sobota, 20 października 2012

6."Smakowała jak szarlotka, a może jak karpatka, albo jabłecznik?"



I will be loving you everyday
You say I'll be okay
Baby I still missing you everyday.  

Zacisnęła palce na szklance wypełnionej do połowy alkoholem. Cały świat kręcił się jej przed oczami i nie było to spowodowane miłością, upiciem, czy też osłabieniem. Może i w jej krwi znajdowała się dosyć spora dawka niebezpiecznej substancji, która odwiązywała pętle na jej sercu, lecz ciągle nie przekroczyła granicy, która po prostu pozwoliłaby jej zapomnieć. I choć pragnęła tego, to doskonale wiedziała, że procenty nie są właściwym sposobem na wymazywanie ran, których zadał jej tak dużo. Znała lepszy sposób, aby wreszcie odetchnąć z ulgą, jednak nie była gotowa, aby przeciąć linę, która trzymała ją przy nim. Na samą myśl o odejściu jej ciało oblewała fala zimna, a palce zaczynały niebezpiecznie drżeć. Nie umiała zrozumieć, dlaczego tak bardzo zależy jej na tym zimny, egoistycznym draniu, który nie liczy się z jej uczuciami. Nigdy nie spytał, czy nie chciałaby wybrać się z nim do kina, albo na spacer po parku. Nigdy nie zaproponował, tak zwyczajnego, prostego sposobu na spędzenie czasu, a przecież właśnie tak zachowują się zakochani - robią zwyczajne rzeczy, które dzięki ich wspólnej obecności, stają się niesamowite i jedyne w swoim rodzaju. Ich momenty były przepełnione ciszą, zdradą i obojętnością, której nie życzyła nikomu. Nienawidziła tego spojrzenia, które mówiło jej, że jest nikim. A przecież tak bardzo chciała być dla niego wszystkim, czego potrzebował.

- Posłuchaj, sądzę, że powinniśmy zamieszkać razem. Znamy się już trochę, więc nie obawiam się, że możesz źle zrozumieć moje zasady. - Odparł, przenosząc wzrok na siedzącą na sofie dziewczynę. Jej długie, blond włosy falą spływały po jej nagich ramionach, kończąc się tuż przy linii biustu, który ukryty był pod jasną bluzeczką. Zmrużyła oczy, nie do końca rozumiejąc o co mu chodzi. Zasady? Owszem były jasne: seks i nic więcej. Zero uczuć, zero pytań, zero wspólnych śniadań, a teraz nagle proponuje jej wspólne mieszkanie? Pogubiła się, lecz myśl, że może stać się panią bogato urządzonych czterech ścian, na dodatek miałaby dzielić je z przystojnym i przedsiębiorczym mężczyzną, kusiła ją.
- Może dokładniej sprecyzujesz swoje zasady? Z tego o ile pamiętam, to łączył nas bardzo prosty układ, który nie zakładał wspólnego życia.
Uśmiechnął się szyderczo, pochylając się w jej stronę. Kciukiem uderzył ją w podbródek, wpatrując się w jej oczy.
- Chyba nie myślisz, że będziemy razem żyć? Jedyne co będzie wspólne, to łóżko i nic więcej. Mieszkanie należy do mnie, tak samo, jak wolność. Więc jak, chcesz żyć jak księżniczka?

Przechyliła szklankę, wypijając resztę drinka do dna. Muzyka dudniła w jej uszach, zakłócając słowa, które jakby dopiero zostały wypowiedziane, choć w rzeczywistości miały już kilka miesięcy. Zeszła z barowego krzesła, przytrzymując się blatu. Czerwone szpilki na niebotycznie wysokim obcasie nie były najlepszym wyborem, gdy jej równowagę burzył alkohol. Odczekała kilka sekund, aż świat zaczął, jakoś wyglądać, a ona odzyskała dawną pewność siebie. Poprawiła krótką, czarną sukienkę, która idealnie podkreślała jej figurę, ruszając na parkiet. Kilkanaście spoconych, pogrążonych w tańcu ciał, okrążyło jej postać, a ona poczuła, że wreszcie do czegoś pasuje, że choć na krótką sekundę odnalazła swoje miejsce. Przymknęła powieki, a muzyka zaczęła przez nią przemawiać. Delikatnie poruszała biodrami, wykonując różne, płynne gesty, które zaczęły wzbudzać męskie zainteresowanie. Poczuła kropelki potu na czole i długiej szyi. Uśmiechnęła się, obracając wokół własnej osi. Otworzyła gwałtownie oczy, gdy jej ciało zderzyło się z ciałem nieznajomej osoby. Powoli, krok po kroku przesuwała spojrzeniem po dosyć umięśnionej, męskiej sylwetce, ostatecznie zatrzymując go na twarzy, która pokryta była kilkudniowym zarostem. Uśmiechnęła się uroczo, zaciskając palce na jego ciemnej koszulce. Mężczyzna nie pozostał jej dłużny. Objął ją ramionami, układając swoje dłonie na jej plecach. Bez ustanku wpatrywała się w jego oczy, które patrzyły na nią z zainteresowaniem, o którym mogła zapomnieć, żyjąc u boku Davida.
Muzyka grała dalej, lecz w tej chwili nie zastanawiała się nad melodią, czy słowami, które ze sobą niosła. Była wolna od zniewalających myśli, które nosiły jego imię. Była szczęśliwa patrząc na inne opcje, o których zapomniała. Przecież była piękna, mądra i z całą pewnością ułożyłaby sobie życie z innym mężczyzną, który pokochałby ją całym sercem, gdyby tylko umiała zapomnieć na dłużej, aniżeli jedną noc.

But I don't wanna be with anyone else
I don't wanna lie with anyone else but you...

- Czy to nie twoja panna? - Odparł ciemnowłosy chłopak, wskazując dłonią - w której trzymał drinka - na blondwłosą dziewczynę.
David spojrzał przed siebie, odrywając wzrok od długonogiej, bezimiennej dziewczyny. Przez chwilę nie rozpoznawał w tańczącej dziewczynie Sophie, dopóki nie obróciła się, uśmiechając się szeroko do towarzyszącego jej mężczyzny.
- Chyba dostawia ci rogi. - Dodał Greg, klepiąc przyjaciela po plecach. Brunet tylko burknął pod nosem, wstając z sofy. Szybkim krokiem udał się w stronę dobrze bawiącej pary. Bez zastanowienia szarpnął dziewczynę za ramię, wyrywając tym samym z męskiego uścisku. W przelocie zauważył jej zagubione, zamglone spojrzenie i odgłosy niezadowolenia, które kierował w jego kierunku obcy mężczyzna. Nie zważając uwagi na cokolwiek i kogokolwiek opuścił klub, a chłodne powietrze otuliło jego ciało. Przez chwilę nabierał szybko powietrza, dopiero po kilku sekundach przenosząc wzrok na Blondynkę, która w milczeniu wpatrywała się w jego twarz.
Can you see me break each time you walk away?*

***

[The Cinematic Ochestra - "Into You"]

Są noce, tak krótkie i niebywale delikatne, jak Twój głos, który rysuje mój niewidoczny świat. Proszę, mów, nie milknij, a Ty noco, trwaj, po prostu trwaj..

- Jaki jest dzisiaj księżyc? Wygląda, jak rogal, a może jest pulchniutki i uśmiecha się do nas skrycie za chmur? - Wyszeptała, mocniej przytulając się do męskiego ramienia. Siedzący obok niej chłopak, westchnął, przykładając policzek do jej głowy. Aromat jaśminowego szamponu do włosów podrażnił jego nozdrza, wywołując uśmiech na jego twarzy. Tylko ona tak pachniała, tylko ona tak uroczo zaciskała palce na jego ramieniu, tylko ona tak słodko mówiła. Przeniósł wzrok na księżyc, który dzisiejszej nocy wydał się mu taki zwyczajny, wcale nieośmielający. Dzisiaj to on miał u swego boku niebo i miliony lśniących gwiazdeczek, które ukryte były w jej ciemnym spojrzeniu. Gdyby miał porównać ich odcień do odcienia, jakiegoś przedmiotu, to zamilkłby, bo nic nie równało się z ich barwą. Były przenikliwe, mądre i piękne. Nawet teraz, gdy pozbawione zostały, tak wyjątkowego daru - były przejrzyste i zachwycające.
- Dzisiaj księżyc ma imię i uśmiech, taki od ucha do ucha. Ma dołeczki w policzkach i zgrabny, mały nosek, choć sam mówi, że go nie lubi - dziewczyna zaśmiała się radośnie. - Dzisiaj księżyc ma oczy, cudowniejsze, niż kiedykolwiek wcześniej, bo choć ukryte są za mgłą, to nadal lśnią blaskiem niemożliwym do opisania. Dzisiaj księżyc jest niebywale piękny.
Jokasta pokręciła głową, uśmiechając się jeszcze szerzej. Chłodny powiew wiatru otulał jej ciało, lecz nie czuła zimna. Była po prostu szczęśliwa, pozwalając sobie na zatrzymanie się w miejscu. Nie była myślami w dniu jutrzejszym, czy w roku, o którym większość ludzi nawet nie myśli. Była po prostu obok mężczyzny, którego znała od prawie, że dziecka. Wiedziała o nim prawie wszystko, ufała mu bezgranicznie i czuła się przy nim bezpieczna, tak bardzo, że nawet odgłosy, które dochodziły do niej co jakiś czas, nie brzmiały tak strasznie. Nie myślała o godzinie, ani o tym, co powie mama - czy będzie zła, a może ucieszy się na ich widok? Nie liczyło się nic, tylko te błogie minuty, które przemieszczały się na tarczy zegara, jak obłoki. Chciałaby złapać jedną w dłoń, aby poznać jej kształt, zapach i smak. Wiedziała, że jest to absurdalne życzenie, lecz z drugiej strony coś jej podpowiadało, że przecież ją złapała. Była umięśniona, lekko szorstka, lecz nadal przyjemna w dotyku. Pachniała, jak mężczyzna, który od lat nie zmieniał zapachu perfum, bo wiedział, jak bardzo go lubi. Smakowała, jak szarlotka, a może jak karpatka, albo jabłecznik? Była po prostu słodka, lecz nie mdliła.
Powoli podniosła głowę, odsuwając się na niewielką odległość od Marka. Niepewnie uniosła dłoń, dotykając jego policzka. Poczuła niewielki zarost pod swoimi opuszkami. Nie spiesząc się, przesunęła palcem wyżej, gdzie skóra była gładka i lekko chłodna. Poczuła, jak chłopak zamyka oczy, a ona najdelikatniej, jak tylko umiała dotknęła, jego powiek, brwi i zgrabnego nosa, zatrzymując się na wargach, które prawie niezauważalnie drgnęły. Przez chwilę się zawahała, opuszczając dłoń, którą on pospiesznie złapał, ukrywając w swojej. Złożył drobny pocałunek na jej zewnętrznej stronie, a później kilka mniejszych na wewnętrznej. Milczała, wsłuchując się w bicie swojego serca.
- Tęskniłem.
Jego zachrypnięty głos dotarł do jej uszu, rozlewając przyjemną falę ciepła w jej wnętrzu. Ponownie przysunęła się do niego bliżej, wyciągając swoją dłoń z jego dłoni, aby ponownie objąć jego ramie.
- To dobrze, bo nie lubię tęsknić sama.

Trwaj, wiecznie trwaj.. O noco, która spoglądasz na nas przez dziurkę od klucza, proszę nie odchodź, nie odchodź... 

***

*Ciara Newell - "Through The Day" 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz