sobota, 20 października 2012

21. ''Over the lonely rainbow...''




Tonight, I'm yours
And you are mine
I know a place we can hide...

Księżyc świecił nad ich głowami, dodając panującej nocy osobliwego uroku. Delikatny wiatr poruszał koronami drzew, które przyjemnie szumiały. Nabrała powietrza odnajdując w nim zapach jego perfum, które przyjemnie pieściły jej zmysły, rozbudzając fantazję. Znowu widziała ich w miejscu, w którym dawno nie tkwili. Ponownie byli w sobie szaleńczo zakochani, zatraceni w czasie, który obdarowywał ich wodospadem nowych i wyjątkowych przeżyć. W wyobraźni widziała siebie za tamtych cudownych lat. Uśmiechniętą, odliczającą minuty do kolejnego spotkania, kochającą i kochaną. Brakowało jej tego teraz. Tęskniła za tamtą aurą, którą tworzył tylko on. Dzisiaj znowu byli razem. Bliżej, niż mogła sobie to wyobrazić trzy dni temu, gdy odjeżdżała w taksówce spod jego hotelu. Wtedy wydawało się jej, że wszystko jest skończone, że jest gotowa, aby ruszyć przed siebie, nie oglądając się do tyłu. Dzisiaj uświadomiła sobie, że zapomnienie nie jest takie proste, gdy nadal czuje się coś do człowieka, który teraz siedział obok niej na ławce, dotykając swoim ramieniem jej własnego. Ich przeszłość była magicznym czasem, którego ona nie chciała przerywać, aczkolwiek zdawała sobie sprawę, że kontynuacja doprowadzi do kolejnych, głębszych ran. Oni dobiegli do mety.
Poruszyła się delikatnie na ławce, zaciskając dłonie na torebce, która spoczywała na jej kolanach. Czuła na sobie jego spojrzenie. Pewnie wybrał ławkę, na którą padało światło latarni, żeby widzieć jej twarz. Zawsze tak robił. Kochał przyglądać się jej oczom, w których - jak lubił mawiać - tańczyły iskierki jego własnego szczęścia. Uwielbiała słuchać jego komplementów, być podziwiana przez niego i tulona w jego ramionach. Przy nim rozkwitała jak róża, ta najpiękniejsza, zasadzona w tajemniczym miejscu w ogrodzie, aby nikt inny nie mógł jej zauważyć. Lubiła być jego i tylko jego. Dzielić świat na dwie połówki, spotykając się z nim na złamaniu. Kochała go kochać.
Poczuła, jak narzuca na jej nagie ramiona swoją bluzę. Przyjemny, miękki materiał przesiąknięty był zapachem jego ciała. Przymknęła powieki, wsłuchując się w bicie własnego serca. Czuła, że robi źle, że ta chwila nie powinna trwać ani sekundy dłużej, a jednak... nie umiała odejść.

- David, co my robimy? - Spytała niepewnie, choć doskonale znała odpowiedź.
Nie powinni tutaj być. Nie razem i nie teraz, kiedy była gotowa zrobić wszystko, za każdą minutę spędzoną w jego towarzystwie. Bała się własnych uczuć i myśli, dlatego prosiła w duchu Boga, aby to on okazał się być tym rozsądniejszym, który przerwie to i odprowadzi ją do domu. Bez pocałunku w policzek i bez czułych słów, które złożyłyby niemą obietnicę jutra. Po prostu miał zostawić ją i odejść nim znowu zacznie zależeć na pozostaniu.
- Siedzimy. Na twojej ulubionej ławce w parku, gdzie podobno swój początek ma tęcza po każdej ulewie. - Odparł spokojnie, a ona uśmiechnęła się delikatnie.
Pamiętał, podobnie jak i ona. Doskonale pamiętała tamto popołudnie, gdy deszcz złapał ich w połowie spaceru. Ludzie biegali, szukając schronienia, gdy oni po prostu szli przed siebie, ciesząc się swoim towarzystwem. Wtedy dotarli tutaj, na tą ławkę, gdzie po raz pierwszy objął ją ramieniem, układając swoją głowę na jej ramieniu. Na niebie widniała piękna tęcza, a ona czuła, że początek jej jest właśnie w tym miejscu. Może była naiwna ciągle w to wierząc.
- Brakuje tylko deszczu i tęczy. - Dodał, niepewnie obejmując ją swoim ramieniem. Przez chwilę zawahała się, lecz po chwili wtuliła się w jego ciało. Tak bardzo stęskniła się za ciepłem, które wytwarzało i bezpieczeństwem, które w nim odnajdywała. Przełknęła ślinę, czując, jak on opiera swoją brodę na jej głowie, napawając się aromatem szamponu do włosów, który kochał. Miała wrażenie, że czas cofną się, a oni znowu są razem. Tak bezczelnie szczęśliwi, egoistycznie wykradając, każdą minutę z dłoni nocy.
- Brakuje wielu rzeczy, David. - Przerwała ciszę, zaciskając dłoń na jego koszuli. - Myślisz, że tęcza znowu mogłaby się tutaj zacząć?
- To zależy od tego, czy ją chcemy? - Zamilkł, po chwili dodając: - Ja bym chciał. A ty?
- Chciałabym móc ją zobaczyć.
Poruszył się delikatnie, mocniej otulając ją swoimi ramionami. Zawsze umiał wyczuć, kiedy potrzebuje tego najbardziej, kiedy czegoś się boi lub, gdy coś ją boli. W tej chwili bała się swoich myśli i odczuwała ból z niemożności zatopienia się w jego spojrzeniu. A może tak było lepiej? Może gdyby spojrzała w te dwa, brązowe punkciki przestałaby się całkowicie kontrolować? Mimo to, żałowała, że nie może zobaczyć zmian, jakich dokonał czas na jego twarzy, że nie może odczytać jego uczuć, że nie może po raz kolejny zachwycić się jego uśmiechem, który wywoływał stado motyli w jej brzuchu. Kiedyś była w nim, tak okropnie zakochana, aż do bólu, aż do śmierci, aż po wieczność. Poczuła, jak drobna łza spływa po jej policzku, ukrytym w materiale jego koszuli.
- Możesz mi powiedzieć, jak do tego doszło? Dlaczego dzisiaj nie widzisz?
Zadrżała. Nie lubiła wracać do tamtego dnia, który w ciszy odebrał jej jeden z najpiękniejszych darów. Odgłosy, obrazy i cierpienie, to wszystko było nadal zbyt żywe, choć minęło tyle czasu. Mimo to, przy nim czuła się pewnie. Chciała mu powiedzieć wszystko, bo tylko on potrafił zrozumieć jej troski, nie pocieszając byle słowem.
- Szłam do sklepu. Mama zapomniała kupić olej. Zresztą wiesz, jaka z niej sklerotyczka potrafi być. - Wyczuła, że uśmiechnął się subtelnie. - Stałam na przejściu dla pieszych. Było czerwone światło, lecz za chwilę ustąpiło miejsca zielonemu. Ruszyłam przed siebie, byłam gdzieś w połowie, gdy nagle nadjechał samochód. Jechał tak szybko, że nawet nie zdążyłam się ruszyć - nabrała powietrza, kontynuując: - Poczułam ból, chociaż bolało tylko przez chwilkę, wiesz? Później już odpłynęłam, i gdy ponownie otworzyłam oczy, nie widziałam nic. Zupełna ciemność i ten lęk, że ona nie odejdzie. I jak widać nie zniknęła. Miałam kilka operacji, ale one wszystkie tylko rozbudzają nadzieję, aby później brutalnie wyrwać mi ją z serca. Nie mam już siły z tym walczyć, nawet nie wiem, czy warto. Czasami chciałabym zasnąć i się już więcej nie obudzić, a czasami... Staram się żyć. Odkrywam wszystko od nowa, uczę się czynności, które kiedyś nie sprawiały mi trudności i poznaję ludzi od zupełnego początku. Muszę się dobrze wsłuchać, żeby rozpoznać ich stan ducha, kiedyś to było takie proste. Na przykład ty. Nawet, gdy chciałeś ukryć przede mną łzy, to ja wiedziałam, że płaczesz, bo zawsze miałeś takie czerwone oczy, choć mówiłeś, że to przez alergię. Nie wiem, dlaczego to ukrywałeś. Dla mnie zawsze byłeś bohaterem.
- Nie do końca bohaterem. - Odrzekł, mocniej wtulając nos w jej włosy. Wyczuła smutek w jego głosie i coś podpowiadało jej, że z jego oczu wypływają łzy. - Gdybym nim był, to nie skrzywdziłbym cię, a przede wszystkich ochroniłbym cię przed tym wypadkiem.
- Nic byś nie zrobił, David. - Zaprzeczyła gwałtownie. - Nikt nie mógł. Tak było mi pisane, tyle. I choć nie jest mi łatwo, to nie mogę też powiedzieć, że jest tragicznie. Ja ciągle widzę szansę na tą tęczę, wiesz?
Nie odpowiedział już nic więcej. Złożył tylko pocałunek na jej głowie, pozwalając ciszy zająć miejsce. Jokasta siedziała na ławce, w ramionach mężczyzny, który kiedyś był całym jej światem, czekając na znak, że ta noc jest warta miliona gwiazd.

I know a place
Over the lonely rainbow
Where we can make things right.*

***


Emocje tworzą paletę barw naszego życia. Czasami malują codzienność w różowych odcieniach, sprawiając, że optymizm dodaje nam sił i chęci do walki o upragnione cele. Czasami jednak życie plami nasz świat czarnymi barwami, czyniąc nas nieświadomymi potworami, bo trzeba umieć zrozumieć drugiego człowieka, jego uczucia i pozwolić mu na tą drobną, indywidualną część świata.

Jaki jednak w tym wszystkim kolor będzie miała zazdrość?

Zdenerwowany krążył po pokoju. Był na siebie wściekły. Mógł nie naskakiwać na Jokastę, jednak emocje wzięły górę. Być może powiedział za dużo, lecz naprawdę miał dosyć bycia drugim. A wtedy tak się czuł. Nie musiała mówić głośno, aby utwierdzić go w przekonaniu, że tam w restauracji nie byli sami, że on był z nimi - w jej myślach, w jej spojrzeniu i w jej sercu. Wiedział, że niełatwo będzie zająć jego miejsce. Nawet nie chciał tego zrobić. Szanował jej przeszłość, wspomnienia i to, co czuła do swojego byłego mężczyzny, ale... To właśnie było problemem, że ona tak często zapominała o tym, że David to przeszłość, a on stanowi jej teraźniejszość. Wybierała go, gdy byli razem. Nie naciskał i cierpliwie czekał, aż pozwoli mu zaistnieć na dobre, lecz ona zawsze wracała do wspomnień, odbierając mu nadzieję. Ostatnie tygodnie uczyniły go szczęśliwszym człowiekiem, bo czuł, że pomału osiąga cel, lecz nagle to wszystko pękło jak bańka mydlana. Jedno spotkanie, na które on się nie zgadzał, choć nie zatrzymywał ją siłą, zmieniło wszystko. Znowu zaczął przegrywać z facetem, który tak bardzo ją skrzywdził. Nie rozumiał, gdzie leżał problem. Może to z nim coś było nie tak? Może był za dobrym Markiem, który chciał za bardzo ją uszczęśliwić? Być może powinien być bardziej stanowczy i buntowniczy. Możliwe, że powinien przedstawić sprawy jasno, ale jakie miało to znaczenie w tej chwili?
Usiadł na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach. Właśnie teraz ona spędzała czas z Davidem, a nie z nim. Prawdopodobnie wspominali teraz dawne czasy, pozwalając się ranom zabliźnić, a miłości na nowo rozpalić. Być może w tej chwili ją tracił, a przecież tak bardzo ją kochał. Czekał na nią tak długo i był gotów czekać jeszcze dłużej, lecz teraz miał duże wątpliwości, czy będzie mu dane jeszcze coś.
Podniósł głowę, gdy drzwi do pokoju się otworzyły, a w nich pojawiła się rudowłosa dziewczyna.

- Jokasta jest z Davidem? Mówiłeś poważnie?! - Krzyknęła, siadając obok niego. Niebieskooki pokiwał twierdząco głową. - Ale... Jak?
- Pokłóciliśmy się. Powiedziałem za dużo, ale po prostu nie umiałem milczeć. Nadia, wyobrażasz sobie co ja czuję teraz i w każdej chwili, gdy przychodzi mi rywalizować z nim? Nawet jeśli jest tylko wspomnieniem.
- Mogę sobie to tylko wyobrazić, bo nigdy, nikogo tak nie kochałam. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą. - Myślę, że powinieneś odczekać. Jokasta jest teraz w szoku. Wróciła jej wielka miłość i trochę się w tym pogubiła. Ale nadejdzie taki dzień, być może nawet jutro, że zdrowy rozsądek wróci, a wraz z nim pożegna Davida. Zobaczysz. A teraz... Po prostu ją kochaj tak, jak dotychczas.

Miłość płonie czerwienią. Nadzieja chlubi się zielenią, a zazdrość... ? Jej barwy są wieczną tajemnicą.


I know a place where we can...

- David? - Zaskoczona wpatrywała się w chłopaka, który stał przed nią z jej córką na rękach. Starała się poskładać fakty. Wydawało się jej, że Jokasta mówiła, że wychodzi z Markiem, a nie z nim. Dlaczego więc zamiast niebieskookiego widziała go?
- Przepraszam, pani Martinez. Nie chciałem przeszkadzać, ale Jokasta usnęła w taksówce, więc postanowiłem przynieść ją do domu, a nie zabierać ze sobą do hotelu. Wolałem, żeby się pani nie martwiła.
Nie odpowiedziała, tylko twierdząco pokiwała głową, wpuszczając chłopaka do domu. Ten bez zawahania udał się w kierunku pokoju dziewczyny, pozostawiając jej matkę zaszokowaną na korytarzu.
Nogą kopnął delikatnie w drzwi, które się otworzyły. Wszedł do pomieszczenia, starając się ostrożnie kroczyć w ciemnościach. Gdy odnalazł łóżko, ułożył na nim brązowowłosą, przykrywając szczelnie kołdrą. Stał tak chwilę, wpatrując się w jej twarz, która była prawie niewidoczna w ciemnościach. Nachylił się nad nią, składając drobny pocałunek na jej czole. Uśmiechnął się do siebie, odsuwając.

- Dobranoc. - Wyszeptał, zamykając za sobą drzwi.

Always be together.*

***

* Vanessa Paradis and Lenny Kravitz - "Lonely Rainbow"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz