Miałam
dwa wyjścia - odejść i wymazać go ze swojej pamięci, lub zostać i
pozwolić, aby los splatał nasze drogi bardziej. Najrozsądniej byłoby
postąpić zgodnie z opcją pierwszą; wstać z kanapy, pozbierać swoje
rzeczy i zamknąć drzwi jego mieszkania za sobą. Nie odwracać się ani nie
pozwolić na to, aby on dogonił mnie w mojej ucieczce. Jednakże czym
jest rozsądek? Cichym głosem dochodzącym z naszej głowy, krzykiem
strachu, który w sobie nosimy. A ja nie chciałam się już lękać. Całe
swoje życie uważałam siebie za kogoś gorszego, kogoś, kto nie zasługuje
na wyższe uczucia, lecz to wszystko przestało mieć znaczenie, gdy
spojrzałam w jego oczy. Właśnie wtedy podjęłam decyzję - zostałam, być
może na trochę dłużej...
Nigdy
wcześniej nie czuła tego, co rodziło się w niej od momentu, gdy zajął
miejsce za sztalugą. Jej ciało wymykało się spod kontroli. Drżało,
rozpływało się od fal gorąca, tak przyjemnie łaskotało ją w sercu, które
biło jak oszalałe. Na policzkach gościł rumieniec, który pierwszy raz
jej nie przeszkadzał. Nie chciała się przed nim ukrywać. Pragnęła, aby
poznał ją całą. Nieidealną, zbudowaną z wad i nielicznych zalet, które
umiałaby wyliczyć na palcach jednej dłoni. Chciała, aby zobaczył ją -
Sophię. Dziewczynę, która marzyła o nowym początku, która chciała
pożegnać się z przeszłością i rozliczyć z własnych błędów. Dziewczynę
waleczną i zagubioną, a jednocześnie delikatną, pragnącą zainteresowania
i jednego dnia w którym byłaby bezpieczna i kochana. Nie marzyła o
niczym więcej. Nie miało dla niej żadnego znaczenia, kim będzie, gdzie
będzie mieszkać i ile będzie miała pieniędzy na koncie w tym nowym
życiu. Najważniejsze by miała u boku osobę, która dostrzegałaby w niej
to proste, nie okraszone niczym szczególnym, piękno. I z jakiś
niewytłumaczalnych powodów czuła, że ten mężczyzna siedzący naprzeciw
niej, dostrzegłby je. Zaskakiwał ją łatwością z jaką potrafił
rozszyfrować jej potrzeby i humorki. Zadziwiał ufnością i troską jaką ją
obdarzył, chociaż właściwie nie musiał tego robić. Najbardziej jednak
podziwiała jego sposób patrzenia na życie, świat i otaczających go
ludzi. Zazdrościła mu tej umiejętności, dzięki, której najzwyklejsza,
najbardziej banalna scena nabierała dodatkowego, magicznego wyrazu. Nie
raz wyobrażała sobie jego oczy o poranku - takie zaspane, okraszone
odchodzącym snem, a jednak mówiące wszystko to, co pragnęłaby usłyszeć.
Jego wzrok za dnia, gdy popełniałaby infantylne błędy, gdy podawałaby
obiad do stołu przy którym on już, by siedział lub wtedy, gdy kłóciliby
się o film. Oddałaby wszystko, aby zasypiać w czekoladowej otchłani jego
tęczówek. W sercu poczuła ukłucie zazdrości, gdy wyobraziła sobie
kobietę, która pewnego dnia otrzyma jej własne marzenie, bo dla niej
było już za późno. Nikt nie pokocha Sophie Davids. Nikt.
Nabrała powietrza, mrugając oczami. Nie chciała, aby zobaczył łzy, które napłynęły do jej oczu. Nerwowo poruszyła się na sofie, poprawiając koc, który lekko sunął się z jej nóg. Uśmiechnęła się do niego niewyraźnie, gdy natrafiła na jego pytające spojrzenie. Wiedziała, że z nim nie wygra, że nie uda się jej ukryć swoich emocji. Zagryzła delikatnie drżącą wargę, a z jej oczu potoczyła się pierwsza, samotna łza. Usłyszała cichy szelest, a chwilę później kroki, które stawiał. Zapach jego perfum rozszalał się w jego nozdrzach, gdy usiadł na sofie, dłonią otulając jej policzek. Kciukiem palca gładził go, nie przestając na nią patrzeć. Chciała się ukryć, aby nie widział jak po raz kolejny przegrywa walkę z samą sobą.
Nabrała powietrza, mrugając oczami. Nie chciała, aby zobaczył łzy, które napłynęły do jej oczu. Nerwowo poruszyła się na sofie, poprawiając koc, który lekko sunął się z jej nóg. Uśmiechnęła się do niego niewyraźnie, gdy natrafiła na jego pytające spojrzenie. Wiedziała, że z nim nie wygra, że nie uda się jej ukryć swoich emocji. Zagryzła delikatnie drżącą wargę, a z jej oczu potoczyła się pierwsza, samotna łza. Usłyszała cichy szelest, a chwilę później kroki, które stawiał. Zapach jego perfum rozszalał się w jego nozdrzach, gdy usiadł na sofie, dłonią otulając jej policzek. Kciukiem palca gładził go, nie przestając na nią patrzeć. Chciała się ukryć, aby nie widział jak po raz kolejny przegrywa walkę z samą sobą.
-
Sophia, co się stało? - spytał tym swoim zachrypniętym głosem. Zadrżała,
a z jej oczu wypłynęły kolejne łzy. Była tak beznadziejnym przypadkiem.
Zawsze lokowała uczucia w niewłaściwych osobach, a gdy wreszcie udało
się jej znaleźć tego, który na nie zasługiwał, okazało się, że to ona
nie jest go godna. Poruszyła przecząco głową, starając się zapanować nad
swoimi emocjami, lecz on nie dawał za wygraną. Objął ją ramionami,
przyciągając do siebie. Zacisnęła dłonie na jego koszuli, a z jej ust
wydostał się cichy szloch, gdy chciała coś powiedzieć.
- Spokojnie, Malutka. Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram - wyszeptał, składając drobny pocałunek na jej głowie. - Płacz ile chcesz, a jeśli masz ochotę na rozmowę, to mów, a ja wysłucham. Nie bój się. Nie odejdę.
- Odejdziesz - odparła niewyraźnie, nie mogąc zapanować nad łzami, które nie chciały przestać wypływać. - Nie zasługuję na to wszystko. Na to, co mi dajesz. - Pokręcił przecząco głową. Delikatnie złapał ją za podbródek, sprawiając, że znowu mógł spojrzeć w jej oczy. Tym razem nie zarażały tą radością. Gościł w nich smutek i cierpienie, które odczuwał na własnej skórze. Uśmiechnął się nikle, ścierając mokre stróżki z jej policzków.
- Jeśli ktoś, tu na coś nie zasługuje, to jestem to ja. Nie żartuję - zaprzeczył, gdy dostrzegł niedowierzanie na jej twarzy. - Odkąd pojawiłaś się w moim życiu, wszystko się zmieniło. Nagle codzienność ma sens. Jesteś i dzięki temu ja mam powód, aby być.
- Nie...
- Uwierz mi, że nie ma dnia, w którym nie zazdrościłbym facetowi, który może mieć cię tylko dla siebie - odparł, nie spuszczając wzroku z jej twarzy. Zarumieniła się. Delikatnie odepchnęła go od siebie, wstając z sofy. Zrobiła kilka kroków, zatrzymując się.
- Pewnego dnia dowiesz się o mnie całej prawdy, a wtedy to wszystko, te słowa... Przestaną mieć znaczenie. - Uśmiechnęła się blado, odwracając się do Daniela plecami. Wyszła z pokoju.
- Spokojnie, Malutka. Jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram - wyszeptał, składając drobny pocałunek na jej głowie. - Płacz ile chcesz, a jeśli masz ochotę na rozmowę, to mów, a ja wysłucham. Nie bój się. Nie odejdę.
- Odejdziesz - odparła niewyraźnie, nie mogąc zapanować nad łzami, które nie chciały przestać wypływać. - Nie zasługuję na to wszystko. Na to, co mi dajesz. - Pokręcił przecząco głową. Delikatnie złapał ją za podbródek, sprawiając, że znowu mógł spojrzeć w jej oczy. Tym razem nie zarażały tą radością. Gościł w nich smutek i cierpienie, które odczuwał na własnej skórze. Uśmiechnął się nikle, ścierając mokre stróżki z jej policzków.
- Jeśli ktoś, tu na coś nie zasługuje, to jestem to ja. Nie żartuję - zaprzeczył, gdy dostrzegł niedowierzanie na jej twarzy. - Odkąd pojawiłaś się w moim życiu, wszystko się zmieniło. Nagle codzienność ma sens. Jesteś i dzięki temu ja mam powód, aby być.
- Nie...
- Uwierz mi, że nie ma dnia, w którym nie zazdrościłbym facetowi, który może mieć cię tylko dla siebie - odparł, nie spuszczając wzroku z jej twarzy. Zarumieniła się. Delikatnie odepchnęła go od siebie, wstając z sofy. Zrobiła kilka kroków, zatrzymując się.
- Pewnego dnia dowiesz się o mnie całej prawdy, a wtedy to wszystko, te słowa... Przestaną mieć znaczenie. - Uśmiechnęła się blado, odwracając się do Daniela plecami. Wyszła z pokoju.
...
a być może tylko na krótką, aczkolwiek znaczącą chwilę? Bo gdy pomyślę o
swoim życiu za kilka lat, to chciałabym, aby był częścią tych
wspomnień. Nawet ich najkrótszą historią, ale najpiękniejszą.
Kiedyś
wydawało mi się, że potrafię panować nad emocjami, że umiem wyłączyć
odpowiednie uczucia i zagłuszyć bicie serca, gdy wiem, że to, co chce mi
przekazać nie jest właściwe. Dzisiaj zrozumiałam, że byłam w błędzie.
Obudziłam się otulona jego zapachem i delikatnym, aczkolwiek stanowczym
uściskiem ręki, która bezwładnie spoczywała na moim ciele. Kilka lat
temu byłabym najszczęśliwszą dziewczyną, bo miałabym go, lecz tamten
czas dobiegł do końca, a dzisiejsze tykanie zegara nie powinno odliczać
naszych kolejnych, wspólnych minut. Może dlatego zamiast odczuwać
radość, jedyne co zagościło w mojej głowie to, to poczucie winy, gdy
budzisz się następnego dnia po przebalowanej nocy i jedyne co czujesz,
to potężny kac. Jesteś zła, lecz wiesz, że nie możesz cofnąć czasu i to
jest chyba najgorsze...
Oparła
głowę o ścianę, mocniej zaciskając palce na kieliszku wypełnionym
winem. Powieki przysłoniły jej oczy w których gościły łzy bólu i złości.
Była wściekła na samą siebie za tą chwilę słabości, która przytrafiła
się jej ostatniej nocy, a która w rzeczywistości nie powinna mieć
miejsca. Nie miała mu ulec, a jednak znowu okazała się być za słaba, aby
uchronić się przed jego urokiem. Wystarczyło kilka słodkich słów,
delikatny dotyk jego palców na jej skórze i oddech, który przeszył jej
ciało na wskroś, aby przestała myśleć. Puściły łańcuchy, które oplotła
wokół swojego serca i złamała złożoną obietnicę.
Poczuła delikatny powiew, a chwilę później obok niej usiadła Nadia. Tylko do niej mogła się udać po pomoc, bo tylko ona rozumiała ją i była z nią szczera do bólu, a tego właśnie potrzebowała w tej chwili. Chciała, aby ktoś oprócz niej samej, uświadomił ją, że zrobiła źle. Może to absurdalne, ale narodziła się w niej potrzeba zlinczowania samej siebie. Chciała cierpieć z bólu, aby przestać postępować tak egoistycznie i pochopnie, aby wreszcie uleczyć się z niego.
- Jokasta, posłuchaj mnie - zaczęła spokojnie Nadia, odwracając twarz w kierunku przyjaciółki - to, co się stało nie powinno mieć miejsca, ale czasu nie cofniesz. Dlatego przestań się tym zadręczać, tylko zastanów się, co z tym zrobić? - Jokasta poruszyła się delikatnie, a na jej twarzy wymalowało się niezrozumienie. - Co czułaś, gdy spałaś z Davidem? Było ci tak samo dobrze, co wtedy, gdy byliście jeszcze razem?
- Było zwyczajnie, Nadia. W tym wszystkim brakowało czegoś. Może to kwestia tych wszystkich niewyjaśnionych jeszcze spraw, a może... - zamilkła, przełykając ślinę.
- A może chodzi o coś więcej? - Zapytała Rudowłosa, upijając łyka wina.
- Nie rozumiem.
- O czym pomyślałaś, gdy obudziłaś się rano? - Ciemnooka zamyśliła się na chwilę, powracając w myślach do pamiętnych godzin. Poczuła jak robi się jej ciepło, a jednocześnie chłodno. Mieszane uczucie, jak i myśli ogarnęły całe jej wnętrze. Poczuła się jeszcze bardziej zagubiona i bezradna niż sekundę temu.
- W pierwszej chwili poczułam się tak, jakbym cofnęła się w czasie o te kilka lat. Znowu byłam kochana, bezpieczna i... szczęśliwa. Jednak w momencie, gdy dotarło do mnie, że to nie przeszłość, lecz teraźniejszość okraszona burzliwymi wydarzeniami, poczułam wstręt do samej siebie i niepewność. Bo jedna część mnie chciała tam być, a druga marzyła, aby uciec jak najdalej. A na koniec pojawił się w mojej głowie obraz Marka, który nie zasługuje na to wszystko. Matko, Nadia, to wszystko jest popieprzone! - krzyknęła, ukrywając twarz w dłoniach. Łzy wtargnęły na jej policzki, a ciało zadrżało.
- Spokojnie, Jokasta, spokojnie... Znajdziemy rozwiązanie, zobaczysz.
- Nadia, myślisz, że można kochać dwie osoby na raz? - spytała łamiącym się głosem.
- Myślę, że można, jednak prędzej czy później okazuje się, że mimo wszystko jedną z nich kocha się mocniej. Pytanie tylko, kogo ty kochasz, Joki?
Poczuła delikatny powiew, a chwilę później obok niej usiadła Nadia. Tylko do niej mogła się udać po pomoc, bo tylko ona rozumiała ją i była z nią szczera do bólu, a tego właśnie potrzebowała w tej chwili. Chciała, aby ktoś oprócz niej samej, uświadomił ją, że zrobiła źle. Może to absurdalne, ale narodziła się w niej potrzeba zlinczowania samej siebie. Chciała cierpieć z bólu, aby przestać postępować tak egoistycznie i pochopnie, aby wreszcie uleczyć się z niego.
- Jokasta, posłuchaj mnie - zaczęła spokojnie Nadia, odwracając twarz w kierunku przyjaciółki - to, co się stało nie powinno mieć miejsca, ale czasu nie cofniesz. Dlatego przestań się tym zadręczać, tylko zastanów się, co z tym zrobić? - Jokasta poruszyła się delikatnie, a na jej twarzy wymalowało się niezrozumienie. - Co czułaś, gdy spałaś z Davidem? Było ci tak samo dobrze, co wtedy, gdy byliście jeszcze razem?
- Było zwyczajnie, Nadia. W tym wszystkim brakowało czegoś. Może to kwestia tych wszystkich niewyjaśnionych jeszcze spraw, a może... - zamilkła, przełykając ślinę.
- A może chodzi o coś więcej? - Zapytała Rudowłosa, upijając łyka wina.
- Nie rozumiem.
- O czym pomyślałaś, gdy obudziłaś się rano? - Ciemnooka zamyśliła się na chwilę, powracając w myślach do pamiętnych godzin. Poczuła jak robi się jej ciepło, a jednocześnie chłodno. Mieszane uczucie, jak i myśli ogarnęły całe jej wnętrze. Poczuła się jeszcze bardziej zagubiona i bezradna niż sekundę temu.
- W pierwszej chwili poczułam się tak, jakbym cofnęła się w czasie o te kilka lat. Znowu byłam kochana, bezpieczna i... szczęśliwa. Jednak w momencie, gdy dotarło do mnie, że to nie przeszłość, lecz teraźniejszość okraszona burzliwymi wydarzeniami, poczułam wstręt do samej siebie i niepewność. Bo jedna część mnie chciała tam być, a druga marzyła, aby uciec jak najdalej. A na koniec pojawił się w mojej głowie obraz Marka, który nie zasługuje na to wszystko. Matko, Nadia, to wszystko jest popieprzone! - krzyknęła, ukrywając twarz w dłoniach. Łzy wtargnęły na jej policzki, a ciało zadrżało.
- Spokojnie, Jokasta, spokojnie... Znajdziemy rozwiązanie, zobaczysz.
- Nadia, myślisz, że można kochać dwie osoby na raz? - spytała łamiącym się głosem.
- Myślę, że można, jednak prędzej czy później okazuje się, że mimo wszystko jedną z nich kocha się mocniej. Pytanie tylko, kogo ty kochasz, Joki?
Czasami
czuję się tak, jakbym każdego dnia stawała na rozstaju dróg, poszukując
tej właściwej. Raz chodzi o pianino, innym razem o to, co chcę robić
dzisiejszego dnia, a czasami o miłość. Jako dziecko myślałam, że to jest
proste. Spotykasz człowieka i nagle w twoim wnętrzu rodzi się ta
''chemia'', która ciągnie się przez lata, aż do śmierci. Wszystko
wydawało się być jasne. Czarne lub białe. Całkowicie zapomniałam o
szarościach, które ukrywają się w zakamarkach naszych dusz, aby wydostać
się na wierzch w najmniej odpowiednim momencie. Dlatego, gdybyś dzisiaj
zapytał się mnie z czym kojarzy mi się miłość, to odpowiedziałabym ci,
że z niepewnością i właśnie tą szarością, która sprawia, że już nie
wiem, co nazwać miłością, a co zwyczajnym lubieniem...
- David? - spytała niepewnie, gdy usłyszała jego głos w słuchawce telefonu.
- Cześć. Dzwonię tylko, aby zapytać się, jak się czujesz i czy... - zamilkł, gubiąc się we własnych myślach.
- Nic mi nie jest, ale myślę, że powinniśmy się spotkać i porozmawiać.
- Masz rację. Wpadnę po ciebie wieczorem i pojedziemy tam, gdzie zawsze. Dobrze?
- Do wieczora - odparła, rozłączając się. Na dźwięk słów ''zawsze'' jej ciało zadrżało. Doskonale znała to miejsce, gdzie w każdym centymetrze była ukryta historia ich uczucia. To tam mówili do siebie, to tam słuchali siebie nawzajem, to tam dyskutowali, śmiali się i płakali, to tam się kochali i wyznawali sobie miłość. Ich sekretne miejsce.
- Cześć. Dzwonię tylko, aby zapytać się, jak się czujesz i czy... - zamilkł, gubiąc się we własnych myślach.
- Nic mi nie jest, ale myślę, że powinniśmy się spotkać i porozmawiać.
- Masz rację. Wpadnę po ciebie wieczorem i pojedziemy tam, gdzie zawsze. Dobrze?
- Do wieczora - odparła, rozłączając się. Na dźwięk słów ''zawsze'' jej ciało zadrżało. Doskonale znała to miejsce, gdzie w każdym centymetrze była ukryta historia ich uczucia. To tam mówili do siebie, to tam słuchali siebie nawzajem, to tam dyskutowali, śmiali się i płakali, to tam się kochali i wyznawali sobie miłość. Ich sekretne miejsce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz