A jeśli przyszłość przyniesie nieoczekiwane zmiany, czy będziesz wstanie je udźwignąć?
[Jessie J - "Who You Are'']
[Jessie J - "Who You Are'']
Nabrała
powietrza, rozkoszując się świeżym powietrzem. Ukryte pod czarnymi
okularami oczy, błądziły po sklepowych wystawach. Nie wyszła z domu na
zakupy, lecz na krótki spacer, aby odetchnąć. Ostatnie dni były
koszmarem. Czuła się słabo i nieustannie było jej niedobrze. Gdy czuła
się lepiej i myślała, że to nadal są objawy ostatniego zatrucia,
wszystko wracało. Godziny spędzone w łóżku z miską leżącą obok lub
zawroty głowy przez które zdążyła sobie nabić niejednego siniaka. Czuła,
że powinna wybrać się do lekarza, lecz obawiała się jego diagnozy. Od
kilku dni nawiedzała ją jedna, wyraźna myśl, którą odpędzała równie
szybko. To nie był czas. Ona nie była gotowa na to, a już tym bardziej
on.
Przystanęła, gdy jej wzrok zatrzymał się na szyldzie apteki. Serce zabiło szybciej. Nie była pewna, czy powinna tam wejść i poprosić o test, który dałby jej odpowiedź na dręczące pytanie. Z jednej strony rozwiałoby to wątpliwości ale czy rozwiązałoby to problem? Przełknęła ślinę, wkładając dłoń do kieszeni cienkiego, wiosennego płaszczyka. Drobne, chłodne monety musnęły jej długie palce. Miała pieniądze. Zapewne wystarczającą kwotę, aby kupić to, o czym myślała. Nadal jednak nie wiedziała, czy tego chce. Przymknęła powieki, gdy poczuła ciepłą falę, która przemieściła się po jej ciele. Miała dosyć tego wszystkiego: jego nieobecności, samotności i tej dręczącej niepewności. Najchętniej wsiadłaby teraz do samolotu i poleciała do niego, aby ukryć się w jego ramionach i zachłysnąć zapachem jego perfum zmieszanych z nutką tytoniu. Zapomnieć o samotności, chociaż na krótką sekundę i podzielić się z nim jej obawami. Wiedziała jednak, że ich związek daleki jest od ideału i w rzeczywistości zdenerwowałby się na jej widok, zamiast ciepłych ramion poczułaby chłód jego spojrzenia, a problem... byłby jeszcze większy.
Niepewnie ruszyła przed siebie. Otworzyła białe drzwi, wchodząc do środka. Zapach lekarstw podrażnił jej nozdrza. Zrobiło się jej niedobrze. Przełknęła ślinę, zaciskając palce dłoni w pięść. Była zmęczona tym stanem, którego nie chciała przeżywać - nie teraz.
Podeszła do lady, gdy nadeszła jej kolej. Młoda ekspedientka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie, zatrzymując na Sophie swoje ufne spojrzenie, piwnych oczu.
- W czym mogę pomóc?
- Poproszę - zamilkła, błądząc wzrokiem po półkach - test ciążowy.
Poczuła, jak wielki ciężar spada z jej barków, otulając serce jeszcze szczelniej niepewnością. Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, jakby w ten sposób chciała jej pogratulować, chociaż nic nie było jeszcze pewne. Gdy tylko średniej wielkości opakowanie znalazło się na ladzie, złapała je, wkładając do kieszeni płaszczyka. Zapłaciła odpowiednią sumę, wychodząc.
Zestresowana i zamyślona, wpadła na jednego z przechodniów. Podniosła głowę, chcąc przeprosić, lecz nie umiała wypowiedzieć nawet słowa.
Przystanęła, gdy jej wzrok zatrzymał się na szyldzie apteki. Serce zabiło szybciej. Nie była pewna, czy powinna tam wejść i poprosić o test, który dałby jej odpowiedź na dręczące pytanie. Z jednej strony rozwiałoby to wątpliwości ale czy rozwiązałoby to problem? Przełknęła ślinę, wkładając dłoń do kieszeni cienkiego, wiosennego płaszczyka. Drobne, chłodne monety musnęły jej długie palce. Miała pieniądze. Zapewne wystarczającą kwotę, aby kupić to, o czym myślała. Nadal jednak nie wiedziała, czy tego chce. Przymknęła powieki, gdy poczuła ciepłą falę, która przemieściła się po jej ciele. Miała dosyć tego wszystkiego: jego nieobecności, samotności i tej dręczącej niepewności. Najchętniej wsiadłaby teraz do samolotu i poleciała do niego, aby ukryć się w jego ramionach i zachłysnąć zapachem jego perfum zmieszanych z nutką tytoniu. Zapomnieć o samotności, chociaż na krótką sekundę i podzielić się z nim jej obawami. Wiedziała jednak, że ich związek daleki jest od ideału i w rzeczywistości zdenerwowałby się na jej widok, zamiast ciepłych ramion poczułaby chłód jego spojrzenia, a problem... byłby jeszcze większy.
Niepewnie ruszyła przed siebie. Otworzyła białe drzwi, wchodząc do środka. Zapach lekarstw podrażnił jej nozdrza. Zrobiło się jej niedobrze. Przełknęła ślinę, zaciskając palce dłoni w pięść. Była zmęczona tym stanem, którego nie chciała przeżywać - nie teraz.
Podeszła do lady, gdy nadeszła jej kolej. Młoda ekspedientka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie, zatrzymując na Sophie swoje ufne spojrzenie, piwnych oczu.
- W czym mogę pomóc?
- Poproszę - zamilkła, błądząc wzrokiem po półkach - test ciążowy.
Poczuła, jak wielki ciężar spada z jej barków, otulając serce jeszcze szczelniej niepewnością. Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, jakby w ten sposób chciała jej pogratulować, chociaż nic nie było jeszcze pewne. Gdy tylko średniej wielkości opakowanie znalazło się na ladzie, złapała je, wkładając do kieszeni płaszczyka. Zapłaciła odpowiednią sumę, wychodząc.
Zestresowana i zamyślona, wpadła na jednego z przechodniów. Podniosła głowę, chcąc przeprosić, lecz nie umiała wypowiedzieć nawet słowa.
- Sophia?
- Witaj, Danielu...
- Witaj, Danielu...
Zaakceptować je i wykorzystać?
***
Ludzie
mają blizny w różnych dziwnych miejscach. To jak mapa ich przeszłości,
ślady starych ran. Niektóre goją się i zostają po nich tylko blizny.*
Powoli
pchnął mahoniowe drzwi, wchodząc do środka. Zapach przyrządzanego
obiadu dotarł do jego nozdrzy. Mimowolnie uśmiechnął się. Zdjął buty,
poprawiając czarną bluzę, którą miał na sobie. Przypomniał sobie
wszystkie powroty do tego domu. Ciepłe, radosne i bezstresowe. Dzisiaj
prawie wszystko przypominałoby tamte dni, gdyby nie strach, który krążył
w jego żyłach. Miła odmiana od narkotyków, które przeważnie sączyły się
w tej czerwonej cieczy.
Przełknął ślinę, motywując się w myślach. Niepewnie ruszył przed siebie, wzrokiem podziwiając umeblowanie, które prawie w ogóle nie zmieniło się od jego wyjazdu. Jedynie czas nakreślił na nim swoje własne zmiany. Meble, które przeżyły tyle lat i wiele różnych historii, dywany zakupione w różnych zakątkach świata i pamiątki zbierane przez lata, to wszystko budowało niecodzienną atmosferę. Zachwycało swoją realnością. Uśmiechnął się szerzej, gdy jego wzrok zatrzymał się na jego pierwszym obrazku. Wykonał go, gdy miał zaledwie dwa latka, na ścianie, gdy dziadek nie patrzył. Kilka kolorowych kresek i kółek, które nie znaczyły nic, lecz dla jego babci była to świętość, którą oprawiła w złotej ramce. Wyglądało to komicznie, lecz dla niej nie było nic piękniejszego i bardziej wyjątkowego. Kochał ją za tą miłość, którą go obdarzyła.
Przełknął ślinę, motywując się w myślach. Niepewnie ruszył przed siebie, wzrokiem podziwiając umeblowanie, które prawie w ogóle nie zmieniło się od jego wyjazdu. Jedynie czas nakreślił na nim swoje własne zmiany. Meble, które przeżyły tyle lat i wiele różnych historii, dywany zakupione w różnych zakątkach świata i pamiątki zbierane przez lata, to wszystko budowało niecodzienną atmosferę. Zachwycało swoją realnością. Uśmiechnął się szerzej, gdy jego wzrok zatrzymał się na jego pierwszym obrazku. Wykonał go, gdy miał zaledwie dwa latka, na ścianie, gdy dziadek nie patrzył. Kilka kolorowych kresek i kółek, które nie znaczyły nic, lecz dla jego babci była to świętość, którą oprawiła w złotej ramce. Wyglądało to komicznie, lecz dla niej nie było nic piękniejszego i bardziej wyjątkowego. Kochał ją za tą miłość, którą go obdarzyła.
-
David? - Kobiecy głos dotarł do jego uszu. Obrócił się, a jego
spojrzenie zatrzymało się na zaskoczonej babci. Mocniej zacisnął dłonie
na łodygach kwiatków, które razem tworzyły piękny bukiet. Nie wiedział
co ma powiedzieć. Cała przemowa, jaką układał przez cały dzień,
wyparowała. Powoli podeszła do niego, stając obok. Teraz jej wzrok
powędrował do miejsca, które jeszcze kilkanaście sekund temu on
podziwiał. Delikatny uśmiech rozbłysł na jej twarzy, marszcząc kąciki
oczu.
- Byłeś takim ruchliwym dzieckiem. W kilka sekund potrafiłeś doprowadzić dom do totalnej katastrofy...
- Przepraszam. - Wyszeptał, spuszczając wzrok.
- Nie masz za co. Lubiłam to. Twoją obecność w tym domu. Potrafiłeś jednym gestem odgonić wszystkie czarne chmury, które kłębiły się nad moją i twojego dziadka głową. Uczynić nas szczęśliwszych. Byłeś dobrym dzieckiem i człowiekiem, David.
- Nadal nim jestem.
Starsza kobieta pokręciła głową, uśmiechając się przez łzy, które rozbłysły w jej oczach.
- Teraz to nie wiem, kim jesteś. Na pewno nie tym chłopakiem, który wyjechał stąd. Nie chodzi mi nawet o fakt, że zostawiłeś nas wszystkich i tak po prostu zapomniałeś. Mam na myśli to, co widziałam wczoraj, to co widzę dzisiaj...
- Babciu, to nie tak. Ja ci wszystko wytłumaczę.
- David, naprawdę myślisz, że tutaj chodzi o słowa? O tłumaczenia? - zamilkła, odnajdując jego spojrzenie. - Wiem, że byłeś ostatnio u Jokasty. Całkowicie pijany. Jej matka powiedziała mi o tym wczoraj rano, a ja w to nie uwierzyłam. Przecież mój wnuk... On by tak nie postąpił. Teraz już nie jestem tego pewna. To co wczoraj zobaczyłam, David - pokręciła głową - wyjedź albo zapomnij o nas. Nie zniosę kolejnych krzywd. On ich nie zniesie. Tak bardzo cię kocha, David. Tak bardzo, że nie może wybaczyć sobie błędu, który popełnił wychowując cię. Obwinia się, że to przez nas wyjechałeś. Oszczędź mu tego bólu. Twój dziadek na niego nie zasługuje. Jokasta również. Ta dziewczyna przeszła więcej, niż możesz sobie wyobrazić. Wreszcie jest szczęśliwa. Nie odbieraj jej tego - zobaczyła łzy w jego oczach, które usilnie próbował ukryć. - Kocham cię ale nie mogę pozwolić, aby ten człowiek, którym się stałeś, skrzywdził innych.
- Byłeś takim ruchliwym dzieckiem. W kilka sekund potrafiłeś doprowadzić dom do totalnej katastrofy...
- Przepraszam. - Wyszeptał, spuszczając wzrok.
- Nie masz za co. Lubiłam to. Twoją obecność w tym domu. Potrafiłeś jednym gestem odgonić wszystkie czarne chmury, które kłębiły się nad moją i twojego dziadka głową. Uczynić nas szczęśliwszych. Byłeś dobrym dzieckiem i człowiekiem, David.
- Nadal nim jestem.
Starsza kobieta pokręciła głową, uśmiechając się przez łzy, które rozbłysły w jej oczach.
- Teraz to nie wiem, kim jesteś. Na pewno nie tym chłopakiem, który wyjechał stąd. Nie chodzi mi nawet o fakt, że zostawiłeś nas wszystkich i tak po prostu zapomniałeś. Mam na myśli to, co widziałam wczoraj, to co widzę dzisiaj...
- Babciu, to nie tak. Ja ci wszystko wytłumaczę.
- David, naprawdę myślisz, że tutaj chodzi o słowa? O tłumaczenia? - zamilkła, odnajdując jego spojrzenie. - Wiem, że byłeś ostatnio u Jokasty. Całkowicie pijany. Jej matka powiedziała mi o tym wczoraj rano, a ja w to nie uwierzyłam. Przecież mój wnuk... On by tak nie postąpił. Teraz już nie jestem tego pewna. To co wczoraj zobaczyłam, David - pokręciła głową - wyjedź albo zapomnij o nas. Nie zniosę kolejnych krzywd. On ich nie zniesie. Tak bardzo cię kocha, David. Tak bardzo, że nie może wybaczyć sobie błędu, który popełnił wychowując cię. Obwinia się, że to przez nas wyjechałeś. Oszczędź mu tego bólu. Twój dziadek na niego nie zasługuje. Jokasta również. Ta dziewczyna przeszła więcej, niż możesz sobie wyobrazić. Wreszcie jest szczęśliwa. Nie odbieraj jej tego - zobaczyła łzy w jego oczach, które usilnie próbował ukryć. - Kocham cię ale nie mogę pozwolić, aby ten człowiek, którym się stałeś, skrzywdził innych.
Położył bukiet kwiatów na komodzie. Delikatnie ucałował czoło babci, opuszczając dom. A z jego oczu wypływały łzy. Szczere łzy.
Niektóre rany zostają na zawsze i choć skaleczenie zabliźnia się, ból pozostaje.*
***
Wish I could take your lips with me,
Zaśmiała
się perliście, gdy skończył opowiadać żart. Jeden z tych, które
słyszała wielokrotnie, lecz w jego ustach brzmiał zupełnie inaczej.
Wydawał się być zabawniejszy, choć nie zmienił ani słowa. Być może
mimika twarzy Daniela dodała mu więcej zabawności? Nie wiedziała i
właściwie nie zależało jej na odnalezieniu odpowiedzi. Cieszyła się
trwającą chwilą. Aromatem parzonej kawy, spokojną melodią, która
wydostawała się ze starego radia i jego obecnością, która wprawiała ją w
dobry nastrój. Wszystkie lęki wyparowały, jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki. Nawet wcześniejsze objawy zniknęły, tak jakby
nie chciały zakłócać tego momentu.
Upiła łyka kawy, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Idealne usta wykrzywiały się w uroczym uśmiechu. Przez sekundę zastanowiła się nad ich smakiem i dotykiem. Czy są słodkie i miękkie, a może gorzkie i szorstkie? Pokręciła głową, starając się ukryć swoje zawstydzenie. Myśli płatały jej figle, a serce biło zdecydowanie za szybko.
Upiła łyka kawy, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Idealne usta wykrzywiały się w uroczym uśmiechu. Przez sekundę zastanowiła się nad ich smakiem i dotykiem. Czy są słodkie i miękkie, a może gorzkie i szorstkie? Pokręciła głową, starając się ukryć swoje zawstydzenie. Myśli płatały jej figle, a serce biło zdecydowanie za szybko.
- Wszystko okej?
- Tak - uśmiechnęła się delikatnie, podnosząc głowę.
- Pięknie wyglądasz, gdy się rumienisz.
- Tak - uśmiechnęła się delikatnie, podnosząc głowę.
- Pięknie wyglądasz, gdy się rumienisz.
Wish I could take your eyes with me,
Jego
oczy nie przestawały na nią patrzeć. Nawet na krótką sekundę, nie
spuścił wzroku. Była idealna, choć nawet to słowo było zbyt banalne, aby
ją opisać. Z pozorów wydawała się być jedną z tych ślicznych dziewczyn o
uśmiechu godnym bogini. Jednak on widział w niej więcej. Swoimi
gestami, słowami, które wypowiadała w tak uroczy sposób, otwierała się
przed nim. W oczach widział smutek, który teraz zniknął pod zasłoną
radości. Wiedział jednak, że gdy tylko opuszczą to miejsce i każde uda
się w swoją stronę, on wróci. Nie umiał wytłumaczyć samemu sobie,
dlaczego tak bardzo zależy mu na szczęściu tej dziewczyny, którą dopiero
co poznał. Może dlatego, że pod maską pozorów, kryła się dziewczyna dla
której warto byłoby poświęcić, każdą sekundę własnego życia?
Uśmiechnął się, podziwiając błękit jej tęczówek. Szukał w głowie porównania, ale nie umiał odnaleźć odpowiedniego. Ich barwa daleka była od koloru nieba czy atramentu. Nawet piękne chabry nie mogły pochwalić się takim odcieniem, podobnie jak potężny ocean. Były jedyne w swoim rodzaju, niezrównanie piękne. Pragnął tonąć w nich w nieskończoność.
Uśmiechnął się, podziwiając błękit jej tęczówek. Szukał w głowie porównania, ale nie umiał odnaleźć odpowiedniego. Ich barwa daleka była od koloru nieba czy atramentu. Nawet piękne chabry nie mogły pochwalić się takim odcieniem, podobnie jak potężny ocean. Były jedyne w swoim rodzaju, niezrównanie piękne. Pragnął tonąć w nich w nieskończoność.
- Ubrudziłam się?
- Jesteś nieskazitelnie czysta - odparł, zamaczając usta w gorącej cieczy.
- Dlaczego mi się przyglądasz?
- Kocham podziwiać piękno.
- Jesteś nieskazitelnie czysta - odparł, zamaczając usta w gorącej cieczy.
- Dlaczego mi się przyglądasz?
- Kocham podziwiać piękno.
I'm sick for you and there's nothing I can do.**
***
I gdy nagle zjawia się nadzieja...
Zatrzymała
się, kładąc reklamówki z zakupami na parkową ławkę. Jej wzrok zatrzymał
się na postaci mężczyzny, który siedział tuż obok. Przygarbiony,
ukrywający twarz w dłoniach, nieobecny. Usłyszała cichy szloch, który
całkowicie ją zaskoczył.
- David? - spytała niepewnie. Ciemne tęczówki zatrzymały się na jej postaci. Nie tego jednak się spodziewała. Po tym mężczyźnie mogła oczekiwać wszystkiego, ale nigdy w życiu nie podejrzewała, że spotka go płaczącego. Usiadła na ławce obok niego. W myślach szukała odpowiednich słów, aby zacząć rozmowę, lecz on ją wyprzedził. Gwałtownie wstał z zajmowanej ławki i szybkim ruchem otarł łzy. Spojrzał na nią, a ją poraziła pustka tego spojrzenia.
- Przeproś za mnie, Jokastę. Zrobiłbym to sam, ale lepiej będzie jeśli już nigdy więcej się nie spotkamy. Żegnaj, Nadia.
Szybkim krokiem ruszył przed siebie, lecz nagle zatrzymał się w miejscu. Obrócił się i ostatni raz spojrzał na rudowłosą dziewczynę.
- I powiedz Markowi, aby o nią dbał i kochał tak, jak ja zawsze będę.
- David? - spytała niepewnie. Ciemne tęczówki zatrzymały się na jej postaci. Nie tego jednak się spodziewała. Po tym mężczyźnie mogła oczekiwać wszystkiego, ale nigdy w życiu nie podejrzewała, że spotka go płaczącego. Usiadła na ławce obok niego. W myślach szukała odpowiednich słów, aby zacząć rozmowę, lecz on ją wyprzedził. Gwałtownie wstał z zajmowanej ławki i szybkim ruchem otarł łzy. Spojrzał na nią, a ją poraziła pustka tego spojrzenia.
- Przeproś za mnie, Jokastę. Zrobiłbym to sam, ale lepiej będzie jeśli już nigdy więcej się nie spotkamy. Żegnaj, Nadia.
Szybkim krokiem ruszył przed siebie, lecz nagle zatrzymał się w miejscu. Obrócił się i ostatni raz spojrzał na rudowłosą dziewczynę.
- I powiedz Markowi, aby o nią dbał i kochał tak, jak ja zawsze będę.
... Odchodzimy, bo nadzieja czasami nie wystarcza.
***
* Meredith "Chirurdzy"
** Jesse Woods - "Sparks"
** Jesse Woods - "Sparks"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz