She cries in the corner where nobody sees...
Sophia
Davids podjęła decyzję. Prawdopodobnie pochopną, egoistyczną i taką, za
którą miliony ludzi ją przekreśli. Decyzję do której prawo ponoć ma
tylko Bóg. Dlaczego więc pozwolił jej tutaj przyjść dzisiejszego dnia?
Czy nie powinien był ją zatrzymać i dać jej wyraźnie do zrozumienia, że
wszystkie wątpliwości, które narodziły się w jej głowie są nieistotne?
Modliła się o znak, który by sprawił, że opuściłaby to miejsce w
nienaruszonym stanie, ale ów cud nie nadchodził, a czas uciekał.
Wskazówki zegara poruszały się na tarczy w zastraszającym tempie,
dorównując szybko bijącemu sercu, Blondynki. Miała miliard pytań do
lekarza, setkę wątpliwości i jeden, konkretny argument przemawiający za
tym, czego chciała dokonać. Była pewna, że to nienarodzone dziecko nigdy
nie zazna miłości dwojga rodziców, normalnego dzieciństwa i ciepła
rodzinnego, a do tego nie mogła dopuścić. Doskonale wiedziała, jak to
jest dorastać w takim domu i obiecała sobie, że nigdy w życiu nie
skrzywdzi tak własnego dziecka. Bardzo często sama żałowała, że jej
matka nie odważyła się na ten krok i nie odebrała jej życia pełnego bólu
i samotności. Dzięki temu nie musiałaby teraz przechodzić przez to
piekło, które paliło ją, odbierając całą radość. Czuła się źle, ale nie
miała wyjścia. Podjęła decyzję.
Złapała za torebkę, wyciągając z niej telefon komórkowy. Poczuła nagłą potrzebę wybrania numeru, który znała na pamięć. Musiała usłyszeć jego głos, być może zaśmieje się i powie, że cieszy się, że ją słyszy, przecież tak dawno ze sobą nie rozmawiali. Potrzebowała go tutaj, choć on nawet nie wiedział, gdzie jest. Nie wiedział, że zostanie ojcem i nigdy się o tym nie dowie, bo tego dziecka nie będzie. Przełknęła ślinę, oczekując zaakceptowania połączenia. Może była naiwna, lecz wierzyła, że może ta rozmowa okaże się wyczekiwanym znakiem.
Złapała za torebkę, wyciągając z niej telefon komórkowy. Poczuła nagłą potrzebę wybrania numeru, który znała na pamięć. Musiała usłyszeć jego głos, być może zaśmieje się i powie, że cieszy się, że ją słyszy, przecież tak dawno ze sobą nie rozmawiali. Potrzebowała go tutaj, choć on nawet nie wiedział, gdzie jest. Nie wiedział, że zostanie ojcem i nigdy się o tym nie dowie, bo tego dziecka nie będzie. Przełknęła ślinę, oczekując zaakceptowania połączenia. Może była naiwna, lecz wierzyła, że może ta rozmowa okaże się wyczekiwanym znakiem.
-
Pani Sophia Davids? - Podniosła wzrok, natrafiając na stojącą przed nią
pielęgniarkę. Pokiwała twierdząco głową, rozłączając się. Ukryła
telefon w torebce, a ostatnia nadzieja opuściła jej ciało. Czuła się
tak, jakby tonęła na środku jeziora. Liczyła na koło ratunkowe, lecz
obok nie było osoby, która by jej je podała.
- Zapraszam panią do gabinetu.
Nabrała powietrza, wstając z krzesła, które dotąd zajmowała. Ostatni raz rozejrzała się dookoła z nadzieją, że może jednak znajdzie się coś lub ktoś, kto odciągnie ją od tego. Na marne. Dookoła było pełno ludzi, lecz ona nie interesowała nikogo.
Ruszyła za pielęgniarką. Po chwili znalazła się w średniej wielkości pomieszczeniu, gdzie pełno było różnych, medycznych przyrządów. Młoda kobieta zasiadła za biurkiem, gdy wzrok Sophie zatrzymał się na ginekologicznym krześle. Czy na pewno tego chciała? Zapytała samą siebie, lecz nie usłyszała odpowiedzi innej od tej, że podjęła decyzję. Niepewnie położyła torebkę na krześle, stojącym po przeciwnej stronie biurka. Rozpięła sweter, czując, jak robi się jej gorąco. Bała się.
- Zapraszam panią za parawan. Tam może się pani przygotować do zabiegu. - Pielęgniarka wskazała Blondynce miejsce, o którym mówiła. Ta grzecznie pokręciła głową, nie ruszając się z miejsca. - Wszystko dobrze? Ma pani jakieś pytania, a może wątpliwości?
- Zapraszam panią do gabinetu.
Nabrała powietrza, wstając z krzesła, które dotąd zajmowała. Ostatni raz rozejrzała się dookoła z nadzieją, że może jednak znajdzie się coś lub ktoś, kto odciągnie ją od tego. Na marne. Dookoła było pełno ludzi, lecz ona nie interesowała nikogo.
Ruszyła za pielęgniarką. Po chwili znalazła się w średniej wielkości pomieszczeniu, gdzie pełno było różnych, medycznych przyrządów. Młoda kobieta zasiadła za biurkiem, gdy wzrok Sophie zatrzymał się na ginekologicznym krześle. Czy na pewno tego chciała? Zapytała samą siebie, lecz nie usłyszała odpowiedzi innej od tej, że podjęła decyzję. Niepewnie położyła torebkę na krześle, stojącym po przeciwnej stronie biurka. Rozpięła sweter, czując, jak robi się jej gorąco. Bała się.
- Zapraszam panią za parawan. Tam może się pani przygotować do zabiegu. - Pielęgniarka wskazała Blondynce miejsce, o którym mówiła. Ta grzecznie pokręciła głową, nie ruszając się z miejsca. - Wszystko dobrze? Ma pani jakieś pytania, a może wątpliwości?
Milczała.
Kochamy,
bo tak nas nauczono. Wchodzimy w związek małżeński, bo nauczono nas,
jak go celebrować. Dajemy życie, bo nauczono nas, jak je wychować.
A co jeśli nie doświadczyliśmy żadnej z powyższych lekcji?
Jak
powinna postąpić kobieta, która umie kochać, lecz nigdy nie
doświadczyła miłości? Nie wie, co to znaczy bezwarunkowa miłość
okazywana przez rodziców, bo jedyne co jej dawano to ból i siniaki na
skórze. Nie ma pojęcia o miłości, którą obdarowuje mężczyzna, kobietę,
bo ją traktowano jak przedmiot, który załata pustkę panującą w życiu.
Jak powinna postąpić kobieta, która szczęśliwe małżeństwo widziała tylko na ekranie telewizora? W jej życiu nigdy nie wielbiono uczucia, które spaja dwie obce sobie osoby. Nie poznała ludzi, którzy połączyliby swoje życia, aby wzajemnie się wielbić, opiekować sobą i dzielić gorsze i lepsze dni wspólnie. Jedyne małżeństwo, które znała, umiało ze sobą dzielić jedynie butelkę wódki.
Jak powinna postąpić kobieta, której nie pokazano, jak zaopiekować się dzieckiem? Nigdy nie pozwolono być jej dzieckiem. Nigdy nikt nie powiedział jej, że ją kocha, że martwi się o nią i jest z niej dumny. Nigdy nie usłyszała słowa: ''córeczko''. Czy taka kobieta może być dobrą matką?
Jak powinna postąpić kobieta, która szczęśliwe małżeństwo widziała tylko na ekranie telewizora? W jej życiu nigdy nie wielbiono uczucia, które spaja dwie obce sobie osoby. Nie poznała ludzi, którzy połączyliby swoje życia, aby wzajemnie się wielbić, opiekować sobą i dzielić gorsze i lepsze dni wspólnie. Jedyne małżeństwo, które znała, umiało ze sobą dzielić jedynie butelkę wódki.
Jak powinna postąpić kobieta, której nie pokazano, jak zaopiekować się dzieckiem? Nigdy nie pozwolono być jej dzieckiem. Nigdy nikt nie powiedział jej, że ją kocha, że martwi się o nią i jest z niej dumny. Nigdy nie usłyszała słowa: ''córeczko''. Czy taka kobieta może być dobrą matką?
- Przepraszam... - Odparła, zabierając torebkę. Biegiem opuściła gabinet, kierując się w stronę wyjścia na zewnątrz.
Sophia Davids postanowiła zaryzykować, bo bardziej od nieporadności obawiała się, że może stać się takim samym potworem jak oni, a przecież ona była lepszym człowiekiem i umiała kochać.
Sophia Davids podjęła decyzję: zostanie matką. Do szczęścia brakowało jej tylko mężczyzny, który wesprze ją i pokocha to maleństwo tak, jak ona spróbuje.
Sophia Davids podjęła decyzję: zostanie matką. Do szczęścia brakowało jej tylko mężczyzny, który wesprze ją i pokocha to maleństwo tak, jak ona spróbuje.
"Dear God won't you please
Could you send someone here who will love me?"*
Could you send someone here who will love me?"*
***
Przeszłość
uwielbia mącić zmysły. Zasypywać pytaniami, na które na próżno szukać
odpowiedzi, bo raz przeżytych chwil nie da się cofnąć i odegrać na nowo,
zupełnie inaczej. Zabiera nam cenny czas i rozbudza wątpliwości, które
pożerają teraźniejszość. Ślepo błądzimy po znanych nam ścieżkach,
szukając winnych i błędów raz popełnionych, zapominając, że to tylko
strata czasu.
Przeszłość bawi się z nami w kotka i myszkę, ukrywa się za plecami, pojawia w sercu, odbiera rozum i rozsądek, który szepcze: ''Spójrz przed siebie, bo tam toczy się życie, które umyka..."
Oderwała palce od białych klawiszy, ukrywając twarz w dłoniach. Dzisiejszego dnia nie czuła się dobrze, bo nie była sobą. Nie przypominała Jokasty sprzed kilku dni, lecz dziewczynę, którą ukryła głęboko w sobie kilka lat temu. Znowu była naiwna, choć starała się nie poddać tej naiwności, bo wiedziała do czego to prowadzi. Do chwilowego szczęścia, które nagle przemieni się w cierpienie niemożliwie do zniesienia. A ona tego nie chciała doświadczyć po raz kolejny. Mimo iż, wczorajszego wieczoru poczuła więcej, aniżeli pragnęła poczuć do mężczyzny z przeszłości, to dzisiaj znowu odnalazła w sobie żal, który delikatnie przygasał. Szukała w sobie milionów powodów i sytuacji, które miały miejsce w jej życiu, aby ponownie go rozpalić. Potrzebowała tego, aby nie zaufać mu ponownie. Dlaczego zatem zamiast łzawych scen, dostrzegała tylko radosne momenty, przynoszące uśmiech?
Przeklinała pod nosem, choć nie zdarzało się jej to często. Dzisiaj jednak nie była pewna jutra, samej siebie i roli, jaką on znowu odegra w jej życiu. Obawiała się myśleć, że wrócił tutaj tylko po to, aby odegrać epizodyczną rolę, a jeszcze bardziej lękała się uwierzyć, że pojawił się, aby znowu zaistnieć w jej życiu na dobre. Może i marzyła o jego powrocie w długie, zimowe wieczory, czy podczas letnich spacerów. Może i pragnęła, aby jej ciałem zawładnął jego dotyk i zapach. Może i chciała ich znowu razem. Ale czy to był ich czas? Czy oni nadal na niego zasługiwali?
W wyobraźni widziała ich wszystkie momenty; spotkania, urwane spojrzenia i niewypowiedziane słowa, które i tak nie miały znaczenia. Była pewna, że przy nim przeżyła najpiękniejszy czas, że to on nauczył jej wszystkiego o miłości i o życiu z drugą osobą u boku. Był pierwszym mężczyzną do którego poczuła coś więcej, a serce podpowiadało jej, że i ostatnim.
Zaszlochała cicho. David Blacksut po raz kolejny zburzył jej spokoju i przewrócił świat do góry nogami.
Przeszłość bawi się z nami w kotka i myszkę, ukrywa się za plecami, pojawia w sercu, odbiera rozum i rozsądek, który szepcze: ''Spójrz przed siebie, bo tam toczy się życie, które umyka..."
Oderwała palce od białych klawiszy, ukrywając twarz w dłoniach. Dzisiejszego dnia nie czuła się dobrze, bo nie była sobą. Nie przypominała Jokasty sprzed kilku dni, lecz dziewczynę, którą ukryła głęboko w sobie kilka lat temu. Znowu była naiwna, choć starała się nie poddać tej naiwności, bo wiedziała do czego to prowadzi. Do chwilowego szczęścia, które nagle przemieni się w cierpienie niemożliwie do zniesienia. A ona tego nie chciała doświadczyć po raz kolejny. Mimo iż, wczorajszego wieczoru poczuła więcej, aniżeli pragnęła poczuć do mężczyzny z przeszłości, to dzisiaj znowu odnalazła w sobie żal, który delikatnie przygasał. Szukała w sobie milionów powodów i sytuacji, które miały miejsce w jej życiu, aby ponownie go rozpalić. Potrzebowała tego, aby nie zaufać mu ponownie. Dlaczego zatem zamiast łzawych scen, dostrzegała tylko radosne momenty, przynoszące uśmiech?
Przeklinała pod nosem, choć nie zdarzało się jej to często. Dzisiaj jednak nie była pewna jutra, samej siebie i roli, jaką on znowu odegra w jej życiu. Obawiała się myśleć, że wrócił tutaj tylko po to, aby odegrać epizodyczną rolę, a jeszcze bardziej lękała się uwierzyć, że pojawił się, aby znowu zaistnieć w jej życiu na dobre. Może i marzyła o jego powrocie w długie, zimowe wieczory, czy podczas letnich spacerów. Może i pragnęła, aby jej ciałem zawładnął jego dotyk i zapach. Może i chciała ich znowu razem. Ale czy to był ich czas? Czy oni nadal na niego zasługiwali?
W wyobraźni widziała ich wszystkie momenty; spotkania, urwane spojrzenia i niewypowiedziane słowa, które i tak nie miały znaczenia. Była pewna, że przy nim przeżyła najpiękniejszy czas, że to on nauczył jej wszystkiego o miłości i o życiu z drugą osobą u boku. Był pierwszym mężczyzną do którego poczuła coś więcej, a serce podpowiadało jej, że i ostatnim.
Zaszlochała cicho. David Blacksut po raz kolejny zburzył jej spokoju i przewrócił świat do góry nogami.
-
Jokasta? - Usłyszała głos przyjaciółki. Nawet nie zauważyła, kiedy
weszła do pomieszczenia. Drgnęła, szybko ocierając łzy z policzków,
jednak było już za późno; Nadia widziała. - Co się dzieje, Mała? -
Rudowłosa usiadła obok niej, obejmując ją ramieniem.
- Pogubiłam się, wiesz? To wszystko mnie przerasta... Chyba łatwiej było mi wyobrażać sobie jego powrót, niż go doczekać, bo teraz już niczego nie wiem. Serce mówi, że kocham, a rozum krzyczy, że nie powinnam. I wiesz, zgadzam się z obojgiem, bo wiem, że nie powinnam kochać, ale przestać chyba też nie potrafię..
- Joki, spokojnie - przyciągnęła ją bliżej siebie. - Jakoś sobie z tym poradzimy. Teraz najważniejsze jest to, abyś porzuciła wspomnienia i poważnie zastanowiła się nad przyszłością. Nad przyszłością z Davidem - odparła niechętnie, dodając: - lub z Markiem.
Jokasta nic nie odpowiedziała. Mocniej wtuliła się w ciało przyjaciółki, dając upust emocjom.
- Pogubiłam się, wiesz? To wszystko mnie przerasta... Chyba łatwiej było mi wyobrażać sobie jego powrót, niż go doczekać, bo teraz już niczego nie wiem. Serce mówi, że kocham, a rozum krzyczy, że nie powinnam. I wiesz, zgadzam się z obojgiem, bo wiem, że nie powinnam kochać, ale przestać chyba też nie potrafię..
- Joki, spokojnie - przyciągnęła ją bliżej siebie. - Jakoś sobie z tym poradzimy. Teraz najważniejsze jest to, abyś porzuciła wspomnienia i poważnie zastanowiła się nad przyszłością. Nad przyszłością z Davidem - odparła niechętnie, dodając: - lub z Markiem.
Jokasta nic nie odpowiedziała. Mocniej wtuliła się w ciało przyjaciółki, dając upust emocjom.
Przeszłość
to pudełko wspomnień rozłożonych w czasie, którego nie można wymazać z
życia. Znajduje się tam bowiem wszystko to, co kształtowało nas. Nie
można jednak żyć samą przeszłością. W pewnym momencie trzeba się obudzić
i podjąć decyzję, która z czasem zbuduje nową, inną przyszłość. Bo
przeszłość jest jak zatrzaśnięte drzwi z kluczem w sercu, a przyszłość
to przygoda podczas, której odnajdujemy nowe skarby i nowy klucz do
jeszcze otwartych drzwi...
Who will love me for me?
Not for what I have done or what I will become...
Not for what I have done or what I will become...
Wstała
z ławki, gdy tylko ujrzała jego sylwetkę. Nie zważając na otaczających
ją ludzi, na to, co sobie o niej pomyśli on sam, pobiegła w jego stronę.
Bez zbędnych słów przytuliła się do jego ciała. Zdezorientowany objął
ją ramionami, ukrywając przed całym światem. Nie pytał, czekał, aż sama
powie. Złożył delikatny pocałunek na jej głowie, wsłuchując się w jej
cichy szloch.
Płakała przez samotność, strach i beznadziejną miłość, która zniszczyła jej życie. Płakała przez nieosiągalną wizję i złudną nadzieję, że ktoś mógłby pokochać ją i jej dziecko. Płakała, uwalniając złe myśli i czarne scenariusze, które rozegrały się w jej życiu. Była małą dziewczynką, którą przygniótł duży świat, z którym dotąd dzielnie walczyła, ukrywając strach w kieszeni duszy. Dzisiaj nie umiała go tam zmieścić.
Płakała przez samotność, strach i beznadziejną miłość, która zniszczyła jej życie. Płakała przez nieosiągalną wizję i złudną nadzieję, że ktoś mógłby pokochać ją i jej dziecko. Płakała, uwalniając złe myśli i czarne scenariusze, które rozegrały się w jej życiu. Była małą dziewczynką, którą przygniótł duży świat, z którym dotąd dzielnie walczyła, ukrywając strach w kieszeni duszy. Dzisiaj nie umiała go tam zmieścić.
Po chwili uspokoiła
się, zaciągając zapachem jego perfum. Niepewnie odsunęła się,
umieszczając wzrok na swoich balerinach. Nie była w stanie spojrzeć mu w
oczy. Czuła się głupio, że go tutaj sprowadziła, jednocześnie lękając
się tego, co zobaczy w tych brązowych punkcikach.
Zadrżała, gdy delikatnie uniósł jej głowę za podbródek. Przyjemne ciepło rozlało się w jej ciele, gdy zobaczyła nikły uśmiech na jego twarz i troskę w oczach; jednak był ktoś, komu na niej zależało, tak przynajmniej wierzyła.
Zadrżała, gdy delikatnie uniósł jej głowę za podbródek. Przyjemne ciepło rozlało się w jej ciele, gdy zobaczyła nikły uśmiech na jego twarz i troskę w oczach; jednak był ktoś, komu na niej zależało, tak przynajmniej wierzyła.
-
Daniel, ja ciebie przepraszam, tak mi głu... - Zamilkła, gdy przyłożył
palec do jej ust. Spojrzała na niego zapłakanym wzrokiem, gdy złapał ją
za dłoń.
- Chodź.
Who will love me for me?
'Cause nobody has shown me what love
What love really means.''*
***
* JJ Heller - "Love Me'' (Na samym początku rozdziału, gdzie
wykorzystałam tekst tej piosenki jest użyta osoba "She", choć w
rzeczywistości jest "He". Zmieniłam na potrzeby opowiadania)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz