sobota, 20 października 2012

26. "Will we count the cost of always wanting more?"



To zabawne, że w momencie, gdy przestałam wierzyć w cuda, on się wydarzył. Nie trafiłam szóstki w Toto Lotka, a na niebie nie rozbłysła paleta barwnych fajerwerków, nie było też okrzyków radości. Było zwyczajnie, tak przeraźliwie normalnie, tak jak zawsze chciałam, aby było. W tej zwyczajności, nie okraszonej wielkimi czynami, spełnił się mój sen.

Uśmiechnęła się szeroko, odbierając od chłopaka pomidora. Położyła czerwone warzywo na desce do krojenia i złapała za leżący na blacie nóż. Czuła na sobie jego spojrzenie. Nie musiała się obracać, aby wiedzieć, że uśmiecha się pod nosem, przyglądając się, każdemu jej ruchowi. Odkąd wrócili do jego domu po wizycie u lekarza i długim spacerze, robił wszystko, aby czuła się dobrze i komfortowo. Nie opuszczał jej na krok, opowiadał kawały i historie, które wydarzyły się w jego życiu, częstując ją przy tym słodyczami i pyszną, malinową herbatą. Doceniała to, bo nikt wcześniej nie zrobił dla niej tyle, co ten mężczyzna, którego przez zupełny przypadek poznała w parku. Daniel nie prosił o nic, to nie on potrzebował jej, lecz ona jego. Uzależniła się od jego obecności, od tego ciepła, które roztaczał dookoła siebie i tej męskości, która nie przerażała, lecz rodziła poczucie bezpieczeństwa. Najbardziej jednak ukochała sobie ton jego głosu - szorstki, niebywale seksowny, a jednocześnie taki czuły i wyjątkowy. Lubiła wsłuchiwać się w słowa, które wypowiadał. Z prostych zdań, które pewnie dla większości ludzi nie miałyby znaczenia, budował coś na kształt życiowych mądrości. Nieświadomie odmieniał ją. Pokazywał, że świat nie składa się tylko z problemów i nieustających niepowodzeń, że ma coś więcej do zaoferowania, a ona sama nie jest zwykłym pionkiem, którego można przestawiać z kąta w kąt.
Do jej nozdrzy wdarł się zapach jego perfum, gdy stanął obok niej. Delikatnie spojrzała w jego stronę. Ze skupieniem wymalowanym na twarzy, peklował mięso. Mimowolnie uśmiechnęła się, powracając do przerwanej czynności. Z dokładnością kroiła potrzebne do zrobienia sałatki, składniki. Z całych sił starała się skupić na wykonywanej czynności, lecz jej myśli krążyły wokół mężczyzny, który celebrował, każdą sekundę, który wkładał serce do wszystkiego, co robił. To właśnie ów mężczyzna uczynił ją szczęśliwszą, chociaż na krótką chwilę. To właśnie on sprawił, że dotąd zwyczajne i proste marzenie, stało się trwającym momentem. Tak często wyobrażała sobie właśnie takie popołudnie, gdy razem z ukochanym przygotowuje obiad, gdy sprzeczają się o dobór składników i wzajemnie dają sobie do spróbowania przygotowane potrawy. Nie mogła uwierzyć, że otrzymała te zwyczajne chwile od mężczyzny, któremu niczego nie obiecywała, i który niczego nie przysięgał jej. Byli po prostu przyjaciółmi, którzy miło spędzali razem czas. Niemniej jednak Sophia nie mogła dużej udawać przed samą sobą, że nie ciągnie ją do Daniela. Coraz częściej przyłapywała samą siebie na rozmyślaniu o nim i nad życiem, które czekałoby na nią u jego boku, gdyby kilka rzeczy poukładało się inaczej.

- Spróbuj. - Obróciła się w jego stronę, a on wyciągnął w jej kierunku łyżkę z sosem. Ostrożnie nakarmił ją, przyglądając się jej reakcji. Przymknęła powieki, rozkoszując się smakiem, który rozpłynął się w jej ustach. Po chwili otworzyła oczy, kiwając twierdząco głową.
- To jest idealne, Daniel. Cudowne - odparła, uśmiechając się subtelnie. Pstryknął ją w nos, odwracając się i odchodząc w stronę kuchenki. Sophia oparła się o szafkę kuchenną, przyglądając się jego plecom. Zamyśliła się na chwilę.
- Dlaczego nie masz nikogo? - zapytała nieco niepewnie. Dotąd nie przekraczali tej granicy, która oddzielała ich intymną część życia od tej, o której opowiadali dosyć chętnie. Zobaczyła jak napina mięśnie.
- Nie mam szczęścia w miłości - odpowiedział niechętnie, przewracając coś na patelni.
- Żartujesz sobie ze mnie? - Na jej twarzy wymalowało się zaskoczenie. Chłopak poruszył jedynie bezwładnie ramionami, nie zaszczycając jej spojrzeniem. - Jesteś marzeniem, każdej kobiety. Czuły, pomocny, odpowiedzialny, przystojny - Usłyszała jak zaśmiał się pod nosem, co dodało jej otuchy i pozwoliło mówić dalej. - Świetny kucharz, człowiek z pasją i głową na karku. Jesteś ideałem, chociaż masz swoje wady - Odwrócił się w jej stronę, unosząc brew do góry. - Jesteś za wielkim profesjonalistą, i jak każdy facet masz problem z odniesieniem skarpetek we właściwe miejsce. - Wystawiła w jego kierunku język, co skwitował rozbawieniem.
- A jaki jest facet, który skradł twoje serce? - Zręcznie zmienił temat, tym razem wpędzając Blondynkę w zakłopotanie. Spuściła wzrok, nie mogąc dłużej znieść jego spojrzenia na swojej osobie. Czuła, że wie więcej niż mu powiedziała. Przełknęła ślinę, wyginając palce u swoich dłoni. Była jak małe dziecko przyłapane na psoceniu, a przecież nie zrobiła nic złego, po prostu popełniła w przeszłości błąd.
- Na pewno nie jest ideałem - odparła, uśmiechając się smutno.
- A jednak ma ciebie. - Zauważył, nie spuszczając z niej wzroku. Przytaknęła.
- Chyba maleństwo zgłodniało. - Zaśmiała się, gdy zaburczało jej w brzuchu. Niepewnie spojrzała na Daniela. Ten jednak poruszył tylko twierdząco głową, ponownie odwracając się w stronę kuchenki.
- Talerze są w tamtej szafce. - Palcem wskazał odpowiedni mebel, nie przerywając wykonywanej czynności. - Sztućce znajdziesz w jednej z szuflad, a szklanki stoją na blacie. Jeśli możesz, to nakryj do stołu, a ja dokończę gotować.
- Tak jest - zasalutowała Sophia, zabierając się za wyznaczoną jej czynność.

I może zaśmiejesz się lub pomyślisz, że zwariowałam, gdy powiem Ci, że to, co wyżej napisane było właśnie tym cudem. Moim własnym snem na jawie.

***

On a day like this, the feelings are so strong.
Blinded by the dream, it's hard for us to see
Will we count the cost of always wanting more?

Westchnęła, mocniej zaciskając swoje dłonie na jego plecach. Cały świat wirował, a ona stała w środku całego zamieszania. Nie umiała myśleć racjonalnie, nie była wstanie zwolnić czasu, aby nabrać odświeżającego oddechu. Bezwładnie tonęła w ramionach jego namiętności, chłonąc, każdy najmniejszy dotyk jego palców na swojej skórze. Tak bardzo tego potrzebowała. Tylko on umiał dotykać ją w taki sposób, że skóra wręcz paliła, a serce uderzało o klatkę piersiową ze zdwojoną siłą. Tylko on potrafił doprowadzić ją do totalnego zatracenia, jak i do krainy rozkoszy, gdzie nie liczyło się nic. Byli tylko oni - egoistyczni, szaleńczo zakochani, zatraceni. Jej plecy wygięły się, gdy poczuła, jak jego usta otulają swoją delikatnością całe jej ciało. Nie wstydziła się swojej nagości, bo wiedziała, że on kocha ją. Nie lękała się niczego, bo w jego ramionach nic jej nie groziło. Była jego i chciała być tylko jego, lecz zapomniała, że od momentu, gdy poczuła to po raz pierwszy, minęły lata. Dzisiaj nie była już tą samą Jokastą, a on z całą pewnością nie był tym samym Davidem. Teraz nie łączyła ich gorąca oraz pełna wzlotów i upadków miłość. W tej chwili byli puzzlami, które rozsypały się i czekają na ponowne dopasowanie, lecz czy to było nadal możliwe?
Otworzyła oczy, i choć obraz nie uległ zmianie, to coś w niej pękło. Mocno odepchnęła od siebie Davida, siadając na łóżku. Drżącymi dłońmi złapała za skrawek pościeli, naciągając ją na swoje nagie ciało. Słyszała jego szybki oddech zaraz obok, zapach jego ciała i tą aurę intymności, która nieoczekiwanie wytworzyła się między nimi. Była zagubiona, zawstydzona i zrozpaczona. Nie tak miało się to wszystko potoczyć. Nie chciała znowu zostać zraniona i odrzucona, a już tym bardziej nie chciała się spieszyć, aby przez przypadek nie ominąć ważnego znaku. Poczuła jego dłoń na swoim policzku. Spuściła głowę. Nie chciała, aby ją dotykał, aby na nią patrzał, aby tutaj był, ale nie umiała poprosić go o wyjście.

- Jokasta, co się stało? - Spytał tym swoim czułym głosem, za którym niegdyś tak szalała. Poczuła jak fala łez wzbiera się w jej oczach.
- Dlaczego? Dlaczego, do cholery, to musiało się stać? - Wyrzuciła to z siebie na jednym wydechu, ukrywając twarz w dłoniach. Zmieszany wpatrywał się w nią, a cichy szloch przedostawał się do jego uszu. Niepewnie ułożył swoją dłoń na jej ramieniu, gładząc je opuszkami palców.
- Ale o czym mówisz? O tym, co prawie się przed chwilą stało? Przepraszam, jeśli...
- Nie - przerwała mu, podnosząc twarz. Patrzała na niego tymi załzawionymi oczami, a on czuł jak jego serce pęka. Nienawidził, gdy płakała. - Dlaczego musiałeś najpierw mnie w sobie rozkochać, później to wszystko spieprzyć, a teraz wrócić i udawać, że mnie kochasz? - Czuł się tak, jakby dostał prosto w policzek. Jej głos był przesiąknięty pretensją i bólem, do którego doprowadził. Nabrał powietrza, zamykając oczy.
- Bo to zawsze byłaś ty, Jokasta - wyszeptał, kontynuując: - Wtedy, gdy pierwszy raz nasze drogi się zeszły i wtedy, gdy je rozdzieliłem. A to, co dzieje się dzisiaj jest konsekwencją tego, co miało być. Jesteśmy sobie pisani. Zawsze byliśmy. I jeśli teraz poprosisz mnie, abym wyszedł, to wyjdę. Zabiorę swoje rzeczy i zniknę z twojego życia, lecz nigdy z serca. Bo ja kocham ciebie i wiem, że ty kochasz mnie. - Kciukiem pogładził jej policzek, zarysowując kształt ust. Przybliżył się do niej, a ich oddechy zmieszały się ze sobą. - Wystarczy, że powiesz słowo, a zniknę. Chcesz tego?

Tak łatwo jest powiedzieć: ''Powinnaś postąpić tak i tak...". Szkoda tylko, że w momencie, gdy podążasz za głosem serca, nie dopuszczasz do słowa rozumu. Jedni powiedzieliby, że to dobrze, bo przecież najważniejsze są uczucia, lecz drudzy dodaliby, że nie zawsze to, co czujemy jest dobre. I mieliby rację - jedni i drudzy. Kiedyś pokochałam mężczyznę. Zabawne, że tamtego dnia, gdy spotkaliśmy się pierwszy raz, pomyślałam sobie, że nie chciałabym go już nigdy więcej spotkać. Po miesiącu nie marzyłam o niczym innym, jak o każdej kolejnej minucie spędzonej z nim. A później już poszło jak z przysłowiowej górki. Było bajecznie, wspólnie i niebanalnie. Nie liczyło się nic - był tylko on. Mały domek, gromadka dzieci i jego uśmiech na pomarszczonej twarzy, gdy z uczuciem miał trzymać mnie za biodra, gdy wychylałabym się, aby podlać kwiatki. Idealne marzenie stworzone w akompaniamencie trwającej chwili, bo tamtego dnia on był i byliśmy my. Później wszystko prysło i do głosu dotarł rozum. Bo przecież logiczne jest, że nic nie trwa wiecznie, a Kopciuszek, to postać fikcyjna. Wtedy obiecałam sobie, że już nigdy więcej nie oszaleję z miłości, że będę rozważna. Jaka byłam naiwna, gdy to przysięgałam. Dzisiaj to wiem. Wystarczył jego jeden dotyk, pocałunek i te słowa, na które czekałam przez ten cały czas, gdy go nie było. Oszalałam z miłości, a może po prostu znowu dałam się ponieść utopijnej wizji z przeszłości?

- Kocham cię, Jokasta - wyszeptał do jej ucha, nakrywając ich nagie ciała kołdrą. Czuł delikatny dotyk jej palców na swojej klatce piersiowej oraz ciężar spoczywającej na niej głowy. Uśmiechał się od ucha do ucha, bo znowu miał ją. Całą, a nie część.
Nie odpowiedziała nic. Leżała, wsłuchując się w bicie własnego serca, a w jej głowie toczyła się walka. Dzisiaj nie wiedziała już nic.

You've got to hold on.*


Cause even the stars they burn
Some even fall to the earth...

Po cichu weszła do pomieszczenia, opierając się o framugę drzwi. Jej niebieskie tęczówki zatrzymały się na sylwetce mężczyzny, który stał po drugiej stronie pokoju i szukał czegoś w szufladzie biurka. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, gdy w jej głowie narodził się pewien pomysł.

- Namaluj mnie - wyszeptała. Daniel podniósł głowę, przerywając wykonywaną wcześniej czynność. Jego ciemne tęczówki podziwiały jej sylwetkę od góry na dół. Musiał przyznać, że nigdy wcześniej nie widział piękniejszej kobiety. Ubrana w jego koszulę, która sięgała jej do kolan, pozbawiona makijażu i w rozczochranych włosach, wyglądała obłędnie. Przełknął ślinę, podchodząc do niej. Nie spuścił z Sophie wzroku ani na sekundę. Gdy znalazł się w wystarczającej odległości, wyciągnął w jej kierunku dłoń, którą pewnie złapała. Zaprowadził ją na sofę, na której usiadła. Uśmiechnęła się niepewnie, gdy pogładził jej policzek, odchodząc.
 
God knows we're worth it.**

***

 *Di-Rect - "Hold On"
** Jason Mraz - "I won't Give Up"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz