sobota, 20 października 2012

3."Milczała, dusząc krzyk"



Są dźwięki, które potrafią oczarować, jak gwieździste niebo, które podziwiasz, każdej nocy, lecz zawsze wydaje Ci się inne. Czasami jest, takie niewinne, skromne, dostępne, choć dzieli Was odległość niemożliwa do przebycia. Patrzysz na nie i wiesz, że nigdy nie poczujesz się samotny, bo ono wróci do Ciebie, jak rzucony bumerang. Czasami jest, takie grzeszne, bogate i niedostępne, choć wydaje Ci się, że jest na wyciągnięcie ręki. Patrzysz na nie i wiesz, że nigdy nie będziesz wystarczająco dobry, aby móc cieszyć się jego obecnością. Tak samo jest z dźwiękami. Tysiące ich przelatuje przez Twoje uszy, myślisz, że je masz, lecz tak naprawdę nigdy nie otrzymałeś tych wyjątkowych, bo byłeś na to za głuchy.

Najpiękniejszych melodii słucha się sercem.

Delikatny uśmiech wypłynął na jej twarz. Ostrożnie przesuwała palcami po chłodnej powierzchni, ciesząc się, każdą najkrótszą sekundą. Ciche, urywane dźwięki wydostawały się pod naciskiem jej długich palców. Nie spieszyła się. Napawała się, każdym najdrobniejszym dźwiękiem, który poruszał całe jej ciało i umysł. Myśli krążyły w oddali, a wyobraźnia malowała najpiękniejsze obrazy.

 Muzyka pachniała, jak pierwsza stokrotka, którą otrzymała od kolegi. Jak wiśniowy placek, który piekła, w każdą sobotę z mamą. Jak ulubione perfumy babci. Jak dzieciństwo, gdy malowała obrazki w przedszkolnej ławce. Jak dorosłość, która doganiała ją na zakrętach. Jak przyjaźń, którą cieszyła się, każdego dnia.

Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo tęskniła za graniem, jak bardzo potrzebowała pianina w swoim życiu. Dla wielu zwykły instrument, który bardzo często był jedynie ozdobą pokoju, dla niej stanowił sens życia. Tak absurdalna wydała się jej w tej chwili myśl, że umiałaby bez tego żyć. Chciała odebrać sobie najcudowniejsze, jedyne w swoim rodzaju momenty. Dźwiękami mówiła o swoich pragnieniach i uczuciach.
Nabrała powietrza, coraz pewniej uderzając palcami o klawisze. Czuła narastającą radość, która ewaluowała w jej wnętrzu. Była wolna i znowu niesamowicie silna. Mimo lęku i przeszkód, których nic nie było w stanie pomóc jej przeskoczyć, wiedziała, że może zdecydowanie więcej, aniżeli wydawało się jej wcześniej. Miała przed sobą całe życie i kilkadziesiąt niezapisanych jeszcze stron. Nie przestając się uśmiechać, tonęła we własnym świecie, gdzie wszystko było lepsze, a przyszłość pachniała dniem wczorajszym. Nagle wspomnienia nie przynosiły ze sobą żalu i goryczy, lecz powiew spełnienia. Mimo wszystko pozostawała sobą i żadne nieoczekiwane wydarzenia nie mogły jej tego odebrać.

Żyła, a żyjąc mogła dokonać wszystkiego.

Melodia umilkła, a ona ciągle siedziała w ciszy, wsłuchując się w bicie swojego serca. Emocje pomału opadały, lecz nadzieja nie gasła. Rozpoczynała od nowa, lecz z większą determinacją. Musiała nauczyć się wielu rzeczy, lecz była gotować stawić czoła temu wszystkiemu, co dotąd ją przerażało.
- Nadia?
Nie wiedziała, czy nadal tutaj jest. Pochłonięta graniem, całkowicie zapomniała o świecie, który ją otaczał. Uśmiechnęła się, gdy usłyszała cichy szmer za swoimi plecami. Nie minęła chwila, a poczuła przy swoim boku obecność przyjaciółki.
- W sumie myślałam, że pójdzie ci gorzej, przecież tak długo nie grałaś, ale jak zwykle mnie zaskoczyłaś. Masz we krwi muzykę.
- Dziękuję. Nie za te słowa, lecz za to, co powiedziałaś wcześniej. Wiem, że to dopiero niewielki krok ku lepszemu, jednak teraz mam więcej siły i pewności, że jeszcze nie wszystko stracone - zamilkła na chwilę, zagryzając dolną wargę. - Pomóż mi wrócić na dobre. Chcę znowu spotykać się z znajomymi, znowu się uśmiechać i robić, to wszystko co kiedyś.
Rudowłosa uśmiechnęła się nikle, przenosząc wzrok za okno. Doskonale wiedziała, że czeka je trudne zadanie, które niejednokrotnie udowodni nim, że nadzieja, to nie wszystko. Mimo wszystko chciała wierzyć, że odnajdą szczęście i duża część ich dawnego życia znowu zagości między nimi.
- Za dwa dni Mark organizuje ognisko. Może chciałabyś się wybrać?
- Nie uważasz, że to za wcześnie? Jasne, że chcę spot..
- Jokasta, to nic nie da. Czekanie niczego ci nie ułatwi, wręcz przeciwnie. Po prostu spróbuj. Będzie tam kilka osób, które znasz. Z całą pewnością ucieszą się na twój widok. Szczególnie Mark.
Pokręciła głową, uśmiechając się delikatnie. Nadia poruszyła zabawnie brwiami i choć nie mogła tego zobaczyć, to doskonale wiedziała, że to zrobiła. Zawsze, tak robiła.

***


Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają...

Stała przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Krótka, czerwona sukienka idealnie podkreślała jej kobiecą, zgrabną sylwetkę. Czarne szpilki dodawały jej kilku centymetrów, a równie ciemna kopertówka spokojnie spoczywała w jej opalonej dłoni. Idealnie ułożone loki spływały falą po jej plecach i ramionach dodając jej uroku. Niewielka ilość makijażu podkreślała jej rysy, dodając jej drapieżności. Była piękną kobietą, która oprócz urody posiadała również wiedzę, lecz na własne życzenie grała głupią, nie liczącą się z niczym dziewczynę. Nawet nie pamiętała, dlaczego tak postąpiła i zaczęła brnąć w tą absurdalną, żenującą sytuację. Nienawidziła chodzić na oficjalne imprezy, które przeważnie kończyły się samotnym powrotem do domu, lecz nim to nastąpiło zostawała upokorzona i wielokrotnie wyśmiana. Nie umiała znieść tych pogardliwych, kobiecych spojrzeń, które mówiły jej, że to dzisiaj nie z nią wróci jej ukochany. Nie potrafiła znieść widoku innej kobiety u boku Davida równie mocno, co absurdalnych wypowiedzi ludzi, którzy niby znali się na polityce, architekturze, prawie i innych dziedzinach. Tak często zaciskała zęby, aby nie wyjść z cienia i nie odkryć swojej prawdziwej osobowości, którą szczelnie ukrywała w sobie. A przecież nie tak miało to wszystko wyglądać. Miała być cenioną panią prawnik, która wieczory miała spędzać w ramionach mężczyzny zakochanego w niej po uszy. Dlaczego więc na jej drodze pojawił się David? I dlaczego pozwoliła mu zostać, choć wcale nie widział w niej tego, co chciała, aby widział w niej mężczyzna?

- Pośpiesz się, bo zaraz się spóźnimy. Ileż można się stroić?
Obróciła się, zatrzymując wzrok na stojącym w progu, mężczyźnie. Idealnie skrojony garnitur podkreślał jego umięśnioną sylwetkę. Poczuła, jak nogi uginają się pod nią. Tak często widziała go w podobnym stroju, lecz zawsze zachwycał ją równie mocno. Zacisnęła mocniej palce na kopertówce, gdy pomyślała o tych wszystkich kobietach, które ulegną jego urokowi. Uśmiechnęła się delikatnie, kiwając głową. W pośpiechu złapała, przewieszony przez ramę łóżka, płaszcz. Bez zbędnych słów opuściła sypialnie, czując jego obecność za swoimi plecami.

Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą...

Usiadła na wolnej sofie, opierając głowę o zagłówek. Czuła, jak zmęczenie ogarnia jej ciało, a umysł po prostu przestaje funkcjonować. Teraz, gdy godzina na zegarku była bliższa porankowi, aniżeli nocy bez problemu mogła grać zakręcona, głupiutką dziewczynę. Nie umiała się doczekać momentu, gdy ukryje się w fali satynowej pościeli, oddając w bezpieczne ręce Morfeusza. Spoglądała na tych wszystkich ludzi, którzy mieli jeszcze siły, aby dyskutować, pić i tańczyć z podziwem. Nie była typem imprezowiczki, lecz dla miłości zmieniła się w królową parkietu i markową księżniczkę, choć gardziła próżnością. Nie umiała zrozumieć swojego postępowania, którym dyrygował jeden człowiek, który kompletnie jej nie zauważał. Milczała, dusząc krzyk.
Przymknęła powieki, starając się, choć trochę zmniejszyć zmęczenie. Nawet nie zauważyła, gdy krótka chwila przyniosła jej sen.

Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz...

Uśmiechnął się do swojego rozmówcy, który grzecznie się pożegnał i oddalił do czekającej na niego małżonki. Upił łyka mocnego trunku, rozglądając się po pomieszczeniu. Dostrzegł kilka zalotnych spojrzeń, zastanawiając się, jak zakończyć, a właściwie, jak rozpocząć nowy dzień. Obrócił głowę, po raz kolejny mocząc usta w brązowej cieczy, gdy jego wzrok zatrzymał się na dobrze znanej mu blondynce. Zrobił kilka kroków, zatrzymując się w odpowiedniej odległości. Zmrużył oczy, przyglądając się jej postaci. Skulona, smacznie spała. Jej twarz przyozdobiły delikatne rumieńce, a przez lekko otwarte usta dostawało się i wydostawało powietrze. Nagle wydała się mu taka drobna i krucha, jakby sen był dla niej, jakimkolwiek niebezpieczeństwem. Chwilę później dotarło do niego, że mimo tak wielu wspólnie spędzonych nocy i mieszkaniu w jednym apartamencie, nigdy nie przyglądała się jej, gdy spała, a musiał przyznać, że był to przyjemny widok. Tak naprawdę nie wiedział o niej wielu rzeczy. Nie znał jej ulubionego koloru, kwiatów, czy pasji, którą być może posiadała. Zawsze była, a ta świadomość mu wystarczała.
Poczuł na swoim ramieniu kobiecą dłoń. Niechętnie przeniósł spojrzenie ze śpiącej Blondynki na uśmiechniętą Czarnulkę.
- Dokąd mnie zabierzesz? - Wyszeptała seksownie. Zamyślił się na chwilę, gwałtownie dopijając drinka. Odłożył szklankę na pobliski stolik, ponownie spoglądając na oczekującą odpowiedzi, dziewczynę.
-Wybacz, ale nie dzisiaj.
Odparł i nie czekając na jakąkolwiek reakcję, ruszył przed siebie. Ostrożnie wsunął jedną rękę pod kolana dziewczyny, a drugą pod plecy, podnosząc ją powoli. Ukrył ją w swoich ramionach, czując przyjemny, kwiatowy aromat jej perfum. Szybkim krokiem wyszedł na zewnątrz, oczekując samochodu. Poranny chłód omiótł ich ciała.

Powoli uniosła powieki, natrafiając na jego spojrzenie. Zaskoczona, nie spuszczała z niego wzroku. Aromat jego perfum i rodzaj bliskość, której nigdy nie doświadczyła, wywołała szybsze bicie serca.
- Co robisz? - Wyszeptała zaspanym głosem. Uśmiechnął się delikatnie, dostrzegając nadjeżdżający samochód.
- Zabieram cię do domu.

To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nie jest ważne "długo i szczęśliwie", ale "szczęśliwie" teraz. Raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.*

***

*Meredith "Chirurdzy" 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz