
zaczerpnąć spokojnego oddechu. Jego ucieczką było to bagno, w którym
przewracał się od kilku lat.
Słońce oświetlało jego twarzy, gdy leżał na chłodnych panelach. Koszula
leżała gdzieś w rogu pokoju, całkowicie pogięta i poplamiona. Jego
nagi, umięśniony tors kleił się cały od rozlanego alkoholu. W tej chwili
przypominał przegranego człowieka. Nie miał nic, choć w rzeczywistości
posiadał wszystko. W pogoni za bogactwem, zgubił to najcenniejsze złoto,
o którym marzą miliony. Nie o pięknych bryłkach, które po darowują
wszystkie materialne rzeczy, lecz o tym, które nosił w sobie, które biło
każdego dnia utwierdzając go w przekonaniu, że jeszcze żyje. Żyje w głośnej samotności. Żyje, zabijając ten dar, każdym kontaktem jego ciała z igłą.
Zaśmiał się szyderczo, przecierając bladą twarz dłońmi. Było mu tak
dobrze, tak błogo, tak nierealnie, jakby szybował ponad całym tym syfem,
do którego sam doprowadził. Nie myślał. Nie czuł wyrzutów sumienia,
które trawiły go jeszcze kilkanaście minut temu. Teraz był wolnym
człowiekiem wypełnionym po brzegi tykającą śmiercią. Nie liczyło się nic
- wczoraj, które spisało już swoje karty; dzisiaj, które właśnie umyka;
jutro, które być może nigdy nie nadejdzie. Nie było niczego - całkowita
pustka.
Przelotnie
usłyszał, jak ktoś dobija się do drzwi. Nie miał jednak siły, aby wstać i
je otworzyć. Nie chciał nikogo widzieć, nawet nie był wstanie myśleć o
kimkolwiek. Zapomniał, że nie przekręcił klucza w drzwiach.
Niepewnie otworzyła drzwi, wchodząc do hotelowego apartamentu. Przyszła
tutaj, aby porozmawiać z nim na spokojnie, bez świadków. Nie chciała,
aby jej mąż, którego nadal trawił żal, wiedział o tych odwiedzinach. W
tajemnicy przed wszystkimi przyszła tutaj. Odwiedzić człowieka, którego
wychowała, którego kochała, jak własnego syna nawet jeśli ten odszedł
bez pożegnania. Nie pamiętała już tamtego bólu, teraz w jej sercu tliła
się nadzieja na nowy powrót, który zapoczątkuje lepsze życie. Chciała
opuścić ten świat, mając go u swego boku.
Zatrzymała się gwałtownie w półkroku, gdy jej oczy spoczęły na leżącym
na podłodze, Davidzie. Dookoła panował totalny bałagan. Puste paczki po
papierosach, niedopałki, potrzaskane szkło, ubrania, kartki i inne
przedmioty - wszystko było porozwalane. Zamrugała powiekami, nie
dowierzając. Z wahaniem postawiła kolejne kroki, czując nieprzyjemny
zapach alkoholu zmieszanego z tytoniem. Nabrała powietrza, odkładając
torebkę na sofie. Szybkim krokiem i zdecydowanie pewniej podeszła do
ciemnowłosego. Kucnęła przy jego ciele, wpatrując się w jego twarz. Była
tak blada, jakby nie widziała słońca przez ostatni rok. Jego wzrok był
pusty, a źrenice niebezpiecznie powiększone. Oddychał ciężko,
przyglądając się jej. Nie reagował. Nie wykonał żadnego ruchu. Po prostu
patrzał, uśmiechając się idiotycznie.
-
David? Co się dzieje? - Spytała, a w jej głosie można było wyczuć
strach. Nie wiedziała, co robić, co to wszystko znaczy. Chłopak nie
odpowiedział nic. Spróbował usiąść ale zabrakło mu sił. Dopiero wtedy
zobaczyła leżącą nieopodal strzykawkę. Jej ciało przeszył dreszcz, a
chłód otulił, każdą kończynę jej ciała. Poczuła, jak robi się jej źle.
Wstała gwałtownie, podchodząc do sofy, gdzie chwilę wcześniej zostawiła
torebkę. Wyciągnęła z niej komórkę, wybierając numer. Nie zdążyła jednak
nacisnąć na zieloną słuchawkę, gdyż w tej samej chwili do pomieszczenia
wszedł wysoki chłopak. Spojrzał na nią zaskoczony, przenosząc wzrok na
Davida. Po chwili znowu przyjrzał się starszej kobiecie, a na jego czole
pojawiły się zmarszczki.
- Kim
pani jest? Jeśli sprzątaczką to nie spisuje się pani najlepiej.. -
ostentacyjnie rozejrzał się po pokoju, kierując się w stronę Davida.
Kucnął przy nim, łapiąc go za ramiona. Z całej siły podniósł go do
pozycji siedzącej, klepiąc po twarzy.
- Zaszalałeś stary, jak widzę. - Odparł w stronę chłopaka, lecz ten nie odpowiedział. Przewrócił oczami, uśmiechając się błogo.
Stała z boku, nie umiejąc wydusić z siebie słowa. Całkowicie nie
rozumiała tego, co się dzieje. Jej wnuk wydawał się być bardzo daleko
duchem, jedynie ciało jego tkwiło w tym pokoju. Czuła jak przerażenie i
strach targają jej wnętrznościami. Odłożyła telefon.
-
Jestem jego babcią - odparła niepewnie. Dotąd kucający przy Davidzie
chłopak, spojrzał na nią. - Przyszłam go odwiedzić i zastałam... to.
- Faktycznie wspominał coś, że ma tutaj rodzinę. Nie chciałbym być niemiły, ale powinna pani iść. Dzisiaj raczej nie porozmawia sobie pani z wnukiem. Zapraszam jutro. - Uśmiechnął się, ciągle trzymając Davida za ramiona.
- Co mu jest?
- Nic takiego... Przekażę, że była pani tutaj.
Poruszyła twierdząco głową, niepewnie opuszczając hotelowy apartament. Nie wiedziała co ma myśleć o tym, co zobaczyła. Zamrugała kilkukrotnie powiekami, starając się powstrzymać łzy.
- Faktycznie wspominał coś, że ma tutaj rodzinę. Nie chciałbym być niemiły, ale powinna pani iść. Dzisiaj raczej nie porozmawia sobie pani z wnukiem. Zapraszam jutro. - Uśmiechnął się, ciągle trzymając Davida za ramiona.
- Co mu jest?
- Nic takiego... Przekażę, że była pani tutaj.
Poruszyła twierdząco głową, niepewnie opuszczając hotelowy apartament. Nie wiedziała co ma myśleć o tym, co zobaczyła. Zamrugała kilkukrotnie powiekami, starając się powstrzymać łzy.
Dzień później.
-
Moja babcia? Tutaj? Jesteś pewien? - Zdenerwowany krążył po pokoju,
drobne krople wody spływały po jego karku. Zimny prysznic doprowadził go
do porządku, lecz teraz całkowicie zapomniał o chłodzie, który czuł
kilkanaście minut temu. W tej chwili było mu wyjątkowo ciepło. Za
ciepło.
- Tak, stary. Twoja babcia. Powiedziałem, żeby wpadła dzisiaj.
- I widziała to wszystko? Widziała mnie w tym stanie?
- Owszem. Była nieco zagubiona i wystraszona ale nie martw się. Pewnie myśli, że to przez alkohol. Spokojna twoja, łysa .. - Greg zaśmiał się, odpalając papierosa.
- Kurwa.. Wszystko się pieprzy. Najpierw Jokasta, a teraz babcia. Ten wyjazd, to zły pomysł.
- Jokasta?
- Nie pytaj - uciął, udając się do sypialni po ubrania.
- Tak, stary. Twoja babcia. Powiedziałem, żeby wpadła dzisiaj.
- I widziała to wszystko? Widziała mnie w tym stanie?
- Owszem. Była nieco zagubiona i wystraszona ale nie martw się. Pewnie myśli, że to przez alkohol. Spokojna twoja, łysa .. - Greg zaśmiał się, odpalając papierosa.
- Kurwa.. Wszystko się pieprzy. Najpierw Jokasta, a teraz babcia. Ten wyjazd, to zły pomysł.
- Jokasta?
- Nie pytaj - uciął, udając się do sypialni po ubrania.
Or just let it slip?**
***
* Małgorzata Hillar
** Eminem - "Lose Yourself"
** Eminem - "Lose Yourself"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz