Tydzień później.
But if you ask me:
"Would that love be true?"
"Would that love be true?"
-
Przez ostatnie cztery lata robiłem różne rzeczy, nie ze wszystkich
jestem dumny. Podejmowałem lepsze i gorsze decyzje, spełniałem swoje
marzenia. Stałem się człowiekiem obojętnym na uczucia innych ludzi. Nie
miało dla mnie znaczenia czy ich krzywdzę, czy też nie. Byłem egoistą,
Jokasta. Potwornym egoistą - zacisnął dłoń w pięść, przymykając powieki.
Niełatwo było mu mówić o tym czasie w swoim życiu, bo mimo wielu
sukcesów jakie niewątpliwie osiągnął, nie czuł się zwycięzcą. Zatracił
się całkowicie w piękne wizji, która powstawała przed jego oczami,
siejąc pustkę w sercu. Nagle zapomniał jak to jest kochać, współczuć i
cieszyć się od tak, bez powodu. Ukrywał w sobie, każde głębsze uczucie,
które później z niespotykaną łatwością topił w alkoholu. Mimo to, nie
umiał zabić miłości do niej, wspomnień o niej i ich wspólnych planów,
które tak często nawiedzały go w myślach. Ona czyniła go lepszym
człowiekiem. Nabrał powietrza, kontynuując: - Jednak ani na krótką
sekundę nie mogłem zapomnieć o Tobie. Próbowałem nawet więcej, niż jeden
raz. Chciałem cię wymazać, zastąpić inną kobietą lub po prostu przestać
kochać, ale nie umiałem. Żadna nie była taka jak ty. Nie miały twojego
poczucia humoru, tego błysku w oku i tej niewyobrażalnej dobroci, którą
ty obdarowujesz wszystkich dookoła. Zawsze, gdy oddawałem się chwili, ty
powracałaś we wspomnieniach. Czasami ratowałaś mnie przed upadkiem, a
czasami doprowadzałaś mnie do szału i rozżalenia. Byłem wściekły, że nie
mogę ruszyć przed siebie, bez twojej obecności w moim sercu. Jednak z każdym kolejnym wspomnieniem o tobie, uświadamiałem sobie, że ty nie przestałaś się liczyć.
Zawsze byłaś, jesteś i będziesz częścią mojego życia - odparł,
spoglądając na nią. Z jej oczu wypływały łzy, a bródka delikatnie
drżała. Chciał ją przytulić, lecz wiedział, że to jeszcze nie czas.
Musiał jej jeszcze o czymś powiedzieć. - Tamtego dnia, gdy odszedłem od
ciebie bez żadnego wytłumaczenia, czułem się jak dupek. Wiedziałem
jednak, że jeśli powiem ci prawdę, to ty porzucisz wszystkie swoje
marzenia i wyjedziesz ze mną, a na to pozwolić nie mogłem. Chciałem,
abyś dokończyła szkołę muzyczną, abyś rozwijała swoją pasję, a w
międzyczasie ja chciałem stworzyć nam bezpieczną przystań tam. Miałem
plan. Dałem sobie rok, aby osiągnąć wszystko co było możliwe, aby
zapewnić ci godne życie. Chciałem, abyś była ze mnie dumna.
Starałem się jak wariat, pracowałem za trzech, nie spałem po nocach,
lecz nie narzekałem, bo miałem cel, który pchał mnie do przodu i dodawał
siły. W chwilach zwątpienia i samotności sięgałem po twoje zdjęcia lub
włączałem kasety z naszymi filmikami. Dodawałaś mi siły, choć właściwie
nie zdawałaś sobie z tego sprawy. Poszedłem nawet raz do jubilera, aby
zamówić odpowiedni pierścionek zaręczynowy. Miał być idealny. Prosty, a
jednocześnie wyrażając moją ogromną miłość do ciebie. Kochałem cię, Jokasta. Nadal kocham.
- Złapał ją za dłoń, czując, jak jej całe ciało drży. Z jego oczu
wypłynęła drobna łza, którą szybko otarł wolną ręką. Zastanawiał się, co
o tym myśli. Czy pozwoli mu zostać, a może odtrąci go i poprosi, aby
wyszedł? Nie liczyło się dla niego już nic. Był szczęśliwy, że wreszcie
wyznał jej całą prawdę.
- Dlaczego nie przyjechałeś po mnie? - zapytała łamiącym się głosem. Wypuścił powietrze ze świstem, przymykając powieki.
-
Bo po roku byłem już zupełnie innym człowiekiem. Stałem się mężczyzną,
który nie był ciebie godzien. Nie chciałem, abyś musiała żyć w tym
próżnym świecie, który dla siebie zbudowałem. Zasługiwałaś na
zdecydowanie więcej, a ja po prostu nie mogłem ci tego zapewnić. Nadal
nie mogę.
- A skąd ta pewność?
Nie mogłeś przyjechać i zapytać się mnie, co o tym sądzę? David, ja
zawsze byłam z ciebie dumna. Kochałam cię takiego jakim byłeś. Nie
musiałeś nic zmieniać, a tym bardziej udowadniać mi czegokolwiek. Teraz
mamy twoje luksusowe życie i moje zupełnie przeciętne, a mogliśmy mieć
życie bez tych wszystkich dostatków, ale wspólne, pełne miłości i
ciepła. Razem mogliśmy być wyjątkowi.
- Nadal możemy być.
- Nie, David. Dzisiaj to ja chcę być tą, która odejdzie. I nie, nie chcę ci zrobić na złość czy zrewanżować się. Po prostu ja już w to nie wierzę. Nie widzę nas.
- Nadal możemy być.
- Nie, David. Dzisiaj to ja chcę być tą, która odejdzie. I nie, nie chcę ci zrobić na złość czy zrewanżować się. Po prostu ja już w to nie wierzę. Nie widzę nas.
Pokiwał
przecząco głową, przybliżając się do niej. Złapał jej twarz w swoje
dłonie, odwracając ją w swoim kierunku. Nie myślał. Pozwolił sercu robić
swoje. Nachylił się, obejmując jej usta swoimi. Poczuł gęsią skórkę na
swoim ciele i to przyjemne ciepło, które czujesz zawsze wtedy, gdy
obdarzasz czułością, ukochaną osobę. Zadrżał, gdy oddała pocałunek.
There is no one else for me but you.
Only you.*
Only you.*
***
Całe
życie biegniemy przed siebie, potykając się o własny pośpiech i nawet
wtedy, gdy nasze nogi odmawiają posłuszeństwa, a ciało opada z siły -
nie zwalniamy. Pędzimy na złamanie karku, jakby zależał od tego nasz
dalszy los. Czasami ścigamy się z czymś, co w rzeczywistości nie ma
sensu, co odbiera nam tylko czas i czyni nas nieszczęśliwymi ludźmi.
Niemniej jednak nie odpuszczamy i brniemy w to ślepo, bo naiwnie
wierzymy, że to jest właśnie 'to', czego potrzebujemy jak oddechu o
poranku. A czasami po prostu biegniemy, bo tak trzeba. Nie myślimy o
sobie, o własnych marzeniach i o priorytetach, które chcielibyśmy
zbudować. Podążamy ślepo za tłumem, bo nie chcemy być gorsi, tak po
prostu. I właśnie wtedy nieświadomie rezygnujemy z największych darów
życia. Z najdrobniejszych i najbanalniejszych rzeczy, które mogłyby
uczynić nasz dzień lepszym i pogodniejszym. Śpiew ptaków, piękna pogoda
za oknem, czy uśmiech przypadkowego przechodnia na ulicy. Proste
czynności, które mogą wzbogacić nasz świat o milion przyjemniejszych
uczuć niż pełne konto bankowe i puste mieszkanie. Jeszcze częściej
pogrążeni w walce z niemożliwym do zdobycia, zamykamy się na innych
ludzi. Odrzucamy prawdę i uczucia, które mają sens, które nie są
kłamliwymi słowami powiedzianymi od niechcenia, bo tak wypada.
Zapominamy, że podczas pośpiechu warto przystanąć i zastanowić się, czy
obrany wcześniej cel ma dla nas nadal sens.
Osobiście należałam do grona tych ludzi. Biegłam tak szybko, że czasami zaczynałam się dusić od braku tlenu. Mimo to, nie zatrzymałam się nawet na sekundę w obawie, że mój cel zniknie za rogiem i już nigdy więcej go nie ujrzę. Nie myślałam o sobie. Nie dostrzegałam innych ludzi i nowych możliwości, które Bóg podawał mi na tacy. Byłam zdeterminowana i skupiona na jednym mężczyźnie, na jednej miłości, która w mojej opinii była tą na wieki i tą idealną, choć wymagała kilku korekt. I nagle nadszedł dzień, który przyniósł ze sobą moment, który uczynił mnie wolną osobą. Napełnił moje życie nowymi zapachami i dźwiękami, a oczy spojrzały wzrokiem niezamglonym przez złudną nadzieję, dzięki temu dostrzegłam nowe szanse.
Uśmiechnęła się, a po jej policzku spłynęła drobna łza. Czuła się tak, jakby nagle zachłysnęła się szczęściem. Na jej dłoni spoczywał ciepły, męski dotyk, a w uszach rozbrzmiał najpiękniejszy dźwięk na świecie. Ten moment, gdy przyszła mama słyszy bicie serca swojego dziecka jest wyjątkowy i taki intymny. Nigdy nie przypuszczała, że wywrze to na niej takie wrażenie, a jednak. Nie umiała zapanować nad drżeniem własnego ciała, które pokryło się gęsią skórką. Myśli kotłowały się w jej głowie, a oczy napełniały się łzami. Pierwszy raz nie płakała ze strachu czy z bólu. Pierwszy raz płakała, bo sam uśmiech nie wystarczał. Była szczęśliwa i czuła, że wreszcie udało się jej znaleźć swoje miejsce na ziemi. Było one tutaj. W niej, pod jej sercem, w brzuchu, który delikatnie zaczynał się zaokrąglać oraz tuż obok. Odwróciła delikatnie głowę, lokując swój załzawiony wzrok w skoncentrowanej i niemniej poruszonej twarzy, Daniela. Przez chwilę poczuła taki dziwny uścisk w sercu, a przyjemna myśli, że to mogłoby być jego maleństwo, którego przyjścia na świat oczekiwaliby wspólnie, rozlała falę ciepła w całym jej wnętrzu. Jednak prawda była zupełnie inna, a on mimo to, przyszedł tutaj z nią. Dodawał jej otuchy, każdym gestem i słowem. Był z nią i jej dzieckiem, gdy prawdziwy ojciec nie miał na to czasu. Uśmiechnęła się do niego subtelnie, gdy spojrzał na jej twarz. Odwzajemnił uśmiech, nachylając się, aby ucałować jej czoło. Był niemożliwie oddany, ciepły i opiekuńczy. Czuła, że pęka pod naporem jego bliskości.
- Gratuluję, państwa maleństwo rozwija się prawidłowo - odparła młoda lekarka, i gdy Sophia chciała sprostować wypowiedź kobiety, głos zabrał Daniel.
- Kiedy mamy zgłosić się ponownie? Czy Sophia powinna przejść na jakąś specjalną dietę, a może zażywać jakiś witamin? - Blondynka wpatrywała się w niego zaskoczona, a jednocześnie szczęśliwa, że ktoś się o nią troszczył. Gdyby tylko spotkała go wcześniej, to jej życie wyglądałoby o niebo lepiej.
- Spokojnie, panie Danielu. Wszystkie potrzebne witaminy zaraz przepiszę, a pańskiej narzeczonej zalecam dużo odpoczynku i długie spacery przy tak pięknej pogodzie jak ta dzisiejsza. - Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie do mężczyzny i nachylając się nad biurkiem zabrała się za wypisywanie recepty. W pomieszczeniu panowała cisza, która nie przeszkadzała nikomu. Każdy z obecnych tutaj był pogrążony we własnym świecie. Sophia mocniej uścisnęła dłoń Brązowookiego, po chwili ją puszczając, aby naciągnąć koszulkę, którą miała podwiniętą. Chłopak pomógł jej zejść z lekarskiego fotela i cierpliwie czekał, aż lekarka przekaże jej wszystkie potrzebne informacje i pozwoli opuścić gabinet.
*
- Dziękuję, że poszedłeś tam ze mną. - Spojrzała niepewnie na chłopaka, który kroczył obok niej. Od wyjścia z gabinetu minęło dwadzieścia minut, lecz żadne z nich nie miało odwagi zabrać głosu. Dopiero teraz postanowiła się przełamać i powiedzieć mu jak bardzo jest wdzięczna za to wszystko, co dla niej robi. Mimo to, zdecydowała się na zwykłe dziękuję. Daniel pokiwał twierdząco głową, łapiąc ją za dłoń. Pociągnął ją w stronę parku, ignorując jej zaskoczony wraz twarzy. Podeszli do butki z lodami, gdzie zamówił dla nich dwa, średniej wielkości, zimne smakołyki. Jeden podał jej, a drugi zabrał sobie. Kroczyli obok siebie w zupełnej ciszy, podziwiając panujący dookoła ich świat. Sophia przez cały czas zastanawiała się o czym myśli. Tak bardzo intrygowała ją jego wyciszona postawa i ta nieobecność, choć fizycznie nie oddalił się od niej o milimetr, to duchowo był daleko stąd.
- O czym myślisz? - spytała, mrużąc oczy, gdy promienie słońca zagościły na jej twarzy. Usłyszała jak nabiera powietrza, które chwilę później wypuścił ze świstem.
- Nie chciałem pytać, bo to właściwie nie moja sprawa, ale... - Zamilkł, wyrzucając białą serwetkę do kosza. - Gdzie jest ojciec dziecka?
Wiedziała, że pewnego dnia będzie musiała mu wszystko opowiedzieć, lecz dzisiaj nie miała na to ochoty. Była zbyt podekscytowana faktem, że pierwszy raz usłyszała bicie serca swojego dziecka, że jest już w drugim miesiącu ciąży, aby powracać we wspomnieniach do tych trudnych dla niej chwil. Jednak Daniel nie był kimś, kogo mogła zbyć wymijającą odpowiedzią. Chciała być z nim szczera, szczególnie, że był jedyną osobą na którą mogła teraz liczyć.
- Wyjechał - odpowiedziała, ocierając usta wierzchem dłoni. - Do pracy. Jest architektem i dostał projekt do zrealizowania na innym kontynencie.
- I tak po prostu zostawił swoją kobietę w ciąży? Gdybym ja był na jego miejscu, to zrobiłbym wszystko, aby być częścią tych chwil jak ta dzisiejsza. - Poczuła jak w jej oczach pojawiają się łzy. Była pewna, że David nigdy nie powiedziałby czegoś równie pięknego, a i z każdym kolejnym dniem uświadamiała sobie, że nie ucieszy się na samą wiadomość, że zostanie ojcem. Dziecko nie było wpisanego do jego świata. Nie pasowało tam.
- On o niczym nie wie - odparła, spuszczając głowę. Poczuła na sobie wzrok Brązowookiego. Wstydziła się, bo przecież David powinien być pierwszą osobą, która powinna dowiedzieć się o ciąży. Nie umiała mu jednak o tym powiedzieć. Ich rozmowy były krótkie i bardzo suche. Poza tym nie uważała, aby rozmowa telefoniczna była właściwym sposobem, aby o tym go poinformować. To powinna być wyjątkowa chwila. Powinni być wtedy obok siebie. Chciała zobaczyć jego reakcje, chociaż coraz częściej przyłapywała się na tym, że najchętniej spakowałaby walizkę i wyjechała. Uciekłaby od niego, wynajęłaby małe mieszkanie i sama wychowywałaby to maleństwo, ale wiedziała, że byłoby to zbyt egoistyczne posunięcie, bo przecież tutaj nie chodziło już tylko o nich.
- A kiedy chcesz mu powiedzieć? Boisz się, że się nie ucieszy? - Pokiwała twierdząco głową, lokując swoje spojrzenie w chodniku. Daniel zatrzymał się gwałtownie, obrócił ją w swoją stronę i delikatnie uniósł jej głowę. Spojrzała w te jego oczy, które napełniały ją spokojem i poczuciem bezpieczeństwa. Delikatnie kciukiem pogładził jej policzek, uśmiechając się ciepło. - Tylko idiota nie ucieszyłby się na wieść, że taka cudowna kobieta jak ty, ma urodzić mu dziecko. - Zamrugała oczami, starając się powstrzymać łzy. Kierując się impulsem, stanęła na palcach, aby złożyć drobny pocałunek na policzku chłopaka, lecz ten nieoczekiwanie poruszył głową tak, że ich usta złączyły się w przelotnym pocałunku. Serca zabiło mocniej w pierś.
To zabawne, że na zakręcie możemy wpaść w całkiem przyjemne ramiona i mimo zagubienia, które odczuwamy w każdej cząstce naszego ciała, wiemy, że tym razem będzie lepiej i wolniej, bo od teraz nie będziemy musieli się spieszyć, gdyż ten cel będzie podążać razem z nami. Tuż obok jak cień.
Osobiście należałam do grona tych ludzi. Biegłam tak szybko, że czasami zaczynałam się dusić od braku tlenu. Mimo to, nie zatrzymałam się nawet na sekundę w obawie, że mój cel zniknie za rogiem i już nigdy więcej go nie ujrzę. Nie myślałam o sobie. Nie dostrzegałam innych ludzi i nowych możliwości, które Bóg podawał mi na tacy. Byłam zdeterminowana i skupiona na jednym mężczyźnie, na jednej miłości, która w mojej opinii była tą na wieki i tą idealną, choć wymagała kilku korekt. I nagle nadszedł dzień, który przyniósł ze sobą moment, który uczynił mnie wolną osobą. Napełnił moje życie nowymi zapachami i dźwiękami, a oczy spojrzały wzrokiem niezamglonym przez złudną nadzieję, dzięki temu dostrzegłam nowe szanse.
Uśmiechnęła się, a po jej policzku spłynęła drobna łza. Czuła się tak, jakby nagle zachłysnęła się szczęściem. Na jej dłoni spoczywał ciepły, męski dotyk, a w uszach rozbrzmiał najpiękniejszy dźwięk na świecie. Ten moment, gdy przyszła mama słyszy bicie serca swojego dziecka jest wyjątkowy i taki intymny. Nigdy nie przypuszczała, że wywrze to na niej takie wrażenie, a jednak. Nie umiała zapanować nad drżeniem własnego ciała, które pokryło się gęsią skórką. Myśli kotłowały się w jej głowie, a oczy napełniały się łzami. Pierwszy raz nie płakała ze strachu czy z bólu. Pierwszy raz płakała, bo sam uśmiech nie wystarczał. Była szczęśliwa i czuła, że wreszcie udało się jej znaleźć swoje miejsce na ziemi. Było one tutaj. W niej, pod jej sercem, w brzuchu, który delikatnie zaczynał się zaokrąglać oraz tuż obok. Odwróciła delikatnie głowę, lokując swój załzawiony wzrok w skoncentrowanej i niemniej poruszonej twarzy, Daniela. Przez chwilę poczuła taki dziwny uścisk w sercu, a przyjemna myśli, że to mogłoby być jego maleństwo, którego przyjścia na świat oczekiwaliby wspólnie, rozlała falę ciepła w całym jej wnętrzu. Jednak prawda była zupełnie inna, a on mimo to, przyszedł tutaj z nią. Dodawał jej otuchy, każdym gestem i słowem. Był z nią i jej dzieckiem, gdy prawdziwy ojciec nie miał na to czasu. Uśmiechnęła się do niego subtelnie, gdy spojrzał na jej twarz. Odwzajemnił uśmiech, nachylając się, aby ucałować jej czoło. Był niemożliwie oddany, ciepły i opiekuńczy. Czuła, że pęka pod naporem jego bliskości.
- Gratuluję, państwa maleństwo rozwija się prawidłowo - odparła młoda lekarka, i gdy Sophia chciała sprostować wypowiedź kobiety, głos zabrał Daniel.
- Kiedy mamy zgłosić się ponownie? Czy Sophia powinna przejść na jakąś specjalną dietę, a może zażywać jakiś witamin? - Blondynka wpatrywała się w niego zaskoczona, a jednocześnie szczęśliwa, że ktoś się o nią troszczył. Gdyby tylko spotkała go wcześniej, to jej życie wyglądałoby o niebo lepiej.
- Spokojnie, panie Danielu. Wszystkie potrzebne witaminy zaraz przepiszę, a pańskiej narzeczonej zalecam dużo odpoczynku i długie spacery przy tak pięknej pogodzie jak ta dzisiejsza. - Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie do mężczyzny i nachylając się nad biurkiem zabrała się za wypisywanie recepty. W pomieszczeniu panowała cisza, która nie przeszkadzała nikomu. Każdy z obecnych tutaj był pogrążony we własnym świecie. Sophia mocniej uścisnęła dłoń Brązowookiego, po chwili ją puszczając, aby naciągnąć koszulkę, którą miała podwiniętą. Chłopak pomógł jej zejść z lekarskiego fotela i cierpliwie czekał, aż lekarka przekaże jej wszystkie potrzebne informacje i pozwoli opuścić gabinet.
*
- Dziękuję, że poszedłeś tam ze mną. - Spojrzała niepewnie na chłopaka, który kroczył obok niej. Od wyjścia z gabinetu minęło dwadzieścia minut, lecz żadne z nich nie miało odwagi zabrać głosu. Dopiero teraz postanowiła się przełamać i powiedzieć mu jak bardzo jest wdzięczna za to wszystko, co dla niej robi. Mimo to, zdecydowała się na zwykłe dziękuję. Daniel pokiwał twierdząco głową, łapiąc ją za dłoń. Pociągnął ją w stronę parku, ignorując jej zaskoczony wraz twarzy. Podeszli do butki z lodami, gdzie zamówił dla nich dwa, średniej wielkości, zimne smakołyki. Jeden podał jej, a drugi zabrał sobie. Kroczyli obok siebie w zupełnej ciszy, podziwiając panujący dookoła ich świat. Sophia przez cały czas zastanawiała się o czym myśli. Tak bardzo intrygowała ją jego wyciszona postawa i ta nieobecność, choć fizycznie nie oddalił się od niej o milimetr, to duchowo był daleko stąd.
- O czym myślisz? - spytała, mrużąc oczy, gdy promienie słońca zagościły na jej twarzy. Usłyszała jak nabiera powietrza, które chwilę później wypuścił ze świstem.
- Nie chciałem pytać, bo to właściwie nie moja sprawa, ale... - Zamilkł, wyrzucając białą serwetkę do kosza. - Gdzie jest ojciec dziecka?
Wiedziała, że pewnego dnia będzie musiała mu wszystko opowiedzieć, lecz dzisiaj nie miała na to ochoty. Była zbyt podekscytowana faktem, że pierwszy raz usłyszała bicie serca swojego dziecka, że jest już w drugim miesiącu ciąży, aby powracać we wspomnieniach do tych trudnych dla niej chwil. Jednak Daniel nie był kimś, kogo mogła zbyć wymijającą odpowiedzią. Chciała być z nim szczera, szczególnie, że był jedyną osobą na którą mogła teraz liczyć.
- Wyjechał - odpowiedziała, ocierając usta wierzchem dłoni. - Do pracy. Jest architektem i dostał projekt do zrealizowania na innym kontynencie.
- I tak po prostu zostawił swoją kobietę w ciąży? Gdybym ja był na jego miejscu, to zrobiłbym wszystko, aby być częścią tych chwil jak ta dzisiejsza. - Poczuła jak w jej oczach pojawiają się łzy. Była pewna, że David nigdy nie powiedziałby czegoś równie pięknego, a i z każdym kolejnym dniem uświadamiała sobie, że nie ucieszy się na samą wiadomość, że zostanie ojcem. Dziecko nie było wpisanego do jego świata. Nie pasowało tam.
- On o niczym nie wie - odparła, spuszczając głowę. Poczuła na sobie wzrok Brązowookiego. Wstydziła się, bo przecież David powinien być pierwszą osobą, która powinna dowiedzieć się o ciąży. Nie umiała mu jednak o tym powiedzieć. Ich rozmowy były krótkie i bardzo suche. Poza tym nie uważała, aby rozmowa telefoniczna była właściwym sposobem, aby o tym go poinformować. To powinna być wyjątkowa chwila. Powinni być wtedy obok siebie. Chciała zobaczyć jego reakcje, chociaż coraz częściej przyłapywała się na tym, że najchętniej spakowałaby walizkę i wyjechała. Uciekłaby od niego, wynajęłaby małe mieszkanie i sama wychowywałaby to maleństwo, ale wiedziała, że byłoby to zbyt egoistyczne posunięcie, bo przecież tutaj nie chodziło już tylko o nich.
- A kiedy chcesz mu powiedzieć? Boisz się, że się nie ucieszy? - Pokiwała twierdząco głową, lokując swoje spojrzenie w chodniku. Daniel zatrzymał się gwałtownie, obrócił ją w swoją stronę i delikatnie uniósł jej głowę. Spojrzała w te jego oczy, które napełniały ją spokojem i poczuciem bezpieczeństwa. Delikatnie kciukiem pogładził jej policzek, uśmiechając się ciepło. - Tylko idiota nie ucieszyłby się na wieść, że taka cudowna kobieta jak ty, ma urodzić mu dziecko. - Zamrugała oczami, starając się powstrzymać łzy. Kierując się impulsem, stanęła na palcach, aby złożyć drobny pocałunek na policzku chłopaka, lecz ten nieoczekiwanie poruszył głową tak, że ich usta złączyły się w przelotnym pocałunku. Serca zabiło mocniej w pierś.
To zabawne, że na zakręcie możemy wpaść w całkiem przyjemne ramiona i mimo zagubienia, które odczuwamy w każdej cząstce naszego ciała, wiemy, że tym razem będzie lepiej i wolniej, bo od teraz nie będziemy musieli się spieszyć, gdyż ten cel będzie podążać razem z nami. Tuż obok jak cień.
***
* Matthew Perryman Jones - "Only You"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz