Przyszedłem ci podziękować za samotności różne...
Samotność smakowała, jak gorzka czekolada, która drażniła podniebienie. Jak kawa bez cukru, którą wypijała o poranku, gdy za oknem panował jeszcze mrok. Jak zapach tytoniu, gdy wracała ze szkoły do głośnego, chłodnego domu.
... za taką gdy nie ma nikogo.
Przetarła
twarz dłońmi, opierając się o kuchenny blat. Elegancki apartament na
ostatnim piętrze wysokiego wieżowca, lśnił blaskiem bogactwa. Drogie
meble sprowadzane z różnych zakątków świata. Tapety, których na próżno
można było szukać w sklepach, oraz podłogi wykonane z
najszlachetniejszego drewna. Aromat nowości i odświeżaczy powietrza
mącił jej zmysły. Z pozorów zachwycające cztery ściany, o których marzą
miliony. W rzeczywistości puste, przesiąknięte chłodem mieszkanie, w
którym człowiek czuł się, jak więzień. Westchnęła. Nie o takim życiu
marzyła, jako dziecko. Pragnęła zaznać ciepła, którego nie doświadczyła w
rodzinnym domu. Marzyła o bezgranicznej miłości, trosce i długich,
nocnych rozmowach. Nie rozumiała więc, dlaczego godzi się na życie w
całkowitej ciszy, bez własnego zdania i możliwości realizowania własnych
marzeń, które posiadała. Podcinała sobie skrzydła, łudząc się, że
kiedyś nadejdzie dzień, który przyniesie jej ze sobą jego obecność.
Była naiwną dziewczyną, która nie oczekiwała od życia, aż tak wiele,
jedynie minuty uwielbienia.
Zalała kawę gorącą cieczą, siadając do stołu. Upiła łyka, wpatrując się w stojący przed nią talerz pełen kolorowych kanapek. Tak bardzo starała się, aby były idealne nie tylko w smaku, ale i w wyglądzie. Wiedziała bowiem, jak ważne dla Davida jest pierwsze wrażenie, jak bardzo uwielbia otaczać się pięknymi, pasującymi do siebie rzeczami. I choć wkładała, w każdą czynność całe swoje serce, on przechodził obok tego z całkowitą obojętnością, sprawiając jej ból. Nie miała pretensji, ani żalu. Mogła odejść, w każdej sekundzie. Spakować walizkę, pozbierać rzeczy i nie odwracając się za siebie, wyjść. Próbowała, lecz zawsze wracała. Znajomi powtarzali jej, że jest zdecydowanie więcej warta, że nie zasługuje na takie traktowanie, lecz żadne z nich nie umiało pojąć, że ona potrzebowała jego obecność. Był oceanem, w którym topiła się, każdego dnia. Był bezchmurnym niebem, w które wpatrywała się z zachwytem. Był słońcem, które oślepiało ją, pozwalając gubić drogę.
Zalała kawę gorącą cieczą, siadając do stołu. Upiła łyka, wpatrując się w stojący przed nią talerz pełen kolorowych kanapek. Tak bardzo starała się, aby były idealne nie tylko w smaku, ale i w wyglądzie. Wiedziała bowiem, jak ważne dla Davida jest pierwsze wrażenie, jak bardzo uwielbia otaczać się pięknymi, pasującymi do siebie rzeczami. I choć wkładała, w każdą czynność całe swoje serce, on przechodził obok tego z całkowitą obojętnością, sprawiając jej ból. Nie miała pretensji, ani żalu. Mogła odejść, w każdej sekundzie. Spakować walizkę, pozbierać rzeczy i nie odwracając się za siebie, wyjść. Próbowała, lecz zawsze wracała. Znajomi powtarzali jej, że jest zdecydowanie więcej warta, że nie zasługuje na takie traktowanie, lecz żadne z nich nie umiało pojąć, że ona potrzebowała jego obecność. Był oceanem, w którym topiła się, każdego dnia. Był bezchmurnym niebem, w które wpatrywała się z zachwytem. Był słońcem, które oślepiało ją, pozwalając gubić drogę.
... taką że niby dobrze, ale zupełnie inaczej.
Nie
musiała się odwracać, aby przekonać się, że to właśnie on wszedł do
mieszkania. Zawsze, gdy chodził, wytwarzał, taki specyficzny szelest,
który jednych drażnił, a ją wręcz zniewalał. Aromat jego męskich perfum
rozszalał się, w każdym zakątku przyprawiając ją o szybsze bicie serca.
Rzucił skórzaną kurtkę na ciemną sofę, podchodząc do stołu.
Nie
spojrzał na nią, choć pragnęła tylko krótkiej, błogiej chwili w
czekoladowej otchłani. Nie uśmiechnął się, choć życzyła sobie tylko
jednej fali gorąca. Nie wypowiedział ani słowa, choć nie oczekiwała
niczego więcej, jak jedynie zauważenia.
Umyła
ostatni talerz, wycierając dłonie w kuchenny ręcznik, gdy usłyszała,
jak zatrzymuje się, gdzieś za jej plecami. Drgnęła, gdy poczuła dotyk
jego dłoni na swoim drobnym ramieniu. Obrócił ją pewnie, bezwstydnie
zatrzymując wzrok na jej biuście, który ocierał się o jego klatkę
piersiową. Oddychała znacznie szybciej, aniżeli chwilę temu. Myśli
pogubiły się, a wszystko przestało istnieć, gdy poczuła jego usta na
swoich własnych. Zapewne kilka godzin temu podobnie dotykał innej.
Doprowadzał do euforii, a potem znikał. Spijał ich słabości i
rozkoszował się ich oddaniem. Tak wiele je łączyło, lecz był jeden,
mały, znaczący wiele szczegół. To do niej wracał.
... tą co prowadzi do Ciebie.*
*
Życie,
to przestrzeń pełna wyborów. Życie, to bicie serca, krążenie krwi,
oddychanie; odczuwanie. Życie, to chwila, mały urywek istnienia. Życie,
to paleta barw, gdzie ciemność obezwładnia.
Życie, to ślepota widzącego.
Dźwięk
kapiącej z kranu wody. Uliczny szum wpadający do jej pokoju przez
uchylone okno. Radosne śpiewanie rodzicielki, dochodzące z kuchni. Bicie
jej własnego serca. Tysiące dźwięków, które słyszała bardziej, aniżeli
kiedyś. Tarcza obronna, jak powtarzali lekarze. Gdy jeden zmysł ulega
zniszczeniu, lub uszkodzeniu, inny zaczyna pracować na podwójnych
obrotach. Była w stanie wyrecytować tą, jak i kilkanaście kolejnych
mądrości bez zająknięcia, o każdej porze dnia, czy nocy. Jeszcze do
niedawna wierzyła im, lecz życie uświadamiało ją, że jest to stek bzdur,
które wydostają się z niebywałą lekkością z ust ludzi, którzy tak
naprawdę nigdy nie znaleźli się w jej sytuacji. Nie rozumieli jej obaw
przed nachodzącymi dniami, które tak przeraźliwie pachniały
niedoścignioną przyszłością.
Powoli spuściła nogi z łóżka, czując pod stopami chłodne panele. Minęło tak wiele miesięcy, a ciągle nie umiała odnaleźć równowagi z własnym ciałem. Każdy krok, który czyniła wymagał od niej skupienia i determinacji. Jeden, niewielki przedmiot, który kiedyś obeszłaby bez problemu, stanowił dla niej zagrożenie. Gdyby ktoś poprosił ją o zliczenie upadków, które spowodowały złamania, lub siniaki nie byłaby wstanie podać konkretnej liczby. Straciła rachubę dawno temu.
Powoli spuściła nogi z łóżka, czując pod stopami chłodne panele. Minęło tak wiele miesięcy, a ciągle nie umiała odnaleźć równowagi z własnym ciałem. Każdy krok, który czyniła wymagał od niej skupienia i determinacji. Jeden, niewielki przedmiot, który kiedyś obeszłaby bez problemu, stanowił dla niej zagrożenie. Gdyby ktoś poprosił ją o zliczenie upadków, które spowodowały złamania, lub siniaki nie byłaby wstanie podać konkretnej liczby. Straciła rachubę dawno temu.
Nieszczęścia
przynoszące ból stały się jej codziennością. Poranki przynosiły łzawy
deszcz, który osuszały nocne sny. Chwilę błogiej, bezcennej wolności,
gdzie wszystko przypominało bezchmurne niebo życia.
Ponownie
usiadła na łóżku, gdy usłyszała, jak ktoś otwiera drzwi. Aromat
kwiecistych perfum wtargnął do pomieszczenia. Nie musiała widzieć, aby
poznać osobę, która pojawiła się w jej pokoju. Nabrała powietrza,
przełykając ślinę.
- Przyszłaś popatrzeć na swoją przyjaciółkę, kalekę? Proszę bardzo, delektuj się tym widokiem ile chcesz. - Nienawiść wypływała, z każdego słowa, które z niesamowitą prędkością wydostawało się z jej ust. - Pewnie się uśmiechasz, co? Albo nie! Patrzysz tymi swoimi oczami z współczuciem, jakbym była co najmniej psem, którego katuje własny właściciel..
- Przestań - krzyknęła. - Przestań, to wreszcie robić, Jokasta. Użalasz się nad sobą wystarczająco długo. Rozumiem, że na początku było ci ciężko odnaleźć się w nowej sytuacji, ale na Boga, minęły już dwa lata od wypadku, a ty ciągle tkwisz w jednym punkcie. Wmawiasz sobie, że nie możesz być szczęśliwa, że nie możesz osiągnąć tego, co sobie kiedyś zaplanowałaś, bo nie widzisz. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Udajesz ofiarę, wielce poszkodowaną osobę, bo boisz się ruszyć do przodu i zacząć żyć. Boisz się zaakceptować siebie taką, jaką jesteś teraz, tak jak zrobili to inni. Do tej pory byłaś pod ochroną, każdy ci przytakiwał, ale dosyć z tym. Weź się wreszcie w garść i zacznij żyć, bo panno egoistko czas ucieka. Pewnego dnia możesz obudzić się z ręką w przysłowiowym nocniku i jedyną osobą, którą będziesz mogła wtedy o to obwiniać, będziesz ty! Nie jesteś jedyną osobą, którą spotkał taki los, ale za to jesteś jedyną, która tak łatwo się poddaje.
- Jesteś niesprawiedliwa - załkała, czując, jak po jej policzkach zaczynają spływać łzy. Stojąca w drzwiach rudowłosa dziewczyna, powoli podeszła do łóżka, siadając na nim.
- Jestem twoją przyjaciółką, która już dawno powinna powiedzieć ci prawdę. Mam do siebie ogromny żal, że pozwoliłam ci, tak długo topić się w rozpaczy. Nie wiem, jakie to uczucie, gdy budzisz się pewnego dnia i nagle wszystko przybiera jeden odcień, wyzbyty kształtów. Pewnie umierałabym ze strachu, ale nie Jokasta, którą kiedyś znałam. Zawsze pokonywałaś, każdą przeszkodę, nie poddawałaś się i wierzyłaś. Byłaś uśmiechniętą, szaloną i piekielnie utalentowaną dziewczyną, której pozwoliłaś odejść - zamilkła na chwilę, łapiąc ciemnowłosą za dłoń. - Wiem, że dzisiaj nigdy nie będzie wyglądało, jak wczoraj. Wiem, że wiele rzeczy nie będzie takie samo, ale wierzę, że jutro może przypominać piękną przyszłość. Tylko obudź się i zacznij walczyć tak, jak zrobiłabyś to kiedyś.
- Przyszłaś popatrzeć na swoją przyjaciółkę, kalekę? Proszę bardzo, delektuj się tym widokiem ile chcesz. - Nienawiść wypływała, z każdego słowa, które z niesamowitą prędkością wydostawało się z jej ust. - Pewnie się uśmiechasz, co? Albo nie! Patrzysz tymi swoimi oczami z współczuciem, jakbym była co najmniej psem, którego katuje własny właściciel..
- Przestań - krzyknęła. - Przestań, to wreszcie robić, Jokasta. Użalasz się nad sobą wystarczająco długo. Rozumiem, że na początku było ci ciężko odnaleźć się w nowej sytuacji, ale na Boga, minęły już dwa lata od wypadku, a ty ciągle tkwisz w jednym punkcie. Wmawiasz sobie, że nie możesz być szczęśliwa, że nie możesz osiągnąć tego, co sobie kiedyś zaplanowałaś, bo nie widzisz. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Udajesz ofiarę, wielce poszkodowaną osobę, bo boisz się ruszyć do przodu i zacząć żyć. Boisz się zaakceptować siebie taką, jaką jesteś teraz, tak jak zrobili to inni. Do tej pory byłaś pod ochroną, każdy ci przytakiwał, ale dosyć z tym. Weź się wreszcie w garść i zacznij żyć, bo panno egoistko czas ucieka. Pewnego dnia możesz obudzić się z ręką w przysłowiowym nocniku i jedyną osobą, którą będziesz mogła wtedy o to obwiniać, będziesz ty! Nie jesteś jedyną osobą, którą spotkał taki los, ale za to jesteś jedyną, która tak łatwo się poddaje.
- Jesteś niesprawiedliwa - załkała, czując, jak po jej policzkach zaczynają spływać łzy. Stojąca w drzwiach rudowłosa dziewczyna, powoli podeszła do łóżka, siadając na nim.
- Jestem twoją przyjaciółką, która już dawno powinna powiedzieć ci prawdę. Mam do siebie ogromny żal, że pozwoliłam ci, tak długo topić się w rozpaczy. Nie wiem, jakie to uczucie, gdy budzisz się pewnego dnia i nagle wszystko przybiera jeden odcień, wyzbyty kształtów. Pewnie umierałabym ze strachu, ale nie Jokasta, którą kiedyś znałam. Zawsze pokonywałaś, każdą przeszkodę, nie poddawałaś się i wierzyłaś. Byłaś uśmiechniętą, szaloną i piekielnie utalentowaną dziewczyną, której pozwoliłaś odejść - zamilkła na chwilę, łapiąc ciemnowłosą za dłoń. - Wiem, że dzisiaj nigdy nie będzie wyglądało, jak wczoraj. Wiem, że wiele rzeczy nie będzie takie samo, ale wierzę, że jutro może przypominać piękną przyszłość. Tylko obudź się i zacznij walczyć tak, jak zrobiłabyś to kiedyś.
W kilkunastu
minutach pozwoliły zamieszkać ciszy, która wyrażała dużo więcej, aniżeli
każde słowo, które wydostałoby się z ich ust. Moment, który przynosił
oczekiwane zmiany. Punkty na mapie życia znowu nabrały barw. Smutne,
pełne niezrozumienia dni odchodziły w niepamięć, rozbudzając nadzieję na
uśmiech. Jedna chwila nie mogła odebrać jej całego życia.
- A jeśli coś pójdzie nie tak? - Spytała z niepewnością, zaciskając mocniej palce na zgrabnej dłoni, Rudowłosej.
- O to chodzi w życiu, Jokasta. Trzeba przegrywać, aby nauczyć się wygrywać.
- A jeśli dotrę do mety ostatnia?
- Uśmiechniesz się na wspomnienie widoków, które umknęły śpieszącym się.
- Od czego powinnam zacząć?
- A czego najbardziej ci brakuje?
- Pianina.
- O to chodzi w życiu, Jokasta. Trzeba przegrywać, aby nauczyć się wygrywać.
- A jeśli dotrę do mety ostatnia?
- Uśmiechniesz się na wspomnienie widoków, które umknęły śpieszącym się.
- Od czego powinnam zacząć?
- A czego najbardziej ci brakuje?
- Pianina.
Rudowłosa
dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, wierzchem dłoni ocierając samotną
łzę z policzka. Odnalazła ją. Pełną leków i niepewności, lecz znowu
napełnioną nadzieją, że pewne rzeczy jednak pozostają, takie jak
dawniej.
***
*Jan Twardowski - "Różne samotności"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz