[Amanda Seyfried - "Little House"]
I love this place
But it's haunted without you...
I love this place
But it's haunted without you...
Nie
mogła uwierzyć, że znowu tutaj jest. W miejscu, które znaczyło dla niej
więcej, aniżeli jakiekolwiek inne. To tutaj przeżywała najpiękniejsze
chwile w swoim życiu. To tutaj śmiała się i płakała; mówiła i krzyczała;
milczała i prosiła o wysłuchanie. Tylko tutaj niebo wyglądało tak
pięknie nocą, a słońce przyjemnie otulało promieniami pragnące ciepła,
ciała. Tylko w tym miejscu mogła być sobą, ściągnąć z twarzy maskę i
rozebrać zbroję. Tylko tutaj nie musiała bać się konsekwencji dnia
dzisiejszego, tego, co przyniesie jutro i własnych, absurdalnych myśli. W
tym miejscu było inaczej, lepiej i prościej. Tylko tutaj miała go dla
siebie. Nie musiała się nim dzielić z upływającym czasem, obcymi ludźmi i
codziennością, która próbowała niepostrzeżenie go wykraść. W tym
miejscu liczyli się tylko oni. Ich spojrzenia, szczere uśmiechy i słowa,
które niosły ze sobą piękną wizję przyszłości. Tylko tutaj byli dla siebie.
Zaśmiała się pod nosem, wsłuchując się w ciche dźwięki dochodzące z lasu, który znajdował się nieopodal. Dokładnie pamiętała tamten dzień, gdy zabrał ją tutaj pierwszy raz. Całą drogę narzekała na komary i kleszcze, których bała się panicznie. A on zbywał jej narzekania tym swoim uśmiechem i ciepłym dotykiem dłoni, która spoczywała na jej własnej. Doskonale wiedział, że gdy zobaczy to, co chce jej pokazać, zamilknie w zachwycie. Nie mylił się. Gdy ujrzała to miejsce, zaniemówiła. Odebrało jej dech w piersi, a na twarzy mimowolnie zagościł uśmiech. Zakochała się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Pokochała, każdy dźwięk, zapach i wspomnienie, które narodziło się tutaj. Od tamtego dnia to miejsce stało się ich własną ucieczką od świata. Musiała przyznać, że były to niesamowicie przyjemne ucieczki.
Zadrżała, a na ciele pojawiła się gęsia skórka, gdy przypomniała sobie ich ostatnią wizytę w tym miejscu. Dotyk jego szorstkich palców na jej delikatniej skórze. Jego uśmiech, który mówił więcej aniżeli słowa. I to spojrzenie, które kochała najmocniej na świecie. Jak wiele zmieniło się od tamtego dnia. Jak bardzo oddalili się od siebie, stając się zupełnie obcymi ludźmi. Nawet cisza brzmiała inaczej, bardziej przerażająco. W jej oczach zalśniły łzy. Nie umiała zrozumieć jak mogli pozwolić, aby to się stało. Jak mogli wypuścić z rąk taki skarb. Zabili to, co ich niegdyś łączyło. Stracili miłość, o której marzą miliony, a która gościła w ich sercach.
Zaśmiała się pod nosem, wsłuchując się w ciche dźwięki dochodzące z lasu, który znajdował się nieopodal. Dokładnie pamiętała tamten dzień, gdy zabrał ją tutaj pierwszy raz. Całą drogę narzekała na komary i kleszcze, których bała się panicznie. A on zbywał jej narzekania tym swoim uśmiechem i ciepłym dotykiem dłoni, która spoczywała na jej własnej. Doskonale wiedział, że gdy zobaczy to, co chce jej pokazać, zamilknie w zachwycie. Nie mylił się. Gdy ujrzała to miejsce, zaniemówiła. Odebrało jej dech w piersi, a na twarzy mimowolnie zagościł uśmiech. Zakochała się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Pokochała, każdy dźwięk, zapach i wspomnienie, które narodziło się tutaj. Od tamtego dnia to miejsce stało się ich własną ucieczką od świata. Musiała przyznać, że były to niesamowicie przyjemne ucieczki.
Zadrżała, a na ciele pojawiła się gęsia skórka, gdy przypomniała sobie ich ostatnią wizytę w tym miejscu. Dotyk jego szorstkich palców na jej delikatniej skórze. Jego uśmiech, który mówił więcej aniżeli słowa. I to spojrzenie, które kochała najmocniej na świecie. Jak wiele zmieniło się od tamtego dnia. Jak bardzo oddalili się od siebie, stając się zupełnie obcymi ludźmi. Nawet cisza brzmiała inaczej, bardziej przerażająco. W jej oczach zalśniły łzy. Nie umiała zrozumieć jak mogli pozwolić, aby to się stało. Jak mogli wypuścić z rąk taki skarb. Zabili to, co ich niegdyś łączyło. Stracili miłość, o której marzą miliony, a która gościła w ich sercach.
-
O czym myślisz? - Delikatnie podskoczyła, gdy usłyszała jego głos tuż
za swoimi plecami. Na krótką chwilę zapomniała o jego obecności. Czasami
żałowała, że nie może zniknąć z jej serca i myśli na zdecydowanie
dłuższą chwilę, być może nawet na zawsze. Może tak byłoby lepiej? Może
powinna kazać mu spakować walizki i wyjechać? Może wtedy byłaby
szczęśliwa, a może wręcz przeciwnie, tęskniłaby bardziej? Zaśmiała się
pod nosem. Miała dosyć nieustannych wątpliwości. Tego wahania. Bycia raz
na 'tak' a raz na 'nie'. Znowu chciała zacząć żyć, bez ciągłego
zastanawiania się czy postępuje właściwie, lecz przy nim nie było to
możliwe. Nie teraz.
- Tak dużo się zmieniło od naszej ostatniej wizyty tutaj - wyszeptała, zakładając za ucho niesforny kosmyk włosów. - Nasze usta nie skradają pocałunków, oczy nie napawają się wzajemny blaskiem. Milczymy, chociaż kiedyś nie zdarzało się nam to prawie w ogóle. Zabawne, że kiedyś nawet nie pomyślałam, że tak może się stać. Nie przypuszczałam, że nagle staniemy się dla siebie zupełnie obcy, że zapomnimy jak to jest dzielić razem czas. - Pokręciła głową, śmiejąc się. - A jednak stało się. Znowu jesteśmy tutaj razem, ale jakby osobno. Ty pochłonięty we własnych myślach, a ja w swoich. Ty mający własne życie, a ja swoje. Dwoje ludzi, których kiedyś łączyło niemalże wszystko, a teraz oddzielonych od siebie ogromną przepaścią. Przykre, nie sądzisz?
- Wiem, że nie jest tak, jak być powinno. Popełniłem błąd, którego sobie nigdy w życiu nie wybaczę. Zostawiłem ciebie, jedyną osobę, która zawsze była przy mnie, która rozumiała mnie i trzymała na powierzchni, abym nie utopił się we własnych, nieprzemyślanych decyzjach. Jednak ten czas, który spędziłem daleko od ciebie, utwierdził mnie w przekonaniu, że to zawsze byłaś ty. - Podszedł bliżej, odwracając ją w swoją stronę. Zobaczył łzy w jej oczach, co sprawiło mu nieopisany ból. Delikatnie pogładził jej policzek, nie spuszczając wzroku z jej twarzy. - Od pierwszego momentu, gdy cię ujrzałem, aż do ostatniej rozmowy. Zawsze liczyłaś się ty. Nie było nikogo, kto byłby wstanie zająć twoje miejsce. I nigdy nie będzie. Jestem tego bardziej niż pewien. Wiem też, że możemy zacząć wszystko od nowa. Wtedy, gdy wpadliśmy na siebie pierwszy raz, też się nie znaliśmy, a jednak udało nam się zbudować coś wyjątkowego. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? - spytał, lecz ona nie udzieliła mu odpowiedzi. Milczała, wsłuchując się w bicie własnego serca. Rozsądek mówił, że powinna uciec, lecz był on niczym w porównaniu z tym, co czuła wewnątrz siebie. Jak na zwolnionym filmie, przypominała sobie ich pierwsze spotkanie, a następnie każde kolejne. Miał rację. Zaszli tak daleko, narodziło się w nich coś wyjątkowego, coś, co chyba nadal czuła. Przetarła dłońmi mokre oczy, uśmiechając się szeroko.
- Jestem Jokasta, a ty? - spytała, a on zaśmiał się w ten swój, specyficzny sposób. Tak bardzo za tym tęskniła.
- David - odparł, uciskając jej dłoń, którą wyciągnęła w jego kierunku. - Wiesz co? Mam dziwne przeczucie, że to początek czegoś zupełnie niesamowitego.
- Jesteś prorokiem? - Pokręcił głową, a na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Lubił, gdy była taka wesoła, taka... jego.
- Nie, architektem. Jeśli zechcesz, to pewnego dnia wybuduję ci dom.
- Taki z dużym salonem i pięknym ogrodem?
- I z tabliczką na drzwiach, na której będzie widnieć nasze nazwisko.
- Nie rozpędzasz się? Nie znam cię, więc skąd ta pewność, że zostanę twoją żoną? - Zaśmiała się radośnie, rozkoszując się trwającą chwilą.
- Po prostu czuję to.
- Tak dużo się zmieniło od naszej ostatniej wizyty tutaj - wyszeptała, zakładając za ucho niesforny kosmyk włosów. - Nasze usta nie skradają pocałunków, oczy nie napawają się wzajemny blaskiem. Milczymy, chociaż kiedyś nie zdarzało się nam to prawie w ogóle. Zabawne, że kiedyś nawet nie pomyślałam, że tak może się stać. Nie przypuszczałam, że nagle staniemy się dla siebie zupełnie obcy, że zapomnimy jak to jest dzielić razem czas. - Pokręciła głową, śmiejąc się. - A jednak stało się. Znowu jesteśmy tutaj razem, ale jakby osobno. Ty pochłonięty we własnych myślach, a ja w swoich. Ty mający własne życie, a ja swoje. Dwoje ludzi, których kiedyś łączyło niemalże wszystko, a teraz oddzielonych od siebie ogromną przepaścią. Przykre, nie sądzisz?
- Wiem, że nie jest tak, jak być powinno. Popełniłem błąd, którego sobie nigdy w życiu nie wybaczę. Zostawiłem ciebie, jedyną osobę, która zawsze była przy mnie, która rozumiała mnie i trzymała na powierzchni, abym nie utopił się we własnych, nieprzemyślanych decyzjach. Jednak ten czas, który spędziłem daleko od ciebie, utwierdził mnie w przekonaniu, że to zawsze byłaś ty. - Podszedł bliżej, odwracając ją w swoją stronę. Zobaczył łzy w jej oczach, co sprawiło mu nieopisany ból. Delikatnie pogładził jej policzek, nie spuszczając wzroku z jej twarzy. - Od pierwszego momentu, gdy cię ujrzałem, aż do ostatniej rozmowy. Zawsze liczyłaś się ty. Nie było nikogo, kto byłby wstanie zająć twoje miejsce. I nigdy nie będzie. Jestem tego bardziej niż pewien. Wiem też, że możemy zacząć wszystko od nowa. Wtedy, gdy wpadliśmy na siebie pierwszy raz, też się nie znaliśmy, a jednak udało nam się zbudować coś wyjątkowego. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej? - spytał, lecz ona nie udzieliła mu odpowiedzi. Milczała, wsłuchując się w bicie własnego serca. Rozsądek mówił, że powinna uciec, lecz był on niczym w porównaniu z tym, co czuła wewnątrz siebie. Jak na zwolnionym filmie, przypominała sobie ich pierwsze spotkanie, a następnie każde kolejne. Miał rację. Zaszli tak daleko, narodziło się w nich coś wyjątkowego, coś, co chyba nadal czuła. Przetarła dłońmi mokre oczy, uśmiechając się szeroko.
- Jestem Jokasta, a ty? - spytała, a on zaśmiał się w ten swój, specyficzny sposób. Tak bardzo za tym tęskniła.
- David - odparł, uciskając jej dłoń, którą wyciągnęła w jego kierunku. - Wiesz co? Mam dziwne przeczucie, że to początek czegoś zupełnie niesamowitego.
- Jesteś prorokiem? - Pokręcił głową, a na jego twarzy gościł szeroki uśmiech. Lubił, gdy była taka wesoła, taka... jego.
- Nie, architektem. Jeśli zechcesz, to pewnego dnia wybuduję ci dom.
- Taki z dużym salonem i pięknym ogrodem?
- I z tabliczką na drzwiach, na której będzie widnieć nasze nazwisko.
- Nie rozpędzasz się? Nie znam cię, więc skąd ta pewność, że zostanę twoją żoną? - Zaśmiała się radośnie, rozkoszując się trwającą chwilą.
- Po prostu czuję to.
I am here to stay.*
***
It's too damn cold tonight
And I forget all the reasons why I try...
And I forget all the reasons why I try...
Usiadła
na podłodze, podciągając kolana. Objęła je swoimi ramionami, układając
na nich głowę. Dzisiejszej nocy nie czuła się najlepiej. I nie chodziło
jej o ból głowy, który towarzyszył jej przez cały dzień ani o tą
nieodpartą ochotę na coś słodkiego. Pierwszy raz od kilku dni poczuła
się tak naprawdę samotna i była jej z tym źle. Co prawda mogła zadzwonić
do Daniela i poprosić go, aby przyjechał do niej i spędził z nią ten
wieczór. Była niemalże pewna, że by się zgodził, lecz wiedziała, że
byłoby to niewłaściwie. Cała ich znajomość rozpoczęła się nie tak jak
powinna. Nadal nie wiedzieli o sobie najważniejszych rzeczy, a mimo to
pozwolili sobie na chwilę słabości i dopuścili emocje. Bała się tego, co
czuła, gdy był w pobliżu. Lękała się własnych myśli, które nieustannie
krążyły wokół jego osoby, lecz najbardziej przerażała ją myśl, że mogła
go pokochać.
Daniel różnił się prawie wszystkim od Davida. Był ciepłym, opiekuńczym, zabawnym mężczyzną, który zawsze miał czas dla niej i jej nienarodzonego jeszcze dziecka. Nie zadawał pytań, słuchał, kiedy mówiła, odwdzięczając się jej prawdą - zawsze. Wiedziała, że może mu zaufać i powierzyć swoje sekrety, lecz nie potrafiła wykonać tego najważniejszego kroku. Nie była gotowa opowiedzieć mu swoją historię. Wiedziała, że to wszystko zmieni, chociaż bardzo tego nie chciała. Dlatego potrzebowała czasu, aby sobie wszystko poukładać w głowie, aby spróbować ruszyć do przodu bez niego i być może bez Davida. Jednak nim dokona tych wszystkich, radykalnych zmian, musi porozmawiać z tym ostatnim. A tego bała się chyba jeszcze bardziej.
Daniel różnił się prawie wszystkim od Davida. Był ciepłym, opiekuńczym, zabawnym mężczyzną, który zawsze miał czas dla niej i jej nienarodzonego jeszcze dziecka. Nie zadawał pytań, słuchał, kiedy mówiła, odwdzięczając się jej prawdą - zawsze. Wiedziała, że może mu zaufać i powierzyć swoje sekrety, lecz nie potrafiła wykonać tego najważniejszego kroku. Nie była gotowa opowiedzieć mu swoją historię. Wiedziała, że to wszystko zmieni, chociaż bardzo tego nie chciała. Dlatego potrzebowała czasu, aby sobie wszystko poukładać w głowie, aby spróbować ruszyć do przodu bez niego i być może bez Davida. Jednak nim dokona tych wszystkich, radykalnych zmian, musi porozmawiać z tym ostatnim. A tego bała się chyba jeszcze bardziej.
-
Dawno nie dzwoniłaś. - Westchnęła, przymykając powieki, gdy usłyszała
kobiecy głos po drugiej stronie słuchawki. Wcale nie miała ochoty na
rozmowę z nią, ale z drugiej strony nie była w stanie wymyślić żadnego,
lepszego rozwiązania. Poza tym zawsze jakoś łatwiej przychodziło jej
mówić o swoich problemach obcym osobą, bo nawet jeśli nie rozumieli jej,
to miała to gdzieś.
- I nie zadzwoniłabym już, gdyby... - zamilkła, starając się znaleźć odpowiednie słowa, po chwili kontynuowała: - moje życie nie skomplikowało się tak bardzo. Poznałam mężczyznę. Jest cudowny. Czuję, że właśnie na kogoś takiego czekałam przez całe swoje życie. Mam wrażenie, że los specjalnie splótł nasze drogi tamtego dnia. Mimo to, nie mogę pozbyć się tych czarnych myśli, które wręcz krzyczą, że to skończy się źle, bo przecież na drugim końcu świata nadal jest David. - Przełknęła ślinę, przymykając powieki. - A ja nadal jestem jego - wyszeptała.
- Nigdy nie byłaś jego, Sophia. A może inaczej, on nigdy nie chciał, aby tak było. Zapomniałaś ile bólu ci zadał? - W myślach przytaknęła. Ta kobieta miała rację. Przy Davidzie nigdy nie czuła się kobietą. Nigdy nie patrzał na nią tak, jak patrzy zakochany mężczyzna na kobietę. Nie pytał o jej potrzeby, zainteresowania i o to, co spotkało ją w danym dniu. Nie interesowała go, a mimo to wciąż wierzyła, że to może ulec zmianie. Dzisiaj wiedziała, że nic się nie zmieni w tej kwestii, dlatego musi podjąć stanowcze kroki. Dla siebie i dla tej małej fasolki, która rosła w jej wnętrzu.
- Pamiętam wszystko, chociaż wolałabym nie. Może wtedy nie bolałoby tak bardzo? - zapytała, a z jej oczu wypłynęły łzy.
- Gdybyś nie czuła tego, co czujesz dzisiaj, to nie umiałabyś odejść.
- Nadal nie umiem. Nawet teraz, gdy wiem, że powinnam, że już tego nie chcę, to jest coś, co mnie trzyma tutaj - załkała, zaciskając dłoń w pięść.
- Co takiego?
- Jestem w ciąży - odparła, a po drugiej stronie zapanowała cisza.
- To dziecko...
- Jest Davida - odpowiedziała na pytanie, którego nie pozwoliła dokończyć rozmówczyni. Minęło kilka minut, aż kobieta ponownie zabrała głos.
- Posłuchaj mnie, Sophia. Nie ma czasu na łzy, które niczego nie ułatwiają, a tym bardziej do niczego nie prowadzą. Rozłączę się, a ty wybierzesz numer na lotnisko. Zarezerwujesz bilet i polecisz do niego, aby raz na zawsze uporać się z przeszłością i poukładać rzeczywistość. A następnie wrócisz i zaczniesz od nowa. Jesteś wyjątkową osobą. Dasz sobie radę.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo wraz z ostatnim słowem w słuchawce rozległ się dźwięk przerwanego połączenia. Mimo wszelakich wątpliwości, wybrała numer. Czas dokonać życiowych porządków.
- I nie zadzwoniłabym już, gdyby... - zamilkła, starając się znaleźć odpowiednie słowa, po chwili kontynuowała: - moje życie nie skomplikowało się tak bardzo. Poznałam mężczyznę. Jest cudowny. Czuję, że właśnie na kogoś takiego czekałam przez całe swoje życie. Mam wrażenie, że los specjalnie splótł nasze drogi tamtego dnia. Mimo to, nie mogę pozbyć się tych czarnych myśli, które wręcz krzyczą, że to skończy się źle, bo przecież na drugim końcu świata nadal jest David. - Przełknęła ślinę, przymykając powieki. - A ja nadal jestem jego - wyszeptała.
- Nigdy nie byłaś jego, Sophia. A może inaczej, on nigdy nie chciał, aby tak było. Zapomniałaś ile bólu ci zadał? - W myślach przytaknęła. Ta kobieta miała rację. Przy Davidzie nigdy nie czuła się kobietą. Nigdy nie patrzał na nią tak, jak patrzy zakochany mężczyzna na kobietę. Nie pytał o jej potrzeby, zainteresowania i o to, co spotkało ją w danym dniu. Nie interesowała go, a mimo to wciąż wierzyła, że to może ulec zmianie. Dzisiaj wiedziała, że nic się nie zmieni w tej kwestii, dlatego musi podjąć stanowcze kroki. Dla siebie i dla tej małej fasolki, która rosła w jej wnętrzu.
- Pamiętam wszystko, chociaż wolałabym nie. Może wtedy nie bolałoby tak bardzo? - zapytała, a z jej oczu wypłynęły łzy.
- Gdybyś nie czuła tego, co czujesz dzisiaj, to nie umiałabyś odejść.
- Nadal nie umiem. Nawet teraz, gdy wiem, że powinnam, że już tego nie chcę, to jest coś, co mnie trzyma tutaj - załkała, zaciskając dłoń w pięść.
- Co takiego?
- Jestem w ciąży - odparła, a po drugiej stronie zapanowała cisza.
- To dziecko...
- Jest Davida - odpowiedziała na pytanie, którego nie pozwoliła dokończyć rozmówczyni. Minęło kilka minut, aż kobieta ponownie zabrała głos.
- Posłuchaj mnie, Sophia. Nie ma czasu na łzy, które niczego nie ułatwiają, a tym bardziej do niczego nie prowadzą. Rozłączę się, a ty wybierzesz numer na lotnisko. Zarezerwujesz bilet i polecisz do niego, aby raz na zawsze uporać się z przeszłością i poukładać rzeczywistość. A następnie wrócisz i zaczniesz od nowa. Jesteś wyjątkową osobą. Dasz sobie radę.
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo wraz z ostatnim słowem w słuchawce rozległ się dźwięk przerwanego połączenia. Mimo wszelakich wątpliwości, wybrała numer. Czas dokonać życiowych porządków.
...So I'll give into the longing the last time.**
***
* Amanda Seyfried - "Little House"
** Lisa Marie - "Green Eyes Make Me Blue"
** Lisa Marie - "Green Eyes Make Me Blue"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz