Są dźwięki, które
potrafią oczarować, jak gwieździste niebo, które podziwiasz, każdej
nocy, lecz zawsze wydaje Ci się inne. Czasami jest, takie niewinne,
skromne, dostępne, choć dzieli Was odległość niemożliwa do przebycia.
Patrzysz na nie i wiesz, że nigdy nie poczujesz się samotny, bo ono
wróci do Ciebie, jak rzucony bumerang. Czasami jest, takie grzeszne,
bogate i niedostępne, choć wydaje Ci się, że jest na wyciągnięcie ręki.
Patrzysz na nie i wiesz, że nigdy nie będziesz wystarczająco dobry, aby
móc cieszyć się jego obecnością. Tak samo jest z dźwiękami. Tysiące ich
przelatuje przez Twoje uszy, myślisz, że je masz, lecz tak naprawdę
nigdy nie otrzymałeś tych wyjątkowych, bo byłeś na to za głuchy.
Najpiękniejszych melodii słucha się sercem.
Delikatny
uśmiech wypłynął na jej twarz. Ostrożnie przesuwała palcami po chłodnej
powierzchni, ciesząc się, każdą najkrótszą sekundą. Ciche, urywane
dźwięki wydostawały się pod naciskiem jej długich palców. Nie spieszyła
się. Napawała się, każdym najdrobniejszym dźwiękiem, który poruszał całe
jej ciało i umysł. Myśli krążyły w oddali, a wyobraźnia malowała
najpiękniejsze obrazy.
Muzyka
pachniała, jak pierwsza stokrotka, którą otrzymała od kolegi. Jak
wiśniowy placek, który piekła, w każdą sobotę z mamą. Jak ulubione
perfumy babci. Jak dzieciństwo, gdy malowała obrazki w przedszkolnej
ławce. Jak dorosłość, która doganiała ją na zakrętach. Jak przyjaźń,
którą cieszyła się, każdego dnia.
Dopiero
teraz dotarło do niej, jak bardzo tęskniła za graniem, jak bardzo
potrzebowała pianina w swoim życiu. Dla wielu zwykły instrument, który
bardzo często był jedynie ozdobą pokoju, dla niej stanowił sens życia.
Tak absurdalna wydała się jej w tej chwili myśl, że umiałaby bez tego
żyć. Chciała odebrać sobie najcudowniejsze, jedyne w swoim rodzaju
momenty. Dźwiękami mówiła o swoich pragnieniach i uczuciach.
Nabrała powietrza, coraz pewniej uderzając palcami o klawisze. Czuła narastającą radość, która ewaluowała w jej wnętrzu. Była wolna i znowu niesamowicie silna. Mimo lęku i przeszkód, których nic nie było w stanie pomóc jej przeskoczyć, wiedziała, że może zdecydowanie więcej, aniżeli wydawało się jej wcześniej. Miała przed sobą całe życie i kilkadziesiąt niezapisanych jeszcze stron. Nie przestając się uśmiechać, tonęła we własnym świecie, gdzie wszystko było lepsze, a przyszłość pachniała dniem wczorajszym. Nagle wspomnienia nie przynosiły ze sobą żalu i goryczy, lecz powiew spełnienia. Mimo wszystko pozostawała sobą i żadne nieoczekiwane wydarzenia nie mogły jej tego odebrać.
Nabrała powietrza, coraz pewniej uderzając palcami o klawisze. Czuła narastającą radość, która ewaluowała w jej wnętrzu. Była wolna i znowu niesamowicie silna. Mimo lęku i przeszkód, których nic nie było w stanie pomóc jej przeskoczyć, wiedziała, że może zdecydowanie więcej, aniżeli wydawało się jej wcześniej. Miała przed sobą całe życie i kilkadziesiąt niezapisanych jeszcze stron. Nie przestając się uśmiechać, tonęła we własnym świecie, gdzie wszystko było lepsze, a przyszłość pachniała dniem wczorajszym. Nagle wspomnienia nie przynosiły ze sobą żalu i goryczy, lecz powiew spełnienia. Mimo wszystko pozostawała sobą i żadne nieoczekiwane wydarzenia nie mogły jej tego odebrać.
Żyła, a żyjąc mogła dokonać wszystkiego.
Melodia
umilkła, a ona ciągle siedziała w ciszy, wsłuchując się w bicie swojego
serca. Emocje pomału opadały, lecz nadzieja nie gasła. Rozpoczynała od
nowa, lecz z większą determinacją. Musiała nauczyć się wielu rzeczy,
lecz była gotować stawić czoła temu wszystkiemu, co dotąd ją przerażało.
- Nadia?
Nie wiedziała, czy nadal tutaj jest. Pochłonięta graniem, całkowicie zapomniała o świecie, który ją otaczał. Uśmiechnęła się, gdy usłyszała cichy szmer za swoimi plecami. Nie minęła chwila, a poczuła przy swoim boku obecność przyjaciółki.
- W sumie myślałam, że pójdzie ci gorzej, przecież tak długo nie grałaś, ale jak zwykle mnie zaskoczyłaś. Masz we krwi muzykę.
- Dziękuję. Nie za te słowa, lecz za to, co powiedziałaś wcześniej. Wiem, że to dopiero niewielki krok ku lepszemu, jednak teraz mam więcej siły i pewności, że jeszcze nie wszystko stracone - zamilkła na chwilę, zagryzając dolną wargę. - Pomóż mi wrócić na dobre. Chcę znowu spotykać się z znajomymi, znowu się uśmiechać i robić, to wszystko co kiedyś.
Rudowłosa uśmiechnęła się nikle, przenosząc wzrok za okno. Doskonale wiedziała, że czeka je trudne zadanie, które niejednokrotnie udowodni nim, że nadzieja, to nie wszystko. Mimo wszystko chciała wierzyć, że odnajdą szczęście i duża część ich dawnego życia znowu zagości między nimi.
- Za dwa dni Mark organizuje ognisko. Może chciałabyś się wybrać?
- Nie uważasz, że to za wcześnie? Jasne, że chcę spot..
- Jokasta, to nic nie da. Czekanie niczego ci nie ułatwi, wręcz przeciwnie. Po prostu spróbuj. Będzie tam kilka osób, które znasz. Z całą pewnością ucieszą się na twój widok. Szczególnie Mark.
Pokręciła głową, uśmiechając się delikatnie. Nadia poruszyła zabawnie brwiami i choć nie mogła tego zobaczyć, to doskonale wiedziała, że to zrobiła. Zawsze, tak robiła.
- Nadia?
Nie wiedziała, czy nadal tutaj jest. Pochłonięta graniem, całkowicie zapomniała o świecie, który ją otaczał. Uśmiechnęła się, gdy usłyszała cichy szmer za swoimi plecami. Nie minęła chwila, a poczuła przy swoim boku obecność przyjaciółki.
- W sumie myślałam, że pójdzie ci gorzej, przecież tak długo nie grałaś, ale jak zwykle mnie zaskoczyłaś. Masz we krwi muzykę.
- Dziękuję. Nie za te słowa, lecz za to, co powiedziałaś wcześniej. Wiem, że to dopiero niewielki krok ku lepszemu, jednak teraz mam więcej siły i pewności, że jeszcze nie wszystko stracone - zamilkła na chwilę, zagryzając dolną wargę. - Pomóż mi wrócić na dobre. Chcę znowu spotykać się z znajomymi, znowu się uśmiechać i robić, to wszystko co kiedyś.
Rudowłosa uśmiechnęła się nikle, przenosząc wzrok za okno. Doskonale wiedziała, że czeka je trudne zadanie, które niejednokrotnie udowodni nim, że nadzieja, to nie wszystko. Mimo wszystko chciała wierzyć, że odnajdą szczęście i duża część ich dawnego życia znowu zagości między nimi.
- Za dwa dni Mark organizuje ognisko. Może chciałabyś się wybrać?
- Nie uważasz, że to za wcześnie? Jasne, że chcę spot..
- Jokasta, to nic nie da. Czekanie niczego ci nie ułatwi, wręcz przeciwnie. Po prostu spróbuj. Będzie tam kilka osób, które znasz. Z całą pewnością ucieszą się na twój widok. Szczególnie Mark.
Pokręciła głową, uśmiechając się delikatnie. Nadia poruszyła zabawnie brwiami i choć nie mogła tego zobaczyć, to doskonale wiedziała, że to zrobiła. Zawsze, tak robiła.
***
Pamiętacie,
kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o
tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który
zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku,
zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście.
Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie
ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki
znikają...
Stała przed
lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Krótka, czerwona sukienka
idealnie podkreślała jej kobiecą, zgrabną sylwetkę. Czarne szpilki
dodawały jej kilku centymetrów, a równie ciemna kopertówka spokojnie
spoczywała w jej opalonej dłoni. Idealnie ułożone loki spływały falą po
jej plecach i ramionach dodając jej uroku. Niewielka ilość makijażu
podkreślała jej rysy, dodając jej drapieżności. Była piękną kobietą,
która oprócz urody posiadała również wiedzę, lecz na własne życzenie
grała głupią, nie liczącą się z niczym dziewczynę. Nawet nie pamiętała,
dlaczego tak postąpiła i zaczęła brnąć w tą absurdalną, żenującą
sytuację. Nienawidziła chodzić na oficjalne imprezy, które przeważnie
kończyły się samotnym powrotem do domu, lecz nim to nastąpiło zostawała
upokorzona i wielokrotnie wyśmiana. Nie umiała znieść tych pogardliwych,
kobiecych spojrzeń, które mówiły jej, że to dzisiaj nie z nią wróci jej
ukochany. Nie potrafiła znieść widoku innej kobiety u boku Davida
równie mocno, co absurdalnych wypowiedzi ludzi, którzy niby znali się na
polityce, architekturze, prawie i innych dziedzinach. Tak często
zaciskała zęby, aby nie wyjść z cienia i nie odkryć swojej prawdziwej
osobowości, którą szczelnie ukrywała w sobie. A przecież nie tak miało
to wszystko wyglądać. Miała być cenioną panią prawnik, która wieczory
miała spędzać w ramionach mężczyzny zakochanego w niej po uszy. Dlaczego
więc na jej drodze pojawił się David? I dlaczego pozwoliła mu zostać,
choć wcale nie widział w niej tego, co chciała, aby widział w niej
mężczyzna?
- Pośpiesz się, bo zaraz się spóźnimy. Ileż można się stroić?
Obróciła się, zatrzymując wzrok na stojącym w progu, mężczyźnie. Idealnie skrojony garnitur podkreślał jego umięśnioną sylwetkę. Poczuła, jak nogi uginają się pod nią. Tak często widziała go w podobnym stroju, lecz zawsze zachwycał ją równie mocno. Zacisnęła mocniej palce na kopertówce, gdy pomyślała o tych wszystkich kobietach, które ulegną jego urokowi. Uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową. W pośpiechu złapała, przewieszony przez ramę łóżka, płaszcz. Bez zbędnych słów opuściła sypialnie, czując jego obecność za swoimi plecami.
Obróciła się, zatrzymując wzrok na stojącym w progu, mężczyźnie. Idealnie skrojony garnitur podkreślał jego umięśnioną sylwetkę. Poczuła, jak nogi uginają się pod nią. Tak często widziała go w podobnym stroju, lecz zawsze zachwycał ją równie mocno. Zacisnęła mocniej palce na kopertówce, gdy pomyślała o tych wszystkich kobietach, które ulegną jego urokowi. Uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową. W pośpiechu złapała, przewieszony przez ramę łóżka, płaszcz. Bez zbędnych słów opuściła sypialnie, czując jego obecność za swoimi plecami.
Większość
ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym,
że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w
sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko
stanie się prawdą...
Usiadła
na wolnej sofie, opierając głowę o zagłówek. Czuła, jak zmęczenie
ogarnia jej ciało, a umysł po prostu przestaje funkcjonować. Teraz, gdy
godzina na zegarku była bliższa porankowi, aniżeli nocy bez problemu
mogła grać zakręcona, głupiutką dziewczynę. Nie umiała się doczekać
momentu, gdy ukryje się w fali satynowej pościeli, oddając w bezpieczne
ręce Morfeusza. Spoglądała na tych wszystkich ludzi, którzy mieli
jeszcze siły, aby dyskutować, pić i tańczyć z podziwem. Nie była typem
imprezowiczki, lecz dla miłości zmieniła się w królową parkietu i
markową księżniczkę, choć gardziła próżnością. Nie umiała zrozumieć
swojego postępowania, którym dyrygował jeden człowiek, który kompletnie
jej nie zauważał. Milczała, dusząc krzyk.
Przymknęła powieki, starając się, choć trochę zmniejszyć zmęczenie. Nawet nie zauważyła, gdy krótka chwila przyniosła jej sen.
Przymknęła powieki, starając się, choć trochę zmniejszyć zmęczenie. Nawet nie zauważyła, gdy krótka chwila przyniosła jej sen.
Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz...
Uśmiechnął
się do swojego rozmówcy, który grzecznie się pożegnał i oddalił do
czekającej na niego małżonki. Upił łyka mocnego trunku, rozglądając się
po pomieszczeniu. Dostrzegł kilka zalotnych spojrzeń, zastanawiając się,
jak zakończyć, a właściwie, jak rozpocząć nowy dzień. Obrócił głowę, po
raz kolejny mocząc usta w brązowej cieczy, gdy jego wzrok zatrzymał się
na dobrze znanej mu blondynce. Zrobił kilka kroków, zatrzymując się w
odpowiedniej odległości. Zmrużył oczy, przyglądając się jej postaci.
Skulona, smacznie spała. Jej twarz przyozdobiły delikatne rumieńce, a
przez lekko otwarte usta dostawało się i wydostawało powietrze. Nagle
wydała się mu taka drobna i krucha, jakby sen był dla niej, jakimkolwiek
niebezpieczeństwem. Chwilę później dotarło do niego, że mimo tak wielu
wspólnie spędzonych nocy i mieszkaniu w jednym apartamencie, nigdy nie
przyglądała się jej, gdy spała, a musiał przyznać, że był to przyjemny
widok. Tak naprawdę nie wiedział o niej wielu rzeczy. Nie znał jej
ulubionego koloru, kwiatów, czy pasji, którą być może posiadała. Zawsze
była, a ta świadomość mu wystarczała.
Poczuł na swoim ramieniu kobiecą dłoń. Niechętnie przeniósł spojrzenie ze śpiącej Blondynki na uśmiechniętą Czarnulkę.
- Dokąd mnie zabierzesz? - Wyszeptała seksownie. Zamyślił się na chwilę, gwałtownie dopijając drinka. Odłożył szklankę na pobliski stolik, ponownie spoglądając na oczekującą odpowiedzi, dziewczynę.
-Wybacz, ale nie dzisiaj.
Odparł i nie czekając na jakąkolwiek reakcję, ruszył przed siebie. Ostrożnie wsunął jedną rękę pod kolana dziewczyny, a drugą pod plecy, podnosząc ją powoli. Ukrył ją w swoich ramionach, czując przyjemny, kwiatowy aromat jej perfum. Szybkim krokiem wyszedł na zewnątrz, oczekując samochodu. Poranny chłód omiótł ich ciała.
Poczuł na swoim ramieniu kobiecą dłoń. Niechętnie przeniósł spojrzenie ze śpiącej Blondynki na uśmiechniętą Czarnulkę.
- Dokąd mnie zabierzesz? - Wyszeptała seksownie. Zamyślił się na chwilę, gwałtownie dopijając drinka. Odłożył szklankę na pobliski stolik, ponownie spoglądając na oczekującą odpowiedzi, dziewczynę.
-Wybacz, ale nie dzisiaj.
Odparł i nie czekając na jakąkolwiek reakcję, ruszył przed siebie. Ostrożnie wsunął jedną rękę pod kolana dziewczyny, a drugą pod plecy, podnosząc ją powoli. Ukrył ją w swoich ramionach, czując przyjemny, kwiatowy aromat jej perfum. Szybkim krokiem wyszedł na zewnątrz, oczekując samochodu. Poranny chłód omiótł ich ciała.
Powoli
uniosła powieki, natrafiając na jego spojrzenie. Zaskoczona, nie
spuszczała z niego wzroku. Aromat jego perfum i rodzaj bliskość, której
nigdy nie doświadczyła, wywołała szybsze bicie serca.
- Co robisz? - Wyszeptała zaspanym głosem. Uśmiechnął się delikatnie, dostrzegając nadjeżdżający samochód.
- Zabieram cię do domu.
- Co robisz? - Wyszeptała zaspanym głosem. Uśmiechnął się delikatnie, dostrzegając nadjeżdżający samochód.
- Zabieram cię do domu.
To
tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od
twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nie jest ważne
"długo i szczęśliwie", ale "szczęśliwie" teraz. Raz na jakiś czas,
człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć
ci dech w piersiach.*
***
*Meredith "Chirurdzy"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz