Biedna ta miłość, cała się mieści w filiżance kawy.
Smutna ta miłość, niech się napije, kto ciekawy.
Smutna ta miłość, niech się napije, kto ciekawy.
Powoli
weszła do mieszkania, kładąc reklamówkę z zakupami na komodę.
Podpierając się ściany, ściągnęła sandałki. Westchnęła, poprawiając
wysokiego kucyka, z którym jeszcze przed sekundą igrał wiatr. Sięgnęła
ręką po reklamówkę, ruszając w stronę kuchni. Jej bose, spocone stopy
pozostawiały ślady na ciemnych panelach, gdy krocząc, nuciła pod nosem
piosenkę. Nie lubiła ciszy, która tak często gościła w tych czterech
ścianach. Przerażała ją. Była tak oczywistym wyrazem jej samotności.
Spędzane samotnie dni i noce, których również było wiele. Całe jej życie
poruszało się po torze, którego nigdy nie miała wybrać, a jednak.
Chciała szacunku, miłości i zauważenia, lecz gdy poznała go, zapomniała o
własnych oczekiwaniach. Liczył się tylko on.
Odkręciła kran, z którego wydostała się chłodna woda. Dokładnie umyła warzywa i owoce, które zakupiła na pobliskim targu. Wszystko wrzuciła do wielkiej, czerwonej miski, którą niegdyś sama wybrała. Jeden z nielicznych przedmiotów, który uświadamiał ją, że w pewnym stopniu i ona jest panią tego domu. Wytarła dłonie w kuchenny ręcznik. Zbierając resztę produktów z blatu, ruszyła ku lodówce, w której skryła całą resztę zakupów. Zadowolona podparła się rekami po bokach, rozglądając się dookoła. Lubiła być gospodynią. Sprzątać, robić zakupy, gotować obiady, gdyby tylko miała dla kogo. Nauczyła się kupować tylko dla siebie, bo on nigdy nie jadał w domu. Wolał wykwintne restauracje, lub nocne kluby od czasu, który mogliby spędzić razem, przygotowując kolację.
Odkręciła kran, z którego wydostała się chłodna woda. Dokładnie umyła warzywa i owoce, które zakupiła na pobliskim targu. Wszystko wrzuciła do wielkiej, czerwonej miski, którą niegdyś sama wybrała. Jeden z nielicznych przedmiotów, który uświadamiał ją, że w pewnym stopniu i ona jest panią tego domu. Wytarła dłonie w kuchenny ręcznik. Zbierając resztę produktów z blatu, ruszyła ku lodówce, w której skryła całą resztę zakupów. Zadowolona podparła się rekami po bokach, rozglądając się dookoła. Lubiła być gospodynią. Sprzątać, robić zakupy, gotować obiady, gdyby tylko miała dla kogo. Nauczyła się kupować tylko dla siebie, bo on nigdy nie jadał w domu. Wolał wykwintne restauracje, lub nocne kluby od czasu, który mogliby spędzić razem, przygotowując kolację.
Filiżanka czarnej kawy, z ukrytym na dnie cierpieniem.
Na lenistwo, dla zabawy, filiżanka codziennie i częściej.
Oceany czarnej kawy zastygły między nami.
Na lenistwo, dla zabawy, filiżanka codziennie i częściej.
Oceany czarnej kawy zastygły między nami.
Serce
mocniej uderzyło w pierś. Nogi nagle wydały się być takie gibkie,
niestabilne. Zamknęła oczy, licząc do dziesięciu. Omamy, to jedyne co
nasuwało się jej na myśl. Było zbyt wcześnie, zbyt prawdziwie, zbyt..
Jej. Mogła oczekiwać wszystkiego, nawet spadającej gwiazdki z nieba,
lecz nie tego. Zapach męskich perfum połaskotał spragnione zmysły. Była
tak słaba, tak naiwna, tak beznadziejnie zakochana. Gdyby tylko mogła
stanąć z boku i przyjrzeć się samej sobie, padłaby ze śmiechu. Była tak
absurdalnie żałosna. Niepewnie podniosła powieki, ponownie odnajdując
jego sylwetkę na sofie. Spał spokojnie, mocno wtulony w niewielką,
brązową poduszkę. Na palcach przeszła pokój, wyciągając z jednej z
szafek ciemny, miękki koc. Podeszła do niego, okrywając jego ciało
grubym materiałem. Kucnęła, wpatrując się w jego twarz. Opuszkiem palca
przejechała po jego policzkach, które pokryte były kilkudniowym
zarostem. Po zgrabnym nosie i koło oczu, które zakończone były długimi,
ciemnymi rzęsami. Był idealny, taki nierealny. Poczuła, jak w jej sercu
wylewa się gorąca ciesz. W jednej, krótkiej, tak bardzo ulotnej chwili
miała go całego, tylko dla siebie. Przypomniała sobie ostatnią noc, gdy
ufnie wtulona w jego ramiona, bała się zasnąć, aby nie stracić nic z
tamtego momentu. Pamiętała dźwięk zamykanych drzwi i ciszę, która
zagościła później, gdy ułożył ją w łóżku. Pamiętała dzisiejszy poranek,
który przywitał ją pustką i samotnym łóżkiem.
Przełknęła ślinę, nachylając się nad nim jeszcze bardziej, aby dosięgnąć jego ust.
Delikatny niczym dotyk motylich skrzydeł pocałunek, podarował jej chwilę szczęścia.
Przełknęła ślinę, nachylając się nad nim jeszcze bardziej, aby dosięgnąć jego ust.
Delikatny niczym dotyk motylich skrzydeł pocałunek, podarował jej chwilę szczęścia.
-
Co robisz? -Drgnęła, gdy gwałtownie uniósł powieki, wlepiając w nią
swój zaspany wzrok. Speszona wstała, spuszczając głowę. Tak bardzo
żałowała, że związała dzisiejszego ranka włosy, które mogłyby przysłonić
jej zarumienioną twarz.
- Ja... Ja tylko...
- Nie ważne - odpowiedział, siadając na sofie. Przetarł dłońmi twarz, ściągając z siebie koc. - Idę do pracy. Nie czekaj na mnie.
- Ja... Ja tylko...
- Nie ważne - odpowiedział, siadając na sofie. Przetarł dłońmi twarz, ściągając z siebie koc. - Idę do pracy. Nie czekaj na mnie.
Rozbitkowie w filiżance kawy, mięciutkiej jak czarny aksamit.*
***
Istnieje uśmiech, tak zwyczajny, a jednak magiczny. Uśmiech, którego oczekuje serce matczyne.
Po
cichu weszła do jej pokoju, zatrzymując się przy oknie. Pierwsze
promienie słońca wpadały do pokoju, oświetlając go swoim blaskiem.
Pamiętała doskonale dzień, w którym dowiedziała się, że zostanie matką.
Ze szczęścia przepłakała jeden dzień, a później kolejny i jeszcze jeden.
Otrzymała od Boga dar, o który prosiła od tak dawna. Nawet odejście
ukochanego nie zniszczyło radości, która tliła się w jej sercu, a która
wręcz eksplodowała, gdy pierwszy raz ukryła jej kruche ciało w swoich
ramionach. Była idealna. Miała idealnie mały nosek, idealnie duże oczy,
idealnie delikatną skórę i idealnie silny uścisk małych paluszków.
Patrzała, jak rośnie, rozwija się, stając się cudowną, mądrą kobietą.
Westchnęła. Tak bardzo chciała uchronić ją przed cierpieniem i złem,
lecz poległa. Nie ma dnia, który nie przynosiłby ze sobą wyrzutów
sumienia. Jej ból był równie mocno odczuwalny przez matczyne serce.
Przymknęła powieki, powstrzymując łzy. Starała się być silną dla niej,
lecz czasami nie umiała udawać, że nic się nie stało. Jej dziecko
straciło wzrok. Jej dziecku odebrano radość i możliwość przyglądania się
życiu. Jej dziecko stało się nagle, tak odległe i niedostępne. I nagle
wydarzył się cud, który napełnił ją niepokojącą - mimo wszystko -
nadzieję. Gdy wczorajszego wieczoru zobaczyła jej uśmiechniętą twarz,
poczuła nieopisaną ulgę. Znowu dostrzegła szczery uśmiech i radosne
iskierki w jej oczach, gdy Mark odprowadził ją do domu. Cieszyła się, że
znowu mogła zobaczyć ich razem.
- Mamo?
Drgnęła, gdy usłyszała jej głos. Wyczuła w nim radość, zmieszaną z niepokojem. Zamrugała kilka razy oczami, starając się pozbyć łez, które nadal gościły w jej oczach. Tak często zapominała, że ona nie widzi.
- Tak, córeczko?
- Co robisz? - Jokasta poprawiła się na łóżku, odkładając na bok książkę, która była przystosowana dla osób niewidzących. Pamiętała, jak ciężko było nauczyć się tej pisowni. Jednak determinacja, którą nosiła w sercu, pomogła jej osiągnąć cel.
- Przyszłam zapytać o wczorajszy wieczór. Dobrze się bawiłaś?
Dziewczyna nabrała powietrza, zakładając za ucho kosmyk ciemnych włosów.
- Było bardzo przyjemnie, tak... Przyjaźnie. Jak za dawnych czasów.
- A Mark?
Jokasta roześmiała się radośnie, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy rodzicielki.
- Wiem, że jest twoim ulubieńcem - pokręciła głową, ciągle się uśmiechając. - Ale muszę cię zmartwić. Jest tylko moim kolegą.
Kobieta poruszyła głową, przewracając oczami. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała córkę taką rozpromienioną. Podeszła do niej, składając na jej czole krótki pocałunek.
- Cieszę się, że miło spędziłaś czas.
- Mamo?
Drgnęła, gdy usłyszała jej głos. Wyczuła w nim radość, zmieszaną z niepokojem. Zamrugała kilka razy oczami, starając się pozbyć łez, które nadal gościły w jej oczach. Tak często zapominała, że ona nie widzi.
- Tak, córeczko?
- Co robisz? - Jokasta poprawiła się na łóżku, odkładając na bok książkę, która była przystosowana dla osób niewidzących. Pamiętała, jak ciężko było nauczyć się tej pisowni. Jednak determinacja, którą nosiła w sercu, pomogła jej osiągnąć cel.
- Przyszłam zapytać o wczorajszy wieczór. Dobrze się bawiłaś?
Dziewczyna nabrała powietrza, zakładając za ucho kosmyk ciemnych włosów.
- Było bardzo przyjemnie, tak... Przyjaźnie. Jak za dawnych czasów.
- A Mark?
Jokasta roześmiała się radośnie, co wywołało szeroki uśmiech na twarzy rodzicielki.
- Wiem, że jest twoim ulubieńcem - pokręciła głową, ciągle się uśmiechając. - Ale muszę cię zmartwić. Jest tylko moim kolegą.
Kobieta poruszyła głową, przewracając oczami. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz widziała córkę taką rozpromienioną. Podeszła do niej, składając na jej czole krótki pocałunek.
- Cieszę się, że miło spędziłaś czas.
Szczęście,
to umiejętność radowania się sukcesami innych ludzi. Ich osiągnięciami,
dobrymi dniami, uczuciami, których smak poznają.
Szczęście, to umiejętność radowania się obecnością w życiu osoby, która obdarowuje szczęściem nas samych.
Szczęście, to umiejętność radowania się obecnością w życiu osoby, która obdarowuje szczęściem nas samych.
Jej szczęście nosiło imię jej szczęścia.
***
Filiżanka czarnej kawy
Z kruchym smutkiem na dnie,
Z pachnącą goryczą obawy.
Powiedz: nie będzie już ładniej.
Z kruchym smutkiem na dnie,
Z pachnącą goryczą obawy.
Powiedz: nie będzie już ładniej.
-
Nie umiem zrozumieć, dlaczego nie odejdziesz od niego. Sophia jesteś
warta dużo więcej, niż to, co oferuje ci ten palant. - Odparła
dziewczyna po drugiej stronie słuchawki. Blond włosa pociągnęła nosem,
zastanawiając się nad odpowiedzią. Nikt jej nie rozumiał. Czasami ona
sama nie potrafiła pojąć swojego zachowania. Dawała tak wiele z siebie, w
zamian otrzymując tylko bezuczuciowe dobro, którego nie chciała.
- Chciałabym, ale... On jest wszystkim co mam. Bez niego zostałabym zupełnie sama.
- Kochanie, ty nigdy go nie miałaś, zrozum to.
Zabolało. Chciała usłyszeć prawdę udekorowaną kłamstwem. Zacisnęła dłoń w pięść, zamykając oczy.
- Skąd możesz wiedzieć, czy go miałam, czy nie? Jesteś tylko głupią kobietą, która siedzi sobie w jakimś pokoju i odbiera telefony, napawając się cierpieniem ludzi - krzyknęła, milknąc na chwilę. - Nic o mnie nie wiesz.
Przerwała połączenie, rzucając telefonem o ścianę. Miała dosyć. Donośny szloch wydostał się z jej ust, a policzki pokryła fala łez. Była bezradna wobec swojej naiwnej wiary w miłość, której nigdy nie otrzyma.
Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, a później odgłos stawianych kroków. Podniosła zapłakany wzrok, zatrzymując go na jego chłodnej, pustej twarzy. Spojrzał na nią wzrokiem, który rozrywał jej serce na małe kawałki.
- Chciałabym, ale... On jest wszystkim co mam. Bez niego zostałabym zupełnie sama.
- Kochanie, ty nigdy go nie miałaś, zrozum to.
Zabolało. Chciała usłyszeć prawdę udekorowaną kłamstwem. Zacisnęła dłoń w pięść, zamykając oczy.
- Skąd możesz wiedzieć, czy go miałam, czy nie? Jesteś tylko głupią kobietą, która siedzi sobie w jakimś pokoju i odbiera telefony, napawając się cierpieniem ludzi - krzyknęła, milknąc na chwilę. - Nic o mnie nie wiesz.
Przerwała połączenie, rzucając telefonem o ścianę. Miała dosyć. Donośny szloch wydostał się z jej ust, a policzki pokryła fala łez. Była bezradna wobec swojej naiwnej wiary w miłość, której nigdy nie otrzyma.
Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, a później odgłos stawianych kroków. Podniosła zapłakany wzrok, zatrzymując go na jego chłodnej, pustej twarzy. Spojrzał na nią wzrokiem, który rozrywał jej serce na małe kawałki.
- Przestań beczeć. Posprzątałabyś.
Zniknął
za drzwiami sypialni, pozostawiając ją samą, jak zawsze. Załkała
ostatni raz, ocierając policzki z łez. Podniosła się z podłogi i ruszyła
w stronę kuchni, aby pozmywać po samotnym obiedzie.
Mała czarna tęsknota, duża czarna nadzieja.
Czy to można tak kochać, kiedy nic się nie zmienia?*
Czy to można tak kochać, kiedy nic się nie zmienia?*
***
*Agnieszka Osiecka - "Filiżanka kawy"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz