sobota, 20 października 2012

27. ''Cichym głosem dochodzącym z naszej głowy, krzykiem strachu, który w sobie nosimy''




Miałam dwa wyjścia - odejść i wymazać go ze swojej pamięci, lub zostać i pozwolić, aby los splatał nasze drogi bardziej. Najrozsądniej byłoby postąpić zgodnie z opcją pierwszą; wstać z kanapy, pozbierać swoje rzeczy i zamknąć drzwi jego mieszkania za sobą. Nie odwracać się ani nie pozwolić na to, aby on dogonił mnie w mojej ucieczce. Jednakże czym jest rozsądek? Cichym głosem dochodzącym z naszej głowy, krzykiem strachu, który w sobie nosimy. A ja nie chciałam się już lękać. Całe swoje życie uważałam siebie za kogoś gorszego, kogoś, kto nie zasługuje na wyższe uczucia, lecz to wszystko przestało mieć znaczenie, gdy spojrzałam w jego oczy. Właśnie wtedy podjęłam decyzję - zostałam, być może na trochę dłużej...

Nigdy wcześniej nie czuła tego, co rodziło się w niej od momentu, gdy zajął miejsce za sztalugą. Jej ciało wymykało się spod kontroli. Drżało, rozpływało się od fal gorąca, tak przyjemnie łaskotało ją w sercu, które biło jak oszalałe. Na policzkach gościł rumieniec, który pierwszy raz jej nie przeszkadzał. Nie chciała się przed nim ukrywać. Pragnęła, aby poznał ją całą. Nieidealną, zbudowaną z wad i nielicznych zalet, które umiałaby wyliczyć na palcach jednej dłoni. Chciała, aby zobaczył ją - Sophię. Dziewczynę, która marzyła o nowym początku, która chciała pożegnać się z przeszłością i rozliczyć z własnych błędów. Dziewczynę waleczną i zagubioną, a jednocześnie delikatną, pragnącą zainteresowania i jednego dnia w którym byłaby bezpieczna i kochana. Nie marzyła o niczym więcej. Nie miało dla niej żadnego znaczenia, kim będzie, gdzie będzie mieszkać i ile będzie miała pieniędzy na koncie w tym nowym życiu. Najważniejsze by miała u boku osobę, która dostrzegałaby w niej to proste, nie okraszone niczym szczególnym, piękno. I z jakiś niewytłumaczalnych powodów czuła, że ten mężczyzna siedzący naprzeciw niej, dostrzegłby je. Zaskakiwał ją łatwością z jaką potrafił rozszyfrować jej potrzeby i humorki. Zadziwiał ufnością i troską jaką ją obdarzył, chociaż właściwie nie musiał tego robić. Najbardziej jednak podziwiała jego sposób patrzenia na życie, świat i otaczających go ludzi. Zazdrościła mu tej umiejętności, dzięki, której najzwyklejsza, najbardziej banalna scena nabierała dodatkowego, magicznego wyrazu. Nie raz wyobrażała sobie jego oczy o poranku - takie zaspane, okraszone odchodzącym snem, a jednak mówiące wszystko to, co pragnęłaby usłyszeć. Jego wzrok za dnia, gdy popełniałaby infantylne błędy, gdy podawałaby obiad do stołu przy którym on już, by siedział lub wtedy, gdy kłóciliby się o film. Oddałaby wszystko, aby zasypiać w czekoladowej otchłani jego tęczówek. W sercu poczuła ukłucie zazdrości, gdy wyobraziła sobie kobietę, która pewnego dnia otrzyma jej własne marzenie, bo dla niej było już za późno. Nikt nie pokocha Sophie Davids. Nikt.
Nabrała powietrza, mrugając oczami. Nie chciała, aby zobaczył łzy, które napłynęły do jej oczu. Nerwowo poruszyła się na sofie, poprawiając koc, który lekko sunął się z jej nóg. Uśmiechnęła się do niego niewyraźnie, gdy natrafiła na jego pytające spojrzenie. Wiedziała, że z nim nie wygra, że nie uda się jej ukryć swoich emocji. Zagryzła delikatnie drżącą wargę, a z jej oczu potoczyła się pierwsza, samotna łza. Usłyszała cichy szelest, a chwilę później kroki, które stawiał. Zapach jego perfum rozszalał się w jego nozdrzach, gdy usiadł na sofie, dłonią otulając jej policzek. Kciukiem palca gładził go, nie przestając na nią patrzeć. Chciała się ukryć, aby nie widział jak po raz kolejny przegrywa walkę z samą sobą.

- Sophia, co się stało? - spytał tym swoim zachrypniętym głosem. Zadrżała, a z jej oczu wypłynęły kolejne łzy. Była tak beznadziejnym przypadkiem. Zawsze lokowała uczucia w niewłaściwych osobach, a gdy wreszcie udało się jej znaleźć tego, który na nie zasługiwał, okazało się, że to ona nie jest go godna. Poruszyła przecząco głową, starając się zapanować nad swoimi emocjami, lecz on nie dawał za wygraną. Objął ją ramionami, przyciągając do siebie. Zacisnęła dłonie na jego koszuli, a z jej ust wydostał się cichy szloch, gdy chciała coś powiedzieć.
- Spokojnie, Malutka. Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram - wyszeptał, składając drobny pocałunek na jej głowie. - Płacz ile chcesz, a jeśli masz ochotę na rozmowę, to mów, a ja wysłucham. Nie bój się. Nie odejdę.
- Odejdziesz - odparła niewyraźnie, nie mogąc zapanować nad łzami, które nie chciały przestać wypływać. - Nie zasługuję na to wszystko. Na to, co mi dajesz. - Pokręcił przecząco głową. Delikatnie złapał ją za podbródek, sprawiając, że znowu mógł spojrzeć w jej oczy. Tym razem nie zarażały tą radością. Gościł w nich smutek i cierpienie, które odczuwał na własnej skórze. Uśmiechnął się nikle, ścierając mokre stróżki z jej policzków.
- Jeśli ktoś, tu na coś nie zasługuje, to jestem to ja. Nie żartuję - zaprzeczył, gdy dostrzegł niedowierzanie na jej twarzy. - Odkąd pojawiłaś się w moim życiu, wszystko się zmieniło. Nagle codzienność ma sens. Jesteś i dzięki temu ja mam powód, aby być.
- Nie...
- Uwierz mi, że nie ma dnia, w którym nie zazdrościłbym facetowi, który może mieć cię tylko dla siebie - odparł, nie spuszczając wzroku z jej twarzy. Zarumieniła się. Delikatnie odepchnęła go od siebie, wstając z sofy. Zrobiła kilka kroków, zatrzymując się.
- Pewnego dnia dowiesz się o mnie całej prawdy, a wtedy to wszystko, te słowa... Przestaną mieć znaczenie. - Uśmiechnęła się blado, odwracając się do Daniela plecami. Wyszła z pokoju.

... a być może tylko na krótką, aczkolwiek znaczącą chwilę? Bo gdy pomyślę o swoim życiu za kilka lat, to chciałabym, aby był częścią tych wspomnień. Nawet ich najkrótszą historią, ale najpiękniejszą.


Kiedyś wydawało mi się, że potrafię panować nad emocjami, że umiem wyłączyć odpowiednie uczucia i zagłuszyć bicie serca, gdy wiem, że to, co chce mi przekazać nie jest właściwe. Dzisiaj zrozumiałam, że byłam w błędzie. Obudziłam się otulona jego zapachem i delikatnym, aczkolwiek stanowczym uściskiem ręki, która bezwładnie spoczywała na moim ciele. Kilka lat temu byłabym najszczęśliwszą dziewczyną, bo miałabym go, lecz tamten czas dobiegł do końca, a dzisiejsze tykanie zegara nie powinno odliczać naszych kolejnych, wspólnych minut. Może dlatego zamiast odczuwać radość, jedyne co zagościło w mojej głowie to, to poczucie winy, gdy budzisz się następnego dnia po przebalowanej nocy i jedyne co czujesz, to potężny kac. Jesteś zła, lecz wiesz, że nie możesz cofnąć czasu i to jest chyba najgorsze...

Oparła głowę o ścianę, mocniej zaciskając palce na kieliszku wypełnionym winem. Powieki przysłoniły jej oczy w których gościły łzy bólu i złości. Była wściekła na samą siebie za tą chwilę słabości, która przytrafiła się jej ostatniej nocy, a która w rzeczywistości nie powinna mieć miejsca. Nie miała mu ulec, a jednak znowu okazała się być za słaba, aby uchronić się przed jego urokiem. Wystarczyło kilka słodkich słów, delikatny dotyk jego palców na jej skórze i oddech, który przeszył jej ciało na wskroś, aby przestała myśleć. Puściły łańcuchy, które oplotła wokół swojego serca i złamała złożoną obietnicę.
Poczuła delikatny powiew, a chwilę później obok niej usiadła Nadia. Tylko do niej mogła się udać po pomoc, bo tylko ona rozumiała ją i była z nią szczera do bólu, a tego właśnie potrzebowała w tej chwili. Chciała, aby ktoś oprócz niej samej, uświadomił ją, że zrobiła źle. Może to absurdalne, ale narodziła się w niej potrzeba zlinczowania samej siebie. Chciała cierpieć z bólu, aby przestać postępować tak egoistycznie i pochopnie, aby wreszcie uleczyć się z niego.

- Jokasta, posłuchaj mnie - zaczęła spokojnie Nadia, odwracając twarz w kierunku przyjaciółki - to, co się stało nie powinno mieć miejsca, ale czasu nie cofniesz. Dlatego przestań się tym zadręczać, tylko zastanów się, co z tym zrobić? - Jokasta poruszyła się delikatnie, a na jej twarzy wymalowało się niezrozumienie. - Co czułaś, gdy spałaś z Davidem? Było ci tak samo dobrze, co wtedy, gdy byliście jeszcze razem?
- Było zwyczajnie, Nadia. W tym wszystkim brakowało czegoś. Może to kwestia tych wszystkich niewyjaśnionych jeszcze spraw, a może... - zamilkła, przełykając ślinę.
- A może chodzi o coś więcej? - Zapytała Rudowłosa, upijając łyka wina.
- Nie rozumiem.
- O czym pomyślałaś, gdy obudziłaś się rano? - Ciemnooka zamyśliła się na chwilę, powracając w myślach do pamiętnych godzin. Poczuła jak robi się jej ciepło, a jednocześnie chłodno. Mieszane uczucie, jak i myśli ogarnęły całe jej wnętrze. Poczuła się jeszcze bardziej zagubiona i bezradna niż sekundę temu.
- W pierwszej chwili poczułam się tak, jakbym cofnęła się w czasie o te kilka lat. Znowu byłam kochana, bezpieczna i... szczęśliwa. Jednak w momencie, gdy dotarło do mnie, że to nie przeszłość, lecz teraźniejszość okraszona burzliwymi wydarzeniami, poczułam wstręt do samej siebie i niepewność. Bo jedna część mnie chciała tam być, a druga marzyła, aby uciec jak najdalej. A na koniec pojawił się w mojej głowie obraz Marka, który nie zasługuje na to wszystko. Matko, Nadia, to wszystko jest popieprzone! - krzyknęła, ukrywając twarz w dłoniach. Łzy wtargnęły na jej policzki, a ciało zadrżało.
- Spokojnie, Jokasta, spokojnie... Znajdziemy rozwiązanie, zobaczysz.
- Nadia, myślisz, że można kochać dwie osoby na raz? - spytała łamiącym się głosem.
- Myślę, że można, jednak prędzej czy później okazuje się, że mimo wszystko jedną z nich kocha się mocniej. Pytanie tylko, kogo ty kochasz, Joki?

Czasami czuję się tak, jakbym każdego dnia stawała na rozstaju dróg, poszukując tej właściwej. Raz chodzi o pianino, innym razem o to, co chcę robić dzisiejszego dnia, a czasami o miłość. Jako dziecko myślałam, że to jest proste. Spotykasz człowieka i nagle w twoim wnętrzu rodzi się ta ''chemia'', która ciągnie się przez lata, aż do śmierci. Wszystko wydawało się być jasne. Czarne lub białe. Całkowicie zapomniałam o szarościach, które ukrywają się w zakamarkach naszych dusz, aby wydostać się na wierzch w najmniej odpowiednim momencie. Dlatego, gdybyś dzisiaj zapytał się mnie z czym kojarzy mi się miłość, to odpowiedziałabym ci, że z niepewnością i właśnie tą szarością, która sprawia, że już nie wiem, co nazwać miłością, a co zwyczajnym lubieniem...

- David? - spytała niepewnie, gdy usłyszała jego głos w słuchawce telefonu.
- Cześć. Dzwonię tylko, aby zapytać się, jak się czujesz i czy... - zamilkł, gubiąc się we własnych myślach.
- Nic mi nie jest, ale myślę, że powinniśmy się spotkać i porozmawiać.
- Masz rację. Wpadnę po ciebie wieczorem i pojedziemy tam, gdzie zawsze. Dobrze?
- Do wieczora - odparła, rozłączając się. Na dźwięk słów ''zawsze'' jej ciało zadrżało. Doskonale znała to miejsce, gdzie w każdym centymetrze była ukryta historia ich uczucia. To tam mówili do siebie, to tam słuchali siebie nawzajem, to tam dyskutowali, śmiali się i płakali, to tam się kochali i wyznawali sobie miłość. Ich sekretne miejsce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz