After all the time,
After you...
After you...
Had you seen me with someone new?
Zdenerwowany zaciskał dłonie w pięści. Panująca w pomieszczeniu cisza
wcale mu nie pomagała. Zastanawiał się, dlaczego tak bardzo nalegała na
spotkanie akurat dzisiaj. Nie mógł udawać, że nie ucieszył go telefon
Jokasty z propozycją spotkania. Jednak jadąc do niej taksówką zaczęły
ogarniać go wątpliwości. Ostatni wieczór, który spędzili razem był
najpiękniejszym ze wszystkich, które przeżył w ostatnich latach. Znowu
byli razem, bez obecności osób trzecich i całkowicie wycięci z bolesnych
wspomnień. Dzisiaj jednak czuł, że będzie inaczej, że nie zaprosiła go
tutaj na zwyczajną rozmowę dawnych kochanków, lecz na poważną dyskusję,
która doprowadzi ich do stracenia, albo wygranej. Osobiście liczył na
dobre zakończenie, niekoniecznie na takie, gdzie rzuca mu się w ramiona i
wyznaje miłość, choć i taka wizja przetoczyła się w jego głowie. Po
prostu chciał otrzymać od niej drugą szansę. Być może zostaną w
przyszłości tylko przyjaciółmi lub jedynie dobrymi znajomymi, lecz nie
miało to dla niego znaczenia, bo każda wersja ich znajomości była dobra,
gdy ona była obok niego. Oczywiście najbardziej na świecie chciał znowu
zostać jej mężczyzną, lecz ostatnie lata nauczyły go, że chciwość do
niczego dobrego nie prowadzi. Postanowił więc odpuścić i cieszyć się z
tego, co będzie mu dane.
Podniósł głowę, zatrzymując wzrok na jej sylwetce, która pojawiła się w
drzwiach pokoju. Uśmiechnęła się niepewnie. Z podziwem przyglądał się
jej pewnym ruchom, gdy przechodziła przez pomieszczenie, aby zająć
miejsce obok niego. Wtedy nie przypominała dziewczyny, która była
pozbawiona jednego z najważniejszych zmysłów. Kroczyła z tą samą gracją,
swobodą i lekkością, którą dotąd widział jedynie u baletnic.
Zapach konwalii podrażnił jego nozdrza, gdy znalazła się tak blisko
niego. Krew w żyłach zawrzała, a serce zabiło szybciej. Zaśmiał się w
myślach, kręcąc głową. Nie mógł uwierzyć, że mimo tylu lat rozłąki, ona
działa na niego dalej tak intensywnie, jak kiedyś. Była jedyną kobietą,
która przyciągała go jak magnez, która fascynowała go jak największa
tajemnica świata, która potrafiła go zatrzymać przy sobie.
- Dziękuję, że przyszedłeś - odparła, przerywając ciszę. Uwielbiał dźwięk jej głosu. Był subtelny, czuły i taki... Taki jej.
- Nie mógłbym odmówić. Brakowało mi ciebie, Jokasta.
- To skoro tak bardzo mi ciebie brakowało, to dlaczego nie wróciłeś wcześniej? Dlaczego odszedłeś? - spytała, a w jej oczach zalśniły łzy. Tego się obawiał. Pytań na które on sam nie znał odpowiedzi. Owszem mógł wrócić, ale nie umiał, bo... Bo się bał? Tak. Obawiał się jej reakcji, a jeszcze bardziej lękał się, że będzie musiał porzucić życie, które pokochał, lecz dzisiaj przestało one istnieć. Gdy pierwszy raz ją zobaczył, zrozumiał, że bez niej on wcale nie istniał, a życie, które prowadził było marną kopią tego prawdziwego, które czekało na niego u jej boku.
- Jokasta, to wszystko jest bardzo skomplikowane. Nie wiem od czego powinienem zacząć...
- Najlepiej od początku. Chcę poznać całą prawdę, David. Prawdę, a nie kolejne kłamstwa.
- Gdy wyjechałem na ten miesięczny staż, poznałem ludzi i zobaczyłem nowy świat. Zupełnie inny od tego. Tam wszystko było inne. Może zabrzmi to absurdalnie, ale miałem wrażenie, że nawet papier na którym drukowane jest wydanie codziennej gazety jest lepszy - zaśmiał się z własnej głupoty, kontynuując: - Chodziłem do miejsc, które dotąd widziałem jedynie w telewizji lub w szkolnych podręcznikach. Robiłem rzeczy, o których kiedyś nawet nie śmiałbym pomarzyć. Zawarłem znajomości, które otworzyły przede mną nowe drzwi i wtedy pojawił się dylemat, czy mam wrócić do dawnego życia, czy zbudować nowe, zupełnie inne i lepsze pod wieloma względami. Podjąłem decyzję być może bezmyślnie i egoistycznie, ale wtedy nie liczyło się nic.
- Nawet ja? - wtrąciła, przerywając chłopakowi. David spojrzał na jej twarz. Delikatne rumieńce gościły na jej policzkach i nie były one wywołane przez zawstydzenie, lecz od ciepła, które panowało nie tylko w pomieszczeniu, ale i w ich własnych ciałach. Przełknął ślinę. Nigdy o niej nie przestał myśleć tak, jak nigdy nie przestała się liczyć - nawet wtedy.
- Oczywiście, że ...
- Przepraszam, że przeszkadzam. - W pokoju pojawiła się matka dziewczyny, która zaszczyciła Davida ostrzegawczym spojrzeniem. - Przyszedł Mark, może wejść?
David zaklął w myślach. Nie chciał go widzieć tutaj, obok niej i nie teraz, gdy otwierał się przed nią. Miał nadzieję, że Jokasta go nie zaprosi, lecz złudna nadzieja rozprysła się wraz z jej twierdzącymi słowami.
- Nie mógłbym odmówić. Brakowało mi ciebie, Jokasta.
- To skoro tak bardzo mi ciebie brakowało, to dlaczego nie wróciłeś wcześniej? Dlaczego odszedłeś? - spytała, a w jej oczach zalśniły łzy. Tego się obawiał. Pytań na które on sam nie znał odpowiedzi. Owszem mógł wrócić, ale nie umiał, bo... Bo się bał? Tak. Obawiał się jej reakcji, a jeszcze bardziej lękał się, że będzie musiał porzucić życie, które pokochał, lecz dzisiaj przestało one istnieć. Gdy pierwszy raz ją zobaczył, zrozumiał, że bez niej on wcale nie istniał, a życie, które prowadził było marną kopią tego prawdziwego, które czekało na niego u jej boku.
- Jokasta, to wszystko jest bardzo skomplikowane. Nie wiem od czego powinienem zacząć...
- Najlepiej od początku. Chcę poznać całą prawdę, David. Prawdę, a nie kolejne kłamstwa.
- Gdy wyjechałem na ten miesięczny staż, poznałem ludzi i zobaczyłem nowy świat. Zupełnie inny od tego. Tam wszystko było inne. Może zabrzmi to absurdalnie, ale miałem wrażenie, że nawet papier na którym drukowane jest wydanie codziennej gazety jest lepszy - zaśmiał się z własnej głupoty, kontynuując: - Chodziłem do miejsc, które dotąd widziałem jedynie w telewizji lub w szkolnych podręcznikach. Robiłem rzeczy, o których kiedyś nawet nie śmiałbym pomarzyć. Zawarłem znajomości, które otworzyły przede mną nowe drzwi i wtedy pojawił się dylemat, czy mam wrócić do dawnego życia, czy zbudować nowe, zupełnie inne i lepsze pod wieloma względami. Podjąłem decyzję być może bezmyślnie i egoistycznie, ale wtedy nie liczyło się nic.
- Nawet ja? - wtrąciła, przerywając chłopakowi. David spojrzał na jej twarz. Delikatne rumieńce gościły na jej policzkach i nie były one wywołane przez zawstydzenie, lecz od ciepła, które panowało nie tylko w pomieszczeniu, ale i w ich własnych ciałach. Przełknął ślinę. Nigdy o niej nie przestał myśleć tak, jak nigdy nie przestała się liczyć - nawet wtedy.
- Oczywiście, że ...
- Przepraszam, że przeszkadzam. - W pokoju pojawiła się matka dziewczyny, która zaszczyciła Davida ostrzegawczym spojrzeniem. - Przyszedł Mark, może wejść?
David zaklął w myślach. Nie chciał go widzieć tutaj, obok niej i nie teraz, gdy otwierał się przed nią. Miał nadzieję, że Jokasta go nie zaprosi, lecz złudna nadzieja rozprysła się wraz z jej twierdzącymi słowami.
Kilka sekund później Niebieskooki zagościł w pokoju dziewczyny.
Uśmiechnął się krzywo w stronę Davida, podchodząc do Jokasty. Niepewnie
złożył pocałunek na jej głowie, siadając obok niej.
Potrafisz wyobrazić sobie sytuację, gdy w jednym miejscu mieścisz dwie
najważniejsze osoby w swoim życiu? Gdy musisz podjąć decyzję, lecz nie
wiesz jak, bo masz jedno serce, które prawdziwie może kochać tylko raz.
- Chyba będzie lepiej jak pójdę - odparł Ciemnooki, wstając z łóżka. - Dokończymy naszą rozmowę innym razem.
- Dziękuję, że przyszedłeś i mam nadzieję, że nagle nie znikniesz?
- Nigdzie się nie wybieram.
- Dziękuję, że przyszedłeś i mam nadzieję, że nagle nie znikniesz?
- Nigdzie się nie wybieram.
I can't give it up.*
***
Jakby miała podać smak swojego życia, bez zastanowienia powiedziałaby,
że jest gorzki. Nawet łyżka cukru, którą sypała do kubka z kawą nie była
w stanie go osłodzić. Taką gorycz znała tylko ona, bo była jej
indywidualnym cierpieniem, którego nie był w stanie pojąć nikt inny, tak
przynajmniej myślała do dnia w którym poznała go. Dzisiaj siedziała w
jego mieszkaniu, na jego sofie i podziwiała jego obrazy. Musiała
przyznać przed samą sobą, że były zachwycające. Biła od nich prawda,
urok i serce, które wkładał do ich tworzenia. Najbardziej jednak
poruszyła Sophie jego reakcja na jej zachwyt. Był skromnym człowiekiem o
wyjątkowym talencie.
Uśmiechnęła się subtelnie, gdy zasiadł obok niej, trzymając w dłoni kubek z kawą. Jej aromat szalał w całym pokoju, przyjemnie relaksując Niebieskooką. Minęła kolejna godzina, a oni nie poruszyli tematu, który wyprowadził ją z równowagi. Nie pytał o nic. Po prostu słuchał i opowiadał różne historie, poprawiając jej tym samym humor. Czuła się przy nim dobrze i w pewnym sensie bezpiecznie. Nie wiedziała o nim za dużo, ale w jego oczach widziała wszystko to, o co bała się zapytać - szczerość.
Uśmiechnęła się subtelnie, gdy zasiadł obok niej, trzymając w dłoni kubek z kawą. Jej aromat szalał w całym pokoju, przyjemnie relaksując Niebieskooką. Minęła kolejna godzina, a oni nie poruszyli tematu, który wyprowadził ją z równowagi. Nie pytał o nic. Po prostu słuchał i opowiadał różne historie, poprawiając jej tym samym humor. Czuła się przy nim dobrze i w pewnym sensie bezpiecznie. Nie wiedziała o nim za dużo, ale w jego oczach widziała wszystko to, o co bała się zapytać - szczerość.
Zaśmiała się delikatnie, kręcąc głową. Jego brwi powędrowały do góry,
gdy spojrzał na nią zaskoczony i jednocześnie zaciekawiony tym, co
wywołało tą salwę radosnego śmiechu. Zabawne, że musiała przez tak wiele
przejść, spotkać tak wielu ludzi, aby przez zupełny przypadek spotkać
człowieka, który zainteresowałby się jej osobą. Nie piękną Sophią, lecz
tą dziewczyną, którą nosiła głęboko w sercu, a która przy nim naradzała
się na nowo. Była po prostu szczęśliwa, bo przy nim nie musiała nikogo
udawać.
- Wiesz, że parzysz najlepszą kawę na świecie? - spytała, nie przestając się uśmiechać.
- A piłaś wszystkie? - Spojrzał na nią zadziornie, a ona obruszona wydęła policzki.
- I weź tutaj powiedz komplement mężczyźnie. - Westchnęła z rezygnacją, rozsiadając się wygodnie na sofie. Usiadła przodem do niego tak, że ich spojrzenia mogły bez skrępowania podziwiać się nawzajem.
- Dotąd myślałem, że to kobiety łakną komplementów.
- No, wiesz co! - Udała obrażoną, po chwili dodając: - My po prostu lubimy się czuć doceniane.
- A piłaś wszystkie? - Spojrzał na nią zadziornie, a ona obruszona wydęła policzki.
- I weź tutaj powiedz komplement mężczyźnie. - Westchnęła z rezygnacją, rozsiadając się wygodnie na sofie. Usiadła przodem do niego tak, że ich spojrzenia mogły bez skrępowania podziwiać się nawzajem.
- Dotąd myślałem, że to kobiety łakną komplementów.
- No, wiesz co! - Udała obrażoną, po chwili dodając: - My po prostu lubimy się czuć doceniane.
- To tak jak mężczyźni z tą tylko różnicą, że my nie musimy słuchać ich na każdym kroku.
- Nie wiem, jakie spotykałeś dotąd kobiety, ale uwierz mi, że niektóre z nas muszą żyć bez komplementów i jakoś sobie radzą - odparła, upijając łyka kawy. Naprawdę jej smakowała.
- Ty chyba do nich nie należysz, co? Ciebie nie idzie, nie podziwiać. - Poczuła, jak rumieńce pojawiają się na jej policzkach. Spuściła głowę, ukrywając twarz za kotarą swoich blond włosów.
- Nie wiem, jakie spotykałeś dotąd kobiety, ale uwierz mi, że niektóre z nas muszą żyć bez komplementów i jakoś sobie radzą - odparła, upijając łyka kawy. Naprawdę jej smakowała.
- Ty chyba do nich nie należysz, co? Ciebie nie idzie, nie podziwiać. - Poczuła, jak rumieńce pojawiają się na jej policzkach. Spuściła głowę, ukrywając twarz za kotarą swoich blond włosów.
- Nie znasz mnie,
tak naprawdę. Nie wiesz nic o moim życiu, o moim mężczyźnie i o moich
problemach, a mimo to... Pozwalasz mi tutaj być i milczeć, chociaż mówię
dużo. Nie zapytałeś co się stało w parku, dlaczego płakałam oraz o to,
dlaczego zadzwoniłam akurat do ciebie - podniosła głowę, wpatrując się w
jego oczy. Dodała: - Nie interesuje cię to?
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie.
- To dlaczego nie pytasz?
- Bo nie wiem, czy chcesz, abym zapytał? Nie lubię wyciągać od ludzi informacji, wolę jak sami się otwierają przede mną, a ty... Wbrew pozorom wiem o tobie dużo. Wiem, jaki lubisz kolor, gdzie chciałabyś pojechać na wakacje oraz to, że boisz się chodzić sama nocą. Wiem także, że nie jesteś szczęśliwa, ale boisz się mówić o swoim bólu, bo po prostu nie jesteś na to jeszcze gotowa.
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie.
- To dlaczego nie pytasz?
- Bo nie wiem, czy chcesz, abym zapytał? Nie lubię wyciągać od ludzi informacji, wolę jak sami się otwierają przede mną, a ty... Wbrew pozorom wiem o tobie dużo. Wiem, jaki lubisz kolor, gdzie chciałabyś pojechać na wakacje oraz to, że boisz się chodzić sama nocą. Wiem także, że nie jesteś szczęśliwa, ale boisz się mówić o swoim bólu, bo po prostu nie jesteś na to jeszcze gotowa.
Patrzyła na niego, jak zahipnotyzowana, gdy tak mówił o niej. Pierwszy raz ktoś mówił o niej. Nie o dziewczynie, którą udawała, lecz o niej. Wiedział coś o niej,
pamiętał o tym, co mówiła i słuchał tego, co chciała powiedzieć. Nie
przerywał, nie wychodził i nigdzie się nie spieszył. Był obok niej i mówił tak pięknie o niej.
Poczuła ukłucie w sercu i łzy, które zalśniły w jej oczach. Gdyby
spotkała go kilka lat temu, wtedy jej życie być może wyglądałoby
inaczej. Dzisiaj jednak była kobietą w ciąży, która kochała mężczyznę,
który zapomniał o niej.
- Dlaczego nie pojawiłeś się w moim życiu wcześniej? - spytała, uśmiechając się przez łzy.
- Jestem teraz - odparł pewnie.
- Trochę za późno - wyszeptała. - Muszę iść.
- Jestem teraz - odparł pewnie.
- Trochę za późno - wyszeptała. - Muszę iść.
[...]
po raz pierwszy od wielu miesięcy ktoś patrzył na nią nie jak na
przedmiot, nie jak na piękną kobietę, lecz w sposób nieuchwytny, jakby
przenikał na wskroś jej duszę, jej strach, jej kruchość, jej niezdolność
do walki ze światem, nad którym pozornie dominowała, choć tak naprawdę
niczego o nim nie wiedziała.**
I to ją przerażało.
I can't give it up
To someone elses touch...
To someone elses touch...
Because I care too much.
Był zły, gdy zobaczył go u niej w pokoju, ale tym razem postanowił
utrzymać emocje na wodzy. Nie chciał kolejnej kłótni, która oddaliłaby
ją od niego, a przybliżała do Davida. Ostatnio zachował się jak ostatni
kretyn i dostał za to nauczkę. Dzisiaj chciał z nią szczerze
porozmawiać. Powiedzieć o swoich obawach, planach i o miłości, jaką ją
darzył. Chciał, aby znała prawdę, choć podejrzewał, że już dawno się jej
domyśliła. Jego gesty, zachowanie i wyznania miłości już nie raz padały
z jego ust, lecz teraz pragnął, aby to wszystko zabrzmiało inaczej, tak
dogłębniej i pewniej.
Poprawił się na łóżku, łapiąc za jej dłoń, którą miała ułożoną na swoim
kolanie. Drgnęła, przechylając delikatnie głową. Nawet nie zdawała sobie
sprawy z tego, jak urocza była w tej chwili.
-
Przyszedłem tutaj dzisiaj, bo uważam, że należą ci się przeprosiny za
moje ostatnie zachowanie - zamilkł, szukając odpowiednich słów w głowie,
po czym dodał: - Kocham cię i po prostu boję się, że mogę cię stracić.
Ostatnio uwierzyłem, że i ty możesz pokochać mnie. Nasz wspólny czas,
rozmowy, które przeprowadziliśmy i te subtelne gesty, które dodawały mi
pewności, że jesteś tutaj dla mnie. To wszystko sprawiło, że moja
niegdyś nierealna wizja nas, stawała się rzeczywistością. I gdy wszystko
zmierzało w dobrym kierunku, pojawił się on, kradnąc mi ciebie. To
boli, Jokasta. Wiem, że łączy was piękna przeszłość, której nie chcę,
abyś wymazywała, bo każdy z nas jakąś ma. Rozumiem i akceptuję fakt, że
był i już zawsze będzie jednym z najważniejszych facetów dla ciebie,
ale... Proszę cię, abyś dała mi szansę. Nie musisz podejmować decyzji
teraz, jutro, czy za miesiąc. Czekałem na ciebie już tyle, że jestem gotów czekać i kolejną wieczność, ale proszę, daj mi szansę.
- Mark, ja... ja... - Zacisnął mocniej swoje palce na jej dłoni, dodając jej otuchy. - Jesteś dla mnie bardzo, bardzo ważny i nie chcę cię stracić. Potrzebuję jedynie czasu, aby poukładać sobie to wszystko. Muszę pozamykać pewne rozdziały swojego życia, abym mogła ruszyć do przodu. Ja naprawdę nie wyobrażam sobie swojego życia bez twojej obecności. Kto będzie tak uroczo kłamać, gdy zapytam się, jak wygląda księżyc? Kto inny założy farmerską koszulę, aby mnie wesprzeć? - Zaśmiał się, przybliżając do Ciemnookiej jeszcze bliżej. - Zależy mi na tobie, naprawdę.
- Mark, ja... ja... - Zacisnął mocniej swoje palce na jej dłoni, dodając jej otuchy. - Jesteś dla mnie bardzo, bardzo ważny i nie chcę cię stracić. Potrzebuję jedynie czasu, aby poukładać sobie to wszystko. Muszę pozamykać pewne rozdziały swojego życia, abym mogła ruszyć do przodu. Ja naprawdę nie wyobrażam sobie swojego życia bez twojej obecności. Kto będzie tak uroczo kłamać, gdy zapytam się, jak wygląda księżyc? Kto inny założy farmerską koszulę, aby mnie wesprzeć? - Zaśmiał się, przybliżając do Ciemnookiej jeszcze bliżej. - Zależy mi na tobie, naprawdę.
- W takim razie będę
czekał, aż będziesz gotowa wybrać się ze mną na spacer przez życie -
odparł, ukrywając jej ciało w swoich ramionach. - Oczywiście w
farmerskiej koszuli!
Jokasta zaśmiała się uroczo, napawając się aromatem jego perfum.
I can't give it up!*
***
* The XX - "Infinity"
** Paulo Coelho
** Paulo Coelho
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz